Wakacyjni emigranci

Nie wystarcza nam palma na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a, piramida Gmachu Głównego Szkoły Głównej Handlowej czy Pustynia Błędowska. Polacy są spragnieni egzotyki wysokich lotów szczególnie w czasach, kiedy granice dostrzegamy najwyżej na mapie Google. A w wakacje spotykamy rodaków na plaży nad Morzem Śródziemnym albo Czerwonym.

Zdjęcia: Barbara Pudlarz, Paulina Błaziak, Julia Horwatt-Bożyczko

Grafika: Dominika Wójcik, Marta Kasprzyk

piramydky 3

Janina po raz pierwszy wyjechała za granicę w latach 70., mając lat 30. Jednodniowy wypad do NRD zapadł jej w pamięć. Potem udała się tam ponownie po buty Salamandry – wyjeżdżało się w starym obuwiu, a wracało w nowym; kosze na niemieckim dworcu były pełne zużytych par. Świat za żelazną kurtyną poznała dopiero po jej upadku. Gdy po raz pierwszy leciała samolotem, niewiele już jej brakowało do emerytury.

Beata towarzyszyła matce już podczas tej pierwszej wyprawy – szeroki świat poznała w wieku szkolnym. Dziesięć lat później, przy okazji rozmowy o koloniach, kategorycznie oznajmiła: Jak mam gdzieś wyjechać, to za granicę i nigdzie indziej. Kończąc studia, miała już za sobą pobyt w RFN i pierwszy lot samolotem. Jej córka odwiedziła kilkanaście krajów jeszcze przed ukończeniem gimnazjum.

Okno na świat

Polacy podróżują coraz więcej – i coraz chętniej za granicę. Według badania OBOP pod koniec XX wieku letni wypoczynek w Polsce planowało 27 proc. naszych rodaków, na obczyznę wybierał się zaledwie co dwudziesty turysta. W ciągu ostatnich lat te odsetki znacznie wzrastały. Jak podaje CBOS, w 2014 roku 46 proc. Polaków wypoczywało w kraju, a 18 proc. za granicą.

Rosnący trend może ulec zmianie w nadchodzącym roku. Turystyczne destynacje, które były dość popularne w ostatnich latach, teraz nie cieszą się aż takim powodzeniem. Biura podróży narzekają – szczególnie te nastawione na Egipt, Tunezję, Turcję. Grecja też stoi pod znakiem zapytania ze względu na niepokoje związane z migrantami – komentuje Kierownik Katedry Turystyki, dr hab. Ewa Dziedzic, prof. SGH. Można jednak oczekiwać, że te problemy są jedynie przejściowe – branża turystyczna nie lubi pustki i na miejsce wycofanej oferty szybko pojawi się kolejna, przedstawiająca inne zakątki świata.

Znaczną część podróżujących stanowią osoby młode: niemal 70 proc. spośród 300 ankietowanych studentów zadeklarowało, że w minionym roku spędziło część wakacji poza krajem. Dla większości nie było to pierwsze zetknięcie z zagranicznymi atrakcjami. Także pozostałe wnioski płynące z ankiety są wymowne: Szczecin odwiedziło trzy razy mniej osób niż Londyn, a Paryż czy Rzym okazały się dwa razy bardziej popularne niż położone nie tak daleko Warszawy Kielce. Warte uwagi są także nasze wymarzone kierunki: 99 proc. badanych wskazało odległe państwo lub region znajdujący się za granicą – liderami okazały się Australia, Nowa Zelandia, USA oraz Azja Południowo-Wschodnia.

Podróż szyta na miarę

Nie dziwi zatem, że agencje turystyczne przeżywają prawdziwe oblężenie, szczególnie w okresie wakacji, ferii oraz dni wolnych od pracy. Zdecydowana większość biur ma w swojej ofercie wyłącznie wyjazdy zagraniczne. Sylwester Tomkiewicz z biura turystycznego Itaka twierdzi, że turystyka krajowa odbywa się jednak we własnym zakresie, ponieważ jest łatwe, że nie trzeba znać języków obcych, by poznać przeróżne zakątki Polski. Najczęściej samodzielnie jesteśmy w stanie odkryć więcej interesujących nas ciekawostek – chociażby dzięki informacji od mieszkańców danego regionu – i lepiej zorganizować sobie czas niż za pomocą biura podróży.

