Śladami warszawskich murali

Najbardziej demokratyczna odmiana sztuki podbija serca warszawiaków, wykwitając na ścianach kolejnych budynków. Aby w pełni poznać jej urok i sens, warto wybrać się na spacer śladami murali.

Tekst: Aneta Chmielińska

Basia Pudlarz

Wystarczy skręcić w bramę na ul. Chmielnej czy zagubić się przy UW, by odkryć niezwykłe dzieła polskich i zagranicznych artystów wyłaniające się zza szarych gmachów. Każdego roku w Warszawie przybywa kolejnych dzieł street artu, które rozjaśniają podwórka, kolorują szare ulice, a co więcej – skłaniają do refleksji. By w pełni docenić ich piękno i przesłanie, warto wybrać się na Śródmieście na spacer ich szlakiem. Dwugodzinna przechadzka może stać się szansą na odkrycie zupełnie innego oblicza Warszawy.

Przejrzyj się w lustrze

Często na murale patrzymy jak na kolejne graffiti, będące jedynie odzwierciedleniem fantastycznych wizji artysty. Tymczasem wiele z nich, już od pierwszych dzieł tworzonych w Meksyku w latach 30., stanowi swoiste lustro dla współczesnego społeczeństwa. Nie bez przyczyny jeden z największych murali, bezpośrednio nawiązujący do kapitalizmu, znajduje się w samym centrum Warszawy. Nieopodal Dworca Centralnego i Złotych Tarasów, przy ul. Siennej 45, znajdziemy dzieło przedstawiające żołnierzy podwieszonych na sznurkach jak kukiełki. Mural wytyka bezradność człowieka wobec odgórnie narzuconego stylu życia, zatracenie ideałów na rzecz materializmu. Wykonany w 2010 r. przez bolońskiego artystę Blu uważany jest również za współczesny manifest pacyfistyczny, który każdego dnia ma przypominać warszawiakom trudne lekcje z ich historii.

Potem warto przejść się w kierunku Wisły, by odkryć obraz będący lustrzanym odbiciem samej Warszawy. Mural na bocznej ścianie kina Atlantic obok pasażu Wiecha powstał w 2011 r. w ramach festiwalu Street Art Doping jako abstrakcja geometryczna przedstawiająca makietę miasta nieustrukturyzowanego, złożonego z pozornie niepasujących do siebie elementów. Czwórka artystów – Sepe, Chazme, Nawer i Roem – malując lewitującą metropolię, miała na myśli właśnie Warszawę: jej różnorodność, nieokreśloność i ciągłe szukanie pomysłu na siebie. Mimo renowacji pasażu i pierwotnych założeń, by malunek został w tym miejscu tylko na kilka miesięcy, wciąż można go oglądać zza budowlanych płyt.

Będąc w okolicy Nowego Światu, warto również odwiedzić słynne podwórko Pawilonów skrywających mural autorstwa belgijskiego artysty, Roa. To właśnie tutaj powstał mroczny malunek przedstawiający śpiące niedźwiedzie, które łudząco przypominają szczury. Co ciekawe dzieło interpretowane jest na wiele sposobów – w zależności od obserwatora oraz pory dnia. W świetle dziennym czarno-białe postaci przypominają spokojnie śpiące misie, gdy zapada zmrok – zmieniają się w groźnie spoglądające szczury.

Odmieniona Warszawa

Street art nie tylko zachęca do refleksji, lecz także zmienia przestrzeń dokoła. Dzięki niemu wiele zapomnianych podwórek i kamienic odzyskuje swój dawny blask i na nowo przyciąga uwagę. Przykładem takiego miejsca w Śródmieściu jest monumentalny mural stworzony przez duet Cyrcle na zaniedbanej kamienicy przy ul. Widok 11. Przedstawia on kucającą kobietę przypominającą starożytne rzeźby lub postaci z obrazów Rubensa. Wzrok przyciąga nie tylko gigantyczna sylwetka, lecz także pomarańczowa poświata, w której jest ona zanurzona. Dzięki temu zabiegowi kolorystycznemu zniszczony budynek zyskał nowe, barwniejsze życie, a bohaterka dzieła swój przydomek: „kobieta z pomarańczą”. Warto też odkryć drugą część dyptyku, która znajduje się przy ul. Radzymińskiej 140 i przedstawia połamaną grecką kolumnę. Oba te dzieła nawiązują do Warszawy zrujnowanej po powstaniu. Mimo ponurego przesłania zachwycające wykonanie obu murali przyciąga wzrok przechodniów nieprzerwanie od wielu lat.

Kolor to nie jedyny sposób na ożywienie zaniedbanych obszarów. Aby się o tym przekonać, warto wstąpić na podwórko przy ul. Szpitalnej 6, gdzie widać wielość form, jakie sztuka potrafi przybierać w przestrzeni publicznej. Z jednej strony znajduje się tutaj niezwykły mural duetu Otecki–Hemoroid, obrazujący tzw. wielookie drzewo – kompozycję wyrastających z siebie postaci o kilku twarzach i kończynach, przywodzącą na myśl ludowe podania i baśnie. Z drugiej – można dostrzec niewielkie bloki na rozdzielnicach elektrycznych, namalowane przez artystę Evola. Niezwykłość miniaturek pozwala odkryć instalacja artystyczna Refleks zamontowana na jednym z budynków, która rozprasza światło i pozwala mu docierać w najciemniejsze zakamarki podwórka.

