Królestwo nauki

Sesja – słowo, na którego dźwięk studentów ogarnia przerażenie. W końcu ten intensywny okres może zadecydować, o ich być czy nie być na danej uczelni. Należy wtedy przysiąść do książek i dokładnie przestudiować zawarty w nich materiał. Chociaż trudno zastąpić wygodę domowych pieleszy, miłośników spędzania długich godzin w murach budynków bibliotek nieustannie przybywa.

fot. Barbara Pudlarz

Idea zakładania bibliotek przy uniwersytetach pojawiła się już w średniowieczu. Początkowo priorytetem była ochrona woluminów, tak jak w świecie muzułmańskim, gdzie instytucje te tworzono z myślą o przechowywaniu kopii Koranu i Tradycji Proroka. Z biegiem lat celem funkcjonowania bibliotek uniwersyteckich stało się zapewnienie studentom swobodnego dostępu do materiałów dydaktycznych. W ten sposób placówki stopniowo włączały się do życia społeczności akademickich.

Studenci, skuszeni ciszą i atmosferą skupienia, również dzisiaj przybywają tłumnie do bibliotek, by indywidualnie bądź grupowo zgłębiać treści ukryte pod grubymi okładkami.

Zielono na dachu

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, zlokalizowana na rogu ulic Dobrej i Lipowej, od 1999 r. zachwyca niebanalną fasadą. Składa się z ośmiu tablic: z etiudą Karola Szymanowskiego, notacją matematyczną, tekstami: sanskryckim, hebrajskim, arabskim, greckim, staroruskim i staropolskim – wszystkie są fragmentami ważnych dla danych kultur dzieł. Dzięki temu już przed wejściem staje się jasne, że mamy do czynienia z prawdziwą skarbnicą wiedzy. Tym, co najbardziej wyróżnia tę bibliotekę, są ogrody na dachu – jeden z największych tego typu kompleksów w Europie. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce przygotowań do letniej sesji – w otoczeniu zieleni, z widokiem na Wisłę, nauka przestaje być aż tak przykrym obowiązkiem – twierdzi Gosia, studentka lingwistyki.

Jasne i przestronne wnętrze gmachu biblioteki, przywodzące na myśl szklarnię, nie zawodzi oczekiwań. Na parterze można pożywić się w jednej z restauracji lub zamówić kawę, a następnie po kilku stopniach dostać się na poziom pierwszy. Progu strzegą mili i pomocni ochroniarze, gotowi wytłumaczyć każdemu reguły korzystania z biblioteki.

Księgozbiór, dokładnie uporządkowany według dziedzin, zajmuje miejsce na pierwszym i drugim piętrze. Znajdują się tu w większości książki, które ukazały się po 1980 r., ale też inne, wydane wcześniej, stanowiące kanon dla poszczególnych dyscyplin nauki. Między rzędami regałów umiejscowione są małe kameralne biurka – tzw. celki. Uwielbiam czytelnię, naprawdę łatwo tutaj „odlecieć” – całkowicie dać się pochłonąć swojej pracy. Człowiek czuje się tu swobodniej niż w wielu innych bibliotekach, nikomu nie przeszkadza, nikt mu nie stoi nad głową – opowiada Michał, student lingwistyki.

Trzecie piętro zajmuje Biblioteka Austriacka, jedna z sześciu w Polsce, z książkami traktującymi m. in. o literaturze i historii Austrii. Kroki studenta nauk ekonomicznych od razu kierują się w stronę półek z interesującą go ofertą, która jednak dla Mateusza nie jest satysfakcjonująca. Jak żartobliwie stwierdza: Biblioteka austriacka, ale Hayeka tylko dwa tomy.

Na terenie całego kompleksu jest zapewniony wolny dostęp do książek, obecnie całkowicie naturalny dla czytelników. Nie każdy jednak wie, że został on szeroko rozpowszechniony w kraju właśnie dzięki BUW-owi, który był prekursorem tej koncepcji w Polsce. Nie muszę wypełniać rewersu, żeby przejrzeć spis treści i zadecydować, czy książka jest warta dalszej uwagi. Poza tym w jednym miejscu mogę znaleźć wiele pozycji z danej dziedziny, co usprawnia zbieranie materiału. Bardzo cenię sobie taką swobodę dostępu do wiedzy – mówi Ada, studentka geologii. Jedynymi minusami Biblioteki są częsty brak wolnych miejsc do siedzenia (zwłaszcza w czasie sesji) i długie kolejki do oddania bądź wypożyczenia książki.

