Rodzinne więzi(enie)

Każdy może popełniać błędy. Pomyłki rodziców są jednak szczególnie kosztowne dla zdrowia psychicznego ich dzieci. Jeśli są oni toksyczni, zamiast domu pełnego troski i miłości, mogą stworzyć więzienie, którego mieszkańcy będą uwikłani w pogłębiające się uzależnienie od siebie nawzajem.

graf. Dominika Wójcik

Mam 29 lat i mam toksycznych rodziców – tak zaczyna się wpis internautki na jednym z forów dotyczących psychiatrii. Autorka tych słów nie jest jedyną osobą zamieszczającą takie wyznania w Internecie. Pełno jest tam ludzi dobiegających trzydziestki, którzy pragną w końcu zerwać niezdrową więź łączącą ich z rodzicami. Część z nich dopiero dostrzegła negatywny wpływ tych relacji. Kolejna internautka opisuje swoją historię: W przyszłym miesiącu skończę 27 lat. Jestem dzieckiem toksycznych rodziców, z czego zdałam sobie sprawę około roku temu. […] Dostałam od narzeczonego książkę Susan Forward „Toksyczni rodzice”, więc powolutku zaczęłam widzieć, co się wokół mnie dzieje. Wspomniana przez nią pozycja to wydany w 1989 r. przełomowy tom, w którym para amerykańskich psychologów po raz pierwszy ujęła trudny temat skomplikowanych zależności w rodzinie w formie dostępnej dla każdego laika.

Pojęcie „toksycznych rodziców” wyrosło w świadomości społecznej właśnie na gruncie tej książki. Od tego czasu zaczęło żyć własnym życiem. Niezdefiniowane jednoznacznie przez psychologów dla każdego może znaczyć coś innego, a tym samym obejmować różne spektra zachowań rodziców i relacji w rodzinie. Pewne jest jedynie to, że w zakres tego pojęcia wchodzą zachowania negatywnie. W toksycznych rodzinach zaburzony jest przepływ emocjonalny oraz relacje pomiędzy członkami, a ich podstawowe potrzeby oraz funkcje rodziny są niespełniane – definiuje dr Anna Cierpka, pracownik naukowy Wydziału Psychologii UW oraz psychoterapeutka. Pojęcie to obejmuje więc nie tylko silne patologie takie jak przemoc fizyczna, kazirodztwo, uzależnienia w rodzinie. Do takiej definicji należy włączyć również przemoc emocjonalną, nadmierną kontrolę, zbyt wygórowane wymagania, wywoływanie poczucia winy u dziecka oraz parentyfikację. To ostatnie pojęcie jest określane przez psychologów jako odwrócenie ról. Dziecko, zamiast doświadczać opieki ze strony rodziców, samo jest zmuszone troszczyć się o nich. W zakres terminu „toksyczni rodzice” może wchodzić część wcześniej wymienionych problemów.

Najlepiej rozumie mnie córcia

Dziecko dotknięte parentyfikacją często czuje się obciążone i przytłoczone. Taka sytuacja w domu jest dla niego naturalna, dlatego ma problem z jednoznacznym określeniem przyczyny. W takim wypadku jest nią zaburzenie relacji z rodzicem. Zamiast być podopiecznym, dziecko staje się opiekunem. Jednak nie wyręcza dorosłego w sprzątaniu i gotowaniu, a zostaje jego partnerem emocjonalnym. Młody człowiek postawiony w takiej sytuacji, słuchając o problemach rodzica, automatycznie wchodzi wraz z tymi opowieściami w świat dorosłych. Nieważne, czy ma szesnaście, czy osiem lat. Kiedy problemy dotyczą najbliższych mu osób, wykazuje szczególnie wysoką empatię. Kłopoty w pracy, w spółdzielni, czy nawet w związku rodzica, stają się problemami jego dziecka. Nietrudno się domyślić, jak bardzo taki układ może przerosnąć psychikę młodego człowieka. Jednak często zarówno on, jak i rodzic nie zdają sobie sprawy z sytuacji, w jakiej się znaleźli. Dorośli nie zaczynają nagle żalić się swojemu dziecku na pracę, przeszkadzając mu w zabawie lub odrabianiu lekcji. Tworzy się to pod bardzo pięknym płaszczykiem – uważa dr Anna Cierpka i rozrysowuje sytuację hipotetycznej rodziny, dotkniętej takim problemem.

