Highlander. Nieśmiertelny

Wielokrotny mistrz Polski i świata w karate. Jeszcze kilka lat temu aktywny zawodnik MMA, dzisiaj – specjalista do spraw obronności i trener sztuk walki na Uniwersytecie Warszawskim. O swojej karierze sportowej oraz pracy ze studentami opowiada Maciej „Highlander” Górski.

fot. Maciej Górski

Magiel: W 1999 r. wygrał pan Puchar Polski Juniorów w karate WKF. Internetowe źródła podają to jako pański pierwszy duży sukces. Czy przypuszczał pan wtedy, że pana przyszłość będzie związana ze sztukami walki?

MACIEJ GÓRSKI: Szczerze mówiąc, nie miałem takich odczuć. Może zdziwi cię ta informacja, ale chciałem iść w stronę dziennikarstwa i zostać korespondentem. W innych planach widziałem swoją przyszłość w strukturach mundurowych. Sport zwyczajnie mi wychodził, ale nigdy nie zakładałem, że będę zawodowo trenował sztuki walki i, szczerze mówiąc, nigdy nie chciałem być sportowcem…

Mimo to można było stwierdzić, że osiągnął pan w karate wszystko, co się dało. Czy właśnie to wpłynęło na zmianę dyscypliny, którą się pan zajmował? Trzeba przyznać, że istnieje bardzo duża różnica pomiędzy MMA (mieszane sztuki walki) a karate.

Współczesne karate jest bardzo wysublimowaną dyscypliną sportową. Właściwie można stwierdzić, że jest w pewien sposób podobne do judo, gdzie czeka się na błędy przeciwnika. Z drugiej strony MMA zawiera w sobie ogromną dzikość, a niektóre ciosy są zabronione wyłącznie z powodu możliwości spowodowania trwałego uszczerbku na zdrowiu przeciwnika.

Przygoda z MMA zaczęła się, kiedy wygrałem pierwsze Mistrzostwa Świata w Karate i zadzwonił do mnie serdeczny przyjaciel, który zaproponował mi możliwość walki w KSW 5 [Konfrontacja Sztuk Walki – najbardziej znana polska organizacja promująca mieszane sztuki walki – przyp. red.]. MMA nie było wtedy tak popularne jak teraz i widać było braki doświadczenia w raczkującej jeszcze dziedzinie: nie wiadomo co, nie wiadomo kto, nie wiadomo jak… Rękawica została jednak rzucona i trzeba było ją podnieść, chociaż nie było to łatwe. Mimo że pierwszą zawodową walkę miałem już po pół roku od rozpoczęcia przygotowań, to przestawienie się z karate na MMA zajęło mi wiele lat.

Po kilku latach zrezygnował pan z walk w KSW i MMA. Dlaczego?

Przychodzi taki czas, że trzeba zdecydować, co tak naprawdę chce się robić. Gdy jest się zawodowym sportowcem, trudno cokolwiek zaplanować i żyje się od walki do walki. Mnie jednak interesowało to, co będę robił za dwadzieścia lat, dlatego też zrezygnowałem z kolejnych walk i wybrałem pracę angażującą moje talenty w innej formie. Zresztą znam wiele historii sportowców, którzy po zakończonej karierze nie umieli poradzić sobie z życiem. Nie chciałem, aby mnie to spotkało i z perspektywy czasu uważam, że podjąłem dobrą decyzję.

To jednak nie wystarczyło. Cztery lata temu rozpoczął pan pracę ze studentami. Dlaczego uznał pan, że dobrym do tego miejscem będzie akurat Uniwersytet Warszawski, a nie na przykład klub sportowy?

Lubię dawać ludziom coś od siebie, a także pracować z młodymi, ambitnymi studentami najlepszego ośrodka naukowego w kraju. Uczę rzeczy związanych z tematyką obronności, którą zajmuję się na co dzień. Razem z Akademickim Związkiem Sportowym i dzięki jego nieocenionej pomocy mogę przekazywać podopiecznym praktyczną wiedzę z wielu rodzajów sztuk walki, takich jak krav maga, MMA czy karate. Jakiekolwiek sporty walki by się trenowało, to ma się do czynienia z obronnością. Tylko one w tak dobry sposób uczą czujności, uważności i koordynacji ruchowej. Ponadto uważam, że studenci mają ogromny potencjał i potrzebny jest im jedynie ktoś, kto w nich uwierzy i będzie chciał go z nich wydobyć.

