Polska gra va bank

Finansowi giganci ruszyli na łowy. Coraz więcej instytucji pada ich łupem. Wszystko to dzieje się w imię zapowiadanego w kampanii wyborczej powrotu kapitału bankowego w polskie ręce.

pig

Grafika: Aleksander Łukaszewicz

Od objęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość jesienią 2015 roku instytucje finansowe, a w szczególności banki, znalazły się pod lupą obozu rządzącego. Choć ciosy od ministra finansów oraz prezydenta w postaci podatku bankowego czy „ustawy frankowej” okazały się mniej bolesne, niż zakładano, banki przez długi czas były w złej kondycji. Wskazuje na to kapitalizacja giełdowa instytucji notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Wystarczy wspomnieć, że w rok od II tury wyborów prezydenckich indeks WIG-BANKI zanotował spadek o ok. 25 proc.

Najgorsza jest niepewność

Dzisiaj już wiadomo, że zgłoszona jako projekt „ustawa frankowa” nie pociąga za sobą tak dużego wzrostu kosztów, jakiego obawiał się rynek. Również w przypadku podatku bankowego szybko znaleziono sposób na optymalizację obciążeń, korzystając ze zwolnienia od papierów emitowanych przez skarb państwa . Utrzymująca się przez ponad rok niepewność nie skłaniała zagranicznych inwestorów strategicznych do zwiększania swojego zaangażowania w polskim sektorze bankowym. Wręcz przeciwnie – większość z nich wolała i nadal woli podążyć w zupełnie odwrotnym kierunku.

W przypadku grup Carlo Tessara czy GE Capital, które sprzedały swoje udziały grupie PZU (zarówno wprost, jak i przez pośredników), oficjalnym powodem była realizacja przyjętej międzynarodowo strategii. Można tylko domniemywać, jak duży wpływ miały na to zapowiadane przez obóz rządzący zmiany regulacji. O ile w przypadku sprzedaży pakietu akcji Alior Banku przez Carlo Tessara transakcja dotyczyła tylko zmiany właściciela pakietu kontrolnego, o tyle nie można tego samego powiedzieć o kupnie BPH przez przejęty już Alior. Choć zamiary transakcji zostały oficjalnie ogłoszone pod koniec kwietnia, faktyczna fuzja nastąpi według planu na przełomie obecnego i kolejnego roku. W czasie negocjacji okazało się również, że z fuzji zostanie wyłączony segment kredytów hipotecznych w walutach obcych (głównie ten we franku szwajcarskim). Dzięki tej transakcji oraz przejęciu Meritum Banku i kilku mniejszych, Alior Bank wskoczy do pierwszej dziesiątki największych banków w Polsce.

Europejskie turbulencje

Te ruchy nie zaspokoiły jednak apetytu największego polskiego ubezpieczyciela. W ramach ogłoszonej w sierpniu strategii do 2020 roku PZU planuje stworzyć grupę bankową z aktywami wynoszącymi min. 140 mld zł. Wszystko wskazuje na to, że PZU nie będzie szukać ze świecą potencjalnych sprzedających.

Sytuacja europejskich banków rysuje się w ciemnych barwach. Rekordowo niskie stopy procentowe utrzymywane przez Europejski Bank Centralny przekładają się na niższe zyski. Najgorzej mają się sprawy na Półwyspie Apenińskim. Włoskie instytucje zmagają się z poważnym wyzwaniem w postaci tzw. złych kredytów – czyli tych niespłacanych na czas. Ich współczynnik w sumie wszystkich pożyczek jest na poziomie 17 proc. Dla porównania, przed wybuchem kryzysu finansowego w 2008 roku w Stanach Zjednoczonych wynosił on jedynie 5 proc.

Największa presja jest wywierana na najstarszy bank działający do dzisiaj od 1472 roku – Banca Monte dei Paschi di Siena. Udział „złych kredytów” wynosi tam aż 35 proc. W gronie borykających się z tym problemem znajduje się również właściciel polskiego Pekao SA – grupa Unicredit. W lipcu na stanowisku prezesa nastąpiła zmiana – oczywistym jest, że głównym zadaniem nowego szefa będzie ratowanie sytuacji banku, co w tym przypadku oznacza dokapitalizowanie grupy. Wskazuje na to jego pierwsza decyzja – sprzedaż 10-proc. pakietu akcji Pekao. Jednak nawet sprzedaż całego pakietu kontrolnego tj. 50,1 proc., które Unicredit posiadał do lipca, nie zaspokoi ich potrzeb, które szacuje się aż na 9 mld euro.