Zwykle wszystko zaczyna się od kłopotów między matką a ojcem, ale parentyfikacja może występować również w rodzinach z jednym opiekunem. Jej podstawową przyczyną jest bowiem brak satysfakcjonującej relacji z dorosłym w życiu rodzica. Proste potrzeby, takie jak narzekanie, dzielenie się problemami i wspólne zrozumienie, zaspokaja bliska więź, choćby z przyjacielem. W przypadku jej braku opiekun, często nieświadomie, zwraca się ku dziecku. Jest ono po prostu najbliżej.

graf. Dominika Wójcik

W hipotetycznej rodzinie relacja między matką a ojcem nie jest satysfakcjonująca dla nich obojga. Mają dwójkę dzieci – syna i córkę. Jest bardzo prawdopodobne, że po pewnym czasie, gdy taka sytuacja będzie się utrzymywała, ojciec zwróci się ku córce, a matka – ku synowi. Oboje będą szukali u nich tego, czego nie dostali od siebie nawzajem – bliskości, rozmów, zrozumienia. Na początku nie ma w tym nic niepokojącego, a wręcz wydaje się to bardzo pozytywne. Ojciec z córką jeżdżą na wycieczki rowerowe, dużo rozmawiają, razem organizują wolny czas. Obserwatorzy mogą im pozazdrościć tak bliskiej relacji. Nie ma w niej nic złego, dopóki obejmuje ona jedynie wspólne spędzanie czasu. Jeżeli ojciec zaczyna więcej rozmawiać ze swoją córką niż z własną żoną, to z nią poszukuje więcej kontaktu i mówi: „Nie ma żadnej innej kobiety na świecie, która mnie tak rozumie jak moja córcia”, to znaczy, że tworzy się relacja zbyt bliska i zbyt symbiotyczna tam, gdzie powinny być odegrane role dziecka i rodzica – mówi dr Anna Cierpka. Kiedy mama i tata nieprzerwanie inwestują więcej w więzi ze swoimi pociechami niż ze sobą nawzajem, relacje w ich małżeństwie stają się coraz luźniejsze. Funkcje związku będą dla nich spełnione w kontakcie z dziećmi. Narzuci to uzależnienie rodziców od potomków, być może niewidoczne w wieku szkolnym, ale bardzo bolesne dla obu stron, gdy syn i córka będą się chcieli usamodzielnić – na przykład przez znalezienie swoich partnerów życiowych.

To nieuniknione, że po kilku latach córka w końcu przyprowadzi do domu chłopaka. Kogoś, kto ma być jej partnerem na całe życie. Wtedy ojciec, będący z nią w zbyt bliskiej relacji, może podświadomie poczuć się dogłębnie zraniony. Psychologowie porównują takie zachowanie z reakcjami zdradzonych mężczyzn. Tata czuje się odtrącony, obraża się, przestaje rozmawiać z córką. Jest to niezwykle trudne także dla niej. Parentyfikacja jest nie tylko uzależnieniem rodzica od dziecka, lecz także stworzeniem między nimi bardzo silnej wartościowej więzi. Córka nie rozumie takich reakcji, podkreśla, że przecież nie chce się odcinać od ojca, pragnie utrzymać ich wspólną relację. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest uwikłana we wzajemne uzależnienie. Jeśli nic się nie zmieni, będzie musiała sobie powiedzieć: Przecież mam do tego prawo i odejść z chłopakiem. Dr Anna Cierpka podkreśla: Przez całe życie dziecko w domu jest gościem. Najważniejszym, ale tylko gościem. I to jest jego najważniejsze prawo, żeby ten dom opuścić. Pomijając ból towarzyszący odejściu z domu, rozpoczęcie dorosłego życia dla takiej osoby będzie wyjątkowo proste. Ludzie, którzy doświadczyli parentyfikacji i w młodości opiekowali się rodzicami emocjonalnie czy załatwiali za nich różne sprawy, są zazwyczaj bardzo samodzielni. W przeciwieństwie do tych, którzy w relacji z matką czy ojcem byli wyręczani, a ich dążenia autonomiczne spotykały się z krytyką.

