Szkoła przetrwania

Szkoła – okres nauki, zabawy, zawierania pierwszych przyjaźni. Coś, co dla jednych było niewinnym, dziecięcym okresem, dla innych wiąże się z przykrymi wspomnieniami, które można porównać do prawdziwej walki o przetrwanie.

Gdy przechodziłam korytarzem, wytykali mnie palcami, śmiali się ze mnie. Kiedy stałam gdzieś na korytarzu, mówili za moimi plecami, ale tak, żebym usłyszała, co mają o mnie do powiedzenia. Nachodzili mnie w domu, pojawiali się grupami pod moim blokiem, dzwonili do mnie domofonem – mówi Agata.

Błąd

Historia nastolatki zaczęła się pod koniec I klasy gimnazjum, kiedy jej prywatna korespondencja z kolegą została rozesłana do wszystkich znajomych ze szkoły. Z tego, co wiem, to on przesłał mojej koleżance z klasy nasze rozmowy, a później ona puściła je dalej w obieg. To były bardzo intymne rozmowy z podtekstem seksualnym – przyznaje. Z dnia na dzień relacje dziewczyny ze znajomymi z klasy uległy drastycznej zmianie. Na początku miała nadzieję, że sprawa szybko pójdzie w zapomnienie i wszystko wróci do normy. Myliła się. Zaczęło się od tego, że mnie wyśmiewali, wytykali palcami. Każdy płaci za swój błąd – rozumiałam to, przymykałam na to oko. Mijały tygodnie, a lincz społeczny trwał. Agatę obrażano, śmiano się z niej, stała się przedmiotem żartów i wyzwisk. Co więcej, ataki przybrały na sile w drugiej klasie – wtedy przestała sobie radzić z sytuacją w szkole i zaczęła opuszczać zajęcia. Wspomina o dwóch dziewczynach, które wyjątkowo często i okrutnie jej dokuczały – nie tylko na przerwach, lecz także podczas lekcji, a nawet poza szkołą. Znalazła się, jak twierdziła, w sytuacji bez wyjścia – ona kontra cała szkoła, w której brakowało wsparcia zarówno wśród nauczycieli, niezwracających uwagi na sytuację, jak i wśród rówieśników, którzy jedynie dołączali do prześladujących. Z biegiem czasu było coraz gorzej.

Kiedy w trzeciej klasie na lekcji języka polskiego napięcie w klasie osiągnęło apogeum, w Agacie coś pękło. Nie wytrzymałam, podeszłam do nauczycielki, powiedziałam, że muszę iść do pana psychologa. Poszłam, wygadałam się. Od tego wszystko zaczęło się zmieniać. Dziewczyna uważa, że szkolny psycholog okazał się dla niej wsparciem, którego wtedy najbardziej potrzebowała. W tamtym momencie była to jedyna osoba z całej placówki, która podała mi rękę. Kiedy Agata zupełnie przestała uczęszczać na zajęcia, rówieśnicy znaleźli inny sposób na dotarcie do swojej ofiary. Jedna z dziewczyn, które mnie atakowały, napisała post na klasowej grupie na Facebooku, że jeżeli jej koleżanka wyleci ze szkoły, to ona mnie zniszczy. Pojawiło się tam ok. 300 komentarzy, Pamiętam, że następnego ranka usiadłam przy komputerze, weszłam na Facebooka i czytałam to wszystko. Wtedy dotarło do mnie, że naprawdę mnie tam nie chcą, że jestem od nich inna, gorsza. Stwierdziłam, że mam dosyć, że nie chcę tam być. Od razu zrobiłam zrzuty ekranu, żeby mieć dowody.

Od tego momentu wydarzenia przybrały inny obrót. O wszystkim dowiedzieli się rodzice dziewczyny, wcześniej nie do końca świadomi powagi sytuacji. Sprawa została zgłoszona na policję. Pojawił się również pomysł zmiany szkoły, jednak w III klasie gimnazjum nie było to możliwe. W końcu Agata przeniosła się do klasy o innym profilu, a przede wszystkim z innymi ludźmi, którzy nie brali udziału w prześladowaniu i byli przyjaźnie nastawieni do nowej koleżanki.

Sprawa szybko trafiła do sądu rodzinnego. Okazało się, że dyrekcja nic nie wie o całej sytuacji, wiedzieli o niej tylko moi nauczyciele prowadzący poszczególne przedmioty. Z obawy przed kolejną falą agresji rodzina dziewczyny utrzymywała całe postępowanie sądowe w tajemnicy. Pamiętam, że wyjechałam wtedy do babci, bo nikt nie wiedział, gdzie ona mieszka, a nachodzili mnie również w domu – wspomina. Kiedy obie dziewczyny, które najbardziej prześladowały Agatę, dostały wezwania na policję, gdzie usłyszały po ponad dwadzieścia zarzutów, obawy się potwierdziły. Wyszukiwano mnie, wykopano znikąd numer mojej mamy, z nieznanych numerów telefonu wysyłano do niej SMS-y. Po złożeniu przez każdą ze stron zeznań, sędzia wydał wyrok: kurator do 18. roku życia dla każdej z oskarżonych.