Tymczasem zagraniczna oferta stale się poszerza. Ostatnim hitem są wycieczki kierowane do par oferujące zakwaterowanie w hotelu dostępnym wyłącznie dla dorosłych oraz ekspedycje przeznaczone dla osób aktywnych. Jednak wciąż najbardziej popularne są wyjazdy all inclusive, które zapewniać mają wypoczynek w luksusowym hotelu bez konieczności zwiedzania okolicznych terenów, chociaż wielu turystów podróżuje już na własną rękę na miejscu. Najczęściej wybierane jest południe Europy – Hiszpania, Grecja czy Włochy, chociaż sytuacja jest dość dynamiczna – zauważa Tomkiewicz. Agencje chcą jak najlepiej dopasować się do niestałych gustów potencjalnych klientów.

Obce znaczy lepsze

Polscy turyści mogą mieć różne powody, by wybierać odległe destynacje. Dr hab. Ewa Dziedzic sugeruje, że wciąż cierpimy na „kompleks nowicjusza”: Nasz rynek jest dosyć młody – wkroczyliśmy na trend wakacji zagranicznych później niż większość Europy. Polacy, którzy mieli okazję zderzyć się z barierą w postaci żelaznej kurtyny, mogą uważać zagraniczne wyjazdy za bardziej atrakcyjne niż ci, którzy przygodę z podróżowaniem rozpoczęli już w czasach strefy Schengen. Z kolei dr Marcin Molenda, adiunkt w Katedrze Geografii Ekonomicznej SGH, zwraca uwagę, że turystyka przestała być elitarna, a podróże nie wymagają już tak dużych nakładów finansowych.

Eksperci są natomiast zgodni w przypadku pozostałych czynników, które skłaniają Polaków do szukania turystycznych atrakcji poza granicami kraju. Podkreślają przede wszystkim kwestię cenową – nierzadko okazuje się, że urlop w Polsce wiąże się z podobnymi kosztami co wakacje w znacznie bardziej egzotycznej lokalizacji. Dwutygodniowe wczasy dla czteroosobowej rodziny nad polskim morzem w sezonie letnim mogą kosztować tyle, ile wycieczka zagraniczna wykupiona w renomowanym biurze podróży – porównuje dr Marcin Molenda. Czasem – przede wszystkim w nadmorskich miejscowościach – cena jest wysoka dlatego, że sezon trwa w Polsce stosunkowo krótko, a okoliczni mieszkańcy chcą w tym czasie zarobić na całoroczne utrzymanie.

Dla turystów kusząca wydaje się również perspektywa zamienienia kapryśnej polskiej pogody na bezchmurne włoskie czy hiszpańskie niebo – szczególnie, gdy w grę wchodzi tylko kilkudniowy urlop. W Polsce zabawa w meteorologa może okazać się daremna – trudno przewidzieć pogodę z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, kiedy najczęściej decydujemy się na wyjazd.

Wśród młodych Polaków decydujące znaczenie ma także znajomość języków obcych. Jak pokazują odpowiedzi ankietowanych studentów, stanowi ona nie tyle środek do osiągnięcia celu („wyjeżdżam, bo potrafię się porozumieć”), ile cel sam w sobie („wyjeżdżam, by mieć okazję do używania i nauki obcego języka”). Łatwiejsza stała się nie tylko komunikacja werbalna – duży postęp można zauważyć także w zakresie transportu. Rozwój coraz gęstszej sieci połączeń, popularność tanich linii lotniczych i możliwość zaplanowania podróży online, bez wychodzenia z domu – te czynniki z pewnością przysłużyły się rozwojowi turystyki międzynarodowej.