Poza prowadzeniem wychowania fizycznego organizuje pan również zimowe oraz letnie obozy S.E.R.E. [Survival, Evasion, Resistance, Escape – Przetrwanie, Unikanie, Opór w niewoli oraz Ucieczka – przyp. red.]. Na czym konkretnie polegają?

Naszą misją na obozie S.E.R.E jest uświadomienie każdemu, że w razie sytuacji zagrożenia – i to nie tylko „końca świata”, lecz także po prostu wypadku czy zgubienia się – jest w stanie poradzić sobie, zachowując zdrowie i bezpieczeństwo. Wielu uczestników z obawami podchodziło do kolejnych zadań – my za każdym razem pokazywaliśmy im, że coś, co pozornie wydaje się przeszkodą nie do pokonania, w rzeczywistości może być tylko zwykłą niedogodnością, z którą można sobie łatwo poradzić. Poza tym to niesamowita przygoda! Ujęły mnie słowa jednego z uczestników zeszłorocznej edycji – powiedział, że dla niego to wspaniałe uczucie, bo przyjechał na obóz zarówno ze znajomymi, jak i z obcymi osobami, a wraca z niego z rodziną, na którą będzie mógł liczyć nawet po zakończeniu szkolenia.

Z drugiej strony słyszy się głosy, że prowadzi pan zajęcia w stresującej atmosferze. Zraża to niektórych studentów. Skąd wynika takie podejście do nauki sztuk i systemów walki?

Jednym z systemów walki, którego uczę, jest krav maga, ciesząca się sporą popularnością wśród studentów. Została wymyślona po to, aby ratować ludzkie życie. Uważam, że nie można uczyć systemu walki, który jest bardzo brutalny, prosty i skuteczny tak, jakby prowadziło się fitness. Odpowiadając przekornie, powiedziałbym, że można, ale wtedy okłamuje się ludzi.

Dlatego też, odpowiadając na pytanie, czy na zajęciach powinien być stres, mówię: tak, bo nie da się nauczyć bronić swojego życia, nie włączając w to elementu stresu. Szczególnie że większość moich studentów nigdy nie została zaatakowana w niekontrolowanych warunkach, na przykład w jakiejś ciemnej uliczce. Aby nauczyć ich obrony, muszę tworzyć dla nich odpowiednie warunki „laboratoryjne”.

Dodam również, że ten stres wynika po prostu z tego, że dużo serca i wysiłku wkładam w to, aby moi podopieczni czegoś się nauczyli i dzięki temu byli bezpieczni na co dzień. Studenci rozumieją również fakt, że zawsze mogą do mnie podejść i poruszyć jakiś nurtujący ich problem, poprosić o radę czy o pokazanie im technik obrony przed konkretnym uderzeniem.

Głosy krytyki nie powstrzymują jednak pana przed wcielaniem w życie kolejnych inicjatyw. Jedną z nich jest nowy OGUN – Anty-Terror System. Jak sobie pan radzi z tymi niepochlebnymi opiniami?

Malkontentów nigdy nie należy słuchać. Traktuję swoich studentów tak, jakby każdy z nich miał ponadprzeciętne predyspozycje. Wierzę w nich i chociaż oczywiście zdarzyło się, że ktoś wypisał się z zajęć, to mogę śmiało powiedzieć, że patrząc z perspektywy lat, daje to efekty zarówno w postaci zwiększającej się liczby osób na zajęciach, jak i rozwoju umiejętności osób chodzących już jakiś czas.

Dlatego też podejmuję różne inicjatywy. Ta, o którą pytasz, wynikła stąd, że świat zwariował, a ja w pracy niemal codziennie dotykam tematyki terroryzmu. W związku z tym postanowiłem uruchomić cykl seminariów AT System. Obejmowały m.in. sytuacje zakładnicze, porwania, tzw. sytuację active shootera [uzbrojona w broń palną osoba, która próbuje zabić jak największą liczbę cywili; zazwyczaj atakuje w tłumie, nie negocjuje, a jej motywem jest chęć zdobycia jak największego rozgłosu – przyp. red.] i cieszyły się dość dużą popularnością wśród studentów, którzy mieli okazję się o nich dowiedzieć.

