Projekt się udał

W ciągu ostatniego roku musiał zmierzyć się nie tylko z organizacją samorządowych projektów, lecz także ze zmianą rektora, jak i burzliwą kampanią przed wyborami swojego następcy. O wyzwaniach podczas swojej kadencji, sukcesach oraz porażkach opowiada były Przewodniczący Samorządu Studentów SGH Kacper Zubrzycki.

fot. Aleksander Wójcik

Magiel: Startowałeś z bloku wyborczego Projekt SGH. Czy jako student naszej Uczelni oceniasz, że projekt został wykonany?

Kacper Zubrzycki: Uważam, że sporo zostało zrobione. Naszym podstawowym celem było usprawnienie statutowych działań Samorządu, takich jak komisje ds. akademików, stypendiów, jakości kształcenia i położenie na to większego nacisku niż na projekty, które zawsze były na wysokim poziomie i nie potrzebowały wielkich zmian. Kolejnym ważnym punktem była poprawa transparentności i polityki informacyjnej Samorządu, co też moim zdaniem się nam udało. Z punktu widzenia studenta zrobiliśmy dużo i pod tym względem ten projekt – mimo wzlotów i upadków – się udał. Niestety nie wszystkie postulaty, o których mówiliśmy w czasie kampanii, zostały zrealizowane.

Dlaczego?

Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim w tym roku zmieniła się władza na Uczelni i niektóre tematy były poruszane z poprzednikami. Osoby, które we władzach w kadencji 2012-16 nie były pewne wielu kwestii, bo też niepewna była przyszłość. Władza się zmieniła i było za mało czasu, żeby wszystko doprowadzić do końca. Mam nadzieję, że kolejna kadencja będzie w stanie zrealizować to, czego nam się nie udało. To właśnie wybory rektorskie były dla mnie największym wyzwaniem. Znałem z opowieści starszych kolegów, jak to wszystko się rozgrywało, jednak skalę całego wydarzenia mogłem poznać dopiero w maju.

W wyborach rektorskich część członków Samorządu głosowała inaczej niż ty zamierzałeś i została przez to odsunięta od organizacji. To było fair?

Nie zgodzę się, że zostały odsunięte. Zresztą z Samorządu nie da się nikogo wyrzucić – każdy student jest w Samorządzie. Nie ukrywam, że byłem zły, że niektórzy powiedzieli co innego, zrobili co innego i potem się z tym obnosili. Rozdzieliłbym usuwanie kogoś z tym, że zawiodłem się na tych osobach. Cenię sobie mówienie prawdy, a jak ktoś mówi tak, ale robi inaczej… Nie chcę też zarzucać chłopakom kłamstwa, ale nikt nie został dyscyplinarnie wyrzucony.

Nie masz poczucia, że elektorat, który głosował na rektora, był jednak zdominowany przez Samorząd? Ogłoszenie dotyczące możliwości kandydowania nie było przekazywane głośno wszystkim studentom.

W styczniu podczas obrad Rady Kół i Organizacji zapytałem, czy członkowie organizacji interesują się wyborami rektorskimi. Początkowo zgłosiło się kilka osób, ale później słuch o nich zaginął. Czy gdyby było więcej organizacji w elektoracie, wynik byłby inny? Nie wiem.

Tylko to wygląda tak, jakby Samorząd chciał zdominować cały elektorat.

Nie, Samorząd tak czy inaczej wystawiłby swoją drużynę. Kampania informująca o wyborach elektorskich nie była najlepsza, osobiście uznaję ją za porażkę tej kadencji, ale też nie uważam, że nie komunikowaliśmy tego wcześniej. Gdybym faktycznie chciał zrobić jakiś „przekręt”, mógłbym nie informować o tym absolutnie nikogo. Te wybory były dużym wyzwaniem i sprawdzianem tego, czy potrafimy się zgrać i wystąpić jako jedność. Ja jestem zadowolony z wyniku i chciałbym zaznaczyć, że to, że się podzieliliśmy przy wyborze Rektora, to jedno, ale pokazaliśmy również siłę, gdy chcieliśmy, aby to prof. Kozłowski został Prorektorem ds. dydaktyki i studentów. Wszyscy zagłosowali jednomyślnie – co wcześniej się nie zdarzało, ponieważ z tego co wiem, to zazwyczaj rektor elekt podawał kandydata na to stanowisko ze swojej ekipy.

Jak współpracowało ci się z nowym prorektorem?