Moda na dalekie wyjazdy jest kreowana również w mediach społecznościowych, gdzie coraz chętniej chwalimy się podróżami w nieznane. „Byłam na Teneryfie” brzmi lepiej niż „byłam we Władysławowie”. Ludzi kusi to, co jest inne, nieznane – pisze studentka SGH. Inny ankietowany dodaje: Wyjazdy za granicę są często zorganizowane i wymagają mniejszej kreatywności, zaangażowania. Turysta nie musi przeglądać map Polski w poszukiwaniu czegoś, co będzie na tyle zachwycające, by w rozmowie ze znajomymi dorównywało imponująco brzmiącym nazwom kurortów zagranicznych. Niekiedy szukamy prestiżu, który wywoła zazdrość wśród rodziny czy znajomych, chcemy pokazać, że jesteśmy obieżyświatami, że mamy pieniądze i czas.

Niemedialna ojczyzna

Walkę między bliskimi i odległymi miejscowościami trudno określić mianem wyrównanej. Podczas gdy zagraniczne destynacje kuszą atrakcyjnymi cenami i kolorowymi broszurami w biurach podróży, polskim instytucjom zdarza się wręcz zniechęcać turystów. Zdarzyło się, że w Świnoujściu Polacy śmiali się, że po polskiej stronie woda się nie nadawała do kąpieli, a po niemieckiej wszystko było w porządku – wspomina dr hab. Ewa Dziedzic. Trudno oprzeć się wrażeniu, że niektóre dawne kurorty nie podołały współczesnym wyzwaniom. Za przykład może tu posłużyć Szklarska Poręba – niegdyś popularny cel wypraw i Zimowa Stolica Trójki, dziś coraz częściej określana na forach internetowych jako totalna klapa.

Często też nie zdajemy sobie sprawy z istnienia krain wartych odwiedzenia. Polacy cały czas jeżdżą w te same miejsca w kraju. Mało kto odwiedza na przykład Beskid Niski, mało kto potrafi nawet umiejscowić go na mapie – opisuje swoje obserwacje dr Molenda. Są takie rejony, w które co roku napływają tłumy, a inne, mniej znane tereny, choć równie intrygujące, są ignorowane. Nieznajomość własnej ojczyzny jest zdumiewająca. Można mieszkać w jednym miejscu 15 czy 30 lat, a nie znać żadnej atrakcji turystycznej w okolicy. Dopiero za granicą jesteśmy zaskoczeni, kiedy słyszymy od obcokrajowców: Byłeś w Gdańsku? To tam są te słynne murale! Podziwiałem je przed rokiem – a my nie mamy pojęcia, o czym się mówi, bo „polskie” kojarzy się nam z czymś zwykłym, nieatrakcyjnym i pospolitym, niewartym naszej uwagi. Wielu młodych rodaków wciąż wiąże wyjazdy krajowe jedynie z koloniami tylko z czasów podstawówki (bo przecież potem już się jeździło na obozy językowe), wycieczkami szkolnymi i odwiedzinami u dziadków.

Powrót do korzeni

Eksperci przyznają, że przygotowanie interesującej propozycji wyjazdu w kraju jest nie lada wyczynem – turystom łatwiej jest zdecydować się na taką ofertę, która jest sprawdzona i kompleksowa, oferującą nie tylko nocleg, ale też gastronomię czy korzystanie z różnego sprzętu – podkreśla dr hab. Ewa Dziedzic – rodzimych turystów trzeba zachęcać, pokazywać, że można coś ciekawego przeżyć w określonych miejscach. Ale to musi być obietnica z pokryciem.

W Polsce funkcjonują agencje, które specjalizują się w organizacji wyjazdów krajowych. I nie są wyłącznie przeznaczone dla wycieczek szkolnych – choć takie cieszą się największą popularnością. Andrzej Walenciak z Waltour, firmy organizującej wyjazdy krajowe, zauważa, że osoby ze stolicy są zainteresowane odmiennością kulturową, chętnie podążają w kierunku przyrody. Od lat najpopularniejszym celem jest Mazowsze, ostatnio również Podlasie. Zainteresowanie takimi podróżami praktycznie nie maleje w ciągu roku, ponieważ są to wyjazdy krótkie, najczęściej weekendowe, tematyczne, w konkretne miejsca.

