Przyrzekam

Na imię mam Bogdan, na nazwisko – Marek, tak żeby już nie było wątpliwości. Tymi słowami nowy Przewodniczący Samorządu Studentów SGH rozpoczął swoją prezentację przed zebraną Radą. Nam zdradza szczegóły planów na najbliższy rok swojej kadencji.

fot. Basia Pudlarz

Magiel: Na Przewodniczącego Samorządu Studentów SGH zostałeś wybrany 14.12.2016 r. Tuż po wyborze odczułeś ulgę? Czy jednak od razu pojawiła się myśl, że od jutra czeka cię ciężka praca?

Bogdan Marek: Oczywiście od razu wybiegłem myślą, że trzeba brać się już do roboty, zwłaszcza że wybory bardzo się opóźniły. Wiele osób czekając na wybór Przewodniczącego, pisało ze swoimi sprawami i do mnie, i do Kasi Bojar [kontrkandydatki – przyp. red.], cały czas pojawiały się sygnały, że wiele spraw jest już nawarstwionych. Mamy wiele problemów bieżących, którymi trzeba się zająć, a czas na świętowanie może przyjdzie później. Była też oczywiście radość i ogromne poczucie obowiązku, zwłaszcza że wybory na Przewodniczącego mają charakter pośredni, więc brałem odpowiedzialność za wszystkich ludzi, którzy włączyli się w kampanię, za tych, którzy nas wspierali, za Radnych, za tych, którzy od dawna udzielali się w Samorządzie i za ogół studentów.

Na grudniowym posiedzeniu Rady padło pytanie, skąd pojawiła się myśl, by zaangażować się tak mocno w zmiany na Uczelni? Czy to był twój pomysł, czy zaczął się on kształtować wśród twoich znajomych?

Atmosfera potrzeby zmian zaczęła narastać jakoś w okolicy wyborów rektorskich, może trochę przed. Ja do tej grupy dołączyłem, będąc tak naprawdę trochę osobą z zewnątrz. W wakacje rozpoczęły się spotkania przedstawicieli kół naukowych, w których uczestniczyłem. Wtedy jeszcze nie myśleliśmy o tym, kto miałby być Przewodniczącym. Po prostu spotykaliśmy się i zastanawialiśmy, co można zmienić. W pewnym momencie pojawiła się potrzeba wyklarowania lidera i wtedy część osób zgłosiła się do mnie z pytaniem, czy nie chciałbym być kandydatem na Przewodniczącego. Ja dosyć szybko tę propozycję przyjąłem, a przedstawiciele kół mnie zaakceptowali. Do tej decyzji popchnęły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze dla mnie jest to okazja, by wiele się nauczyć. Już po samej kampanii wiele rzeczy widzę zupełnie inaczej. A po drugie podjęcie decyzji ułatwiło mi to, że paradoksalnie nie ja to wszystko zacząłem, nie ja to chciałem organizować, taka potrzeba pojawiła się oddolnie. W takiej sytuacji łatwiej jest ludzi mobilizować, bo byli oni już wcześniej gotowi i po prostu czekali na kierunek, na kogoś, kto to wszystko będzie koordynował i doprowadzi do końca.
Pomogło mi też to, że nie byłem szefem żadnej z wielkich organizacji i nie było takiego zagrożenia, że pojawią się głosy mówiące, że któraś organizacja chce dogadać się z innymi i przejąć Samorząd. Dlatego też, tak myślę, zaproponowano mi tę kandydaturę.

Jednak patrząc na to, jak długi i burzliwy był okres kampanii, to czy nie czujesz się już teraz zmęczony? A działać trzeba już.

Rzeczywiście, kampania była bardzo wyczerpująca. Były takie momenty, kiedy sobie myślałem, po co mi to wszystko było potrzebne, jednak ja jestem taką osobą, która jak podejmie jakąś decyzję, to się jej trzyma konsekwentnie i nie wyobrażałem sobie, cokolwiek się nie działo, by się wycofać. Ani podczas zamieszania z komisją skrutacyjną, ani podczas dyskusji w mediach społecznościowych. I faktycznie jestem zmęczony, ale mam świadomość, że muszę to zrobić, że mam na sobie ogromną odpowiedzialność i że byłoby to niepoważne, gdybym w tym momencie odpuścił pewne sprawy i pozwolił im samym się toczyć. Mam dosyć dużą wewnętrzną motywację i liczę na wsparcie osób, które były przy mnie już podczas kampanii, ale też na wsparcie Samorządu, bo jest tam bardzo dużo osób, które chcą po prostu jak najlepiej wykonać swój projekt, które oddały serce tej organizacji i ja tak naprawdę na te osoby liczę.

