Zamek ze szkła

Swobodne podróże zagraniczne, fundusze unijne na wsparcie rodzimego biznesu, wzrost innowacyjności naszej gospodarki. To zaledwie ułamek korzyści ze współpracy międzynarodowej w ramach UE. Przyszłość integracji stanęła jednak pod znakiem zapytania i coraz więcej Europejczyków spogląda w kierunku radykalnej zmiany.

Rok 2016 był szczególny dla europejskiej integracji. Na międzynarodowej arenie politycznej wzrosło znaczenie ugrupowań radykalnych. Niemal 47 proc. głosów w wyborach prezydenckich Austrii otrzymał eurosceptyk i przeciwnik imigracji – Norbert Hofer (Freiheitliche Partei Österreichs). Sondaże prezydenckie we Francji wskazują już na ok. 25 proc. poparcia dla nacjonalistycznej partii Front Narodowy (FN) z przewidywaniem przyszłych wzrostów. Nawet w kraju będącym, jakby się mogło wydawać, ostoją UE znacząco wzrasta poparcie eurosceptycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). Polityka krajów członkowskich zdecydowanie zmierza w kierunku narodowym. Także sukces Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich zmniejszył negatywny wydźwięk nacjonalistycznych postulatów w oczach wyborców. Według Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zwycięstwo ekscentrycznego radykała zza oceanu będzie miało znaczenie w nadchodzących wyborach w Holandii, Niemczech i Francji. Tak zwana fala antyestablishmentu stała się realnym zagrożeniem dla przyszłości integracji Europy. Dziś mało kto pamięta, że idea międzynarodowej integracji narodziła się z popiołów powojennej Europy i oferowała antidotum na skrajny nacjonalizm, który wyniszczył kontynent.

Wrogowie integracji

Sam eurosceptycyzm nie jest nowym zjawiskiem. Ta postawa zrodziła się w latach 80. w Wielkiej Brytanii, gdzie odmówiono udziału we wspólnotach europejskich, tworzonych w latach 50. Niemal 20 lat później – widząc rosnące znaczenie gospodarcze związku państw – Zjednoczone Królestwo podjęło decyzję o członkostwie w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej. Jednocześnie pojawiły się obawy o utratę niezależności. Pierwszy wyraźny głos eurosceptyków wśród pozostałych członków obecnej UE dało się usłyszeć w okresie kryzysu finansowego z 2008 r. Zmiana nastrojów była efektem pogarszającej się sytuacji ekonomicznej i fiskalnej. Eurofobia narasta także za sprawą propagandy. Populistyczne partie kreują wizerunek prawdziwego głosu ludu stojącego przeciwko tzw. elicie. A lud ma o czym mówić – mieszkańcy Europy atakowani są ze wszystkich stron informacjami o wzroście gospodarczym, więc zaczynają się zastanawiać, jakie korzyści oni sami odnieśli.

Emocje wzbudza też bezradność władz w sprawie kryzysu uchodźczego. Gdy Europa trwa w poszukiwaniach złotego środka – między niesieniem pomocy, a zamknięciem granic – populiści podsuwają łatwe, aczkolwiek moralnie i ekonomicznie wątpliwe rozwiązania. Postępujące nierówności społeczne, niepokoje polityczne i międzynarodowy terroryzm prowadzą do spadku zaufania do instytucji. To popycha ludzi w kierunku radykalnej zmiany.

Siła oddziaływania populistycznych postulatów wzrosła równolegle z pojawieniem się szybkich i niekontrolowanych środków przekazu. Media online są wprawdzie wygodnym źródłem informacji, ale tempo przekazywania wiadomości uniemożliwia ich rzetelną weryfikację. To korzystne warunki do tworzenia fałszywych komunikatów. Przykładem jest nastoletnia grupa Macedończyków publikująca fałszywe informacje obciążające Hilary Clinton w trakcie kampanii prezydenckiej. Najpopularniejszy z ich postów został udostępniony ponad 140 tys. razy. Internetowe media odegrały dużą rolę w przebiegu wyborów w USA, sprzyjają też rozprzestrzenianiu propagandowych postulatów w Europie. Łatwiej przecież kształtować opinię publiczną, odwołując się do emocji i osobistych przekonań niż faktów. Zjawisko jest tak powszechne, że jego brytyjskie określenie post-truth, czyli postprawda zostało ogłoszone słowem roku 2016 przez redaktorów Oxford Dictionaries. Manipulacja informacją dotyczy również tradycyjnych mediów, choć w mniejszym stopniu. Wynika to z odmiennego sposobu zarabiania obu środków przekazu. Tam gdzie zyski generuje liczba odsłon, częściej stosuje się działania nieetyczne. W efekcie dezinformacja może być obecnie najsilniejszym narzędziem ekstremistów w zdobywaniu poparcia.

Powstrzymać antyeuropejską falę

Choć wciąż większa część Europejczyków odrzuca ksenofobiczną i antyeuropejską retorykę, to UE stoi na krawędzi. Może wypracować nowe rozwiązania i poszerzyć współpracę albo podążyć w stronę kompletnej dezintegracji. W wywiadzie dla „Polityki” (nr 3, 2017) były premier Belgii, a obecnie lider Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy – Guy Verhofstadt – krytykuje luźną konfederację państw, którą stała się Unia. Jego zdaniem zwrot obywateli w kierunku nacjonalistycznych rozwiązań to wynik braku rozwiązań europejskich. Ich wypracowanie i przeforsowanie wymaga jednak ożywienia współpracy między liderami, poprawy jakości instytucji i usprawnienia procesu decyzyjnego. Tymczasem obecna zasada konsensusu wszystkich krajów członkowskich opóźnia powzięcie działania. Zarazem wystąpienie Wielkiej Brytanii może być szansą dla utworzenia unii obronnej, dotychczas skutecznie blokowanej przez Zjednoczone Królestwo – tylko poprzez wspólną politykę bezpieczeństwa i politykę zagraniczną krajów członkowskich można w wiarygodny sposób reagować na nowe zagrożenia, w tym terroryzm. Podczas wprowadzenia zmian istotne jest również zwiększanie zaangażowania obywateli w proces polityczny i budowa świadomej demokracji europejskiej, a także zwalczanie dezinformacji.