Znaleźliśmy taką niszę na rynku 12 lat temu i od tego czasu nieprzerwanie działamy – mówi Walenciak. Naszymi klientami są osoby w różnym wieku, dominują jednak rodziny i ci powyżej 50. roku życia. Nierzadko rezerwują wycieczkę pół roku przed planowaną datą. Osoby pracujące częściej zwlekają z taką decyzją ze względu na obowiązki zawodowe. Część z osób wyjeżdżających wybiera wycieczki krajowe ze względu na niższe koszty, ale nie tylko – kontynuuje Walenciak.

Zainteresowani propozycjami Waltour są też turyści zagraniczni i repatrianci, którzy chcą po latach odkryć swoją ojczyznę na nowo. Przy okazji odwiedzin składanych krewnym wraca się w miejsca, z którymi wiążą się osobiste wspomnienia. I nie trzeba wcale wyjeżdżać do innego kraju, żeby popatrzeć na swe rodzinne strony z innej perspektywy i docenić ich odmienność w stosunku do aktualnego miejsca pobytu. Te sentymenty są swoistą kotwicą i pozwalają spojrzeć na tereny, do których powracamy po latach z nowego punktu widzenia – atrakcji turystycznej.

Możliwości do podróżowania po kraju są niemałe, szczególnie dzięki rozwojowi infrastruktury drogowej. W zasięgu ręki – i kieszeni – znaleźć można praktycznie wszystkie środki transportu: od samolotu, przez pociągi i autobusy aż po podróże autostopem, rowerem czy na własnych nogach. Podobnie sytuacja wygląda z celami wyjazdowymi: na wypoczynek dla leniwych można wybrać jezioro albo morze, dla aktywnych góry, a dla spragnionych widoku cudów architektury – miasta, zamki i pałace. A wszystko w (rzekomo) przystępnej cenie i bez konieczności przełamania bariery językowej, która wciąż dla wielu wydaje się być nie do pokonania. Polska wydaje się też wciąż dość bezpiecznym krajem – jak czytamy na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, nasze państwo nie należy do państw bezpośrednio zagrożonych atakami terrorystycznymi.

Blogowe przewodniki

Inspiracji do niestandardowych podróży krajowych można znaleźć wiele. Na tegorocznych Kolosach – ogólnopolskich spotkaniach z laureatami gdyńskiego festiwalu podróżniczego o tej samej nazwie – wśród osób powracających z dalekich wypraw do Indii, Etiopii czy Ziemi Ognistej pojawił się Przemek Wołoszyk, który stworzył swój polski triathlon. Najpierw przeszedł kraj od Bieszczad po Hel, jednak to było dla niego za mało, dlatego postanowił przepłynąć kajakiem Wisłę od źródeł aż do Morza Bałtyckiego, a kończąc dzieło w zeszłym roku, objechał ojczyznę wzdłuż jej granic.

Podobny pomysł na przejażdżkę wzdłuż granic miała też Anita Dziemianowicz. Relację z podróży na dwóch kółkach po Polsce znaleźć można na jej blogu Banita, w której opisuje miejsca, jakie w ten nietypowy sposób odkryła – Kruszyniany, wiadukty w Stańczykach, Bieszczady czy Srebrną Górę w Górach Sowich – i niesamowitych ludzi, których spotkała na swej drodze i którzy zaprzeczają polskim stereotypom o braku gościnności i sympatii względem nieznajomych. Dziemianowicz równie często wędruje poza Polską, ale ceni sobie krajowe ekspedycje i nie zamierza z nich rezygnować.

Blogi stały się współcześnie źródłem wiedzy i ogromną kopalnią pomysłów na podróżowanie po ojczyźnie. Dzięki wpisom łatwiej odkryć coś niepowtarzalnego na własnym podwórku, niż czytając rozmaite przewodniki, w których opisuje się tylko od wielu lat rozpowszechnione atrakcje. Daria prowadząca stronę Poboczem drogi zdradza Maglowi: Blog jest moim swoistym nawykiem, ale mam cichą nadzieję, że stanie się inspiracją dla innych. W Polsce znalazłam wszystko to, co lubię: zamki, polne drogi, sielskie krajobrazy, wspaniałe lasy i cudowne małe miasteczka. I tym pięknem dzieli się z czytelnikami za pośrednictwem Internetu, a bliskich zaprasza do towarzyszenia w organizowanych przez siebie wędrówkach, poprzez które dociera praktycznie w każdy zakątek kraju.

