Spirala przemocy

Premiera Wołynia Wojciecha Smarzowskiego jest prawdopodobnie jednym z najważniejszych wydarzeń w polskim kinie historycznym po 1989 r. Reżyserowi należy oddać to, że nakręcił film historycznie uczciwy – wbrew zachwytom oczekującej skrajnej prawicy idącej w sukurs rosyjskiej propagandzie, że oto powstał antyukraiński film, który objawia „brutalną prawdę” o ukraińskich mordach na Polakach.

felietony

Tymczasem fabuła opisująca wydarzenia pomiędzy rokiem 1939 a 1943 przypomina bardziej opis zerwania w wyniku konfliktu zbrojnego umowy społecznej i pojawienia się niemalże hobbesowskiego stanu „wojny wszystkich ze wszystkimi”, a nie wyłącznie zekranizowanego rozlewu krwi polskiej z rąk ukraińskich. Znaczenie tego filmu jest jednak trudne do przecenienia nie tylko w kontekście rozpoczęcia długiego i skomplikowanego dialogu o historii relacji polsko-ukraińskich.

Smarzowski stworzył opowieść o źródłach oraz konsekwencjach nakręcającej się spirali przemocy – zarówno tej symbolicznej, jak i fizycznej. Świadkami przemocy symbolicznej jesteśmy od samego początku filmu – objawia się ona jako konsekwencja stosunków klasowych (chłopsko-pańskich), narodowych (polsko-ukraińskich), a nawet patriarchalnych (główna bohaterka, Zosia Głowacka, choć zakochana w młodym ukraińskim chłopcu, wbrew swojej woli zostaje „sprzedana” przez ojca staremu, bogatemu Polakowi, posiadaczowi ziemskiemu). Przemoc symboliczna ostatecznie przeradza się w przemoc fizyczną – rozpoczyna się od ukraińskiego rewanżyzmu, przechodzi w niemieckie zbrodnie na Żydach, a kończy się na fizycznej eliminacji Polaków i akcjach odwetowych.

To, w jaki sposób pojawiające się w danej społeczności napięcia potrafią przerodzić się w akty przemocy jest, w moim przekonaniu, najważniejszym przesłaniem tego filmu. Gdy spojrzymy na obecną sytuację w Europie, to na naszych oczach realizuje się właśnie chińskie przekleństwo o życiu w ciekawych czasach. Niestety podczas gdy po władzę na Starym Kontynencie wyciągają rękę nacjonalistyczni radykałowie, tacy jak AfD w Niemczech, Front Narodowy we Francji czy FPÖ w Austrii, a statystyki bezlitośnie wskazują wzrost liczby aktów przemocy motywowanej politycznie, niezależnie czy mówimy o Polsce, Niemczech, czy Wielkiej Brytanii, my nie tylko pozostajemy bierni wobec spraw o dużym znaczeniu dla wewnętrznego funkcjonowania naszego państwa, lecz także, ku uciesze Rosji, uczestniczymy w procesie antagonizowania państw Unii Europejskiej. Nie trzeba być bardzo uważnym obserwatorem, aby to dostrzec, biorąc pod uwagę nasze obecne relacje z sojusznikami w ramach NATO (Francja, Niemcy) i tendencje obecnego rządu do wzmacniania sojuszy z państwami sympatyzującymi z Rosją (Węgry).

A właśnie teraz, tak jak wówczas, jeszcze podczas sowieckiej okupacji Kresów, poprzez wykorzystywanie napięć klasowych i narodowościowych starano się antagonizować Polaków i Ukraińców, tak dziś putinowska Rosja, jako sukcesorka metod stosowanych niegdyś przez ZSRR, w ten sam sposób stara się wzniecać waśnie nie tylko pomiędzy Polakami i Ukraińcami, lecz także między innymi narodami zamieszkującymi Stary Kontynent. Festiwal rosyjskiego schadenfreude odbywa się za każdym razem, gdy Europa nie radzi sobie z rozwiązywaniem własnych problemów – czy dotyczy to polityki wobec uchodźców i migracji, czy też podsycania tendencji separatystycznych, np. w związku z Brexitem. Rosjanie w swojej propagandzie nawet nie potrzebują kolejnego Wołynia do burzenia relacji między państwami i potęgowania nacjonalistycznych nastrojów.

Bez żadnych złudzeń i mając na uwadze, że nadzieją jest matką głupich, pokładam pewną wiarę w to, że takie filmy jak Wołyń są w stanie ukształtować zbiorową świadomość dotyczącą źródeł przemocy. Że dzięki temu uda nam się uniknąć tej pułapki – zakończyć nakręcanie przez nacjonalizm spirali przemocy i nie zrealizować marzeń putinowskiej Rosji o podzielonej Europie. Jeśli ten cel chociaż w części się zrealizuje, to będę spokojniejszy o to, że wydarzenia z najczarniejszych kart historii nigdy nie będą miały swojej powtórki – zwłaszcza na naszych, środkowo- i wschodnioeuropejskich „skrwawionych ziemiach”.

No votes yet.
Please wait...