Alter Bridge – The Last Hero

Następca albumu Fortress z 2013 roku pokazuje nam, że Alter Bridge cały czas ewoluuje brzmieniowo, stopniowo oddalając się od swoich post-grunge’owych korzeni. Ich muzyka zachowuje przy tym swój typowy charakter, czyli połączenie ciężaru z lekkością i mix chwytliwych refrenów z ostrymi lickami gitarowymi.

alter-bridge-the-last-hero-album-cover_opt

fot. facebook.com/alterbridge

W nowym wydaniu muzyka grupy prezentuje się jeszcze bardziej okazale niż 3 lata temu, czego dowodem jest pierwszy singel i równocześnie otwierający album utwór Show Me a Leader. Spokojny wstęp jest tylko preludium do prawdziwej eksplozji rockowej energii, która rozpoczyna się wraz z głównym riffem w zwrotce.

Kolejne piosenki są tylko potwierdzeniem słów gitarzysty Alter Bridge, Marka Tremontiego, który wspominał w wywiadach, że na The Last Hero doświadczymy nowego, cięższego wydania zespołu. Wyraźnie słyszalne jest też użycie przez niego nowych, siedmiostrunowych gitar. Całość nabrała mrocznego charakteru, uwidaczniającego się choćby w The Other Side.

Nowy album to nie tylko ostre gitarowe riffy i solowe popisy pełne wirtuozerii. Duże pochwały należą się zgranej sekcji rytmicznej. Szczególnie solidnie prezentuje się gra perkusji, mocno zapadająca w pamięć w Poison In Your Veins, czy też The Writing On the Wall. Scott Phillips ubarwia całość prostymi uderzeniami, nie zapominając o budowaniu napięcia w odpowiednich momentach, gdzieniegdzie pojawia się również podwójna stopa perkusyjna. Mimo że The Last Hero intensywnymi i mrocznymi piosenkami stoi, nie zabrakło również kilku nastrojowych, pozytywnych kawałków. Należą do nich m.in. You Will Be Remembered i nieco patetyczne pod względem warstwy tekstowej My Champion.

Wady? Nie da się ukryć, że przesłuchanie płyty w całości za pierwszym razem może być nie lada wyzwaniem, głównie z powodu mocno rozbudowanych kompozycyjnie piosenek. Ciężki w odbiorze bywa też wokal Mylesa Kennedy’ego. O ile jego głos wyróżnia się na tle współczesnych rockowych wokalistów, o tyle jego wysoka barwa i dość jednostajny styl śpiewania mogą chwilami przyprawić o ból głowy. The Last Hero jest jednak nadal bardzo solidnym albumem pełnym energetycznego gitarowego grania. Z czystym sumieniem godny polecenia wszystkim tym, którzy wątpią w kondycję cięższych odmian rocka na współczesnym rynku muzycznym.