Tyle dla ciebie poświęciłam

Nadmierna kontrola, w przeciwieństwie do parentyfikacji, jest w pewien sposób zabiegiem zamierzonym przez rodzica. Przecież te matki, które tak dbają, tak się przejmują, codziennie dzwonią do swojego dziecka i chcą mieć udział w jego życiu, to one dobrze chcą – usłyszała kiedyś dr Anna Cierpka. Uważa, że to podsumowuje ich motywacje, którymi najczęściej są strach i troska. Może wynikać to również z charakteru rodziców – nadopiekuńcze matki to kobiety przewidujące same negatywne scenariusze, a autorytarni ojcowie – mężczyźni przekonani o swojej słuszności. Tacy opiekunowie nie potrafią zapanować nad tymi cechami charakteru na tyle, żeby nie ingerowały w wychowywanie dziecka. Jednak winą za taką sytuację nie powinno się obarczać tylko rodzica. Wpływ na ostateczny kształt więzi mają zawsze obie zaangażowane w nią strony. Dziecko może akceptować nadopiekuńczość, jeśli jest szczególnie wrażliwe czy dotknięte depresją albo kiedy czerpie z takiej sytuacji korzyści, bo jest wyręczane w wielu rzeczach. Karolina, która przez pół roku była z Adamem, tak wspomina ich relację: Starał się skupiać na sobie całą uwagę. Może jego egoizm wynikał z tego, że był jedynakiem, może z tego, że uważał, że wymaga „specjalnej troski”. Czuł się poszkodowany, a przez to miał poczucie, że jest pępkiem świata. Potrafił o swoich problemach opowiadać godzinami.

Dla dziecka, które nie akceptuje nadmiernej kontroli, naturalną odpowiedzią na nią jest bunt. Lecz kiedy zacznie w końcu pakować walizki, prawdopodobnie usłyszy: tyle dla ciebie poświęciłam, jak możesz mi to robić, nie poradzę sobie bez ciebie. Niektórzy rodzice potrafią być mistrzami we wzbudzaniu poczucia winy – uważa psycholog, dr Małgorzata Dragan. Nie musi być ono dosłowne. Często rodzice przez całe życie swoimi zachowaniami i mimowolnie rzuconymi słowami uzależniają dziecko od siebie. Adam mówił, że ma dość matki, tego, że jest tak nadopiekuńcza. Ale widać było, że ją kocha. Innym razem mówił, że wiele jej zawdzięcza i że jest najlepsza – wspomina Karolina. Takie emocjonalne uzależnienie może wynikać ze strachu przed samotnością, do którego rodzice nie chcą się przyznać, albo podobnie jak przy zjawisku parentyfikacji – z braku satysfakcjonującej relacji w ich życiu. W nieudanych małżeństwach często to dziecko jest osobą, która przez większość życia rodzinnego jest w centrum uwagi. Rodzice podświadomie wiedzą, że po jego wyprowadzce będą musieli stawić czoła swojej relacji i osamotnieniu. Zazwyczaj nie chcą do tego dopuścić. Niestety podopieczni, którzy dzięki swojej obecności utrzymują małżeństwo rodziców, często powstrzymują się przed opuszczeniem domu, nawet jeśli są w nim bardzo krzywdzeni. I nawet jeśli wiedzą, że kiedy zostaną, będą uczestniczyć w farsie. Jeśli dziecko będzie patrzyło przez pryzmat tego, czy utrzyma małżeństwo rodziców, czy nie, to bierze za nich odpowiedzialność. Wtedy nie może oddzielić się od nich emocjonalnie, a to jest dla niego najważniejsze – uważa dr Małgorzata Dragan.