Bardzo dobrze. Jest otwarty na studentów i wydaje mi się, że jest to najlepsza osoba, która mogła objąć to stanowisko, ponieważ faktycznie chce być zorientowany na problemy studentów. Myślę, że rektor Kozłowski mógłby powiedzieć to samo. Nie było takiego problemu, z którym nie mógłbym się do niego zwrócić w imieniu studentów, a on nie mógłby pomóc.

Projekt SGH to już przeszłość. Byli tam ludzie, którzy – jak się teraz okazało – stanęli przeciwko sobie w wyborach. Nie sądzisz, że w przyszłym roku sytuacja może się powtórzyć?

Wydaje mi się, że podzieliły ich inne wizje. Niemniej Samorząd jest postrzegany ogólnie źle, skoro ma dużo pieniędzy, pierwszy filar FRS jest największy itd. Ale kiedyś w ogóle nie było podziału na filary i Samorząd sam decydował o podziale finansów. A to rozwiązanie z podziałem na filary wprowadzili właśnie samorządowcy. Gdy podchodziłem do kandydatów Aliansu, z którymi się nie znałem i pytałem, na kogo głosować i pierwszym argumentem, jaki słyszałem było: trzeba zabrać Samorządowi pieniądze. Jeżeli mamy tak robić politykę, to nie wróżę zbyt dobrej przyszłości. Zabierzemy pieniądze Samorządowi na rzecz innej organizacji i nie będzie Otrzęsin, Juwenaliów? Podział na filary i RKiO to dość nowy system, nie wiem, jak można byłoby go ulepszyć, skoro ciągle są problemy i niezadowolenie.
Podzieliły nas też wybory rektorskie. Startowaliśmy w jednym bloku, większość osób poparła jednego kandydata, kilku się wyłamało i to był początek Aliansu. Ale cieszę się, że przynajmniej na jakiś czas można było zgrać parę dużych środowisk SGH.

Jednym z postulatów Projektu SGH było, że niewielkie SKN-y powinny mieć możliwość połączenia sił i dzięki temu zyskać szansę na realną konkurencję z większymi organizacjami. Jak to się sprawdziło?

To nam nie wyszło. Wyszliśmy z tym pomysłem, przedstawiliśmy go na Radzie Kół i Organizacji, ale odzewu większego nie było. Nie wiem, dlaczego tak się stało. W ten sposób chcieliśmy też rozwiązać problem z pomieszczeniami na uczelni.

Ale to trochę ironia losu – Alians, konkurencja dla samorządowego bloku, zgromadził wiele organizacji, mając większe szanse konkurencji.

Miejmy nadzieję, że Alians faktycznie przetrwa i nie będzie tylko sezonowym tworem, a jego działania przełożą się na większy stopień integracji. Wiem, że na początku w Aliansie nie wszyscy się znali, ale wybory łączą – przynajmniej wewnętrznie.

Wewnątrz organizacji następują też często podziały. Na ostatnim posiedzeniu jeden z członków Rady nie dostał absolutorium – dlaczego?

Między marcem a kwietniem musieliśmy się rozstać z Mateuszem. Nie było to podyktowane zaniechaniem przez niego obowiązków i, biorąc to pod uwagę będę zawsze po jego stronie, bo z obowiązków się wywiązywał wzorowo. Chodziło bardziej o prywatne spory między ludźmi niż o jakość wykonywanej pracy.

Odsunąłeś Mateusza z wykonywanych obowiązków ze względów prywatnych. Nie uważasz, że to nie powinno się ze sobą mieszać?

Nie powinno, ale niestety w takiej społeczności, grupie, gdzie robi się coś za darmo, w momencie, gdy są jakieś konflikty, motywacja spada. A motywacja jest motorem napędowym wszystkich działań. Potem do zarządu Mateusz nie wrócił, ale do biura Samorządu jak najbardziej.
Czas leczy rany, pewne rzeczy i sytuacje zostały wyjaśnione. Do dziś utrzymujemy bardzo dobre relacje. Brak absolutorium skutkuje tym, że nie może być członkiem zarządu ani przewodniczącym w kolejnej kadencji, ale doskonale wiem, że tego nie planuje.

Z kolei ty planowałeś kandydować w jesiennych wyborach. Dlaczego zrezygnowałeś?

Miałem kandydować do Rady jako kandydat niezależny. Pomyślałem, że fajnie byłoby być osobą, która może coś merytorycznego wnieść w dyskusję między dwoma silnymi ugrupowaniami, jako że przez ten rok nabrałem sporo doświadczenia. Ale w końcu po tej całej kampanii, która zrodziła się na Facebooku, zrezygnowałem. Nie chciałem, żeby ktoś mnie łączył z którymkolwiek z bloków startujących w wyborach – pewnie połączono by mnie z Feniksem SGH.
Z góry nie chciałem być w Feniksie, bo nie chciałem być stronniczy w tej rozgrywce i wydaje mi się, że to było dobre, co zrobiłem. Gdybym się dostał do Rady, musiałbym na kogoś zagłosować. Mógłbym się też co prawda wstrzymać, ale tego robić nie lubię.

