Życie szyte na miarę

Hałas, stres, pęd codziennego życia. Zmęczeni rutyną powtarzamy, że najlepiej by było “rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”, choć zwykle pozostaje to tylko chwilową fantazją. Mariusz Łukomski podjął to wyzwanie i spróbował żyć w inny sposób. Stworzył własną markę odzieżową, lecz nadal jawi się jako antybiznesmen i współczesny hippis.

20140428-dsc_6973

Fot. Mateusz Szeliga / Palto

MAGIEL: Prowadzisz własną firmę, nad którą nie musisz długo pracować. Zamiast siedzieć codziennie w biurze od 8 do 16, tygodniami podróżujesz po całej Europie, spełniając swoje pasje. Często słyszysz od innych, jak bardzo chcieliby znaleźć się na twoim miejscu?

Mariusz Łukomski: Słyszę to dość często. Wizja tego, że można pracować znacznie krócej, niż przyjęło się w typowej definicji pracy, cieszyć się z tego, co się robi, a nadchodzącego poniedziałku nawet nie odnotować wydaje się utopijna. Tymczasem powinno to stanowić normę, jeśli mamy na względzie prawdziwy rozwój człowieka. Nie oznacza to jednak, że cały rok leżę bezczynnie pod palmą. Codziennie pracuję, jednak dopasowuję to do swoich potrzeb tak, aby mieć komfort i pełną satysfakcję. Jako pracę postrzegam nie tylko czas poświęcony firmie, ale również na swój rozwój wewnętrzny.

Sporo osób zwierza mi się, że nie są zadowolone ze swojego życia, pracy, ciągłego braku czasu. Niewiele z nich jednak robi coś w kierunku zmiany tego stanu rzeczy.

Dlaczego nic z tym nie robią? Czego brakuje ludziom, którzy nie robią w życiu tego, czego naprawdę chcą?

Być może brakuje im wiary w siebie i w swoje marzenia, świadomości tego, że można inaczej. Z reguły jednak wynika to ze strachu przed oderwaniem się od bezpiecznego schematu, od drogi, którą obrali, często zaraz po skończeniu liceum. Czasami budzą się, gdy jest już trochę za późno. Albo w ogóle się nie budzą i tkwią w trybie, który wyciska ich jak cytryny, dając możliwość jako takiego utrzymania się w systemie, jednak w pewnej formie niewoli – mentalnej, finansowej, czasowej.

Co doprowadziło cię do miejsca, w którym jesteś obecnie?

To był okrutnie długi proces. Jeśli miałbym wymienić najistotniejsze kwestie, to należałyby do nich absolutna i niepodważalna wiara w to, co robię, pełne zaangażowanie emocjonalne w proces twórczy, ludzka serdeczność, pomoc ze strony otoczenia i nie przywiązywanie zbyt dużej wagi do opinii innych.

Niełatwo jest znaleźć koncept firmy, a w szczególności marki ubraniowej, która trafi w gust klientów i ostatecznie okaże się sukcesem, także finansowym. Jakie były pierwotne założenia dotyczące twojej marki?

Nie było żadnych założeń. Przypominam, że gdy zaczynałem, miałem 17 lat i raczej obce były mi strategie marketingowe, wizerunkowe i ekonomiczne. Nadal tak jest. Wizerunek marki sam się kreował na przestrzeni lat przez działania, które były bezpośrednio związane z tym, czym się zajmowałem bądź zajmowało się moje najbliższe otoczenie – podróżami, przyrodą, snowboardem, deskorolką, hip-hopem, reggae. Wszyscy ludzie i działania na tych płaszczyznach były w jakiś sposób dokumentowane i jednoczone pod logiem Palto.

Spodziewałeś się, że twoja firma stanie się tak popularna?

Nie byłbym nawet w stanie wyobrazić sobie obecnego stanu rzeczy. Traktowałem to jako zajawkę i nie wybiegałem zbytnio myślami w przyszłość. Miałem jakieś wyobrażenia, jak to by mogło wyglądać za, powiedzmy, rok i z czasem wizje te zaczęły się urzeczywistniać.

Swoją przygodę z własnym biznesem zaczynałeś tworząc pierwszą partię trzydziestu koszulek z samym logo Palto. Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy pomyślałeś o stworzeniu własnej marki ubrań?

