Wspólna krew

Uwielbiają rywalizację i wysiłek. Wspólnie trenując, wchodzą w strefę profesjonalnego sportu. Rodzeństwa, bo właśnie o nich mowa, wyraźnie zaznaczają swoją obecność na sportowych arenach.

fot.labbradolci/ foter.com/ CC BY-NC

Bracia, siostry, rodzeństwa mieszane – niezależnie od tego, jaki rodzaj relacji rodzinnych wybierzemy, jesteśmy w stanie znaleźć jego reprezentantów na arenach sportowych. Rodzeństwa to połączenia zarówno wielkich mistrzów, jak i typowych średniaków, znanych tylko niektórym kibicom. Niekiedy w ich skład wchodzą osoby bardzo do siebie podobne, czasem zaś różniące się diametralnie – umiejętnościami, stylem bycia, a nawet narodowością. Nawet jeśli nie utrzymują ze sobą kontaktu na co dzień, łączy ich jedno – pasja.

Nigdy przeciwko sobie

Don King powiedział mi kiedyś, że da mi 100 milionów dolarów, jeśli zgodzę się wyjść na ring z Witalijem. Sprawa jest jednak prosta – mamy jedną matkę. Na ile wyceniłbyś zdrowie tak bliskiej ci osoby? Nie ma takiej kwoty. Po co mielibyśmy walczyć przeciwko sobie? – tymi słowami Władimir Kliczko odniósł się do pytania o możliwość bokserskiej walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej ze swoim bratem. Rzeczywiście do konfrontacji między obecnym merem Kijowa a wciąż aktywnym zawodowo pięściarzem nigdy nie doszło. Nie zmienia to jednak tego, że obaj na ponad dekadę zdominowali wagę ciężką, zdobywając pasy mistrzowskie czterech federacji: WBA, WBO, WBC oraz IBF.

Bracia Kliczko nie tylko potwierdzają ideę braterstwa, lecz także są przykładem wzorowej kooperacji, która doprowadziła dwóch młodych Ukraińców (co ciekawe, Witallij urodził się na terenie dzisiejszego Kirgistanu, Władimir przyszedł zaś na świat w północno-wschodnim Kazachstanie) do pozycji jednych z najbardziej rozpoznawalnych sportowców świata.

Poszukując innych przykładów, warto udać się na korty tenisowe, gdzie przez wiele lat bezkonkurencyjne były siostry Williams. Na początku wydawało się, że większą karierę zrobi Venus – w wieku 20 lat zdobyła indywidualne Mistrzostwo Olimpijskie w Sydney. Tymczasem, wraz z upływem lat, rolę dominatorki w kobiecym tenisie przejęła młodsza o rok Serena, wygrywając prestiżowe turnieje Wimbledon, Australian Open czy też US Open, a także przez wiele lat będąc na czele rankingu WTA. O tym, że tenis rodzeństwami stoi, można przekonać się również na przykładzie bliźniaków Mike’a i Boba Bryanów – mistrzów olimpijskich w grze podwójnej z Londynu – Dinary i Marata Safinów, a także sióstr Radwańskich.

Idealny partner

Mimo że rodzeństwa występują na sportowych arenach w wielu dyscyplinach, to, że to właśnie boks i tenis zostały w ostatniej dekadzie przez nie zdominowane, nie wydaje się czystym przypadkiem. Są to sporty indywidualne, a w przeciwieństwie do pływania czy lekkiej atletyki rywalizacja odbywa się między dwiema osobami, nie zaś w większej grupie rywali. Oznacza to, że rodzeństwom bardzo łatwo jest odwzorować sytuację meczową – co pozwala na większą efektywność treningu. Kolejnym niezwykle ważnym elementem okazuje się wsparcie mentalne. Posiadanie partnera na wyłączność to wielka przewaga w procesie budowania i utrzymywania motywacji zawodnika. Pozwala to również na otrzymanie natychmiastowego wsparcia w przypadku porażki czy kontuzji.

W innych sportach, zarówno indywidualnych, jak i drużynowych, rola brata lub siostry nie wydaje się mieć tak istotnego znaczenia. Z pewnością nie jest łatwo jednoznacznie sprecyzować, dlaczego na parkietach NBA czy też na boiskach piłkarskich nie rządzi dwóch graczy o tym samym nazwisku. Można jednak zauważyć, że zwłaszcza w sportach drużynowych praktycznie każdy kolega  może stać się „bratem”, a każda koleżanka – „siostrą”. Wynika to ze specyfiki tych sportów. Na końcowy wynik ma wpływ wielu graczy, a relacje nawiązywane wewnątrz drużyny w szatni i na treningach mają większy wpływ na rozwój młodego sportowca niż relacje rodzinne. Możliwość wybicia się i przyszłej kariery zależy więc w dużym stopniu od umiejętności przekucia indywidualnych umiejętności w sukces drużyny, a także od zdolności do integracji z innymi członkami zespołu.