Ring

O tym, jak szybko przyjaźń może zmienić się w nienawiść, na własnej skórze dotkliwie przekonała się Monika. Zaczęło się niewinnie – w V klasie szkoły podstawowej zaczęła przyjaźnić się z kilkoma dziewczynami z klasy. Pewnego dnia jedna z jej koleżanek nagle, bez wyraźnego powodu, zaczęła rozpowiadać nieprzyjemne plotki na jej temat. Nie do końca wiedziałam, jak to się stało. Nagle w bardzo krótkim czasie ta dziewczyna zaczęła mnie nienawidzić – wspomina. Okazało się, że Asia wyładowuje na Monice swoją złość, bo jest o nią zazdrosna i uważa, że odbija jej przyjaciółki. Wszelkie próby konfrontacji i wyjaśnienia sprawy kończyły się jedynie kolejną falą wyzwisk i obelg.

Coś, co wyglądało na zwykły, dość trywialny konflikt, często spotykany u dzieci w tym wieku, przerodziło się w bardzo toksyczną i, jak się później okazało, niebezpieczną relację między dziewczynami. Trwało to ponad rok. Asia dokuczała Monice na każdym kroku, wszczynała kłótnie, obrażała ją przy innych uczniach. Uczęszczanie na zajęcia z czasem stało się dla Moniki katorgą – obelgi i wyzwiska ze strony koleżanki były na porządku dziennym, a konflikt przybierał na sile. Wszystko spotęgował brak reakcji i wsparcia zarówno ze strony kadry pedagogicznej, jak i reszty klasy, która widziała w tym formę rozrywki. Padały z jej strony różne słowa, cała klasa w tym uczestniczyła, wszyscy patrzyli na to jak na ring. Czasami gdy się kłóciłyśmy, to wszyscy stali z boku i zaczynali klaskać. Próby interwencji podejmowane przez rodziców Moniki kończyły się fiaskiem. Moja mama i tata na początku byli zbywani, bo rodzice tej koleżanki byli wpływowi, finansowali szkołę. W końcu sytuacja zaogniła się do tego stopnia, że pewnego dnia Asia na oczach innych uczniów próbowała zrzucić Monikę ze schodów. Dopiero wtedy nauczyciele zaczęli traktować sprawę poważnie. Obie dziewczyny zostały wysłane do szkolnego psychologa, gdzie zagrożono im, że zostaną usunięte z placówki. Dla Moniki – wzorowej uczennicy, w której życiu nauka odgrywała bardzo dużą rolę, wydalenie ze szkoły byłoby ogromnym ciosem. Ta perspektywa mnie załamała. Przedtem należałam do klasowych kujonów, a przez tę sytuację nie mogłam się uczyć. Przez trzy miesiące dostawałam same pały i dwóje. Byłam przerażona. Groźba na szczęście nie została spełniona.

Konflikt trwał. W końcu Monika zupełnie się poddała. Przestała reagować na wyzwiska, zaniechała jakiejkolwiek obrony. Po pewnym czasie ogarnęła ją apatia: Nagle z dnia na dzień zupełnie wyłączyłam emocje, czułam się jak zombie. Ta reakcja paradoksalnie stała się początkiem końca problemu. Przy bierności jednej ze stron i nieustającymi atakami drugiej, konflikt przyjął oblicze relacji oprawca-ofiara, co zostało zauważone przez nauczycieli. Po roku od rozpoczęcia konfliktu zadecydowano, że Asia stanowi zagrożenie dla Moniki i problematyczna dziewczyna została przeniesiona do innej klasy.

