Czary wiary

W Polsce ostatni proces związany z czarami został wytoczony w 2015 roku. Nie, to nie jest błąd w druku – nieco ponad rok temu śledczy z Białegostoku oskarżyli Edytę M. o wyłudzenie ponad pół miliona złotych. Tyle miały kosztować jej ,,usługi” polegające na magicznej ochronie przed chorobami i innym złem. Dlaczego w XXI wieku ludzie wciąż pokładają tak wielkie nadzieje w magii, gusłach i zabobonach?

Tekst: Jakub Wiech

szaman-gotowy-niekwadratowy

graf. Dominika Wójcik

Przypadek Edyty M. nie jest jedynym sporem dotyczącym czarów, jaki został w ostatnich latach przedstawiony w polskim sądzie. W roku 2003 rolnik z małopolskiej wsi Wola Kalinowska wytoczył sprawę swojej sąsiadce, która miała rozpowiadać po okolicy, że jest czarownikiem i zabrał jej krowom mleko. Naraziła tym samym jego reputację na szwank. Prawnicy rozważali wtedy, czy pomówienie kogoś o uprawianie magii, może naruszać jego dobra osobiste. Odpowiadając na to pytanie twierdząco, pośrednio dowiedziono by, że we współczesnym społeczeństwie wciąż można spotkać osoby wierzące w czary i ich moc.

Osobliwym wydarzeniem było też wycofanie samochodu egzaminacyjnego numer 13 z floty Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi. Według jego władz osoby podchodzące do egzaminu na prawo jazdy nie chciały wsiadać do auta noszącego rzekomo feralną liczbę. Nie przeprowadzono badań, które pokazałaby, czy przełożyło się to na zdawalność.

Za niewiarę w świat za progiem który jest

Fascynacje nadprzyrodzonymi możliwościami osób i przedmiotów mogą mieć jednak tragiczne konsekwencje. Przekonała się o tym rodzina szukająca pomocy dla córki u znachora z Nowego Sącza. Marek H., zwany Bożym Człowiekiem, zalecił dziecku głodówkę jako formę kuracji. Miał także odradzać kontakty z lekarzami. Wygłodzona dziewczynka zmarła, a jej rodziców zatrzymała policja.

Choć żyjemy w XXI wieku – w dobie cyfryzacji oraz powszechnego dostępu do wiedzy – zainteresowanie magią wciąż jest żywe. Świadczy o tym choćby relacja pana Marka [imię zmienione – red.], który prowadzi w Warszawie sklepik ezoteryczny. Ruch nie jest zbyt duży, ale klienci pojawiają się. Przychodzą ludzie w różnym wieku, niektórzy z ciekawości tylko pooglądać, ale ma też swoich stałych klientów. Wie pan, utrzymuję się na rynku już parę ładnych lat, więc zbyt jest – mówi, pochylając się nad ladą z talizmanami. Podobnych przybytków jest w stolicy kilka.

Pan Marek spytany, czy wierzy w moc sprzedawanych przez siebie przedmiotów, odpowiada: Oczywiście. Wierzę ja, wierzą moi klienci. I czasem przychodzą pochwalić się, co się udało dzięki temu czy innemu amuletowi.

Filozofom się nie śniło

Niezależnie czy odpowiedź pana Marka dyktowana była jego prawdziwymi przekonaniami, czy też kupiecką zaradnością, zauważyć trzeba, że wspomniana wiara istotnie jest w stanie urzeczywistniać rzeczy, które często nie posiadają logicznego wytłumaczenia.

Szczególnymi przykładami takich wydarzeń są tzw. śmierci voodoo. Mianem tym określa się szczególne przypadki zgonów odnotowane wśród ludów i kultur działający na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Sprawą zajął się amerykański fizjolog i psycholog Walter Bradford Cannon, który w 1942 roku opisał szereg zgonów zaliczanych właśnie do tej kategorii zaobserwowanych m.in. wśród Maorysów. Cannon przedstawił przykład kobiety, która zjadła jabłko rosnące na obszarze objętym religijnym tabu. Z tego względu jej najbliższe otoczenie uznało, że ciąży na niej śmiertelna klątwa. Rodzina i bliscy zaczęli traktować kobietę jak żywego trupa. Ta zaś zmarła w ciągu kliku godzin.

