Panie przodem

Kiedy po raz pierwszy kobiety pojawiły się w murach Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesorowie demonstracyjnie wychodzili z aul i odmawiali prowadzenia zajęć. Od tych wydarzeń minęło już ponad sto lat, można więc zastanawiać się, co w tym czasie rzeczywiście się zmieniło. Czy prawdziwe równouprawnienie zagościło również na uczelniach?

fot. Mike Wilson

Gdyby faceci słuchali się kobiet zawsze, gdy te odmawiają, to ten gatunek by nie przetrwał – powiedział w zeszłym roku jeden z wykładowców na Wydziale Psychologii UW. Żeby mieć wysoki przyrost naturalny, należy uprawiać wesoły, prokreacyjny seks z erazmusami – stwierdził znany ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi profesor wykładający w SGH. Takie komentarze za każdym razem nie tylko wywołują oburzenie wśród wielu studentów, lecz także rozpoczynają liczne dyskusje, czy aby na pewno istnieje powód, by czuć się oburzonym, czy może raczej niektórzy są nadwrażliwi i nie rozumieją, że taka wypowiedź padła w konwencji żartu.

Kategoria studentów „nadwrażliwych” prawie zawsze pojawia się w dyskusjach na temat różnych form dyskryminacji i służy głównie ośmieszeniu skarżących się i sprowadzeniu problemu do absurdu. Dość rzadko pojawiają się skargi dotyczące relacji na linii wykładowca-student, ale zazwyczaj dotyczą one właśnie niesmacznych żartów. W tych przypadkach często okazuje się jednak, że potrzebna jest rozmowa nie tyle o kwestiach związanych z płcią, o ile dotyczących szacunku do studentów. Często w takich sytuacjach chodzi także o wykładowców starej daty, którzy uważali, że w ten sposób skracają dystans – zauważa w rozmowie z Maglem Anna Cybulko, ombudsman Uniwersytetu Warszawskiego. Sporadyczność skarg na takie sytuacje wysyłanych do organów uczelnianych niekoniecznie wynika z tego, że są to zjawiska niespotykane – wielu studentów woli przeczekać do końca zajęć, uzyskać zaliczenie i zapomnieć o nieprzyjemnych incydentach, zamiast zacząć działać i narazić się na ewentualne przykre konsekwencje. Nie pomaga też brak wsparcia ze strony kolegów. Na naszej uczelni wielokrotnie spotykamy się z sytuacjami, w których kobiety są dyskryminowane. Jednak w ogóle się o tym nie mówi – w sumie nie wiem dlaczego. Są wykładowcy znani wśród studenckiej społeczności z tego, że pozwalają sobie na niestosowne komentarze w stosunku do nich. Nie zetknąłem się z natomiast nigdy z dyskryminacją mężczyzn ze strony wykładowczyń – opowiada Kamil, student trzeciego roku SGH.

Inicjatywy studenckie

Inną kwestią są akcje organizowane przez samych studentów – warto się zastanowić, gdzie przebiega granica dobrego smaku i co wolno zrobić, aby nie być posądzonym o seksizm. Z takimi oskarżeniami musieli się zmierzyć na przykład organizatorzy Men’s Weeka w SGH, którzy chcieli zorganizować na terenie uczelni pokaz twerkingu jako jedną z akcji promujących ich wydarzenie. W ostatniej chwili władze Szkoły sprzeciwiły się tej inicjatywie, jednak sama społeczność studencka podzielona była w kwestii, czy zakaz ten był właściwy i konieczny.

