Syntetyczna pomarańcza

Studenci UW często nie znają realiów życia na nie swoich wydziałach. W trosce o doinformowanie czytelników NMS MAGIEL oferuje wycieczkę po niektórych z nich poprzez subiektywne spojrzenie redaktorów. Na pierwszy ogień proponujemy Instytut Lingwistyki Stosowanej na Wydziale Neofilologii.

fot. Tadeusz Rudzki / CC BY-

Nowoczesny budynek naprzeciwko BUW-u rozpala wyobraźnię przechodniów. Krążą legendy o przestronnych salach, w których nigdy nie zachodzi słońce, odświeżającej klimatyzacji i fotelach po 700 zł za sztukę. Rozmowa z osobami codziennie zgłębiającymi zakamarki szklanego domu przy Dobrej ujawnia jednak szereg wad studiowania w tym miejscu.

A: Milijon okienek, czyli dzień nietoperza

Milijon okienek! – załamuje ręce Wiktoria, jedna ze studentek wydziału. Jej pragnąca zachować anonimowość koleżanka, wśród innych problemów, zwraca uwagę na brak możliwości samodzielnego ułożenia sobie planu zajęć. Potrafią więc one trwać od ósmej do dwudziestej. Zimą studenci lingwistyki, niczym nietoperze, nie eksponują się na zgubny wpływ światła słonecznego. Zastępuje im je blask agresywnie zielonych i pomarańczowych ścian. Aby wyeliminować wszelkie ryzyko kontaktu ze światem zewnętrznym, sal się nie wietrzy, a szybko rozładowujących się urządzeń mobilnych nie ma gdzie podładować. ILS stanowi więc osobną biosferę – gdy człowiek raz tam wejdzie, jest raz na zawsze skończony dla świata.

Malwina, studentka III roku, nieprzyjazne studentom rozplanowanie zajęć tłumaczy tak: Każdy kandydat na ILS może dowolnie wybrać sobie kombinację językową z puli siedmiu języków; jeżeli chce studiować jak ja, hiszpański z niemieckim, nic nie stoi na przeszkodzie. O to, by pory ćwiczeń i wykładów (nasz wydział słynie z obowiązkowych wykładów) z obu jego języków się nie nakładały, martwi się już Instytut. Trudne musi być ułożenie planu tak, żebym mogła chodzić na wszystkie zajęcia, a ich pory muszą też odpowiadać wykładowcom… Nic dziwnego, że mamy okienka – mnie nawet nie przeszkadzają, najważniejsze jest to, że mogę studiować moje dwa ulubione języki.

B: Bo tortilla była za droga

Egzystencja (czy też, jak nierzadko bywa, wegetacja) w tym instytucie o krzykliwie pomarańczowych ścianach byłaby znośniejsza, gdyby obok wyjątkowo komfortowych toalet oferowano równie atrakcyjny pakiet gastronomiczny. Niestety niewielu studentom dane będzie nacieszyć się starą tortillą, której swąd kusi odwiedzających budynek już od progu. Tych, którzy dotrą do ilsowego barku, nie zabijając się o wyrastający znienacka po zejściu ze schodów filar, srogo zawiedzie cena tego przysmaku. Podobnie jak ceny wszystkich pozostałych produktów, przerasta ona możliwości finansowe nawet tych studentów, którzy całe weekendy poświęcają zbijaniu fortuny na korepetycjach. Kuszący swąd miesza się z wonią za drogich mebli, co skutkuje krępującą atmosferą nieosiągalnego za tego życia bogactwa. Jaka przyszłość czeka bowiem studentów tego kierunku? Gdy do rozmówcy spoza ILS-u dociera, że lingwistyka stosowana nie ma wiele wspólnego z lingwistyką matematyczną (tą od popularnej w liceach olimpiady) i że mają do czynienia z przyszłym tłumaczem, nauczycielem lub badaczem języka – ich entuzjazm najczęściej słabnie. Nikt jednak nigdy nie obiecywał, że są to zajęcia wdzięczne, czy nawet, że są to wdzięczne studia. Widmo krąży po ILS-ie
– widmo czarnej roboty. A wraz z nim po wydziale krąży zapach starej za drogiej tortilli.

C: Samospełniająca się przepowiednia

Poza krzesłami uwiera też odosobnienie; przyjęło się bowiem uważać, że ILS w świecie UW stanowi odciętą od świata enklawę. Instytut osławiony jest niskim zaangażowaniem studentów w działalność nieobowiązkową. Przyczyna tego jest bardzo prosta. Mamy tyle zajęć obligatoryjnych, prac domowych i tłumaczeń, że brakuje czasu (i chęci) na rozwijanie swoich zainteresowań, a o to przecież chodzi w studiowaniu – mówi Joanna Komsta, prezes działającego w instytucie Koła Jurylingwistyki, reaktywowanego po latach w celu ożywienia życia studenckiego na wydziale. W jego działalność angażuje się na razie zaledwie kilka osób i żadna z nich nie pochodzi z innego miejsca niż ILS, prezes ma jednak nadzieję na zwiększenie ich liczby. Koło już może poszczycić się sporym naukowym osiągnięciem, jakim jest przetłumaczenie polskich aktów stanu cywilnego na angielski oraz przygotowanie glosariusza ustawy o aktach stanu cywilnego po angielsku, hiszpańsku i niemiecku. Jesteśmy w trakcie organizowania konkursu dla studentów ILS-u na tłumaczenie tekstu prawnego, a dokładniej fragmentu jednej z polskich ustaw – ogłasza Komsta. W kwestii nagród współpracujemy z jednym z wydawnictw prawniczych – kusi.

Mitowi hermetyczności przeczą również działania samorządu, takie jak choćby organizacja wyjazdu w maju wraz z Instytutem Historycznym. Trudno jednak o zmianę nastawienia, gdy wszyscy wkoło, od ochroniarzy, poprzez studentów, po profesorów powtarzają w kółko, że na tych studiach jest mnóstwo pracy i nikt nie ma na nic czasu. Wiara, że tak po prostu musi być, działa jak samospełniająca się przepowiednia.

Zaproszenie

Stereotypy są po to, żeby je łamać. Ten rzekomo hermetyczny ILS zaprasza więc w swoje progi wszystkich turystów spragnionych egzotycznych klimatów. Poleca się szczególnie wycieczkę na podniebny deptak czynny całe trzy miesiące w roku. Jeśli ktoś lubi biegi z przeszkodami, niech spróbuje nie wpaść na filar tarasujący drogę od głównego (i jedynego czynnego) wyjścia do szatni. Na koniec pełnego wrażeń zwiedzania turystom proponuje się wyjść, wziąć głęboki oddech i nacieszyć się świeżym powietrzem, o czym zamknięci w piwnicy studenci ILS-u mogą tylko pomarzyć.