Tak, miałem 15 lat i rysowałem w Paincie pierwsze koszulki pod znakiem Killah (śmiech). Potem chciałem dystrybuować deski snowboardowe, ale z powodu wieku i braku pieniędzy było to nieosiągalne.

Następnie pracowałem w kinowym barze, jednak po otrzymaniu pierwszej pensji powiedziałem sobie w duchu: „o nie, nie ma mowy, żebym pracował w taki sposób za takie pieniądze”.

Dopiero potem przyszedł pomysł Palto. Szczerze mówiąc, nie myślałem wtedy za dużo. Robiłem wszystko na pełnej, wewnętrznej zajawce, impulsywnie. Chciałem po prostu zrobić coś swojego i wreszcie przekuć w rzeczywistość którąś ze swoich wizji. Można powiedzieć, że do dziś działam w takim trybie.

Co było najtrudniejsze przy początkach działalności?

Pierwsze problemy pojawiły się w momencie zarejestrowania działalności gospodarczej. Prowadzenie firmy w tej biurokratycznej machinie jest frustrujące. Poza tymi aspektami była to raczej sama przyjemność.

W kwestii tych zmagań z biurokracją i prowadzenia firmy byłeś samoukiem czy ktoś z odpowiednią wiedzą ci w tym pomagał?

Wszystkiego uczyłem się na własnych błędach bądź od osób z mojego otoczenia, które czasem podpytywałem w chwilach niepewności. Samo życie i trudne sytuacje są najlepszą szkołą. Pewnej wiedzy nie da się zdobyć z książek. Lekcji życiowych, których uczysz się na własnej skórze, nigdy nie zapomnisz.

Trudno było ci zebrać zespół do pracy? Gdzie szukałeś współpracowników?

To był jeden z bardziej kłopotliwych tematów. Część pracy, która polegała na działaniach promocyjnych i graficznych, zawsze przebiegała w całkowicie bezstresowej atmosferze, jednak w pewnych sferach, w których zatrudniałem moich kumpli, pojawiały się czasem konflikty.

Głównie wynikało to z tego, że ciężko jest połączyć rolę pracodawcy i kumpla, szczególnie gdy jesteś tym najmłodszym. Dopiero ostatnimi czasy udało mi się znaleźć złoty środek i konflikty już nie występują. Wszystko działa sprawnie i jednocześnie na pełnym luzie.

Sam zaprojektowałeś logotyp Palto, który jako pierwszy pojawił się na koszulkach. Kto obecnie zajmuje się projektowaniem ubrań?

W dużej mierze nadal ja. Współpracuję jednak z kilkoma utalentowanymi grafikami, którzy robią bardziej skomplikowane wzory, często rysowane ręcznie. Kwestia krojów, kolorystyki, części grafik i samych pomysłów na tematy serii nadal wychodzi ode mnie. W tym momencie mam taki komfort, że robię to wtedy, kiedy uznam za stosowne, z reguły przy kawie z widokiem na jezioro bądź góry.

Dlaczego zrezygnowałeś ze studiów?

Mimo tego, że doskonale wiedziałem, w którą stronę chcę iść, pod presją otoczenia zapisałem się na psychologię społeczną. Zawsze bardzo interesowałem się człowiekiem jako istotą, zastanawiałem się nad jego korzeniami, potencjałem i właściwym miejscem w świecie. Jednak uczęszczając na zajęcia, szybko przypomniało mi się, że jestem „niekompatybilny” z tym trybem nauczania. Psychologia społeczna rozłożyła mi człowieka po szufladkach, ubrała go w definicje i kazała się tego wykuć na blachę. Pewnego dnia wstałem z ławki i już nie wróciłem do uczelnianej sali. Zbyt ceniłem swój czas, żeby poświęcać go na to w momencie, gdy mogłem zrobić tysiąc pożyteczniejszych rzeczy. Rodzice powtarzali „ale będziesz miał papier”, „ludzie będą patrzyli na ciebie jak na idiotę”. Ja im na to odpowiadałem, że brak „papierka” będzie zaporą oddzielającą mnie od ludzi, którzy czyjąś inteligencję oceniają przez pryzmat skończonych studiów. Nie chcę mieć z takimi do czynienia.