Co roku głośno jest również o innej imprezie, która już na stałe wpisała się w kulturalny krajobraz Politechniki Warszawskiej – o wyborach miss i mistera. W konkursie startują przedstawiciele 19 wydziałów, a całą imprezę patronatem honorowym obejmuje sam rektor. Krytykujący zarzucają organizatorom, że uczelnia nie powinna promować oceniania studentów ze względu na wygląd, ale skupić się na ich osiągnięciach naukowych. Ponadto zwracają uwagę, że takie konkursy zawsze silnie powiązane były ze zjawiskiem przedmiotowego traktowania kobiet. Z tymi zarzutami nie zgadza się Jakub Jędrzejczak, Mister Politechniki 2015 – Sądzę, że wybory Miss i Mistera nie są przejawem seksizmu – odkąd chłopaki startują w uczelnianych wyborach, obydwie płcie robią wszystko razem i są traktowane tak samo. Całe przedsięwzięcie uczy nowego spojrzenia na tradycyjne oczekiwania wobec płci.

Męska technika

Panuje powszechna opinia, że najgorzej w kwestiach równości płci jest na kierunkach technicznych jako na tych najbardziej zmaskulinizowanych. To twierdzenie zawiera sporo prawdy w przypadku Politechniki Warszawskiej, o której jeden z studentów mówi: Choć ciężko wskazać konkretne sytuacje seksistowskie, to można powiedzieć, że na Polibudzie szkalowanie dziewczyn jest stałe. Inna studentka precyzuje: Czasem bycie dziewczyną na Politechnice pozornie pomaga – wykładowcy stawiają nam niższe wymagania, bo nie wierzą w nasze możliwości tak bardzo jak wierzą w możliwości chłopaków. Inni prowadzący natomiast wymagają od nas więcej – mam wrażenie, że są sfrustrowani, coś im w życiu nie wyszło i próbują pokazać dziewczynom, że ich miejsce nie jest na Polibudzie.

Co interesujące kierunki ścisłe prowadzone na Uniwersytecie Warszawskim są tymi na Uczelni, z których pracownicy i studenci najrzadziej sygnalizują takie problemy. Z wydziałów ścisłych mam najmniej skarg, a nawet jeśli już jakieś są, nie dotyczą one kwestii płci. Nie wiem, z czego to wynika, ale jestem bardzo ciekawa – mówi ombudsman UW.

Warto działać

Co może zrobić student, który jednak chciałaby działać i walczyć o poszanowanie własnychpraw? Na każdej z uczelni może zgłosić się do przedstawicieli samorządów studenckich, którzy mogą służyć jako mediatorzy w konflikcie. Innym rozwiązaniem jest wystosowanie oficjalnego pisma do bezpośredniego przełożonego osoby, której zachowanie uznajemy za niewłaściwe – skarga złożona w ten sposób daje mocne podstawy, aby podjąć działania służące rozwiązaniu takiej sytuacji. Studenci Uniwersytetu Warszawskiego mogą również zgłosić się do uczelnianej ombudsman, której zadaniem między innym jest pomoc w rozwiązywaniu konfliktów personalnych. W SGH taką rolę odgrywa rzecznik praw studenta, jednakże jest to jedynie organ powołany przy samorządzie studentów.

Druga strona medalu

W dyskusji na temat seksizmu na uczelniach istotne jest także spojrzenie na drugi aspekt tego problemu. Nie zawsze to student jest pokrzywdzony – zdarza się, że fałszywe oskarżenie o seksizm i niesprawiedliwe tratowanie wykorzystywane jest w celu odegrania się na profesorze za niezaliczony egzamin czy słabszą ocenę z kolokwium. Czasami zwykła plotka może spowodować wiele nieprzyjemności dla pracownika naukowego, gdyż choć podjęcie kroków dyscyplinarnych wymaga konkretnych dowodów – potwierdzonych informacji czy bezpośrednich świadków zdarzenia, społeczność akademicka znacznie wcześniej może wydać wyrok bez patrzenia na wiarygodność informacji.

