Mozaika

Przygody, pasje, śmiech, zaschłe gardło pijące łapczywie zimną wodę, włosy potargane wiatrem i podróż autostopem. Stopy obtarte przez nowe buty. Młodość. Wolność.

felietonyPragnienie, by odpocząć od rodzinnego domu, zyskać odrębną tożsamość, znaleźć inspirację  – to naturalna kolej rzeczy. Nieważne, jak dużą nostalgię czuje się na myśl o dzieciństwie, jak bardzo jest się przywiązanym do rodziców czy lokalnego środowiska – pragnienie zarzucenia węzełka na plecy i pójścia w siną dal rośnie. A im bardziej jest „do czego” niż „od czego” uciekać, tym jest wygodniej pójść na łatwiznę i nigdzie nie wyruszyć. Młody, względnie przystosowany i gotowy do życia człowiek jest wrażliwy na głos płynący gdzieś z głębi świata. Głos, który nazywa się „życie” i cicho woła: doświadczaj!

Kohelet napisał, że wszystko ma swój czas. Jest pora na gromadzenie zasobów, umiejętności, relacji, wspomnień… Ale zegar nieprzerwanie tyka. Kubłem zimnej wody na głowę rozpaloną życiową gorączką  jest wiadomość o nagłym odejściu kogoś bliskiego. Szczególnie kogoś, kto wydawał się wieczny. Wtedy inny głos mówi, że jeszcze tyle można było razem przeżyć, o tylu sprawach porozmawiać. Pobrzmiewa w nim nuta wyrzutu – niewygodna, uwierająca jak szpilka albo kamyk w bucie: nie poświęciłeś tej osobie wystarczająco dużo czasu! I jeśli na co dzień ważniejsze są inne sprawy, jeśli życie toczy się już gdzieś indziej i dalej, ten czarny kamyk rani jeszcze bardziej. Rozdrapuje zabliźniającą się powoli pustkę.

A więc nie wyruszać w podróż? Nie chcieć więcej? Czy nie warto mozaiki życia układać po swojemu, nawet jeśli to oznacza poharatane palce?

Najtrudniejsze wybory to te między dobrym a dobrym. Szukając swojej tożsamości, warto pamiętać o tych, którzy rzucili pod jej budowę kamień węgielny. Z jednej strony dbanie o bliskie i szczere relacje z rodziną. Z drugiej – życie dojrzałe, pełne pasji i samodzielne, a nie nudne i nieciekawe. Z żadnej opcji nie można zrezygnować, obie trzeba wybrać. Co więcej, mam poczucie, że tylko takie rozwiązanie może dać spełnienie. W przeciwnym razie zawsze będzie coś uwierać – albo kamyk pretensji, albo poczucia winy.

Kamienie to konieczność. Nie ma sposobu, żeby w środku wędrówki zatrzymać się, zdjąć but i wszystkie kamyki wyrzucić. Ale jest szansa, że się wygładzą, dopasują do stopy. Można w końcu poczuć się dobrze w starych, wychodzonych butach. Przyzwyczaić się do swoich kamyków. Tylko trzeba iść dalej.

No votes yet.
Please wait...