Muzyczne Maliny

W maju znów przyjdzie pora na eurowizyjny szał, który najlepiej oglądać bez głosu lub wcale. Ostatnie Grammy po raz kolejny udowodniły, że hajs się musi zgadzać, a polskie Fryderyki bez skańbalu odchodzą do lamusa. Zobacz, co najwyżej cenią sobie nasi głuchawi eksperci.

Fryderyki

fryderyki

Gwiazda prysznica
OCENA: 3,5/5

Niby każdy coś słyszał, że nagrody, że polskie, że muzyczne, a laureatów się jakoś nie pamięta. Może dlatego, że muzyka bardziej lub mniej poważna w mediach nagłaśniana nie jest. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że na scenę wyjdzie ktoś, kto nie tylko zaśpiewa, ale zrobi show a’la Stuhr z Orłów, a Fryderyk jedynie Ryknie ze śmiechu albo złości, zależnie od opcji politycznej. Wyszedł Kammel, którego żarty były suche jak pustynia. Nagrody są idealnym łupem dla szukających okazji, bo nominowani mogą zostać tylko ci, którzy się sami zgłoszą. Narcyzm level music.

Zdążę, klakson, bach.
OCENA: 3,5/5

Trzeba przyznać, że jak na program komercyjny polscy wykonawcy są dobierani z głową. Chyba że jury traci ją dla Arki Noego czy Reni Jusis (album roku: hip-hop i to nie są żarty: HIP-HOP). Bo tak naprawdę jedną z niewielu dziedzin, w której konkursy są wymierne, jest sport. Jak bowiem udowodnić, że jeden artysta jest bardziej artystyczny od drugiego? Fryderyk to ten mądrzejszy i przystojniejszy braciszek w rodzinie. Imię wybrane jednak trochę na wyrost, osobiście dałbym Pawełek.

Kulturalna Marzenka
OCENA: 4/5

Każdy kraj marzy, by mieć swoje Brit Awards. Akademia Fonograficzna przyznała w tym roku Fryderyki, kierując się zmysłem słuchu, a nie wzroku, co było przełomem na rodzimym rynku muzycznym. Rozszerzenie ilości kategorii oraz brak faworyzowania niektórych wytwórni muzycznych wpłynął pozytywnie na obraz polskich nagród. Chociaż prestiż nagrody nadal jest wątpliwy. To, co cieszy, to wygrana The Dumplings. Ciekawe, czy niemłodzi już członkowie Akademii Fonograficznej tupali nóżką do ,,betonowego lasu”, czy kierowali się gustem swoich wnuków.

Eurowizja

Gwiazda prysznica
OCENA: 1,5/5
13313359_1148257891883140_1333312360_o

Już się nie mogę doczekać na tegoroczny skańbal! Kobieto-facet z brodą? Było! Grające zombie? Było! Homoseksualne wyznania i pocałunki? Też było! Chociaż już chyba nie zniosę oglądania Conchity Kiełbaski trzeci rok z rzędu, obojętnie jaką rolę przybierze. Sama Eurowizja wydaje się być konkursem dla głupków, którzy dla zwycięstwa są w stanie zrobić z siebie największe pośmiewisko, a my to oglądamy z nadzieją na perełkę (ale muzyczną). Swoją drogą, może jednak Szpak coś wymyśli, by podjudzić tłumy spragnione rozrywki niskich lotów?

Zdążę, klakson, bach.
OCENA: 0,5/5

Mój pierwotny tekst o treści „ahhahahahah” redakcja odrzuciła ze względu na zbyt trafne określenie problemu. Jak bowiem opisać coś, co z definicji jest chłamem? Ustawa antyaborcyjna chyba działa od dawna, skoro w konkursie startują TACY artyści! Iwan i Delfin, Ich Troje, Cleo… a Rakowiecka stoi pusta. Pół noty za kilka ładnych melodii w zalewie tandety i manipulacji głosami. Jeśli jesteś królem techno, gumoleonem albo gejem z brodą, masz szansę wygrać. Dlatego wierzę w Michała Szpaka.

Kulturalna Marzenka
OCENA: 3/5

W tym roku w końcu zakwalifikował się jakiś odpowiedni kandydat. W polskim środowisku fanowskim zawrzało. Miłośnicy Edyty rzewnie płakali za swoją divą, sympatycy Margaret stwierdzili, że wyniki zostały sfałszowane. Podobno byli oburzeni wygraną Szpaka, ale może nie zrozumieli, że po prostu Margaret już Thank you very much. Michał Szpak wybrał emocjonalny utwór, aby podbić serca zagranicznej publiczności. Niestety dzieło podobno jest plagiatem. Nasz przedstawiciel stara się odciąć od porównań do Conchity Wurst. Rzekomo nie założy obcasów.

Grammy

13318700_1148258145216448_2097828042_n

Gwiazda prysznica
OCENA: 0,5/5

Muzyczne Oscary. Podobno. W rzeczywistości coroczne zbiorowisko bogaczy z fabryk fonograficznych i kolekcjonerów statuetek, które mają podbić sprzedaż krążków z korzyścią dla tych pierwszych. Sama gala jest spotkaniem celebrytów, którzy są uzależnieni od blasku fleszy, a mikrofonu używają, by zawołać fotoreporterów na ściankę. Najzabawniejsze są jednak kategorie, które mnożą się szybciej niż Chińczycy po rezygnacji z polityki jednego dziecka. Organizatorzy idą na ilość, a o jakości chyba nie słyszeli – podobnie jak fałszu Adele z ostatniej ceremonii.

Zdążę, klakson, bach.
OCENA: 2/5

Album roku 2015’… 1985 Taylor Swift, brawa! – bo kogo obchodzi Kendrick. Na 83 kategorie wyniki połowy są równie żałosne, ale wyłówmy z tego szamba jeszcze parę perełek. Tzw. nagrody pracownika miesiąca nigdy nie dostał ani Nas, ani Guns’n’Roses, za to dzierżyli ją zarówno Milli Vanilli (sic), jak i sześciokrotnie Black Eyed Peas (sic x6). Na pocieszenie dodam, że zwycięzcy w takich kategoriach jak jazz czy blues są wybierani rzetelnie, ale w TV tego nie grammy – kolejny ,,Paszport Polsatu” odbiera właśnie Taylor.

Kulturalna Marzenka
OCENA: 2/5

Grammy jak zwykle nie zaskoczyły. Wygrali artyści, których utwory lecą nieustannie od Radia Eska po reklamy komercyjne. Na topie jest ulubienica Ameryki Taylor Swift. Kolejnym wielkim wygranym jest Weeknd, człowiek z najdziwniejszą fryzurą. Jego głos wpędza w zakłopotanie niejednego mężczyznę, podobnie jak zera na koncie i pojawianie się na wybiegu w towarzystwie Aniołków Victoria’s Secret. Kendrick Lamar, nominowany do szeregu nagród, nie zdobył ani jednej statuetki. To może jakiś duecik z Kanye, albo przynajmniej linia własnych butów?

No votes yet.
Please wait...