Mimo że specyfika danego sportu sprawia, że kooperacja w rodzeństwie nie zawsze jest dużą wartością, istnieją przykłady tego, że dzięki umiejętnościom i wspólnej ciężkiej pracy można osiągnąć sukces. Susanna i Jenny Kallur od lat reprezentują Szwecję w biegu na 110 m przez płotki. Hiszpan Pau Gasol jest rozpoznawalną postacią w koszykarskiej lidze NBA, jednak w ostatnich sezonach pozostaje w cieniu swojego brata – Marca. W piłkę nożną grają z kolei bracia Touré, z powodzeniem występujący na Wyspach – Yaya jest zawodnikiem Manchesteru City, Kolo reprezentuje szkocki Celtic Glasgow. Chociaż rodzeństwa można obecnie znaleźć niemal we wszystkich dyscyplinach sportu, to piłka nożna otworzyła w tym względzie wyjątkowy, a zarazem bardzo kontrowersyjny wątek.

Brat przeciwko bratu

Miałem trzy wyjścia: zostać narkotykowym dilerem, gangsterem albo piłkarzem – wspomina Kevin-Prince Boateng, urodzony w Berlinie reprezentant Ghany. Ojciec, afrykański imigrant, porzucił rodzinę, gdy Kevin-Prince miał 18 miesięcy, by związać się ze stewardessą British Airways. Wkrótce z jego drugiego związku przyszedł na świat syn Jerome. Mimo że młodszy z braci trafił do dobrych szkół, również zdecydował się na karierę piłkarza. Jak nietrudno się domyślić, życie szybko splotło ze sobą dwie historie. Przyrodni bracia spotkali się w Johannesburgu 23 czerwca 2010 r.

Tego dnia, w obecności 83 tys. widzów, reprezentacja Niemiec podejmowała Ghanę w ramach rozgrywanych wówczas Mistrzostw Świata. Wiedząc, że na ich oczach tworzy się historia, dziennikarze z całego świata podgrzewali atmosferę, reklamując mecz jako bratobójczy pojedynek. Smaczku dodawało to, że obaj piłkarze pozostawali w stosunkowo chłodnych relacjach. Miało to związek z sytuacją sprzed czempionatu, kiedy to w meczu finałowym o Puchar Anglii Kevin-Prince złamał nogę Michaelowi Ballackowi, kapitanowi niemieckiej reprezentacji, wykluczając go z udziału w Mistrzostwach. Media, przekonane o umyślności zagrania, skierowały krytykę także w stronę Jerome’a, który poparł oskarżenia rzucane pod adresem przyrodniego brata. Mimo usilnych starań Kevina-Prince’a, by upokorzyć swoją byłą ojczyznę, spotkanie zakończyło się zwycięstwem Niemiec 1:0. Co ciekawe, cztery lata później bracia ponownie zagrali przeciwko sobie, tym razem w brazylijskiej Fortalezie. Jak na bratobójcze spotkania reaguje ojciec Boatengów, Prince? Dla mnie nie ma znaczenia, jak zakończy się mecz. Po prostu nie mogę go przegrać – wyznał na łamach „Bildu” przed rewanżowym pojedynkiem, zakończonym remisem 2:2.

W poszukiwaniu ojczyzny

Przypadek braci Boatengów to jak dotąd najbardziej znany, lecz nie jedyny przykład odmiennego postrzegania przynależności narodowej przez braci. Najdroższy obecnie piłkarz świata, Paul Pogba, jest jedną z najważniejszych postaci reprezentacji Francji, mało kto jednak wie, że jego bracia – Florentin i Mathias – występują w barwach narodowych Gwinei. Podobnie mniej utalentowany brat najlepszego australijskiego piłkarza Tima Cahilla, Chris, jest reprezentantem Samoa, skąd pochodzi ojciec futbolistów. Z kolei bracia Alcantara grają dla Brazylii (Rafinha) oraz Hiszpanii (Thiago).

Nie ma jednego powodu, dla którego bracia decydują się na reprezentowanie różnych krajów. Obaj bracia Boateng urodzili się w Berlinie i szkolili w niemieckich klubach piłkarskich. Zarówno Jerome, jak i Kevin-Prince grali w niemieckich reprezentacjach młodzieżowych. Rozłam nastąpił w 2010 r. – na kilka miesięcy przed Mistrzostwami Świata w RPA. Kevin-Prince zdecydował się reprezentować Ghanę. Mimo ogromnych umiejętności, były zawodnik AC Milan w barwach nowej ojczyzny wystąpił zaledwie piętnastokrotnie, by w wieku 27 lat zrezygnować z reprezentowania kraju swojego ojca.

Wszyscy opuściliśmy dom w tym samym czasie, ale utrzymaliśmy braterską solidarność. Nie widywaliśmy się zbyt często, ale rozmawialiśmy codziennie za pośrednictwem poczty, telefonu i innych środków komunikacji – wspomina z kolei Florentin Pogba. – Mogę być wyłącznie dumny, widząc, jaki sukces odniósł Paul. Nie jestem zazdrosny, chcę, aby osiągał swoje cele. On jest źródłem motywacji dla mnie i Mathiasa. My również chcemy spełniać swoje marzenia – dodaje. Poza talentem to właśnie zaangażowanie i wzajemne wsparcie doprowadzają rodzeństwa do sukcesów sportowych. Chociaż każdy chce osiągnąć jak najwięcej, kluczem do tego zawsze jest zdrowa rywalizacja – bez gierek, niesnasek i podtekstów. Taki poziom współzawodnictwa możliwy jest tylko przy pełnym zaufaniu. Tu właśnie leży wielka siła sportowych rodzeństw.