Pierwsze kroki

Jeśli nie należysz do grona studentów UW (w ich przypadku legitymacja studencka pełni funkcję karty), a chcesz skorzystać z ponadtrzymilionowego zbioru BUW-u, musisz wyrobić sobie kartę biblioteczną. Dokonuje się tego przy specjalnym okienku już za bramkami wejściowymi, gdzie po podaniu najważniejszych danych osobowych od ręki robione jest wymagane zdjęcie. Po uiszczeniu opłaty wynoszącej 10 zł (dla osób spoza UW) karta, prosto z wydruku, znajduje się w posiadaniu właściciela. Warto wspomnieć, że niedziela to dzień specjalny – dozwolone wtedy jest uzyskanie jednorazowej „wejściówki”. Daje to każdemu szansę na obejrzenie biblioteki przed podjęciem decyzji o wyrobieniu karty. Wraz z jej otrzymaniem użytkownik dostaje indywidualne hasło do Wi-Fi, które, lepiej lub gorzej, działa na terenie całej czytelni. Studenci UW dodatkowo upoważnieni są do wypożyczania książek do domu – w tym celu muszą najpierw ustalić lokalizację danej pozycji tzn. sprawdzić, czy znajduje się ona w strefie Wolnego Dostępu czy magazynie niedostępnym dla czytelników. W pierwszym przypadku należy po prostu ją odszukać, w drugim – zamówić przez katalog online, mając na uwadze, że w wypożyczalni książki są przechowywane jedynie trzy dni od daty złożenia zamówienia.

Ekonomiści nad woluminami

Również Szkoła Główna Handlowa ma się czym poszczycić. Na kampusie uczelni, w budynku B, znajduje się biblioteka słynąca z największego w kraju zbioru literatury z zakresu nauk ekonomicznych. Początkowo była to niewielka placówka ulokowana przy ul. Smolnej, szybko jednak wzrosła liczba dostępnych pozycji i jakość księgozbioru, co wymusiło konieczność budowy nowego gmachu. Powstał on w 1930 r. dzięki umowie z Biblioteką Narodową, która wynajmowała kilka pomieszczeń. Co ciekawe – Biblioteka SGH prawie wcale nie ucierpiała w wyniku działań wojennych (zniszczone zostało jedynie 4 proc. zbiorów), co spowodowało, że w 1945 r. jako pierwsza w Warszawie została otwarta dla czytelników.

W środku panuje lekki zaduch, a wnętrzu daleko do nowoczesnej architektury BUW-u czy biblioteki UW-u, jednak to właśnie ten staroświecki klimat daje niepowtarzalne wrażenie obcowania z historią. Brakuje mi tutaj jednak kameralności, gdyż wszyscy siedzą w jednym dużym pomieszczeniu, na widoku. Kiedy kichniesz, słychać to dosłownie wszędzie – tak swoje zdanie wyraża Maciek. Miejsce przy biurkach w Czytelni Głównej uzyskuje się po otrzymaniu blaszki z numerem, która wydawana jest w zamian za zastaw, jakim może być legitymacja studencka bądź dowód tożsamości. Szczególnie irytują mnie ludzie, którzy zgłaszają się po numerek rano, a miejsce zajmują dopiero pod wieczór. W ten sposób stanowisko jest puste przez cały dzień, kiedy spokojnie mogłoby być w tym czasie wykorzystane przez innych uczących się – burzy się Kamila z pierwszego roku.

Zgodnie z regulaminem osoby niebędące studentami, pracownikami lub doktorantami SGH, żeby móc korzystać ze zbiorów, zobligowane są do założenia karty bibliotecznej po uiszczeniu opłaty. W praktyce nikt jednak nie sprawuje kontroli nad ludźmi wchodzącymi i wychodzącymi z biblioteki – ochrona nie wymaga okazywania żadnych dokumentów podczas przekraczania progu czytelni. Budzi to sprzeciw niektórych studentów: Dogodne położenie przy metrze sprawia, że dla wielu osób jest do biblioteki „po drodze” – jakiś czas temu widziałem nawet gimnazjalistów uczących się geografii. Kiedy każdy może tutaj bezproblemowo wejść, obniżony zostaje komfort pracy – twierdzi Michał, student magisterki. Problem stanowi także złe oświetlenie, zdaniem studentów męczące dla oczu. Świetlówki na każdej ze ścian średnio dają sobie radę, a te pojedyncze zamontowane przy każdym biurku są chybionym pomysłem – emitują one światło migające w wysokiej częstotliwości, co bardzo daje się we znaki po dłuższej nauce – mówi Bartłomiej.

