Rekrutuj się kto może

Cześć, zapraszamy do naszej organizacji! Mamy najlepsze projekty, poznasz tu świetnych znajomych i przyjaciół na całe życie, nauczysz się więcej niż na jakichkolwiek zajęciach! Wystarczy tylko przejść rekrutację…

Infografika: Marcin Czajkowski

Student, który postanawia urozmaicić sobie spokojną uczelnianą egzystencję i włączyć się w działalność projektową, nie może narzekać na brak wyboru. Siedemdziesiąt studenckich podmiotów – kół naukowych, klubów, organizacji i zespołów artystycznych – obejmuje swoim działaniem niemal każdą sferę zainteresowań. Jedyną przeszkodę na drodze ku realizacji planów może stanowić przejście procesu rekrutacyjnego.

Wszystko albo nic

Formularz, esej, rozmowa (albo nawet dwie), opracowanie strategii biznesowej i assessment center – rekrutacja w SGH zdecydowanie niejedno ma imię. I choć dotychczas nie znalazła się organizacja, która postanowiłaby użyć wszystkich tych metod jednocześnie, niektóre procesy selekcji kandydatów wydają się niewiele mniej skomplikowane. Długie rekrutacje mają chyba na celu udowodnić silną motywację kandydatów – zgaduje Stasiek, który miał okazję przyjrzeć się procesowi selekcji w swojej organizacji. Argumentem za wymagającym procesem ubiegania się o członkostwo jest także chęć ograniczenia liczby przyjmowanych osób. Takie działanie znajduje logiczne uzasadnienie. Jeśli do jakiegoś projektu potrzebne jest 10 osób, to jakoś trzeba je wybrać. 100 tys. rolników na hektar nie zwiększy efektywności – ocenia dr hab. Tomasz Rostkowski, prof. SGH z Zakładu Zarządzania Kapitałem Ludzkim.

Takich problemów nie zauważa Karol zajmujący się rekrutacją w organizacji, która nie przeprowadza selekcji kandydatów: Oceniamy działalność i zaangażowanie w życie organizacji po dwóch semestrach działalności, wtedy przyznajemy członkostwa. Tak naprawdę jest to pewna forma rekrutacji, czy też wyróżnienia. Bez formalnego członkostwa wciąż można działać w naszych projektach lub uczestniczyć w życiu organizacji w charakterze sympatyka. Karol nie uważa także, by nadmiar członków mógł być problemem. Nigdy nie mamy zbyt wielu rąk do pracy; zawsze można zrobić dodatkowy projekt – wyjaśnia student. Mimo istniejącego wyboru między bardziej lub mniej dostępną grupą wśród studentów SGH nie milkną głosy niezadowolenia ze sposobu selekcji kandydatów. Postanowiliśmy zatem spytać ich, jak można by rozwiązać ten problem.

Być jak HR Manager

Studenci zapytani o najlepszy sposób rekrutacji wskazują najczęściej rozmowę poprzedzoną wypełnieniem formularza (47 proc. w przypadku SKN-u, 35 proc. w organizacji), przychylnym okiem patrzą też na brak wstępnej selekcji (odpowiednio 15 i 27 proc.). Pierwsze miejsca na podium to zarazem jedyne, gdzie rekomendacje dla koła i organizacji znacząco się różnią. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę zacierającą się granicę między aktywnością tych podmiotów – większość ankietowanych nie dostrzega znaczących różnic między ich projektami. Choć trudno tu o dokonanie precyzyjnych wyliczeń, można też zauważyć, że preferencje studentów wypełniających ankietę odzwierciedlają rozkład metod rekrutacyjnych stosowanych w SGH.

Mimo że popularnością cieszą się różne sposoby wyboru kandydatów, 13 proc. ankietowanych zdecydowanie deklaruje, że rozbudowana wieloetapowa rekrutacja nie znajduje uzasadnienia nawet w przypadku specjalistycznych SKN-ów. Aktywność studencka to nie pole do popisu dla osób, które chcą poczuć się jak CEO i ekipa HR-owa jednej z firm wielkiej czwórki – komentuje Ola, studentka III roku.