Nowy

Nieustanna walka o akceptację, strata pięciu lat z życia – tak okres szkoły podstawowej wspomina Dawid. Z powodu rodzinnej przeprowadzki do innego miasta w II klasie był zmuszony zmienić szkołę na pobliską osiedlową placówkę. Adaptacja w nowym środowisku okazała się zadaniem, któremu trudno było sprostać. Przez cały czas niewiele osób zwracało się do mnie po imieniu, wszyscy mówili do mnie „Nowy” – wspomina. Dla ośmioletniego chłopca nie był to dobry start. Mimo upływającego czasu nadal traktowano go bardziej jak kogoś z zewnątrz, a nie członka grupy. Nagle znalazłem się w bardzo niesprzyjającym dla mnie środowisku i nie potrafiłem się w nim odnaleźć – kontynuuje. Opowiadając o sytuacji w szkole, Dawid często używa określenia patologiczna. Bójki były tam na porządku dziennym, a agresja wśród uczniów – wszechobecna. Najbardziej lubiani byli nie ci, którzy się dobrze uczyli, ale ci, którzy umieli grać dobrze w piłkę, a gdy trzeba było, umieli się i bić – mówi Dawid. Chłopak wychowywał się w domu, w którym od dzieciństwa wpajano mu pewne wartości – poważny stosunek do nauki, opanowanie, traktowanie innych z szacunkiem. Musiał skonfrontować swoje łagodne usposobienie z prymitywnymi cechami nowego środowiska. Na dodatek nie posiadał umiejętności sportowych, co jeszcze bardziej wyizolowało go z grupy chłopaków, w której poziom gry w piłkę nożną był swoistym wyznacznikiem wartości danej osoby. Dawid został odtrącony od reszty klasy. Uważano go za kujona, śmiano się z niego, przezywano. Im bardziej był podatny na agresję ze strony rówieśników, tym częściej mu dokuczano. Miałem taki okres w życiu, że bałem się chodzić do szkoły, bo każdego dnia obawiałem się o to, co może mnie spotkać. Dokuczanie sobie nawzajem było po prostu na porządku dziennym. Niestety nie było to prześladowanie tylko na tle psychicznym.

Dawid wspomina szczególnie traumatyczną sytuację, która zdarzyła się w V klasie. Wracałem ze szkoły z kolegą, który też był obiektem prześladowania. Kupiliśmy po drodze coś do jedzenia i natknęliśmy się na dwóch chłopaków z naszej klasy. Zaczepili nas, chcieli ukraść nam nasze zakupy, chociaż nigdy wcześniej osobiście mi nie dokuczali, a chodziliśmy 1 już kilka lat razem do tej samej szkoły. Próbowaliśmy uciec z tym kolegą, kiedy jeden z tej dwójki wykręcił mi rękę za palec, który akurat miałem wtedy złamany, a drugi zaczął mnie kopać w brzuch. Byłem w szoku, bo tych chłopaków nigdy wcześniej w ogóle nie kojarzyłem z taką agresją. Sprawa została zgłoszona w szkole, prawie skończyło się na policji. Dawid podkreśla, że nie samo pobicie czyni tę sytuację traumatyczną, ale to, że sprowokowały ją osoby, których nigdy by o to nie podejrzewał. To właśnie rany psychiczne, nie fizyczne, zadawały mu największy ból. Myślę, że to najbardziej destruktywnie wpływa na człowieka. Nawet te skrajne przypadki fizycznej przemocy nie równają się z tym, co się przechodzi wewnątrz. Jedynym powodem, dla którego chłopak nie zmienił szkoły, była przyjaźń i wsparcie ze strony kolegi z klasy. Jak mówi, tylko dzięki niemu udało mu się przetrwać ten okres. Dawid uwolnił się od dokuczania dopiero po ukończeniu szkoły podstawowej. Dostał się do dobrego gimnazjum i opuścił patologiczne środowisko na zawsze.

Cień przeszłości

Każdy dąży do zaspokojenia swoich najbardziej podstawowych potrzeb, m.in. bezpieczeństwa i poczucia przynależności. Gdy nie są one spełnione, umysł młodego człowieka przestaje funkcjonować we właściwy sposób, a codzienne czynności zaczynają sprawiać trudności.

Dawid wspomina, że w okresie, gdy uczył się w szkole podstawowej, towarzyszył mu ciągły strach. Jego sposobem na radzenie sobie z tą sytuacją było unikanie jakiejkolwiek konfrontacji z innymi. Wyobcowanie chłopaka pogłębiało się, a stres związany z pobytem w szkole rósł, co w efekcie doprowadziło do pojawienia się kolejnych komplikacji. Każdy człowiek w inny sposób reaguje na stres – ja wtedy bardzo dużo jadłem. Miałem spore problemy ze zdrowiem, jeśli chodzi o serce oraz kwestie związane z ciśnieniem. Musiałem być pod stałą opieką kardiologa, ale kiedy zmieniłem środowisko i poszedłem do gimnazjum, po którejś wizycie powiedziano mi, że te problemy zniknęły. Również na psychice Agaty prześladowanie w szkole odcisnęło swoje piętno. Byłam wtedy bardzo słaba psychicznie, miałam lęki, okaleczałam się. Pojawiły się też u mnie objawy depresji – opowiada.