Wierzysz, że ta współpraca jest możliwa?

Tak, ponieważ to nie organizatorzy dużych projektów ani członkowie Samorządu będący na pierwszym roku zarzucali mnie pytaniami, jak planuję ich przekonać do pozostania w Samorządzie. Groźby, że oni wszyscy wyjdą z Samorządu i porzucą swoje projekty padała zazwyczaj od innych, a nie od nich personalnie. Już w trakcie swojego pierwszego pobytu na antresoli jako Przewodniczący zauważyłem, że zarówno pierwszy rok, jak i większa część pozostałych osób jest otwarta na współpracę.

Nie czułeś się trochę nieswojo, będąc tam po raz pierwszy jako Przewodniczący?

To w sumie pytanie o to, kto się czuł bardziej nieswojo. W pierwszej chwili było mi rzeczywiście trochę głupio, ale osoby z Samorządu również zdecydowanie były bardzo ciekawe, jak zareaguję. Dosyć szybko wywiązała się jednak normalna rozmowa i dalej było już dobrze. Poszczególni koordynatorzy projektów chcieli oczywiście zamienić ze mną parę słów, jak wygląda sytuacja. Tak samo osoba będąca naszym delegatem na Forum Uczelni Ekonomicznych chciała poruszyć kilka kwestii, więc bardzo szybko przeszliśmy do pilnych spraw bieżących i nie było żadnej sztucznej, złej atmosfery.

Podczas kampanii padało wiele zarzutów wobec ciebie i osób z Aliansu. Przypisywano wam wiele nieprawdziwych pomysłów dotyczących zmian na przyszłość, np. wprowadzenie rzekomo obowiązkowych wykładów. Jak byś się do tego odniósł?

Nigdy nie chcieliśmy wprowadzać obowiązkowych wykładów i ten zarzuty wydał nam się najbardziej absurdalny. Każde z nas wywodzi się z kół naukowych, które robią mnóstwo projektów. I każdy z nas wie, że w sytuacji bezwzględnie obowiązkowych wykładów ciężko byłoby którykolwiek projekt doprowadzić do końca. Tak więc byłby to strzał w kolano również dla nas.
Innym absurdem było przypisanie nam pomysłu rekrutacji na kierunki. Tego, że miałyby zostać wprowadzone limity. Wiadomo, że my tego nie chcemy. Tutaj trzeba jednak zaznaczyć, że te limity na kierunki są już teraz, jednak wynoszą one dokładnie tyle, ile liczba studentów.

A jak skomentowałbyś zarzuty dotyczącego waszego niedoświadczenia?

W kwestii projektowej Samorząd nie różni się tak bardzo od innych organizacji. W kwestii reprezentacyjnej różni się on bardzo, bo żadna z nich nie reprezentuje studentów jako ogółu, nie reprezentuje studentów w kontaktach z władzami uczelni, nie reprezentuje studentów na zewnątrz. Tylko to są takie kwestie, w których doświadczenie nabywa się dopiero w momencie pełnienia urzędu. I teraz np. osobą świetnie doświadczoną w byciu Przewodniczącym jest Kacper Zubrzycki, a każda osoba, która przejmie jego funkcję, będzie niedoświadczona w jej pełnieniu.
Samorząd rzeczywiście miał nad nami tę przewagę, jednak wpadł on w pewną pułapkę. Uwierzył, że nikt nie ma szans poradzić sobie z jego obowiązkami. A tak naprawdę oczywiście na początku będzie nam trudniej, ale mamy jednak podobny czas do dyspozycji, dosyć podobne predyspozycje i jeśli jedna osoba była to w stanie zrobić, to druga prawdopodobnie też da radę. Jeżeli oczywiście będzie chcieć.

Jaki jest wasz plan co do Funduszu Ruchu Studenckiego?