Nie był to jednak duży odsetek w skali 55 tys. studentów, a uważam, że takie szkolenie powinien przejść każdy. W sytuacji zagrożenia nie ma przecież czasu na myślenie. Najnowsza historia Europy jasno pokazuje, że można by zminimalizować liczbę ofiar i strat materialnych, gdyby pozwalała na to bardziej rozbudowana świadomość społeczna. Ludzie muszą wiedzieć, co powinni robić w sytuacji, gdy ktoś otwiera ogień w miejscu publicznym lub próbuje ich rozjechać.

Jak będą wyglądać te zajęcia?

Seminaria cieszyły się dobrą sławą, dlatego studenci zaproponowali, że warto przedstawić sprawę dr Aleksandrze Ziębie i robić szkolenia dla Wydziału Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych, gdyż tamtejsi studenci muszą być w szczególny sposób przygotowani do przyszłej pracy w służbach. Pani doktor, po przeczytaniu programu i zebraniu potrzebnych opinii, zaproponowała, że warto zrobić z tego OGUN, który, jak wspomniałeś, zacznie działać od kolejnego semestru.

Zachęcając studentów, mogę powiedzieć, że specyfika i urok tych zajęć będą polegać na tym, że nie będzie to monotonny cykl wywodów na temat czynników terroryzmu. Chcę, aby OGUN okazał się praktyczny i nauczył studentów odruchów, które powinni mieć od najmłodszych lat. Będę uczył was ewakuacji, szukania safe roomów i reakcji na działania terrorystyczne. Co prawda mówi się, że w Polsce atak terrorystyczny nigdy nie nastąpi, ale ja jestem odmiennego zdania i chcę, żeby moi studenci byli przygotowani na taką ewentualność.

Proszę powiedzieć, w jaki sposób zachęciłby pan wahających się studentów do podjęcia treningów sztuk walki?

Nie zawężałbym tego wyłącznie do sportów walki. Chciałbym i apeluję o to, aby studenci uprawiali sport w ogóle. Wszyscy studenci, którzy do mnie przychodzą w wieku dwudziestu lat, są poddawani moim badaniom. Robię notatki, patrzę na poziom wyszkolenia wojskowego i spotykam się często z rzeczą przykrą – młody, zdrowy człowiek, który ma dwie ręce i dwie nogi i kategorię wojskową z przydziału A, nie robi 20 pompek. Wobec takiego braku tym ważniejsze jest nauczenie cywili pewnych odruchów, które bardzo dobrze wyrabia uprawianie sportu, a w szczególności sztuk walki. Bardzo chciałbym, aby świadomość społeczna zaczęła ewoluować w kierunku zachowań prozdrowotnych. Szczerze mówiąc, zabolało mnie zmarginalizowanie roli wychowania fizycznego na uniwersytecie przez obcięcie liczby ECTS-ów oraz obowiązkowych semestrów tego przedmiotu. Moim zdaniem, reforma będzie miała taki efekt, że za dziesięć lat absolwenci „podziękują” komu trzeba za to, że próbowano obrzydzić im sport, a teraz boli ich kręgosłup lub mają inne problemy zdrowotne.

Przykładem wychowania młodzieży, do którego powinniśmy dążyć, jest Izrael. Tam co prawda nie wszwscy są komandosami, ale ćwiczy każdy. Myślę, że taki poziom utrzymywania sprawności fizycznej jest bardzo wskazany. Dzięki niemu, w razie zagrożenia, każdego można by bardzo szybko przeszkolić np. w zakresie obsługi broni. Oby doszło do czegoś takiego również u nas w kraju. Na razie wszystko jest jednak przed nami – mamy przecież tylu młodych, zdolnych ludzi, w których czuć potencjał do zmiany świata! Trzymam kciuki i liczę na to, że uczynią go bezpieczniejszym i przyjemniejszym dla wszystkich.

Maciej Górski
Instruktor m. in. krav magi maor, rekreacji ruchowej o specjalizacji MMA, karate, kick-boxingu i boksu. Mistrz świata karate, Mistrz Europy karate, multimedalista Mistrzostw Polski karate oraz Mistrz Federacji KSW.

  • Daniel Kasperkiewicz

    Bardzo fajny artykuł, miło się czyta 🙂