Uniezależnienie się zazwyczaj nie może dojść do skutku bez opuszczenia rodzinnego domu. Dr Małgorzata Dragan tłumaczy, że dzieci często robią to nieświadomie, na zasadzie zdrowego odruchu. Znajdują we Wrocławiu kierunek studiów, którego na pewno nie ma w Warszawie, i wyjeżdżają pod niepodważalnym pretekstem, żeby tylko móc zacząć żyć swoim życiem. Bardzo często osoby uwikłane w taki sposób robią gwałtowne ruchy, wywołują rewolucję, wyprowadzają się z dnia na dzień. Jednak to wymaga siły i spojrzenia na relację z dystansu – opowiada psycholog. Mimo chęci zerwania tej emocjonalnej więzi większość dzieci nie chce całkowicie odwrócić się od rodziców. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, zazwyczaj wtedy, gdy osoba nie widzi już innego wyjścia. Najczęściej synowie i córki będą dążyli do podtrzymania rodzinnych relacji, nawet jeśli zdają sobie sprawę z tego, jak są w nich krzywdzeni. W sytuacji gdy dzieci chcą się wyraźnie odciąć, jednocześnie nie zrywając kontaktu i zachowując autonomię, najważniejsze jest stawianie granic. Przede wszystkim sobie. Zadaniem dziecka będzie wprowadzanie zasad i przyzwyczajanie rodzica, że jest się osobą dorosłą, która ma swoje plany i swoje życie w innym miejscu. Taki proces powinien być stopniowy. Przyjeżdżamy do domu dwa razy w miesiącu, rozmawiamy przez telefon co trzy dni. Na początku rodzic będzie wkładał dużo wysiłku, żeby kontrolować dziecko i wikłać je emocjonalnie. To może być niezwykle trudne i czasami nie uda się bez wsparcia psychologa albo psychoterapeuty – mówi dr Małgorzata Dragan.

Nadzieja umiera ostatnia

Takie terapie prowadzi między innymi dr Anna Cierpka. Pomagają one w rozwiązaniu własnych problemów i uzyskaniu wewnętrznej stabilności, co jest podstawą tworzenia zdrowych relacji. Jednak nie zależy to tylko od nastawienia dziecka. Tak jak w przypadku nadmiernej kontroli, odpowiedzialność za relację i jej poprawę leży po obu stronach. Nawet jeśli dziecko jest na nią gotowe, rodziców może powstrzymywać urażona duma. Potrzebna jest chociaż odrobina otwartości z ich strony. Niestety często nie potrafią się na to zdobyć. Podczas psychoterapii, które dr Anna Cierpka prowadzi z osobami z toksycznych rodzin, ten temat często wraca. Jej pacjenci zastanawiają się, czy jeśli już od lat nie widzieli rodziców, to warto wrócić do domu i z nimi porozmawiać. Chcieliby wtedy opowiedzieć nie tylko o krzywdzie, której doznali i wpływie tej traumy na ich życie. Z dzieciństwa pamiętają też dobre rzeczy i mają wspomnienia, które sprawiają, że mimo wszystko tęsknią. Niezależnie od tego, jak toksyczni byli ich rodzice, łączące ich więzi są bardzo mocne.