Z nieufnością ze strony studentów spotyka się także sam proces selekcji. Tylko 3 proc. ankietowanych w pełni zgadza się ze stwierdzeniem, że zgłoszenia rekrutacyjne są oceniane w rzetelny i sprawiedliwy sposób, podczas gdy 25 proc. ma zupełnie odmienne zdanie. Może to wynikać z tego, że organizacje nie są w stanie zaprosić wszystkich kandydatów spełniających obiektywne wymogi i zmuszone są przyjąć wiele subiektywnych kryteriów oceny – dzieli się spostrzeżeniami Marta, studentka I roku. Jednocześnie ekipy rekrutujące nie ustają w zapewnieniach, że proces jest w pełni transparentny, a rola subiektywnych odczuć pojedynczej osoby – ograniczona do minimum. Formularz w tym roku został zatwierdzony przez grupę ok. 8 osób. Ta sama grupa zajmowała się sprawdzaniem zgłoszeń, każdy formularz został przeczytany przez co najmniej 3 osoby z tego grona – opowiada Piotr, członek zarządu SKN-u.

(Nie)znajomi

Mimo zapewnień organizacji zdecydowana większość ankietowanych nie ma wątpliwości, że posiadanie znajomych w danej organizacji lub SKN-ie ułatwia pomyślne przejście rekrutacji. Zaledwie 3 proc. wypowiadających się studentów całkowicie nie zgadza się z tym stwierdzeniem. Choć w powszechnej opinii jest to zjawisko krzywdzące dla wielu kandydatów, niektórzy nie podzielają tego zdania. Jeśli członek organizacji zna się z osobą rekrutowaną, może od razu przekazać, że ten ktoś jest spoko ziomkiem; a jeśli kandydat wykaże się też merytorycznie, możemy go przyjąć – czy jest w tym coś złego? Moim zdaniem nie – komentuje Adam, koordynator projektu. Być może jego zdanie podziela 10 proc. ankietowanych, którzy stwierdzili, że znajomości ułatwiają pomyślne przejście rekrutacji, a zarazem wierzą w sprawiedliwość procesu selekcji.

Ponadto okazuje się, że znajomości mogą także utrudnić dostanie się do wybranej organizacji lub koła naukowego. Jeśli wcześniej współpraca z kimś się nie układała, zawiódł czy był niesłowny, wtedy ta osoba nie zostaje zaproszona do współpracy w przypadku wątpliwości po przeanalizowaniu zgłoszenia – opisuje student I roku, który zakwalifikował się do wybranej organizacji. Przeprowadzona ankieta pokazuje również pewne tendencje. Wraz z liczbą przebytych rekrutacji spada przekonanie, że wieloetapowy proces jest uzasadniony, projekty czymś się różnią, a ocena jest sprawiedliwa. Co ciekawe, maleje też wiara w to, że znajomości pomagają osiągnąć zamierzony cel.

Plusy ujemne

Nawet jeśli wraz z kolejnymi odrzuconymi formularzami zwątpienie ogarnia studentów, czasu poświęconego na rekrutację nie można uznać za stracony. Wieloetapowe rekrutacje są rzadko uzasadnione, ale fajne jako doświadczenie – argumentuje dr hab. Tomasz Rostkowski. Zwraca również uwagę na to, że rekrutacja do organizacji to dobry trening dla studentów, którzy dzięki przebytym rozmowom są lepiej przygotowani do procesu rekrutacyjnego przy ubieganiu się o pracę – szczególnie jeśli wcześniejsze doświadczenia wiązały się z otrzymaniem feedbacku. Niestety nie zawsze jest to możliwe. Zdarza się, że prośba o informację zwrotną spotyka się z reakcją podobną do tej, zacytowanej przez jednego ze studentów w popularnej grupie: Niestety z powodu dużej ilości zgłoszeń nie jesteśmy w stanie przeanalizować każdego kandydata indywidualnie. I choć trudno się dziwić, że komisja rekrutacyjna nie ma czasu na pisanie opinii o każdym kandydacie, brak indywidualnej analizy kontrastuje z zapewnieniami o wnikliwości podczas procesu selekcji.

O tym, że rekrutacja stanowi wartość dla jej uczestnika, przekonuje także Stasiek. To pozwala ocenić zarówno organizacji, jak i kandydatowi, czy to miejsce jest dla niego odpowiednie. Sama rekrutacja do jednej z organizacji pokazała mi, że nie jest to dla mnie. Nie jest gorsze ani lepsze – po prostu nie dla mnie. A co, jeśli odczucia kandydata są całkowicie odmienne od opinii ekipy rekrutującej, która go oceniała? W takiej sytuacji pozostaje pamiętać, że w ciągu kilku minut nie da się w pełni ocenić potencjału danej osoby. Albo założyć własną organizację – tym razem z idealnym procesem rekrutacji.