W tym roku frekwencja na wyborach była wysoka – wśród studentów II roku studiów licencjackich wyniosła ona aż 50 proc. Może był to efekt tego, że w tak wyraźny sposób jeden blok stanowili przedstawiciele wielu kół naukowych i organizacji?

Możliwe. Im więcej organizacji się zbierze, tym większy jest zasięg działania. Może być też tak, że moja kadencja nie spodobała się wielu osobom i stwierdzili, że trzeba coś zmienić. Nie wiem, w jaki sposób te organizacje były dobierane, ale wydaje mi się, że w wielu przypadkach było to na zasadzie koleżeństwa czy uprzejmości. Na pewno były takie, które poczuły się w jakiś sposób źle potraktowane przez Samorząd, ale też takie, które swoich przedstawicieli miały po koleżeńskich rozmowach i prośbach. Organizacja to też jest duży organizm. Fajnie, że się zintegrował, ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że Przewodniczący Samorządu a prezes organizacji to niestety nie jest to samo.

Co sądzisz o tegorocznej kampanii wyborczej? Czy kupowanie głosów za kiełbasę, nieprzestrzeganie ciszy wyborczej ma sens?

Było za dużo listów otwartych i wylewania żalu w internecie, a za mało dyskusji i spotkań. W wyborach o to właśnie chodzi. Walka była zażarta, może też dlatego, że były wybory w USA i chciano taki styl powtórzyć tutaj. Łamanie ciszy wyborczej jest karygodne, ale takie incydenty, niestety, co roku się zdarzają. Jeśli chodzi o rozdawanie jedzenia, przypinek, gadżetów, to jest to polityka. Głosy zdobywa się nie tylko merytoryką czy sympatią, ale lecz także fajnymi akcjami.

Skąd brać na to pieniądze?

Ze składek członków bloku wyborczego. U mnie w bloku rok temu składaliśmy się po 100 zł na rzecz kampanii, bo przecież nie można sobie wziąć na to pieniędzy z FRS czy poprosić o nie jakiegoś partnera.

A jesteś zadowolony z Funduszu Ruchu Studenckiego za twojej kadencji?

Tak, bo daliśmy więcej pieniędzy organizacjom. Samorząd miał o 7 tys. zł więcej na swoje rzeczy, to się nam bardzo przydało np. podczas organizacji Juwenaliów, gdy po wydarzeniach w Bydgoszczy musieliśmy wynająć liczniejszą ochronę. Jeśli chodzi o III filar, nie został do końca wykorzystany w tym roku. Jeśli mamy kolejny raz z rzędu taką sytuację, to trzeba się zastanowić, jak ją zmienić. Może w ogóle zlikwidować ten filar? Natomiast w przypadku zespołów artystycznych istnieje pole do debaty. Zastanowiłbym się, czy te organizacje, jak wszystkie inne, nie powinny szukać dodatkowych środków u sponsorów. Nie ujmując profesjonalizmu i talentu, ale skoro jesteśmy na uczelni biznesowej, może warto byłoby pomyśleć, jak zrobić to sensowniej.

Zamierzasz podsumować kadencję przed całą społecznością studencką?

Razem z członkami zarządu napisaliśmy sprawozdanie. Teraz jest na etapie korekty, składania, ale kontent jest gotowy. Oczywiście będzie ono udostępnione publicznie. Uważamy, że sprawozdanie każdemu się należy i gdy się pojawi, zaproszę wszystkich do lektury i dyskusji. Mam nadzieję, że kolejna kadencja będzie miała fajny feedback od społeczności studentów, wypracowany na podstawie tego sprawozdania.

Podczas swojego przemówienia w czasie inauguracji roku akademickiego dałeś kilka rad nowym studentom. Co przekazałbyś swojemu następcy?

Nie warto się na nikogo zamykać, ale raczej dążyć do dialogu, mimo wielu nieporozumień i konfliktów interesów. Po drugie, nie uciekać od kontaktu ze studentami, organizacjami, władzami uczelni. Trzeba być osobą otwartą i dostępną 24 godziny na dobę. Trzeba też pamiętać, żeby dbać o swoich ludzi; Przewodniczący sam wszystkiego nie zrobi. Ważna jest tu motywacja do działania, zwłaszcza gdy robimy coś w imię idei, a nie dla pieniędzy. Człowiek jest zawsze najważniejszy.