Był sobie protest

Warszawska edycja Ogólnopolskiego Protestu Studentek i Studentów przyciągnęła niecałe 200 osób. Niska frekwencja i problemy organizacyjne skłaniają do pytania o sens masowych manifestacji w czasach, gdy poczucie wspólnotowości zdaje się wymierać, a każdy dąży do realizacji własnych celów.

fot. Elwira Szczęsna

Styczniowe popołudnie było zimne i wilgotne, a widmo zbliżającej się sesji zaglądało zabieganym studentom w oczy coraz głębiej. Pod pomnikiem Kopernika, gdzie miał odbyć się protest, stała niewielka grupa ludzi. Polska Agencja Prasowa ocenia ich liczbę na nie więcej niż 200 osób, włączając w to licznie przybyłych reprezentantów starszego pokolenia oraz wspierającą wydarzenie od strony organizacyjnej i technicznej straż KOD-u. Przyszliśmy tutaj, żeby ratować wasz honor – mówi jedna z działaczek Komitetu, rozkładając wraz ze swoimi kolegami biało-czerwoną flagę. Niektórzy – również studenci – trzymają transparenty. Przed oficjalnym rozpoczęciem z głośników dobiega piosenka High Hopes Pink Floyd. Protest rozpoczyna się od odśpiewania Mazurka Dąbrowskiego, następnie organizatorzy i chętne osoby z tłumu wygłaszają przemówienia. Między słuchającymi przemówień studentami i trzymającymi flagę kodowcami kręcą się dziennikarze i biega młody rozentuzjazmowany człowiek wymachujący flagą Polski. Nieliczne próby skandowania (np. „precz z kaczyzmem”) nie trafiają na podatny grunt. Nie oznacza to, że brakuje optymizmu, zgody, czy nawet pewnej podniosłości. To niska frekwencja budzi irytację przybyłych.

Tych lat nie odda nikt

W latach 80. opozycja wygrała, ponieważ stanowiła sojusz młodych i starych. Dziś tego nie ma – ze smutkiem przyznaje pan Bernard, jeden z najstarszych uczestników protestu. Winna jest polityka ciepłej wody w kranie – dodaje jeszcze starszy od niego pan Michał. Ludziom jest za dobrze i nie interesuje ich, co się dzieje poza ich domem. Pan Michał to weteran protestów studenckich. Narażając bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich, strajkował zarówno w 1956, jak i w 1968 r. Choć wtedy nie byłem już studentem – zaznacza. Rzeczywiście w historii Polski zaangażowanie polityczne środowiska studenckiego odgrywa niebagatelną rolę. Najdonośniejszy charakter przybrało ono w marcu 1968 r., kiedy studenci masowo protestowali przeciwko rządom powracającym do totalitaryzmu i podsycającym w społeczeństwie antysemityzm.

Warto jednak zwrócić uwagę na pewien, z pozoru nieistotny, fakt – żadnej z historycznych manifestacji studenckich nie organizowano w okresie sesji egzaminacyjnej. Gdyby protest odbył się miesiąc wcześniej lub później, frekwencja mogłaby być zdecydowanie wyższa. Trudno jednak tłumaczyć się w taki sposób przed weteranami studenckiej aktywności obecnymi na proteście. Wy dziś możecie protestować i nic wam się nie stanie. I gdzie jesteście? – pyta pan Michał. W tym momencie podbiega młody człowiek z flagą i włącza się do rozmowy: A wiecie panowie, co w tym wszystkim jest najgorsze? Że Macierewicz wygląda jak Dzierżyński bez wąsów!

Wizja przyszłości

Podczas gdy starszych uczestników do protestu skłaniały sentyment i poczucie obowiązku, studenci mówili o konkretniejszych przyczynach. PiS zabrał mi moje plany na życie – tłumaczy swój udział w proteście Maciej, student Politechniki. Planowałem rozwijać polską energetykę wiatrową. Jakiś rok temu PiS stwierdził, że wiatraki nie mogą być budowane, ponieważ istotniejszy jest węgiel. Górnicy muszą na nich głosować. Ja nie mogę tego znieść, bo energia cieplna to niebezpieczny przeżytek. Trzeba stawiać na energię odnawialną, żeby powietrze było czyste, byśmy nie mieli smogu. Marlena, studentka stosunków międzynarodowych, wylicza zarzuty wobec ogólnego charakteru przemian politycznych w Polsce: Rząd karmi ludzi obietnicami bez pokrycia, w zamian odbierając im wolność, niszcząc środowisko i dostosowując edukację ich dzieci do swojej ideologii. Jako studentka czuję się zobowiązana bronić nauki i wolności, które stanowią podstawę europejskiej cywilizacji. Nie zostałam wychowana do życia w takiej rzeczywistości, jaką tworzą, i nie zamierzam się na nią godzić.