Rodzice cię popierali? Jak najbliżsi reagują na twój styl życia?

Początkowo byli bardzo przeciwni wielu moim decyzjom. Dopiero po jakimś czasie dostrzegli, że jednak w wielu kwestiach mam rację, że szybko idę do przodu i nie spotykają mnie te wszystkie nieszczęścia, które mi przepowiadali. Doszliśmy do momentu, gdy w dużej mierze rodzice przejęli moją filozofię życiową, robiąc tym samym ogromne postępy w pracy nad sobą. Można powiedzieć, że są teraz innymi ludźmi. Moja dziewczyna ma bardzo podobny pogląd na świat. Staramy się wzajemnie od siebie uczyć, motywować i zarażać kolejnymi zainteresowaniami w dziedzinie rozwoju wewnętrznego.

1-9image

Fot. Mateusz Szeliga / Palto

Dzięki modelowi biznesowemu, który wymaga uwagi jedynie w ograniczonym stopniu, możesz poświęcić się innym rzeczom. Czym się zajmujesz na co dzień?

To zależy od dnia. Każdy jest inny. Duże znaczenia ma to, gdzie akurat jestem. Jakiś czas temu spakowałem większość niezbędnych rzeczy do kampera i ruszyłem w drogę. Przebudowałem go w taki sposób, że obecnie jest prawie samowystarczalny. Bardzo dużo podróżuję po świecie, często tygodniami i poznaję różnych ludzi. Każde miejsce jest wyjątkowe i co innego można z niego wywieźć. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, jednak są też takie, do których wracam z wielką przyjemnością. Z pewnością należą do nich Tyrol, Bory Tucholskie i południe Portugalii.

Skupiłem się na swoim rozwoju wewnętrznym. Zainteresowałem się filozofią Dalekiego Wschodu, medycyną naturalną, dietetyką. Staram się żyć zdrowo, w zgodzie z samym sobą i cały czas poszukuję prawdy na temat człowieka i otaczającego nas świata.

Oprócz tego bardzo dużo mojego czasu pochłonął nowy, chyba największy z dotychczasowych, projekt, którym jest budowa samowystarczalnej ekowioski w Borach Tucholskich. Przy okazji bardzo dużo uczę się na temat permakultury, ogrodnictwa, cyklów natury oraz psychologii społecznej. Szukam rozwiązań jak zmienić świat na lepsze.

Na czym opiera się twoja filozofia życiowa?

Moja filozofia życiowa opiera się na przekonaniu, które dawno temu było dobrze znane, a współczesna nauka dopiero na nowo do niego dochodzi. Człowiek jako świadomy obserwator ma bezpośredni wpływ na ustawienie atomów i może kształtować otaczającą go materialną rzeczywistość za pomocą myśli, emocji i intencji. Wszystko dookoła nas, łącznie z nami jest wibrującą energią, która jest w stanie przyciągać energię o tych samych wibracjach. Dlatego tak dużo mówi się, że wiara czyni cuda, co dajesz od siebie, to do ciebie wraca, Bóg jest w tobie. To dzięki temu jestem tu, gdzie jestem.

Co poradziłbyś osobom rozpoczynającym swoją działalność kreatywną?

Przede wszystkim oderwijcie się na chwilę i dajcie sobie czas na zastanowienie się, czego tak właściwie chcecie w życiu, kim jesteście i kim chcielibyście być. Podróżujcie, poznawajcie, po prostu żyjcie! Gdy odpowiecie sobie na te pytania, pielęgnujcie w swojej głowie pozytywne myśli i wizje przyszłego życia. Postarajcie się uwierzyć w to i włożyć w to maksymalnie dużo dobrej intencji, czyli innymi słowy „serce”. Jak spełnicie te warunki, to wszystko się uda.

I odlepcie się od telefonów, laptopów i telewizorów, bo to są kajdany waszej kreatywności.

Mariusz Łukomski

Mariusz Łukomski – twórca marki odzieżowej Palto. Współczesny hippis – antykapitalista, sprzeciwiający się wpajanym mu od dziecka szablonowym zasadom. Młodzieńczy bunt przekuł w samoistniejący biznes, który umożliwia mu rozwój, spędzanie czasu bliżej natury i rozwijanie kolejnych projektów.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...