Wehikuł czasu

Teraźniejszość czasami nie wystarcza. Wybitne jednostki wyprzedzają swoją epokę, przybliżając innym przyszłość. Są jednak też tacy, którzy z nostalgią patrzą na to, co już odeszło.

Grafika: Marcin Czajkowski, Dominika Wójcik

lopanieinsta-2insta-4insta-1

Każda epoka tęskni za tym, co dawne. Mimo że lubimy przemycać przedmioty sprzed lat do współczesnego świata, nie świadczy to o tym, że chcielibyśmy powrotu tamtych realiów – czasów odmiennej moralności kobiet i mężczyzn, ścisłej hierarchizacji i sztywnych konwenansów. Zbyt przyzwyczailiśmy się do wolności i możliwości, które daje nam dzisiejszy świat. Idealizowanie czasów, które minęły, może spowodować, że nie będziemy w stanie cieszyć się tym, co nas otacza, i zapragniemy do nich powrócić.

Lustro świata

Choć może wydawać się, że trendy jedynie powierzchownie odzwierciedlają świat, w którym panują, tak naprawdę są ściśle związane z kulturą i obyczajami. W starożytnej Grecji niezwykle popularne były sofy, na których w trakcie sympozjonów mężczyźni mogli jednocześnie leżeć, pić wino i rozmawiać o filozofii (taki obraz tych spotkań kreuje Platon w Uczcie). W gotyku dzięki podniesionemu stanowi sukni, który nadawał kobiecie sylwetkę ciężarnej, wyrażano pochwałę macierzyństwa i płodności, natomiast w epoce wiktoriańskiej gorset krępował ruchy kobiet równie mocno, co konwenanse społeczne. Nic więc dziwnego, że w XIX wieku równolegle z walką o czynne i bierne prawo wyborcze dla kobiet, sufrażystki toczyły bój o prawo do zrzucenia gorsetów. Apelowały, popierane przez licznych lekarzy, że gorsety są bardzo niezdrowe, uniemożliwiają bezpieczne porody i deformują sylwetkę.

Wskazywały również na społeczny aspekt noszenia tak krępującego stroju – jak kobiety mogły wyjść z domu i włączyć się w życie polityczne czy naukowe, skoro ich ubiór uniemożliwiał im swobodny ruch?

Dopiero wraz z rozluźnieniem konwenansów społecznych doszło do liberalizacji zasad dotyczących ubioru. Na ulicach ludzie pojawiali się w coraz bardziej nieformalnych strojach, a różnice klasowe zaczęły się zacierać. Stracił też na znaczeniu ścisły podział ubrań na damskie i męskie. Jednak zjawiska te nie dotyczyły wyłącznie odzieży. Na przykład eleganckie, często niezbyt wygodne, lecz wykonane ręcznie meble zostały zastąpione przez te produkowane masowo. Dzięki temu teraz prawie każdego stać na umeblowanie własnego mieszkania i życie w komfortowych warunkach. Również wraz z postępem technologicznym odrzucono niedoskonałe techniki fotografii analogowej na rzecz fotografii cyfrowej. Skoro zmiany te świadczą o korzystnych procesach zachodzących w świecie, dlaczego dzisiaj obserwujemy tak silny trend powrotu do tego, co dawne?

Na przekór modzie

Obecnie w modzie dominują ubrania produkowane i sprzedawane przez wielkie międzynarodowe sieci sklepów odzieżowych, tak zwane sieciówki. Przez to trendy w prawie każdym zakątku świata są jednakowe, a zróżnicowanie regionalne zanika. Ulice europejskich, amerykańskich czy azjatyckich miast, mimo istnienia pewnych cech charakterystycznych, wyglądają dość podobnie. Niektórzy jednak poszukując oryginalności, własnego stylu, a często i oszczędności, sięgają po ubrania z dawnych lat. Dzięki temu możemy obserwować drugie życie zarówno second handów, szczególnie tych oferujących modę vintage, jak i targów wymiany odzieży. Osoby z bystrym okiem mogą w nich znaleźć oryginalne, niezniszczone ubrania od znanych projektantów za niewielkie pieniądze. Niektórzy wręcz szukanie takich okazji traktują jako element stylu życia. Kupuję vintage, gdyż w ten sposób zaspokajam swój instynkt łowiecki. Zdobycie ładnego ciucha cieszy mnie tak samo, jak myśliwego upolowanie zwierzyny. Moja ostatnia perełka w szafie to mała czarna, jeszcze z metką – opowiada Alicja, warszawska studentka.