Niektórzy profesorowie skarżą się, że dziewczęta przychodzą w bardzo wydekoltowanych bluzkach, a oni przez to czują się bardzo nieswojo i nie wiedzą, jak się zachować. Z jednej strony zwrócenie uwagi, że im to przeszkadza, będzie świadczyło, że faktycznie na ten dekolt patrzą, co może zostać uznane za molestowanie. Z drugiej – niezwrócenie uwagi może spowodować powstanie plotki, że oni takie dekolty lubią, przez co jeszcze więcej studentek będzie przychodziło nieodpowiednio ubranych – zwraca uwagę na problem Anna Cybulko.

Wielu pracowników uniwersyteckich stara się chronić przed pomówieniami, egzaminując studentów trójkami lub przy otwartych drzwiach. Jednakże często nawet to okazuje się niewystarczające, dlatego też pojawiają się głosy, aby zupełnie zrezygnować z egzaminów ustnych na rzecz ustandaryzowanych pisemnych. Jest to jednak postulat niemożliwy do spełnienia, gdyż trudno sobie wyobrazić, aby kierunki humanistyczne czy społeczne nie kształciły chociaż w małym stopniu umiejętności wypowiadania się u swoich studentów. Takie rozwiązanie przyjęła jednak SGH. U nas praktycznie nie ma egzaminów ustnych, więc wygląd na egzaminie nie ma żadnego wpływu na to, czy ktoś zda czy nie zda – opowiada Kasia, studentka drugiego roku.

Szanse kariery

Inną kwestią są perspektywy zawodowe kobiet w nauce. W Polsce panie stanowią prawie 60 proc. ogólnej liczby wszystkich studentów, jednakże przewaga ta nie jest widoczna w ich dalszej karierze naukowej. W przypadku pracowników uczelni proporcja ta jest dokładnie odwrotna – to mężczyźni stanowią 60 proc. ogółu. Co więcej można zaobserwować właściwość, że liczba kobiet spada wraz ze wzrostem znaczenia tytułu naukowego. Wśród asystentów naukowych kobiety stanowią ponad 50 proc. wszystkich pracowników, natomiast w przypadku profesorów udział ten wynosi jedynie około 20 proc.

Gdzie można szukać przyczyn tego zjawiska? Często zwraca się uwagę na dwie kwestie – problem „szklanego sufitu”, czyli istnienie niesformalizowanych barier, które uniemożliwiają kobietom osiąganie wysokich stanowisk w biznesie, polityce czy właśnie pracy naukowej oraz drugi równie istotny problem „lepkiej podłogi”, gdzie szanse awansu kobiet z mało prestiżowych stanowisk są nie o tyle utrudnione, o ile praktycznie nie istnieją.

Kwestia dyskryminacji ze względu na płeć pojawiała się głównie w skargach pracowników i zwykle były to sprawy albo związane z wynagrodzeniami – w sytuacjach, kiedy znane były zarobki kilku osób na równorzędnym stanowisku, kobiety chciały zarabiać tyle samo, co mężczyźni, albo z kwestiami grantowymi, np. takim rozpisaniem warunków, że kobiety mogły czuć się dyskryminowane. Niestety wielokrotnie były to kwestie niezależne od Uniwersytetu i choć mogłam w takiej sytuacji stwierdzić, że w pełni się zgadzam i śmiało mogę powiedzieć – tak, to jest dyskryminacja, nie miałam przestrzeni, żeby wprowadzać jakiekolwiek zmiany – mówi Anna Cybulko.

Debata publiczna na temat dyskryminacji płciowej jest bardzo trudna – niezwykle ciężko jest zachować obiektywizm, a także uniknąć oskarżeń o propagowanie ideologii gender, cokolwiek takie stwierdzenie znaczy. Zamiast skupić się na rozwiązywaniu realnych problemów, straszy się społeczeństwo, używając krzywdzących i populistycznych haseł. Jednak taka dyskusja, szczególnie w środowisku akademickim, jest niezbędna – tak aby wreszcie zrozumieć, że jednym z fundamentów w relacji wykładowca – student (studentka) powinien być szacunek każdej ze stron.