Vive la France!

Trójkolorowi stoją przed wyborem nowego prezydenta – pierwsza tura wyborów odbędzie się 23 kwietnia. Wygrana wpływa bezpośrednio na skład parlamentu. Od 2000 r. nie zdarzyła się jeszcze koabitacja prezydenta Republiki z niesprzyjającym mu parlamentem.

Tekst: Anna Basta

Według licznych badań prowadzonych pod koniec ubiegłego roku, m.in.: na zlecenie miesięcznika „Le Monde” czy centrum badań politycznych CEVIPOF, społeczeństwo francuskie to naród oczekujący obecnie głębokich reform systemu demokratycznego i gospodarki kapitalistycznej. Francuzi obawiają się globalnej konkurencji ekonomicznej i popierają protekcjonistyczną politykę gospodarczą. Ponadto są rozczarowani multikulturalizmem, cięciami w wydatkach socjalnych i ograniczeniem przywilejów pracowniczych. Dla wielu trójkolorowych rozwiązaniem jest polityka Marine Le Pen.

Trump i Brexit przecierają szlaki

Objęcie urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa i wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej pokazało, że niemożliwe może stać się możliwym. Podobnie może postrzegana będzie wygrana Marine Le Pen, przewodniczącej nacjonalistycznego Frontu Narodowego, która mając kilkuprocentową przewagę nad pozostałymi kandydatami, prowadzi w sondażach.

Na początku lutego Le Pen przedstawiła w Lyonie 144 zobowiązania, których celem jest przywrócenie wolności Francji i przekazanie głosu ludności. Po objęciu przez nią urzędu prezydenta możemy spodziewać się opodatkowania umów zawieranych z zagranicznymi pracownikami, ograniczenia imigracji, obniżenia wieku emerytalnego i referendum w sprawie dalszego członkostwa w UE.

Szefowej antyunijnego Frontu nie grozi przegrana w pierwszej turze wyborów dzięki poparciu mieszkańców wsi oraz ludzi zmęczonych obecną klasą polityczną. Niepokoić ją może śledztwo w sprawie przywłaszczenia 340 tys. euro z funduszy, które uzyskała jako eurodeputowana w 2011 i 2012 r. oraz reakcje mieszkańców Béziers, miasta rządzonego przez Front Narodowy, wyróżniającego się podwojoną liczbą strażników z bronią służbową i ustanowioną godziną policyjną dla dzieci. Jednak nie grozi jej taki spadek poparcia jak ten François Fillona.

„Mr. Nobody”

Pan Nikt, urzędnik, pomocnik – to tylko wybrane docinki Sarkozy’ego wobec Fillona. Zemstą premiera były prawicowe prawybory, w których został niespodziewanie nowym liderem francuskiej centroprawicy. Politolodzy uważają, że jest to wynik mobilizacji wyborców katolickich; inni, że spowodował to sposób przeprowadzenia prawyborów – populiści mieli możliwość głosowania na słabszą konkurencję dla Le Pen.

Fillon jest zwolennikiem współpracy gospodarczej i politycznej z Rosją. Jego prorosyjskie sympatie budzą obawy, tak samo jak ultraliberalizm polityka. Fillon planuje zlikwidować pół miliona miejsc pracy w budżetówce, podnieść wiek emerytalny, a także zmniejszyć zasiłki dla bezrobotnych oraz ograniczyć rolę związków zawodowych.

Dotychczas Fillon był jednym z faworytów prezydenckiego wyścigu. Sprzyjała mu rezygnacja Hollande’a ze starań o reelekcję po pierwszej kadencji oraz największe poparcie wśród osób starszych i francuskiej burżuazji. Fillon był pewny siebie aż do momentu ujawnienia jego defraudacji. Przez 15 lat żona kandydata prawicy prawdopodobnie otrzymywała wynagrodzenie za fikcyjną pracę jako parlamentarna asystentka polityka. Jego sukces w wyborach jest tak samo zagrożony zagrożony jak kandydata lewicy.

Utopijny socjalista bez szans

Jeszcze bardziej niespodziewanym wygranym prawyborów, tym razem lewicowych jest Benoît Hamon, były minister edukacji. Wygrał w drugiej turze z typowanym na zwycięzcę Partii Socjalistycznej, Manuelem Vallsem.

Kandydaci Socjalistów mieli bardzo podobne programy różniące się tylko metodami ich realizacji. Hamon preferuje radykalne reformy w duchu socjalnym. Jest zwolennikiem ochrony środowiska, powszechnego dochodu podstawowego i 32-godzinnego tygodnia pracy. Zapowiada również zerwanie wszystkich negocjacji dotyczących umów o wolnym handlu z USA i Kanadą oraz wycofanie reform kodeksu pracy z zeszłego roku.

Sondaże nie dają Hamonowi dużych szans. Prawdopodobnie będzie walczyć o czwartą pozycję z Jean-Lukiem Mélenchonem, który zdecydował się startować niezależnie. Lewica francuska jest rozproszona, bez mocnego kandydata na prezydenta. Słabości dwóch nurtów politycznych wykorzystał Emmanuel Macron.

La France en marche!

Były minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w lewicowym rządzie to nowy faworyt w wyścigu o fotel prezydenta. Emmanuel Macron zauważył niszę – brak zaufania do tradycyjnych partii lewicowych i prawicowych. Założył w kwietniu własny ruch o chwytliwej nazwie En Marche! (Naprzód). Program ma się ukazać w marcu, ale już teraz polityk w sondażach zajmuje trzecią pozycję z 21 proc. poparciem.

Macron jest symbolem rozczarowania politycznego i antysystemowości, ale bez skojarzeń z populizmem, ksenofobią i izolacjonizmem. Ta mieszanka może skutkować sukcesem. Byłaby to również porażka Putina, który liczy na wygraną Fillona lub Le Pen. Macron już pokazał, jaką politykę zagraniczną będzie chciał prowadzić: na Twitterze nazwał Wielką Brytanię krajem wasalnym, podmiotem podległym USA. Były minister, mający za sobą błyskawiczną karierę, jest realnym zagrożeniem dla pozostałych kandydatów.

Każdy, byle nie Marine Le Pen

Polityka francuska od dawna nie była tak dynamiczna. Co tydzień typowana jest nowa kombinacja kandydatów w drugiej turze. Niemal pewna jest obecność Marine Le Pen. Zagadką jest natomiast jej rywal. Walka o drugą pozycję prawdopodobnie będzie się toczyć między François Fillonem a Emmanuelem Macronem.

Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, kto ma większe szanse na wejście do tej tury. Decydujące może być wyjaśnienie skandalu z pobieraniem pieniędzy przez bezrobotną Penelope Fillon. Zdecydowana większość francuskich komentatorów twierdzi, że to właśnie rywal Le Pen będzie następnym prezydentem V Republiki. Francuzi niemający swojego przedstawiciela zmobilizują się przeciw Marine Le Pen i zagłosują na mniejsze zło. W ten sposób może powtórzyć się sytuacja z 2002 r., gdy Jacques Chirac wygrał z Jean-Marie Le Penem, mając 80 proc. poparcia. Jednak te dwa miesiące gorącego okresu wyborczego we Francji mogą jeszcze wiele zmienić.