Murale często mają też za zadanie rozweselać otaczającą przestrzeń. Tak jest w przypadku dzieła przy ul. Oboźnej, obok Szpitala Dziecięcego. Na ścianie budynku płynie kolorowy statek unoszony przez lampiony. Mural duetu Sepe-Chazme zawiera w sobie zarówno motywy z kultury Kraju Kwitnącej Wiśni, jak i z dobrze znanego Europejczykom świata baśni. Odnajdziemy więc w nim nie tylko japońskie lampiony czy statek z origami, ale i miniaturowego Pinokia. Sięgający piątego piętra malunek nie przytłacza. Wręcz przeciwnie – latające samoloty, statek w otoczeniu lampionów i stonowane kolory dodają budynkowi lekkości. Bajkowy charakter wpisuje się z kolei bardzo dobrze w przestrzeń, w której został stworzony, i pozwala przechodniom oderwać się na chwilę od szarej rzeczywistości i zanurzyć w bajkowym świecie wyobraźni.

W służbie miastu

Ciekawym zjawiskiem w kontekście murali jest ich wykorzystanie na rzecz promocji. Z podobnym zamysłem powstawały zresztą pierwsze tego typu dzieła w latach 70. Na Pradze-Północ do tej pory można podziwiać imponujących rozmiarów malunki reklamujące kolekturę Lotka czy środek chemiczny Muchozol. Obecnie także poszczególni producenci zaczynają doceniać urok street artu. Pojawiają się więc takie realizacje jak graffiti promujące Wedla na rogu ul. Targowej i Ząbkowskiej czy scyzoryki Victorinox na pl. Zawiszy.

Warto również zwrócić uwagę na murale, których powstanie inicjuje samo miasto w celu promocji turystycznej. W zamierzeniu mają one pozostać w przestrzeni publicznej na stałe – dzięki czemu są wkomponowane w otaczającą je tkankę miejską lepiej niż krótkotrwałe reklamy. Efektem tej polityki jest np. mural przy ul. Lipowej 3. Dzieło warszawskiej firmy Good Looking Studio powstało w 2011 r. jako forma uczczenia Roku Marii Skłodowskiej-Curie. Urodziłam się w Warszawie przedstawia wytatuowaną noblistkę, na której ramionach widnieją nazwy wynalezionych przez nią pierwiastków. W rękach trzyma dwie kolby – w jednej z nich znajduje się miniaturowa Warszawa, a w drugiej – ciecz, która płynnie przechodzi z muralu na rurę biegnącą po ścianie budynku.

Twórcy Urodziłam się w Warszawie brali także udział w tworzeniu innego promującego miasto muralu. Jest nim położone nieopodal, przy ul. Konopczyńskiego 5/7 (na ścianie od ul. Tamka), dzieło zwane muralem chopinowskim – ze względu na przedstawioną na nim sylwetkę wybitnego pianisty oraz bliskość Muzeum Chopinowskiego. Co ciekawe, twarz kompozytora jest wpisana w kontur mapy Warszawy, a wprawne oko dostrzeże w postaci kolaż fragmentów z jego życia.

Polowanie na murale

Wielkoformatowe prace zaczynają pojawiać się w świadomości Polaków i kolejne instytucje kultury uznają je za pełnoprawne dzieła sztuki w przestrzeni publicznej. Mimo to rzadko są one brane pod uwagę podczas podejmowania decyzji z zakresu gospodarowania przestrzennego. Kolejne murale znikają więc wraz z burzonymi budynkami, na których ścianach zostały namalowane. Przykładem jest choćby Zamek, znajdujący się do niedawna na ścianie bloku przy ul. Mińskiej 12. Jak się okazuje, to właśnie zniknięcie dzieła sztuki, a nie samego budynku, wywołało największe oburzenie mieszkańców okolicy.

W kontekście street artu trzeba mieć na uwadze jej ulotność – warto zatem wychwytywać tę sztukę na bieżąco. Godną polecenia stroną jest puszka.waw.pl, mająca na celu prezentowanie i upowszechnianie wiedzy nt. murali w przestrzeni publicznej Warszawy. Wśród źródeł tradycyjnych znajdziemy Warszawską Mapę Sztuki, którą można pozyskać w Informacji Turystycznej w PKiN-ie. Często murale są jedynie tymczasowym środkiem upiększenia zaniedbanej przestrzeni i ich życie jest z założenia krótkie. Dlatego tym bardziej warto śledzić kolejne dzieła powstające na ulicach Warszawy, doceniać ich piękno i wyjątkową rolę, jaką odgrywają w kulturze.

Informacja

Autorka artykułu prowadzi blog o niestandardowych formach spędzania czasu w Warszawie. Zachęcamy do odwiedzenia strony: nochodz.pl.