Trend na rzeczy vintage nie jest charakterystyczny tylko dla naszych czasów. Już w XIX wieku tego określenia zaczęto używać w odniesieniu do mody – wcześniej oznaczało wino wytworzone z winogron zebranych i wyhodowanych w tym samym roku. Przyjęło się, że aby przedmiot był uznawany za vintage, musi mieć przynajmniej dwadzieścia lat. Jednak nie każdy staroć z babcinego strychu może zasługiwać na to miano. Rzeczy vintage powinny być niezniszczone, a upływ czasu nie może odbierać im urody, wręcz przeciwnie – ma nadawać im szlachetności.

Nie zawsze kupowanie ubrań sprzed lat wiąże się z oszczędnością. Można nawet powiedzieć, że niektóre stroje dopiero z wiekiem nabierają wartości i są potem sprzedawane w cenach znacznie przekraczających te, za które pierwotnie były oferowane. Tak stało się w przypadku surrealistycznych torebek pochodzących z paryskiego butiku Anne-Marie. Powstałe w latach 40. XX wieku mają niezwykłe kształty – dużej papierośnicy, kubełka z lodem i szampanem, telefonu czy talii kart, a niektóre modele są sprzedawane dzisiaj za prawie pięć tysięcy dolarów. Na jednej z francuskich stron, la-mode-vintage.com, można kupić stroje Chanel, Diora czy Valentino pochodzące z lat 70. i 80. za co najmniej kilkaset euro. W Polsce też istnieje luksusowa moda vintage – w Vintage Store, znajdującym się w podziemiach Biblioteki Uniwersyteckiej, oferowane są koszule Versace za blisko 800 zł czy kultowe prochowce Burberry za prawie tysiąc.

Dawny czar

rozkl-bwrozkl-colorSporą popularnością cieszą się również stroje określane mianem antique, czyli uszyte przed 1920 r. Na wielu stronach aukcyjnych zainteresowani mogą kupić oryginalną koszulę dandysa z XIX wieku czy bogato zdobioną wiktoriańską suknię. Na przykład jedną z oferowanych przez portal antiquedress.com sukien była pochodząca z końca XIX wieku jednoczęściowa, brokatowa suknia ślubna w kolorze kości słoniowej z długim, marszczonym trenem za jedyne pięć tysięcy dolarów. Porównując to do cen współczesnych kreacji od projektantów, kwota ta nie wydaje się wygórowana. Niestety bardzo wąska talia i rozmiar XXXS powodują, że mało która współczesna kobieta by się w nią zmieściła. Jednak te stroje, w odróżnieniu od strojów vintage, zazwyczaj nie są kupowane, aby je nosić. Traktowane są raczej jako element kolekcji, dzieło sztuki, a także inwestycja, których wartość z biegiem lat i przy starannym przechowywaniu będzie rosła.

Niektórzy idą jednak dalej i opierając się na oryginalnych wykrojach z epoki, odwzorowują stroje z minionych wieków. W Polsce rekonstruktorów zrzesza stowarzyszenie Krynolina, które powstało jako spis blogów kostiumowych i vintage – obecnie jest tam wymienionych ponad 80 stron. Świadczy to o tym, że zainteresowanie tą tematyką jest duże – Ludzie lubią oglądać pięknie i kolorowo ubrane postacie, a ludzka tęsknota za dawnymi czasami sprawia, że podobają im się nasze opowieści o historii mody – opowiada o swojej inicjatywie jedna z założycielek Krynoliny.

Ci, którzy zawędrują na strony poświęcone rekonstrukcji strojów, z pewnością zauważą niezwykłą staranność w wykonaniu sukien i wierność w odwzorowaniu realiów epoki. Wszystkie nasze projekty zaczynają się od inspiracji – obrazu, zdjęcia oryginalnej sukni, ryciny czy kadru z filmu. Potem następuje etap rozkładania sukni na czynniki pierwsze, ustalania, co będzie potrzebne i jak należy ją skonstruować. Co więcej każdy strój potrzebuje odpowiedniej bielizny – gorsetu, halek, koszuli, stelaży – bez których nawet najlepiej uszyty będzie wyglądał jak kostium z wypożyczalni. Dopiero po zgromadzeniu materiałów i bielizny przystępuje się do krojenia i szycia – tłumaczy.

