Papierowa planeta

Winda zabiera mnie na poziom -3., gdzie w gąszczu szarych korytarzy znajduję równie szare drzwi prowadzące do firmowego archiwum. Świat po drugiej stronie jest już inny – zaskakuje mnie feerią barw różnokolorowych segregatorów. Każdy z nich zawiera dziesiątki faktur mozolnie podpisywanych i układanych przez pokolenia praktykantów.

Ten widok przywodzi mi na myśl tatrzańskie szlaki – ułożenie mozaiki kamiennych stopni jest zadaniem wymagającym czasu i niezwykłej cierpliwości. Kamień po kamieniu powstawały drogi, które do dziś poniosły na szczyt miliony turystów. W przypadku papierowych śladów po dokonanych płatnościach mam większe wątpliwości co do ich przydatności. Wyrażenie sztuka dla sztuki nabiera nowego znaczenia, kiedy widzi się hałdy skopiowanych kartek papieru.

Choć i my powielamy 60 stron magla w tysiącach egzemplarzy, a cały wydrukowany nakład skutecznie uniemożliwia poruszanie się po siedzibie redakcji, bliższy jest nam świat gór niż faktur. W tym numerze zabieramy Was w podróż do różnych zakątków globu (i nie tylko). Nie jest to podróż all inclusive nastawiona wyłącznie na podziwianie ładnych widoczków. Odwiedzamy miejsca naznaczone konfliktami – Izrael, Palestynę, Syrię i pozornie niepasujące w tym zestawieniu szwedzkie Malmö. Każde z tych miejsc odkrywa przed nami swoje niepokojące, mniej znane oblicze.

Niełatwa – choć z zupełnie innych przyczyn – będzie też opisywana przez nas wyprawa na Marsa. Nie będzie to jednak samotna podróż – pewien mieszkaniec tej planety świętował już na niej swoje pierwsze urodziny. Na koniec proponujemy spacer w nieco bardziej przyziemne rejony, prezentując Warszawę widzianą oczami Picassa, który nie tylko odwiedził stolicę, lecz także pozostawił tu po sobie niejedną pamiątkę.

Po takich doznaniach może być trudno obudzić się ponownie w naszym tu i teraz. Czasami, patrząc na znane z piosenki Elektrycznych Gitar tony papieru, tomy analiz, człowiek ma ochotę rzucić wszystko i uciec gdzieś daleko. Na przykład na Marsa.

No votes yet.
Please wait...