E jak elektor

9 maja odbędą się wybory rektorskie. 213 elektorów, a wśród nich 41 studentów, będzie głosować nad wyborem nowego rektora. Tymczasem sposób wskazywania elektorów studenckich wzbudził niemałe kontrowersje.

IMG_1224

fot. Basia Pudlarz

„Wyborcza farsa”, „białoruskie standardy”, „marnowanie głosów studentów” – tak na Facebooku komentowana była forma przeprowadzenia wyborów. Krytykowano przede wszystkim brak informacji ze strony Samorządu Studentów SGH o możliwości zgłaszania kandydatur, czego skutkiem była niewielka liczba chętnych. Na 41 mandatów elektorskich zgłosiły się zaledwie 42 osoby. Dodatkowo, kandydaci na elektorów nie deklarowali, kogo chcą zobaczyć na stanowisku rektora, przez co – zdaniem krytyków – głos oddany na tych studentów to głos w ciemno.

Problematyczna była również procedura zgłaszania się pretendentów na elektorów. 9 marca, na dzień przed ostatecznym terminem zgłaszania kandydatur, przyjmujący zgłoszenia Dział Obsługi Studentów nic o tym nie wiedział, a Samorząd Studentów twierdził, że chętnych na elektorów studenckich obowiązują inne terminy niż resztę. Koniec końców wszyscy kandydaci musieli stawić się 10 marca na Uczelni, dowiedziawszy się o tym późnym wieczorem dnia poprzedniego.

Źródło problemów

Ostateczny termin zgłoszeń kandydatów na elektorów przypadał tego samego dnia co termin zgłaszania się pretendentów na stanowisko rektora. W efekcie kandydatom na elektorów, nie znającym nazwisk potencjalnych włodarzy Uczelni, trudno było ustalić, na kogo zagłosują. Sytuacji nie upraszczał fakt, że w momencie wyborów elektorskich tylko jeden kandydat ogłosił swój program wyborczy.

Do niskiej frekwencji przyczynił się brak informacji ze strony Samorządu. Widok urny wyborczej rozstawionej na antresoli wzbudzał niemałe zdziwienie wśród przechodzących studentów. Wiem o wyborach rektorskich, ale nie o tym, że studenci wybierają elektorów – powiedziała MAGLOWI Katarzyna, studentka II roku. Nic w tym dziwnego, skoro Samorząd Studentów o głosowaniu zaczął informować dopiero dzień przed samymi wyborami. Wtedy to na stronie internetowej Samorządu i fanpage’ach administrowanych przez SS pojawiły się informacje o wyborach. Skutek był do przewidzenia – całkowita frekwencja wyniosła zaledwie 3,4 proc., a wśród studentów niestacjonarnych do urny poszło tylko 0,44 proc. wyborców.

Jak było kiedyś

Lata temu studenci tworzyli swoje bloki wyborcze, jednocześnie sprzymierzając się z kandydatami na rektora. Dla studenta wybierającego elektorów było jasne, że głosując na konkretnego elektora, ma gwarancję, że otrzymujący głos wybierze określonego kandydata na rektora. Sprzyjało to frekwencji, a dodatkowo zmuszało potencjalnych rektorów do szukania poparcia wśród alumnów. W 1999 roku cała Aula Spadochronowa była obklejona plakatami kandydatów, a podczas debat kandydaci na rektora byli pod ostrzałem swoich przeciwników.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Niska frekwencja i brak konkurencji podczas wyborów to w ostatnich latach codzienność i nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała ulec zmianie. Pozostaje nam tylko liczyć, że elektorzy studenccy zagłosują mądrze i wskażą najlepszego kandydata.