Pasjonaci dawnych strojów spotykają się na piknikach, balach czy zlotach – jednym z nich jest organizowany przez Krynolinę zlot w Ojcowie. Zazwyczaj w programach takich imprez można znaleźć naukę tańców i etykiety balowej czy konwersacji salonowej, a także gry na świeżym powietrzu i inne historyczne rozrywki. Jednak nie to w tych spotkaniach jest najważniejsze. Nie wszystkie z nas interesują się obyczajami, dlatego też odrzuciłyśmy przesadną sztywność manier i podziały społeczne, a skupiłyśmy się głównie na grach, rozrywkach towarzyskich czy kuchni. Zlot w Ojcowie staramy się organizować na wzór dawnych spotkań towarzyskich, nie popadając w przesadę – dodaje współzałożycielka stowarzyszenia.

Piękno wewnętrzne jest nieśmiertelne

Są jednak tacy, którzy idą krok dalej  i to właśnie na dawnych obyczajach skupiają swoje zainteresowanie. Dość ciekawą inicjatywą są wciąż organizowane bale debiutantek. Dawniej były to spotkania, które wprowadzały do eleganckiego towarzystwa oraz na rynek matrymonialny panny z dobrych domów. Obecnie jest to nadal uroczystość przeznaczona dla młodzieży pochodzącej z arystokratycznych domów – Radziwiłłów, Potockich i Czartoryskich, ale również osób świata kultury, nauki czy polityki. Wybrane wcześniej i dokładnie sprawdzone pary zaprasza hrabina Jolanta Mycielska – jest to jej wyłączne prawo. Młodzież przed samym balem spędza wspólnie dwa tygodnie, ucząc się nie tylko tańców, lecz także innych, niezbędnych w życiu każdego człowieka umiejętności, takich jak sztuka eleganckiego zdejmowania rękawiczek. Choć organizatorzy podkreślają, że celem Balu Debiutantów jest budowanie wspólnoty i krzewienie zamiłowania do sztuki i nauki oraz promowanie chrześcijańskich wartości, a uczestnicy w trakcie przygotowań i samej imprezy zawiązują przyjaźnie na całe życie, dość znamienne jest to, że większość uczestników niechętnie wypowiada się na temat balu. Czyżby uznali, że w dzisiejszych czasach chwalenie się szlacheckim pochodzeniem nie jest w dobrym tonie?

Do tych dawnych ziemiańskich tradycji nawiązuje również program Debiutantki realizowany w Muzeum Pałacu w Wilanowie. Jednak wydźwięk tego projektu jest zupełnie inny. Być może wynika to z bardziej egalitarnej formy rekrutacji – do programu może dołączyć każda młoda dziewczyna, której zgłoszenie zostanie pozytywnie rozpatrzone przez kapitułę składającą się z osobistości świata kultury, takich jak: Beata Tyszkiewicz czy prezydentowa Karolina Kaczorowska. Jak można się dowiedzieć ze strony organizatora, hasłem przewodnim tej inicjatywy jest motto: Piękno wewnętrzne jest nieśmiertelne, a jej celem – nauczenie młodych kobiet gracji, elegancji, sztuki wypowiedzi publicznych, savoir vivre’u i podstaw psychologii. Uczestniczki działają charytatywnie, występują w strojach z dawnych epok, a każdą edycję wieńczy bal. Program ten cieszy się dużą popularnością i patronuje mu wiele znanych instytucji, w tym Uniwersytet Warszawski czy Telewizja Polska.

Mimo tego zasadne wydaje się pytanie, czy wartości przekazywane przez program w dzisiejszych czasach są tymi szczególnie cennymi dla nowoczesnej kobiety. Karolina, uczestniczka trzeciej edycji programu, w rozmowie z maglem na pytanie, co dało jej to przedsięwzięcie, odpowiada: Myślę, że w pewnym sensie stałam się „damą XXI wieku”. Znam zasady savoir vivre’u, mam dużą wiedzę na temat historii i kultury, a także umiem zadbać o to, aby dobrze się prezentować. Są to wartości, których nie da się w dzisiejszych czasach nauczyć w szkole, na studiach czy w pracy. Kiedyś młode kobiety przygotowywano do wkraczania w dorosłe życie, lecz wydaje mi się, że dzisiaj nie przykłada się do tego aż tak ogromnej wagi.

Element luksusu

4posagi

Wpływ dawnych epok widać nie tylko w ubraniach czy obyczajach, lecz także w sztuce użytkowej. Minimalistycznie umeblowane mieszkanie, wiszące na ścianach abstrakcyjne obrazy, a w rogu jednego z pomieszczeń ozdobna toaletka z XVII wieku – taki eklektyzm w urządzeniu wnętrz nie jest obecnie niczym zaskakującym. Dumni właściciele potrafią godzinami opowiadać o najnowszym ludwiku, pieszczotliwie tak określając obity purpurowym aksamitem podnóżek pochodzący z epoki Ludwika XIV.