graf. Dominika Wójcik

Psychoterapeutka podkreśla, że między innymi dlatego jej pacjenci często decydują się na konfrontację i wracają do domu. Ale nie raz. Często z początku odtrącani, przychodzą ponownie, aby przekonać się, czy tym razem będzie szansa na porozumienie. Powtarzają sobie, że jeśli nawet nie tym razem, to może następnym. To są bardzo trudne wybory, poważne dylematy – ocenia dr Anna Cierpka. Podobnie sądzi wielu młodych ludzi, z którymi miała styczność na terapiach. Uważają, że takie próby wymagają od nich ogromnej energii i zaangażowania. Po nieudanych konfrontacjach wracają do swojego nowego domu potłuczeni, poobijani emocjonalnie oraz pozbawieni energii. Na kolejnej sesji mówią: więcej tego nie zrobię, nie dam rady, muszę teraz chronić moją nową rodzinę, jak jeszcze raz tam pojadę, to się rozpadnę. Ale po chwili dodają: nadzieja umiera ostatnia. Już wtedy wiadomo, że będą próbować. Elementem ich psychoterapii jest zdystansowanie się od opiekunów. Trzeba spojrzeć na rodziców z perspektywy osoby dorosłej, a nie tylko dziecka. Zauważyć w nich ludzi, którzy też mają swoje problemy – uważa dr Małgorzata Dragan.

Błędne koło

Toksyczne zachowania rodziców mogą wypływać zarówno z przyziemnych czynników, takich jak stres, jak i z bardziej skomplikowanych, czyli na przykład problemów psychicznych. O ile stres jest względnie krótkotrwałym problemem, o tyle kłopoty ze zdrowiem mentalnym mogą ciągnąć się u rodziców latami. Opiekunowie z problemami są wobec dziecka bardziej wymagający i krytyczni. Dzieci takich rodziców nie zaznają dużo czułości, a ich potrzeby są często niezrozumiane bądź ignorowane. Dr Małgorzata Dragan zwraca uwagę na następującą zależność: Zakłócenia relacji są często powielane w kolejnych pokoleniach. To najczęściej matki, które cierpią z powodu depresji i same doświadczyły przemocy, stosują częściej przemoc wobec swoich dzieci. Problemy psychiczne rodziców nie muszą jednak wpływać bezpośrednio na ich relacje z dziećmi. Mogą być też przyczyną kłopotów małżeńskich, które później doprowadzą do dalszych problemów. Według badań psychologów najmniej problemów w relacji z rodzicami zgłaszają te dzieci, których opiekunowie oceniają swoją relację jako dobrą. Każdy rodzaj toksyczności ze strony rodzica jest spowodowany, podobnie jak parentyfikacja, swego rodzaju brakiem w jego życiu. Nie musi on wynikać z aktualnych problemów w małżeństwie. Może ciągnąć się za rodzicem przez całe życie, zapomniany lub zignorowany. Często taki brak jest wyniesiony z rodzinnego domu. Toksycznego.

Dochodzi wtedy do klasycznego powielania schematów. Osobom z zewnątrz nasuwa się pytanie, czy taka mama lub tata nie zdają sobie z tego sprawy. Jest to podobne do sytuacji dzieci alkoholików – jeden syn pije, bo ojciec pije, a drugi nie pije, bo ojciec pije. Przy wychowywaniu dzieci najważniejsza jest refleksja, lecz niestety nierzadko brakuje jej rodzicom. Psychoterapeutka dr Anna Cierpka opowiada: Często słyszę: „Mój ojciec lał mnie, a ja wyrosłem na porządnego człowieka. Skończyłem studia, dobrze zarabiam. W związku z tym to jest metoda, jaką będę stosował wobec mojego syna”. Ale to, że człowiek w swoim mniemaniu „dobrze skończył”, odnosi sukcesy na polu zawodowym i naukowym, nie oznacza, że jest szczęśliwy. To są jedynie zewnętrzne oznaki tego, że jakoś sobie poradził. Zdarza się również, że rodzic mimo krytycznej oceny metod wychowawczych, których doświadczył jako młody człowiek, sam je nieświadomie stosuje. Na niektóre sytuacje reaguje podobnie jak jego ojciec lub matka, ponieważ mimowolnie wyniósł to z domu. Agnieszka, której przyjaciel miał toksycznych rodziców, wspomina: Marzył o tym, by założyć własną rodzinę, i to jak najszybciej. Pragnął chyba doświadczyć tego, czego brakowało mu w rodzinnym domu. Chciał być prawdziwym kochającym ojcem. Dla takich osób jest szczególnie bolesne, gdy pomimo wysiłków, aby nie powtarzać danych zachowań, w pewnym momencie życia zauważają, że właśnie to robią. Czasem zaczynają zdawać sobie sprawę, z czego wynikała zaborczość rodzica, na przykład przy nadmiernej kontroli spowodowanej ogromną troską o dziecko. Inni opiekunowie działają zupełnie świadomie. Pragnąc chronić swoje pociechy przed zewnętrznym światem, uważają, że najlepiej będzie je uodpornić. Dlatego, kierowani dobrem dziecka, nie szczędzą mu krytyki, skąpią pochwał i na każdym kroku wytykają błędy. Liczą, że w ten sposób ochronią dziecko przed niebezpieczeństwami, które przyniesie mu dorosłe życie. Jednak i w tym wypadku wykazują się bezrefleksyjnością, ignorując sygnały płynące z drugiej strony.