Inny opisany przez Cannona przypadek dotyczył mężczyzny, który twierdził, że szaman plemienia rzucił na niego klątwę poprzez wskazanie go kością. W bardzo krótkim czasie znacząco pogorszył się jego stan zdrowia, zaczął wchodzić w fazę agonalną. Dopiero kiedy szaman zaprzeczył, że go przeklął, chory zaczął odzyskiwać siły. Choć powyższe przypadki dotyczą ludów słabo rozwiniętych, amerykański badacz opisał podobne wydarzenia, które zaobserwowano również m.in. w Stanach Zjednoczonych.

Obserwacje Cannona były szeroko komentowane przez naukowców zajmujących się placebo. Termin ten określa substancje lub działania, które – choć teoretycznie pozbawione wpływu na ludzkie zdrowie i życie – mogą przynosić niespodziewanie dobre rezultaty w terapii. Odwrotnością placebo, które z definicji ma pomagać, jest nocebo – czyli substancja lub działanie również teoretycznie pozbawione szkodliwego wpływu na pacjenta. Śmierć voodoo jest właśnie jego przykładem.

Czy zatem magia jest rodzajem placebo lub nocebo? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Ta sfera ludzkiej psychiki nie została jeszcze do końca przebadana. Jednakże ten fenomen jest dla nauki wyjątkowo interesujący, a prowadzone na tym polu badania zaskakują kolejne pokolenia biologów, psychologów i lekarzy.

rozkladowka-162-gotowy

graf. Dominika Wójcik

Tych ostatnich placebo pociąga głównie dlatego, że bywa niekiedy ostatnią deską ratunku. Choć etyka lekarska zabrania stosowania tego typu środków zamiast naukowo pewnych terapii, to nic nie stoi na przeszkodzie, by próbować takimi metodami pomóc w tzw. beznadziejnych przypadkach. W świecie nauki szeroko znana jest historia pana Wrighta, który cierpiał na mocno zaawansowany złośliwy nowotwór węzłów chłonnych. Choroba była rozwinięta do tego stopnia, że pacjent był już w stanie agonalnym. Przestał reagować na wszelkie znane leki uśmierzające ból. Przy życiu trzymała go jedynie informacja o nowym rzekomo cudownym preparacie zwanym krebiozenem. Kiedy lek ten trafił wreszcie do kliniki, natychmiast zażądał terapii, która przyniosła nadzwyczajne efekty. Nowotwór cofał się w tempie, w który nie mogli uwierzyć nawet lekarze. Według personelu medycznego nawet codzienne bombardowanie komórek rakowych promieniowaniem rentgenowskim nie miało szans na spowodowanie tak wielkiej i szybkiej regresji. Wkrótce pacjent został uznany za zupełnie zdrowego.

Taki stan nie utrzymał się jednak za długo. Sytuacja zmieniła się gdy światło dzienne ujrzały pierwsze naukowe raporty dotyczące krebiozenu. Większość z nich była krytyczna i zaprzeczała nadzwyczajnym właściwościom leku. Kiedy te informacje dotarły do pana Wrighta, zaczął tracić wiarę w moc preparatu. W efekcie nastąpił gwałtowny nawrót choroby. Pacjent po raz drugi znalazł się w agonii. W odpowiedzi lekarze rozpoczęli terapię „wzmocnionym” preparatem, który w rzeczywistości składał się jedynie z wody… Nie pomogło i to, ponieważ w ręce pana Wrighta trafił opublikowany w prasie komunikat Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego, który jednoznacznie opisywał krebiozen jako środek całkowicie pozbawiony wartości leczniczych. Kilka dni po opublikowaniu tekstu pacjent zmarł.

Powyższy przypadek szeroko komentowany przez świat nauki dowodzi, jak wielką moc sprawczą może mieć ludzka wola i wiara. Wystarczy dać jej pożywkę stworzoną z odpowiednich rytuałów czy zabiegów, by dokonać rzeczy pozornie niemożliwych. Fenomen placebo intryguje naukowców do dziś. Czy można więc uznać magię za efekt działania skupionej ludzkiej woli? Czy te wszystkie uroki, klątwy i przekleństwa są właśnie zakamuflowanym efektem nocebo? Odpowiedź na to pytanie wciąż jest poszukiwana.