Można powiedzieć, że dzisiejsza aranżacja wnętrz dość często opiera się na babcinej zasadzie: coś starego, coś nowego, coś pożyczonego – a prawdziwą sztuką jest połączenie wszystkiego w taki sposób, aby każdy z elementów współgrał ze sobą.

Beata Bochińska, historyczka designu, w wywiadzie dla radia ZET Chilli opowiada o tym, że dawne meble i przedmioty użytkowe mogą nadać niezwykłości i wprowadzić element luksusu nawet w zwykłej kawalerce. Wskazuje również na niezwykłe możliwości, jakie stwarza polski rynek antyków – w krajach, które mają większą świadomość dotyczącą sztuki użytkowej, ceny obiektów vintage kształtują się w okolicach tysięcy euro czy dolarów. W Polsce natomiast są to często kwoty rzędu kilkudziesięciu złotych.

Powrót do dawnych tradycji wśród wielu twórców widać również w samym procesie produkcji. Zaprzeczając jej masowości, coraz bardziej ceni się manufaktury. Oprócz samego finalnego efektu istotne są również: sposób wytworzenia, użyte materiały czy odpowiedni PR zbudowany wokół przedmiotu. Nie wystarczy już własnoręczne wykonanie konsument musi mieć poczucie kupowania autentycznej cząstki luksusu stworzonej tylko dla niego, w której powstanie od początku do końca zaangażowany był człowiek, a nie taśma produkcyjna.

Świat zaklęty w fotografii

1Coraz większe uznanie zdobywają stare fotografie, przez wiele lat pomijane szturmem wkraczają do świata największych kolekcjonerów. Jedno ze zdjęć pochodzące z 1879 r. i przedstawiające Henry’ego McCarty’ego, szerzej znanego jako Billy the Kid, na aukcji w Stanach Zjednoczonych zostało sprzedane za zawrotną sumę 2,3 mln dolarów. Być może taka cena wynika z tego, że jest to jedyne jego zdjęcie, którego autentyczność udało się w zupełności potwierdzić. Nie tłumaczy to jednak ceny, jaką osiągnęło inne dawne zdjęcie – The Pond – Moonlight Edwarda Steichena z 1904 r., które na aukcji 10 lat temu sprzedane zostało za blisko trzy miliony dolarów, co w tamtym czasie było najwyższą ceną, jaką kiedykolwiek osiągnęła fotografia.

Fascynacja starymi zdjęciami nie ogranicza się jedynie do ich kupowania, lecz również polega na wykorzystywaniu dawnych technik współcześnie. Dagerotypy i fotografie wykonane techniką analogową charakteryzowały się dużym ziarnem oraz małą ostrością i dokładnością, a świat przedstawiały jedynie w odcieniach szarości. Wraz z rozwojem technologii dążono do wyeliminowania tych niedoskonałości, z czasem producenci aparatów zaczęli konkurować ze sobą. Chcieli zaoferować coraz lepsze parametry, mimo że te od pewnego momentu nie miały już realnego przełożenia na jakość zdjęcia. Niektórzy pasjonaci fotografii stwierdzili wtedy, że to te pozorne wady stanowiły o sile przekazu i,  poszukując dawnej magii, zdecydowali się powrócić do minionych technik. Moja pasja do fotografii analogowej wynika z nastroju i emocji, jakie ze sobą niesie, oraz sympatii do samych aparatów analogowych, które mają swój ciężar, czysto mechaniczny sposób działania i piękny dźwięk. Samo obcowanie z nimi jest przyjemne – wyjaśnia Jakub Stojałowski, fotograf.

Patrząc na minione epoki, ważna jest świadomość jak bardzo trendy powiązane były z obyczajami i panującymi ówcześnie zasadami. Stroje, meble czy konwenanse odzwierciedlały reguły panujące w społeczeństwie. Skoro już dawno odrzuciliśmy te normy, naszą rzeczywistość budując na odmiennych fundamentach, dlaczego tak chętnie powracamy do tego, co minęło? Być może, wchodząc na moment do dawnego świata, dajemy sobie chwilę wytchnienia od współczesności i uciekamy od tego, co nam się dzisiaj nie podoba i czego nie możemy zmienić.