Toksyczne dzieci

Stworzenie w dorosłym życiu zdrowej relacji może być dla takich dzieci niezwykle trudne. Karolina opowiada: Adam prowadzi intensywny tryb życia, myślę, że nie skupia się na sprawach rodzinnych, bo dla niego to już stało się normą. Po mnie miał inną dziewczynę, też nie wytrzymała. Trudno będzie mu stworzyć normalny związek. Krytyczne spojrzenie i analiza relacji w rodzinie z dystansu to podstawowe czynniki, które pomogą wyrwać się z takiego błędnego koła. Jeżeli poziom dysfunkcyjności w rodzinie jest wysoki, sytuacja trwa bardzo długo, a dodatkowo dziecko nie jest silne psychicznie, potrzebna może być psychoterapia, choć nie zawsze okazuje się ona niezbędna. Pomoc często przychodzi w relacjach społecznych, co psychologowie nazywają „czynnikami chroniącymi”. Funkcjonując w grupie rówieśniczej lub tworząc głęboką więź z partnerem czy przyjacielem, dzieci toksycznych rodziców podświadomie uczą się nawiązywać zdrowe stosunki. Taką korektywną relacją okazuje się często obecność dziadków, którzy nie tylko wspierają wnuki i opiekują się nimi, lecz także przez swoje zachowanie dostarczają im pozytywnych wzorców. Dzięki temu nie każdy, kto dorastał w rodzinie z zaburzeniami, będzie w przyszłości dotkliwie odczuwał tego skutki.

Równocześnie nie wszystkie problemy z relacjami w dorosłym życiu wynikają z wyniesionych z domu wzorców. Teraz zwraca się uwagę na interakcję różnych czynników, wpływu genów i szeroko rozumianego środowiska – mówi dr Małgorzata Dragan. Dane z badań genetyki zachowania pokazują zupełnie inną perspektywę – że wychowanie i rodzice nie zawsze mają kluczowe znaczenie, a wszystko zależy od genów. Jeśli ktoś odziedziczył „złe” geny związane z przykładowo z zachowaniami antyspołecznymi, to nawet mimo pozytywnych działań ze strony rodziców, te zachowania i geny i tak mogą się ujawnić. Jest to fakt często ignorowany przez miłośników książki Toksyczni rodzice. Niestety oprócz uświadomienia społeczeństwa, ta praca wniosła również wiele złego. Dorośli ludzie, którzy nie radzą sobie w życiu, zamiast starać się wciąż przeciwstawiać jego trudnościom zaczęli obarczać winą za wszystkie swoje problemy rodziców. I często na tym poprzestawali. Jednak nawet jeśli ich kłopoty spowodowało dzieciństwo spędzone z toksycznymi rodzicami, to w dorosłym życiu muszą sami stawić temu czoła. Tymczasem żeby rozwiązać problem, nie wystarczy go dostrzec. To dopiero pierwszy z wielu kroków.