Methinks I see… where? – In my mind’s eyes

Nie można jednak sprowadzać magii tylko do ludzkiego zdrowia i życiowego powodzenia. Jej właściwość jest bowiem znacznie szersza. Dowodem może być chociażby popularność sagi o  Harrym Potterze. Postać młodego adepta wiedzy magicznej przyniosła jego twórczyni sławę i bogactwo.

szafeczka-z-danymi

graf. Dominika Wójcik

Czary i rzeczy nadprzyrodzone mogą stać się niezłym biznesem. O tym, że dobra historia o duchach działa jak magnes na turystów, przekonują się co roku właściciele hoteli położonych w „nawiedzonych” domach, pałacach czy zamczyskach. W Stanach Zjednoczonych ghost tours to prawdziwy hit. Zwiedzający dosłownie płacą za własny strach – oglądając ponure miejsca, raczeni są klimatycznymi historiami zaczerpniętymi z przeszłości. Podobną metodę wdrożyły władze Islandii, które zakazały budowy drogi, gdyż mogłaby naruszyć spokój mieszkających w okolicy elfów. Opłacalność magii można dostrzec również na polskim podwórku. Przykład Edyty M. to jedynie kropla w morzu. Wystarczy włączyć jeden z kilku telewizyjnych kanałów ezoterycznych i posłuchać, jak charyzmatyczni wróżbici (za drobną opłatą) przepowiadają przyszłość, rozwiązują życiowe zagadki czy służą swoją znajomością ludzkiej aury i fortuny.

Dlaczego ludzie wierzą w takie rzeczy? Odpowiedź na to pytanie może znajdować się w ludzkiej psychice. Tego typu mechanizm opisywany jest w psychologii jako rodzaj eskapizmu. Polega on na swoistej ucieczce od rzeczywistości w świat własnych marzeń i iluzji, niekiedy oparty na wątkach paranormalnych czy nadprzyrodzonych. Jest to sposób, w jakim krucha ludzka psyche broni się przed trudami codzienności. Przybierać może różne formy, czasami nawet patologiczne, uniemożliwiając prawidłowe rozpoznanie faktów i fantazji. Jednak zawsze staje się pewnym wyjściem ewakuacyjnym dla przygniecionego problemami umysłu. Czasami tworzy go niedowartościowane ego, czasami jest kreacją umysłu odrzucającego od siebie traumę.Konstrukcja tego mechanizmu jest na tyle atrakcyjna, że na niej zbudowano istotną część popkultury. Hitem tegorocznych wakacji był serial Stranger Things opisujący historię paczki przyjaciół, w których życie wkracza nadprzyrodzone zło. Udowadnia on, że istnieje zapotrzebowanie na pojawiające się w powszednim życiu niesamowite i paranormalne elementy. Należy również dodać, że to nie jest jedyna taka produkcja. Już wcześniej stacje telewizyjne proponowały widzom konfrontacje ludzi z nieznanymi, paranormalnymi siłami. Ta zasada stanowiła o popularności innych seriali – Z Archiwum X, czy też jednej z najchętniej oglądanych produkcji ostatnich lat – Supernatural. Niewytłumaczalne zło, nawet w realnych warunkach, jest na tyle interesujące, że wciąż powstają na ten temat horrory. Trudno przecież wyobrazić sobie bardziej przerażający początek filmu grozy niż czarna tablica z napisem „oparte na faktach”.

W psychice każdego człowieka zakorzenione jest pragnienie bycia kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Szara codzienność skutecznie gasi chęć przygód i  tłumi dziecięcy entuzjazm, który usilnie próbuje się wydobyć an zewnątrz. Pewną namiastką tego typu przeżyć staje się wtedy popkultura dostarczająca niesamowitych historii, które przecież „mogą przydarzyć się każdemu”. Coraz to więcej popkulturowych twórców chce wykorzystać żądzę bycia wyjątkowym, kreując nowe drogi w celu jej zaspokojenia. Magia odgrywa tu pierwszoplanową rolę. Stałym elementem stała się także w języku potocznym, do którego niepostrzeżenie się wkradła. Występuje jako odpowiednik innych słów określających zachwyt. Można przecież mówić o magicznym końcu wakacji czy życzyć komuś magicznych świąt.

Zapotrzebowanie na czary

Nie powinno dziwić, że zabobon wciąż jest obecny. Choć przez lata zmienił swoją formę i stał się bardziej użytkowy, dalej zaspokaja te same ludzkie potrzeby. Trzeba jednak mieć się na baczności. Wspomniany przykład Edyty M. dowodzi, że pokładanie zbyt dużej wiary w rzekomą magię i nadprzyrodzone umiejętności może mieć zgubne skutki.

Pomimo niewątpliwej atrakcyjności takich praktyk należy kierować się zawsze zdrowym rozsądkiem, bo przecież nigdy nie spotkaliśmy się z  nagłówkiem głoszącym, że wróżka wygrała w totka.