Wszędzie dobrze, ale w bibliotece najlepiej

fot. Barbara Pudlarz

Studenci skłonni są opuszczać dom, po którym można biegać w wygodnej pidżamie czy dresie, by zająć miejsce przy biurku w bibliotece. Korzystają tu z wielu źródeł, czasami przeglądając prace innych autorów niż tych oficjalnie polecanych przez danego wykładowcę. Spojrzenie na omawianą kwestię z wielu perspektyw jest szczególnie istotne przy pisaniu pracy licencjackiej lub magisterskiej.

Nie bez znaczenia pozostaje także to, że podczas studiów realizuje się wiele projektów wymagających pracy grupowej. Pokoje nauki wspólnej, gdzie dozwolone są nawet głośne rozmowy, stwarzają idealną okazję do spotkania się całych zespołów i przedyskutowania wszystkiego, co związane z zadaniem. A uczyć można się praktycznie przez całą dobę – dzięki akcjom „BUW dla Sów” i „InSGHomni” obie instytucje w czasie sesji czynne są aż do piątej rano. Wiktor, student pierwszego roku, stały bywalec obu wspomnianych bibliotek, podkreśla: Kiedy każdy wokół pilnie się uczy, łatwiej przychodzi motywacja do pracy. W domu jest zbyt dużo rozpraszaczy, tym prościej więc oddać się lenistwu. Dodatkowym plusem nauki ze znajomymi jest to, że po kilku godzinach spędzonych nad książkami ma się z kim wyjść na spontaniczny, zasłużony relaks do jednego z okolicznych lokali.

Biblioteki przyszłości

Misja bibliotek dostosowywuje się do zmieniającego społeczeństwa. Zdaniem dyrektora Biblioteki Narodowej, Tomasza Makowskiego, wzorem dla polskich instytucji powinny być placówki w Skandynawii, które są „blisko ludzi” – to miejsca szkoleń, spotkań lokalnej społeczności, wydarzeń artystycznych. Prawdziwym wyzwaniem jest stworzenie sprawnie funkcjonującej biblioteki elektronicznej. Już teraz obie warszawskie placówki mogą się pochwalić komputerowym zbiorem baz danych, w którego skład wchodzą czasopisma i książki elektroniczne. BUW dodatkowo należy do pierwszego polskiego środowiska służącego budowie bibliotek cyfrowych o nazwie dLibra. Katalogi online znacznie ułatwiają korzystanie z zasobów, oszczędzając czas czytelnika. Za przejaw elektronicznej modernizacji można uznać obowiązkowe dla każdego studenta SGH szkolenie biblioteczne, dostępne na platformie e-learningowej. Niestety nie działa ono jednak tak jak powinno, bowiem w sieci znajdują się pliki z odpowiedziami na pytania testowe. Szkolenie biblioteczne polega więc dzisiaj na bezmyślnym przepisywaniu treści z internetu.

Prawdziwa rewolucja ma jednak dopiero nadejść – jak wskazują specjaliści, można wzorem Centrum Pompidou w Paryżu testować wypożyczanie zasobów cyfrowych, jak również podjąć próby rozwoju aplikacji na smartfony, która po zeskanowaniu fragmentu np. okładki będzie informowała czytelnika o dostępności książki w bibliotece. Ważne jest także ujednolicanie standardów digitalizacji.

Bardzo prawdopodobne, że kiedyś doczekamy się wielkiej, cyfrowej Biblioteki Aleksandryjskiej. Zanim to jednak nastąpi, można się cieszyć, że studenci coraz bardziej doceniają walory nauki pośród książek. Nawet jeśli korzystają w tym samym czasie z pomocy wyszukiwarki Google i czytają Wikipedię.