Świątynia nauki

Od kilku miesięcy na kampusie głównym UW czuć narastające w powietrzu napięcie. Dzieje się tak za sprawą ostatnich decyzji władz niektórych wydziałów, które odeszły od tradycji niemieszania się w nurt bieżących wydarzeń. Czy można jeszcze mówić o neutralności światopoglądowej na UW?

fot. theglobalpanorama via Foter.com / CC

fot. theglobalpanorama via Foter.com / CC

W październiku ubiegłego roku odbyły się w Polsce wybory parlamentarne, w wyniku których do władzy doszła inna partia niż ta rządząca przez ostatnie dwie kadencje. Długo można by spekulować na temat powodów tej zmiany oraz skutków, do których doprowadziła lub w najbliższej przyszłości doprowadzi. Niewątpliwie jednak w związku z nią na polskiej arenie politycznej i społecznej można dostrzec bardzo wyraźny konflikt, dotyczący podejmowanych przez nową większość działań o charakterze zarówno politycznym, jak i światopoglądowym.

Gong, a po nim boks

Wspomniana dyskusja na temat zasadności niektórych przedsięwzięć władzy oraz związanych z nimi akcjami opozycyjnymi nie ominęła również Uniwersytetu Warszawskiego. Poprzednie osiem lat rządów jednej koalicji sejmowej przyzwyczaiło Uczelnię do swego rodzaju stabilności na płaszczyźnie politycznej oraz spowodowało zamrożenie starego dylematu dotyczącego światopoglądowej neutralności Uniwersytetu. Dzisiaj można śmiało stwierdzić, że problem ten powrócił z ogromną siłą i wywołuje duże zainteresowanie oraz kontrowersje pośród studenckiej społeczności, która interesuje się sprawą, wyrabiając sobie na jej temat własne, często bardzo różniące się od siebie, poglądy.

Jedną z ciekawszych kwestii, o której warto wspomnieć już na początku, okazuje się rażąca dysproporcja i wybiórczość w ocenach poszczególnych decyzji podejmowanych przez Uniwersytet Warszawski i jego pracowników.

Raz z lewej…

Na przykład wśród studentów o bardziej lewicowych poglądach znacznie częściej słychać potępienie sposobu organizacji międzynarodowej konferencji naukowej pt. Tożsamość małżeństwa i jej jurydyczna ekspresja przez stowarzyszenie Ordo Iuris. Konferencja zorganizowana pod koniec września na Wydziale Prawa i Administracji UW była krytykowana za arbitralne dobieranie uczestników konferencji – prelegentów charakteryzowało silnie prawicowe podejście do tematu. Wzburzenie podsycała również nazwa jednego z paneli – Przemocowe oblicze związków udających małżeństwo. Nazwa ta dość wyraźnie przeczyła argumentom obrońców konferencji mówiących o jej naukowym, a nie ideologicznym charakterze.

…raz z prawej

Z drugiej strony warto wspomnieć o gwałtownej, jak na standardy studenckich rozmów, reakcji prawicowych studentów wobec zgody niektórych wydziałów (np. Wydziału Iberystyki) oraz poszczególnych pracowników naukowych na nieobecność kobiet w dniu czarnego protestu. Interesujące może okazać się to, że również ta grupa podnosiła problem neutralności światopoglądowej Uniwersytetu, który jej zdaniem w żaden sposób nie powinien angażować się w podobne działania. Studenci swój pogląd dość często uzasadniali ideą obywatelskiego nieposłuszeństwa, która zezwala na niepowodujące szkód złamanie obowiązujących norm, przy jednoczesnym przyjęciu idącej za tym odpowiedzialności – w tym przypadku powinno być to wpisanie kobietom nieobecności na ominiętych przez nie zajęciach.

Wróg u bram?

Nie sposób nie wspomnieć również o październikowych incydentach, kiedy to przed bramą główną Uniwersytetu pojawili się przedstawiciele Obozu Narodowo-Radykalnego, którzy, stojąc pod ustawionym wcześniej namiotem, agitowali studentów, aby dołączyli do tej organizacji. Narodowcy rozdawali ulotki z napisami „Śmierć wrogom ojczyzny” czy „Zakaz pedałowania”. Akcja ONR-u zakończyła się jednak wcześniej niż było to zaplanowane, a to za sprawą jednej ze studentek, która zadzwoniła na policję. Co prawda Narodowcy posiadali zgodę odpowiednich służb, lecz ta nie przewidywała rozstawiania namiotu, który mógł blokować ruch pieszych.

Sytuacja ta nie pozostała bez odpowiedzi władz Uniwersytetu, które w swoim oświadczeniu w zdecydowany sposób odcięły się od całego zdarzenia: Uniwersytet Warszawski nie ma żadnego związku z tą inicjatywą. Ubolewamy, że wizerunek uczelni jest wykorzystywany przez różne organizacje, których działalność nie ma nic wspólnego z misją Uniwersytetu – głosi komunikat.

Wspólny język

Mimo wyraźnie zasygnalizowanych różnic między studentami o różnych poglądach politycznych można zauważyć pewną wspólną tendencję – większość zgadza się w kwestii, że neutralność światopoglądowa Uniwersytetu jest dla nich sprawą dużej wagi. Uczelnia to miejsce, w którym ścierają się zróżnicowane poglądy zarówno studentów, jak i pracowników naukowych. Tym samym stanowi przekrój większej części polskiego społeczeństwa i odbicie wyznawanych przez nie opinii zarówno o bieżących wydarzeniach, jak i tych dotyczących abstrakcyjnych spojrzeń na sprawy moralne. Wobec takiej oceny nie sposób nie dojść do wniosku, że Uniwersytet jako instytucja w żadnym wypadku nie powinien wyznawać określonych idei światopoglądowych.

Świątynia nauki

Inaczej wygląda sprawa światopoglądu studentów oraz pracowników uniwersytetu. Nikt bowiem nie wyobraża sobie Uniwersytetu bez wewnętrznych sporów na płaszczyznach naukowych i moralnych. Nie wolno zamykać ust ludziom, którzy, kierując się określoną hierarchią wartości, zezwalają na jej kontestowanie i dyskusję o sprawach ważnych. Bez zróżnicowania poglądów Uniwersytet stanie się jedynie kolejną organizacją, a nie świątynią nauki, w której ścierają się wielkie, niezatrute odgórnie płynącą ideologią umysły. A tego chyba nikt rozsądny nie pragnie…