Self-racism

fot. Aleksandra Golecka

Wspólny studencki pokój. Wchodzę jak zawsze i dołączam do sąsiadów, z którymi spędziłam już uprzednio trochę czasu. Widząc wolne miejsce koło Szweda, zmierzam w jego kierunku. Mój znajomy prawie odskakuje na drugi koniec kanapy, by zrobić mi miejsce.

Pierwsza myśl – mój tyłek jednak się rozrósł i będę potrzebować podwójnego miejsca na lot powrotny do Polski. Druga – „zapach” mojego ciała nie jest tak świeży, jak można się tego spodziewać, albo mycie zębów nie pomogło w zabiciu aromatu czosnkowych orzeszków. Trzecia – mój domowy look jest jednak nie do przyjęcia i powinnam iść do sklepu budowlanego po trwalszą tapetę.

Okazuje się, że żadna z tych opcji nie jest prawdziwa (a przynajmniej nie kluczowa…). Szwedzi po prostu nie chcą naruszać prywatnej przestrzeni innych. Nawet w przyjacielskiej rozmowie stosują zasadę talk to my hand przez utrzymywanie odległości na wyciągnięcie ręki.

Gdy docierasz na przystanek – zmęczony i pozbawiony słonecznej energii – marzysz tylko o wolnym miejscu pod wiatą, jeśli nadzieja na czekający autobus jest nikła. I oto jest! Grzecznie pytasz – nawet po szwedzku – osobę siedzącą prawie na drugim końcu ławki, czy możesz się dosiąść. Kultura level up. Dostajesz pozwolenie i usadawiasz swoje cztery litery. Po chwili jednak zauważasz, że „rozmówca” usiłuje odkurzyć ławkę w kierunku przeciwnym od ciebie, aż w końcu wstaje i tak oczekuje na transport.

Zauważmy, że sytuacja została opisana w nordycki sposób: bez podania płci, wieku, a szczególnie narodowości czy wyznania uczestników, żeby przypadkiem nikogo nie urazić. Nawet w oficjalnych źródłach statystycznych na próżno szukać takich informacji. Ostatni raz pojawiały się one w latach osiemdziesiątych, potem uznano je za nieistotne. Doprawdy? Już wtedy gwałciciele pochodzenia szwedzkiego stanowili tylko 39 proc. zgłoszonych przypadków, a imigrantów, jak również przestępczych incydentów, ciągle przybywa. Narodowość to temat tabu, w przeciwieństwie do seksu.

Z jednej strony silne jest nordyckie przywiązanie do tzw. Prawa Jante – czyli niepisanej zasady, by nie wyróżniać się z tłumu i nie uważać siebie za kogoś lepszego. Z drugiej – takie osoby otrzymują pozornie najwięcej swobody i poklasku, bo nikt nie wyrazi wprost swojego zdania. Jedynym miejscem do publicznego wyrażania emocji jeszcze na długo pozostanie stadion hokejowy, gdzie nawet sędziowie w obawie o własne buźki nie interweniują w przypadku walki na pięści między zawodnikami, a kibice drą się i tupią na trybunach. Temperament wikingów znalazł gdzieś jednak ujście.

No votes yet.
Please wait...