Dużą tragedią jest to, że ciągle nie znamy podziału środków ani tego jaką pulę pieniędzy przyjdzie nam dzielić. Zmieniają się przepisy, według których zostanie przydzielone dofinansowanie dla Uczelni, tak więc nawet sama Uczelnia nie wie, ile tych środków otrzyma. Jest to sprawa, którą będziemy się zajmować jako jedną z pierwszych, jednak trudno tutaj mówić już o konkretnym podziale procentowym. W najbliższym czasie będziemy musieli niestety najprawdopodobniej zastanawiać się głównie nad tym, jak uratować najwięcej rzeczy i jak to zrobić, by te kluczowe inicjatywy, które wpisały się na stałe wizerunek Samorządu i całej społeczności SGH, odbyły się bez dużej straty dla ogółu. Tutaj wiadomo cięcia będą, po obu stronach. Zarówno Samorząd, jak i inne organizacje będą miały mniej pieniędzy do podziału.
Zaczynając kampanię, nie wiedzieliśmy jeszcze, jak ta sytuacja w tym roku będzie wyglądać. Przy poprzednim podziale środków przyznawaliśmy, że podział ten jest zdecydowanie krzywdzący dla pozostałych organizacji, bo mają one sumarycznie więcej projektów i osób , a mają one jednak mniej pieniędzy do rozdysponowania. Plus w trzecim filarze przydzielenie tych funduszy nie było dość transparentne. Ale w tej sytuacji mocno zmieniły się priorytety, bo trzeba stanąć razem i bronić tych środków finansowych, które są. Trzeba będzie usiąść wspólnie i zastanowić się, gdzie będzie można przeprowadzić te cięcia bez krzywdzenia studentów i bez rozwiązywania projektów. Ale oczywiście na pewno nie będziemy zabierać funduszy projektom, które już się toczą.

A myśleliście o zmianie podziału punktów?

Jeśli już to nie chciałbym, aby wychodziło to ze strony Samorządu, a raczej żeby wyszło to ze strony Rady Kół i Organizacji. Tylko to jest dosyć problematyczne, bo obecny podział, oczywiście wielu osób nie zadowala, ale jednak nie da się zrobić takiej zmiany, żeby wszyscy zyskali. Więc to już będzie zależało od RKiO i tego, czy to oni będą czuli taką potrzebę. No i tego, czy uda im się znaleźć rozwiązanie, z którym większość się zgodzi i uda im się to przegłosować. W tej sytuacji oczywiście mój Zarząd na pewno nie będzie oponował.

Dużo mówiliście o waszej otwartości na studentów. Zamierzacie zapraszać ich na np. posiedzenia Rady?

Oczywiście, że chciałbym czy to na posiedzenie Rady, czy Zarządu zapraszać osoby, których podejmowane decyzje będą bezpośrednio dotyczyć. Np. jeśli będziemy decydować o czymś ważnym dla kół i organizacji, to chciałbym, aby ich przedstawiciele się tam pojawili. Być może będzie stała lista osób, które zawsze będą zapraszane na obrady Rady, np. Przewodniczący RKiO, przedstawiciele mediów studenckich. Tak by mieli oni swoje personalne zaproszenie, by móc zabierać głos, powiedzmy doradczy. Pamiętajmy jednak, że nie wszystkie posiedzenia dotyczą tak ważnych i burzliwych kwestii, jak np. pierwsze posiedzenie Rady. Tutaj osobą odpowiedzialną będzie Maciej Borucki.
Pozostajemy otwarci i planujemy przeprowadzać otwarte konkursy na koordynatorów projektów. Nawet jeśli wcześniej w Samorządzie nie zawsze tak było, to widzę już duże zrozumienie dla tej kwestii i myślę, że docenił on po tej kampanii kontakty z innymi organizacjami.

A współpraca z byłymi Przewodniczącymi i byłymi samorządowcami?

Tutaj jestem mile zaskoczony, bo każdy z moich czterech poprzedników (lub poprzedniczek) odezwał się do mnie, oferując swoją pomoc i uspokajając, że są gotowi przekazać swój know-how. Pokazali oni naprawdę dużą klasę i było to bardzo miłe zachowanie z ich strony.