Déjà vu

Kolejny dzień zaczyna swój bieg. Kończysz śniadanie, zakładasz płaszcz i ruszasz w drogę. Czeka na ciebie autobus, metro lub tramwaj. Jeszcze kilka kroków i jesteś na miejscu. Mija godzina albo dwie i nagle pojawia się w twojej głowie myśl: „Przecież to już się stało”. Może nawet zastanawiasz się nad tym chwilę, jednak ostatecznie stwierdzasz, że to mózg znów cię oszukuje.

Z pewnością zdarzyło ci się już nie raz doświadczyć uczucia, że dana sytuacja już się wydarzyła, ale nie potrafisz wskazać dokładnie ram czasowych jej zaistnienia, a coś podpowiada ci, że przecież byłoby to niemożliwe. Szukasz informacji na temat tego ewenementu, jednak wyniki badań są niejednoznaczne – nauka nie jest litościwa. Gratulacje! Masz okazję poczuć się trochę jak kot Schrödingera: być całkowicie zdrowym i mieć zaburzenia neurologiczne jednocześnie, przynajmniej dopóki naukowcy nie odnajdą jedynej słusznej formuły determinującej naturę takich zdarzeń.

Przyczyn występowania zjawiska déjà vu może być wiele. Minimalne opóźnienie w przepływie informacji między półkulami mózgu, urzeczywistnianie się podświadomego pragnienia, błąd w matriksie, czy też spotkanie ducha ludzkiego z istotą ponadmaterialną posiadającą wszechwiedzę wszechistnienia. Jakkolwiek skomplikowane bądź absurdalne wydają się te wyjaśnienia, jak dotąd nie zostały one jednoznacznie obalone.

A co jeśli jestem pewna, że coś naprawdę wydarzyło się ponownie? Widziałam czyjąś twarz albo słyszałam ten sam głos. W metrze przypadkowo spotkałam doradcę z banku, z którym rozmawiałam dzień wcześniej, więc faktycznie ten głos już gdzieś słyszałam. W kinie wpadłam na znajomego, który powinien wracać do zdrowia po ciężkiej operacji. Mój mózg mówi, że jest to raczej niemożliwe, a przecież zdarzyło się naprawdę. Jednak nie wszystkie takie sytuacje potrafię wytłumaczyć racjonalnie.

Prawdopodobnie część tych „przypadków” została spowodowana moimi małomiasteczkowymi przyzwyczajeniami wynikającymi z upartych prób odnalezienia w tłumie znajomych twarzy i rozpoznania w nadchodzących osobach swoich przyjaciół. To normalne, że raz na jakiś czas się udaje. Tymczasem coraz częściej zdarza mi się przechodzić w tryb wielkiego świata i zapominać o otoczeniu, wyrywam się z otchłani własnych myśli tylko dzięki głośnym powitaniom znajomych.

Niebezpodstawnie twierdzę, że prawie każdy przeżył swego rodzaju déjà vu. Przynajmniej w małym stopniu – na przykład słuchając nowej piosenki, uległ wrażeniu, że gdzieś już ją słyszał. O ile w przypadku muzyki można doszukiwać się u współczesnych artystów inspiracji historią i wykorzystywania zasłyszanych motywów, o tyle ciężej jest takie zdarzenie wyjaśnić w przypadku jego wystąpienia w codziennym życiu. Oczywiście można jako prawdziwe przyjąć twierdzenie, że informacje rejestrowane przez mózg nieświadomie powracają potem jako déjà vu. W obecnych czasach nie jest to abstrakcyjna teoria, wiadomości płyną do nas z każdej strony i trudno jest je nam filtrować, odróżniać te ważne od ważniejszych i tych zupełnie niepotrzebnych.

Tak jak i w matriksie problemem zazwyczaj jest wybór. Jeśli ciągle wybieramy tę samą drogę do domu, to samo kino i spędzamy czas z tymi samymi ludźmi, nie dziwmy się zachowaniu naszego mózgu, próbującego uświadomić nam powtarzalność naszych działań. Już sama świadomość i dostrzeganie, że na każdym kroku podejmujemy (przeważnie mechanicznie) decyzje, jest odbieganiem od rutyny.

Mój pomysł na uniknięcie déjà vu to dążenie do nieustannej zmiany, ciągłe odkrywanie czegoś nowego w świecie i bycie sobą na inny sposób. Nie wszystkie rewolucje mogą skończyć się dobrze, czasem jednak trzeba zaryzykować, aby odkryć nowe źródła radości. Wychodzenie z własnej strefy komfortu może nie uleczyć wrażenia doświadczania tego samego po raz kolejny, ale z pewnością wzbogaci szarą codzienność.

No votes yet.
Please wait...