Blogerka nie ukrywa również, że sama szuka sugestii na stronach internetowych i w literaturze. Nieocenionym źródłem wiedzy są też mieszkańcy – zawsze wskażą jakieś ciekawe miejsce z pobocza drogi – dodaje. Podróżniczka zauważa, że Polska powinna się promować nie tylko wśród turystów zagranicznych. Wiele zależy od samorządów lokalnych czy organizacji zajmujących się turystyką. Niestety strony internetowe mające informować o pobliskich atrakcjach są często nieestetyczne i nieuaktualniane. To w dużej mierze zniechęca potencjalnych gości, bo to witryny są dla nich źródłem wiedzy o  regionie.

Kręta droga do atrakcyjności

W ostatnich latach zaczęły powstawać kampanie, które promują miasta czy krainy geograficzne Polski. Dzięki popularyzacji marketingu terytorialnego coraz bardziej znane są hasła: Śląskie. Pozytywna energia, Zakochaj się w Warszawie, Wrocław – miasto spotkań czy Świętokrzyskie czaruje – poleć na weekend. Działania promocyjne mogą znacząco wpłynąć na atrakcyjność turystyczną regionów. Ale za tym musi też stać konkretny pomysł, infrastruktura sprzyjająca odwiedzającym – hotele i pokoje gościnne – a także coś, co wyróżni się na tle pozostałych oraz zareaguje na potrzeby przybywających. A to już nie jest tak proste jak wymyślenie trafnego sloganu.Pocztówka v2 5

Ważną kwestią jest współpraca lokalnych samorządów, które razem mogą przyczynić się do poprawienia wzajemnej atrakcyjności – warto wspomnieć chociażby kurorty narciarskie, które tworzą wspólne karnety dla narciarzy czy miejscowości, które można przejechać na tym samym bilecie komunikacji miejskiej. Zorganizowana promocja bardziej zachęca odwiedzających do skorzystania z potencjalnych możliwości całego regionu niż reklamowanie tylko jednego obiektu, dla którego niewiele osób rozważy wyjazd. Takie okazje pozwalają uzyskać efekt synergii, który pozytywnie wpłynie na liczbę turystów.

Wizja ekspedycji

Z upływem czasu zmieniają się nie tylko kierunki wakacyjnych wypraw, ale też samo nastawienie Polaków wyruszających na urlop. Okazuje się, że popularna strategia “3 razy S” (sun, sand, sea) przestała być gwarantem udanego wypoczynku. Dziś do głosu dochodzą emocje, ważniejsza stała się możliwość spróbowania czegoś nowego i nieznanego – coraz większą liczbę wyznawców zdobywa idea “3 razy E” (entertainment, excitement, education). Tu Polska może mieć do zaoferowania więcej niż w przypadku modelu odnoszącego się do słońca i morza. Z egzotyką i różnorodnością kultur możemy spotkać się także w naszym kraju – na przykład na Podlasiu wciąż mieszkają polscy Tatarzy, a w Beskidzie Niskim na nowo rozkwita kultura Łemków – komentuje Gosia Motyka, prowadząca bloga Po kraju.

Okazuje się, że turystyka w Polsce nie do końca jest na straconej pozycji. Dziś buty Salamandry można znaleźć w co drugim sklepie obuwniczym, a Janina zwiedza Polskę przede wszystkim z uniwersytetem trzeciego wieku. Z kolei Beata dwa lata temu zdała sobie sprawę, że chociaż jej dzieci dobrze znają Włochy, nie widziały połowy polskich wartościowych regionów. Od tego czasu z rodziną zwiedziła Poznań, Łódź, Ciechocinek… Dalszy ciąg poznawania kraju już jest zaplanowany na miesiące letnie – w końcu wakacje w Polsce wcale nie muszą być mniej atrakcyjne od tych zagranicznych.