Desperackie próby sprzedaży Pekao stara się wykorzystać właśnie PZU. Sam ubezpieczyciel nie jest jednak w stanie kupić całości oferowanego pakietu. Jego rynkowa wartość wynosi ok. 13 mld zł, a nadwyżka kapitałowa, która może być wykorzystana w celu przejęcia, nie przekracza 10 mld zł. Tutaj z pomocą może przyjść Polski Fundusz Rozwoju – podmiotem kupującym Pekao stanie się konsorcjum obu instytucji. Wicepremier Mateusz Morawiecki oficjalnie zdementował plotki o takiej możliwości pod koniec sierpnia w wywiadzie dla agencji Reuters. Mimo to w tym samym czasie Financial Times informował o toczących się w Mediolanie negocjacjach między szefami tych instytucji. Z informacji angielskiego dziennika wynika, że włoskiej stronie zależy na jak najszybszym domknięciu transakcji, tj. do końca listopada. A jak na ironię polskiej stronie doradza… Deutsche Bank.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Gdy Europejski Nadzór Bankowy opublikował wyniki najnowszych stress testów, czyli analizy wypłacalności banków, gdyby ich kredytobiorcy przestali spłacać kredyty, w głowach wielu prezesów banków zabrzmiał dzwonek ostrzegawczy. Jednym z banków, który nie ukończył pomyślnie testów jest Raiffeisen Zentralbank, spółka matka polskiego Raiffeisen Polbank. Zgodnie z zaleceniami EBA słabiej radzące sobie podmioty powinny podwyższać swój kapitał, który można pozyskać m.in. poprzez sprzedaż swoich zagranicznych oddziałów. Jednak Austriacy mają również drugi nóż na gardle – zgodnie z zaleceniami Komisji Nadzoru Finansowego pod koniec tego roku mija termin, do którego Raiffeisen Polbank powinien zadebiutować na giełdzie albo zostać sprzedany.

W tym przypadku zainteresowanych transakcją jest więcej. Oprócz realizującego swoją strategię największego polskiego ubezpieczyciela chrapkę na aktywa banku wykazuje również największy polski bank – PKO BP. Aby uniknąć podbijania ofert, obie instytucje należące do skarbu państwa powinny złożyć wspólną propozycję. Takie rozwiązanie jest bardzo prawdopodobne, zwłaszcza że jak wynika z informacji DGP, interesuje je przejęcie innych części banku. PZU, podobnie jak w przejmowanym przez Alior BPH, skoncentruje się na aktywach z wyłączeniem kredytów hipotecznych we frankach. Z kolei PKO BP chciałoby przejąć dobrze prosperującą spółkę działającą na rynku leasingowym. W tym przypadku jednak państwowe spółki mogą doczekać się konkurencji ze strony innych banków. W wyścigu do przejęcia uczestniczą również ING Bank Śląski czy BGŻ BNP Paribas.

Samo przejęcie to jednak nie koniec drogi. Gdyby PZU udało się wchłonięcie w Pekao i Raiffeisen Polbanku, narodowy ubezpieczyciel kontrolowałby aktywa o wartości ok. 250 mld zł. Tym samym znalazłby się na drugim miejscu pod względem wielkości aktywów bankowych, zaraz po PKO BP. Taki rozwój sytuacji oznaczałby, że w polskich rękach znajdowałoby się około 50 proc. wszystkich aktywów bankowych w Polsce. Oprócz kontrolowanych przez skarb państwa PZU i PKO BP, resztę stanowiłyby grupa Getin, BOŚ, Bank Pocztowy i banki spółdzielcze. Wyzwaniem będzie jednak poskładanie dobrze funkcjonującej instytucji tak, aby inwestycja faktycznie przyniosła zyski. Państwowe spółki mają szczęście do wydawania dużych sum na projekty, które później przynoszą gigantyczne straty – wystarczy wymienić takie projekty inwestycyjne jak rafineria Możejki autorstwa PKN Orlen czy kopalnia Sierra Gorda KGHM-u.

Niezależnie od powodzenia albo upadku planów repolonizacji kolejne okazje mogą czaić się za rogiem. Jak bumerang wraca temat sprzedaży Banku Millenium przez Banco Comercial Portugues. Cichymi kandydatami są też spółki córki dwóch niemieckich instytucji – Deutsche Banku i Commerzbanku – odpowiednio DB Polska i mBank. Sytuacja u sąsiadów zza Odry może się okazać bardzo dynamiczna, zważywszy na możliwość fuzji między tymi podmiotami. O ile Deutsche Bank posiada w Polsce skromny biznes, o tyle mBank jest czwartym bankiem na naszym rynku. Jego sprzedaż z tego powodu może być utrudniona. Co przyniesie przyszłość? To zależy, jak bardzo zdeterminowany będzie obóz rządzący, a zwłaszcza wicepremier Morawiecki wywodzący się przecież z branży bankowej.

No votes yet.
Please wait...