Alternatywny świat Facebooka

Poza niefortunną datą wydarzenia protest utrudniała silna kampania dezinformacyjna skierowana przeciw niemu przez zwolenników obecnego rządu. Po powstaniu oficjalnej strony wydarzenia na Facebooku natychmiast pojawiło się kilka fałszywych fanpage’ów, wszystkich o tej samej nazwie co prawdziwe. Założenie trollkonta to żaden problem, bo nikt tego nie sprawdza – komentuje uczestniczący w strajku Paweł, student biotechnologii. Jeszcze w dniu protestu na jednym z fałszywych profili pojawiła się informacja, że manifestacja odbędzie się przy placu Politechniki. To tamtej manifestacji nie będzie? – dziwi się Marlena. A moja przyjaciółka tam poszła. Najdalej w sztuce dezinformacji posunął się jednak prowadzony przez osobę podpisującą się jako Robert Starzyk fanpage, na którym dwa dni przed protestem opublikowano informację o jego odwołaniu w skutek rzekomej interwencji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. W związku z powyższym ostrzegamy – pisał – 25 stycznia na proteście studentów w Warszawie może dojść do rozlewu krwi! (…) Idziemy małymi grupami, na własną odpowiedzialność. Inny organizator wyraził nawet zgodę na przesłanie przez naszą redakcję kilku pytań, nie otrzymaliśmy jednak na nie odpowiedzi. Liczba osób zainteresowanych fałszywym wydarzeniem przewyższała tę zainteresowanych wydarzeniem prawdziwym, więc można wnioskować, że to właśnie przez nie część potencjalnych uczestników nie zjawiła się na manifestacji. Przez śledzenie niewłaściwego profilu Maciej miał już zrezygnować z udziału w proteście. Dopiero znajomi mi uświadomili, że to naprawdę się odbędzie – przyznaje.

Kto, za czym i przeciw czemu

Wielu studentów nie rozumiało również celu protestu, do czego przyczyniał się ogólny charakter jego postulatów oraz to, że był zorganizowany przez nowicjuszy w świecie polityki, pozbawionych protekcji formalnych organizacji. Inni z kolei chwalili spontaniczność tej inicjatywy, która według nich świadczy o szczerych motywach organizatorów. Ponadto ci raczej krytycznie odnosili się do kodowskiego wsparcia podczas warszawskiej edycji wydarzenia. Wsparcie to ograniczało się co prawda do kwestii technicznych, jednak w odbiorze studentów łączyło protest z gwałtownie tracącym poparcie społeczne Komitetem. Kojarzenie protestu z KOD-em było natomiast po myśli zwolenników rządu. Znalazło to swój wyraz w nawiązywaniu do tej organizacji w postach umieszczanych na fałszywej stronie wydarzenia.

Przejawem skuteczności strategii przedstawiania protestu jako inspirowanego przez KOD może być to, że Niezależne Zrzeszenie Studentów – organizacja stanowiąca symbol opozycji studentów wobec władzy – odmówiło patronatu nad protestem, argumentując, że jest on „konfliktem o charakterze polityczno-partyjnym”. Inne stowarzyszenia akademickie, jak Koliber czy Fundacja Inicjatyw Młodzieżowych, również nie wsparły protestu, twierdząc, że nie wszyscy studenci utożsamiają się z jego postulatami. Organizatorzy postanowili ich nie tłumaczyć (na prośbę o ich wyjaśnienie zostaliśmy odesłani do ich listy znajdującej się na Facebooku). Jak widać, poskutkowało to tym, że opinia publiczna zaplombowała występujące tam luki i niedomówienia własnymi, zależnymi od własnych przekonań, interpretacjami co do intencji protestu. Same postulaty dotyczą spraw takich jak przestrzeganie praw człowieka i trzymanie się przez władzę litery prawa.

Postulaty

Podczas samego protestu na pierwszym planie były zaś trzy tematy. Pierwszy z nich to zmiana stosunku władz do ochrony środowiska (jeden z mówców bardzo rzeczowo wypunktował przewinienia ministra Szyszki i ich potencjalne skutki), drugi zaś to kwestia reformy – czy też, jak głosił jeden z transparentów, „deformy” – edukacji. Do szału doprowadza mnie, że nikt nie protestuje przeciwko ogromnej fali dezinformacji, która trawi polską naukę. Minister Szyszko, który co krok przebija sam siebie kolejnymi stwierdzeniami na temat Puszczy Białowieskiej, czy że bez człowieka nie byłoby bocianów. To, że ewolucja ma nie być uwzględniona w podstawie programowej dla szkoły podstawowej… – irytuje się protestujący student Tomek. – Jako student biologii nie mogę pogodzić się z tym, że minister środowiska opowiada takie bzdury. To ochrona nie przyrody, a pewnych grup interesów… Odstrzał zwierząt… Dramat – załamuje ręce. Trzecim tematem dominującym w proteście były próby jeszcze większej radykalizacji polskiego prawa aborcyjnego. Bez prawa do decydowania o własnym ciele kobieta nie może czuć się godnie – płomiennie przemawiała jedna z organizatorek. Wiem, że do końca życia będę walczyła o wolność swoją i innych kobiet.

Godzina wspólnoty

Choć każdego studenta do przyjścia na protest zmotywowały trochę inne pobudki, łączy ich jednak negatywna ocena obecnej polityki rządu. Pomimo kampanii dezinformacyjnej w świecie wirtualnym udało im się zebrać w świecie rzeczywistym i pokrzepić się tym, że choć niewielu z nich się w to zimne i wilgotne styczniowe popołudnie zjawiło, nie są osamotnieni w swym niezadowoleniu z polityki rządowej. Samo doświadczenie tej wspólnoty nadaje organizacji takiego wydarzenia sens. Po godzinie manifestacja została rozwiązana, część uczestników podpisała się pod petycją w sprawie prawa kobiet do decydowania o własnym ciele, a po dwóch godzinach wyłączono głośniki, z których dobiegał głos Davida Bowiego śpiewającego o byciu bohaterem przez jeden dzień.

fot. Elwira Szczęsna