Po sprawie w sądzie i zmianie klasy życie dziewczyny powoli zaczęło wracać do normy. W nowym otoczeniu nadrobiła zaległości w nauce, ukończyła szkołę z dobrym wynikiem z egzaminu gimnazjalnego. Jednak demony przeszłości towarzyszą jej do dzisiaj. Nawet teraz, kiedy jestem dorosła, kiedy ktoś mnie za coś pochwali, to w to nie wierzę, bo zawsze odnoszę wrażenie, że wszystko co dobre, nie jest dla mnie – dla mnie są zarezerwowane tylko te najgorsze rzeczy, te najbardziej bolesne obelgi, to wytykanie palcami, po prostu bycie tą najgorszą – przyznaje z bólem. Dawid, mimo że jego życie wygląda teraz zupełnie inaczej niż w okresie podstawówki, nadal mówi o tendencji do traktowania wszystkich z dystansem, ze strachu przed zranieniem. Wspomina również o problemach z krytyką i samooceną. Za każdym razem, gdy ktoś mnie skrytykuje, odbieram to bardzo osobiście. To jest jedna z tych rzeczy, które zostają z człowiekiem do końca życia – mówi chłopak. Monika z kolei boryka się z apatią, ma trudności z odczuwaniem głębokich uczuć w stosunku do innych – z obawy przed odtrąceniem.

Na każdej z tych osób spoczywa pewien ciężar wyniesiony z młodości. Przesłania widok, zakłóca perspektywę, rzuca cień na całe życie. Nie da się sprawić, by ten zupełnie zniknął – można go jedynie rozproszyć, choć do tego potrzeba dużo światła. Nie zawsze to się udaje.

Niewidoczni

„Nie przesadzaj” – to zdanie, które każdy, kto kiedykolwiek zmagał się z prześladowaniem, usłyszał niejednokrotnie. W wielu przypadkach dramat takiej osoby pozostaje niezauważony. Większość klasy nie zwraca uwagi na uczniów odstających od reszty, niebędących w polu widzenia ogółu. Traktowani są raczej jako źródło rozrywki, a ich skargi są często lekceważone. Ilekroć zgłaszałam problem wychowawczyni, ta ignorowała moje uwagi, mówiąc, że przesadzam i nie powinnam robić z igły wideł. Mówiłam o tym wielokrotnie i nikt nie reagował tak jak powinien, przynajmniej z grona nauczycieli – tak swoją sytuację opisuje Agata. W sytuacji Moniki kadra pedagogiczna w ogóle nie chciała słyszeć o konfliktach w klasie. Zamiast wspólnie szukać rozwiązania, grożono dziewczynom, że z ich zachowania zostaną wyciągnięte konsekwencje. Obniżono nam ocenę z zachowania, byłyśmy u dyrektora kilka razy. To były raczej środki typu „kij” – jeśli nie będziecie się odpowiednio zachowywać, to tam są drzwi.

Dla obserwatorów taka sprawa wydaje się błaha – od czasu do czasu ktoś powie jakąś obelgę, rzuci wyzwiskiem – przecież to nic poważnego. W końcu w życiu są ważniejsze sprawy niż to, co sądzą o nas inni. Powagę sytuacji dostrzega się dopiero wtedy, gdy przestaje się widzieć szkołę z perspektywy dorosłego człowieka – jako placówkę, która służy edukacji uczniów, a zobaczy się w niej odrębny, zamknięty świat, rządzący się własnymi prawami. Przypomina ona bezludną wyspę, rodem z Władcy Much Williama Goldinga, na której panuje powszechne bezprawie, a oprawcy czują się bezkarni. Każda obelga lub wyzwisko stanowi odtrącenie od wspólnoty, która odgrywa dużą rolę w funkcjonowaniu jednostki. Taką sytuację może przerwać dopiero interwencja kogoś z zewnątrz. Pojawienie się obserwatora, niczym obcego statku na wyspie, daje znać o istnieniu zewnętrznego świata, w którym obowiązują zupełnie inne zasady, a zachowanie oprawców jest nieakceptowane i karane. Tym kimś może być rodzic, nauczyciel, a nawet – jak to miało miejsce w przypadku Agaty – sędzia. Brak takiej interwencji może być tragiczny w skutkach. Agata wspomina wsparcie wychowawczyni nowej klasy, do której udało jej się w końcu przepisać: Myślę, że gdyby nie ona, to w końcu zrobiłabym sobie krzywdę. W pewnym momencie byłam tak zdesperowana, że naprawdę myślałam o tym, by popełnić samobójstwo.

Trudno w takiej sytuacji znaleźć choćby odrobinę optymizmu, chociaż ludzie, którzy przeżyli coś takiego, są przykładem, że nie jest to niemożliwe. Dawid uważa, że przez to, co przeżył, z większą siłą zaczął dążyć do osiągania sukcesu: W pewnym momencie dochodzi się do punktu skrajnego, w którym ma się już dosyć obecnego stanu, i chce się, żeby wszystko się zmieniło. Wtedy ta cała frustracja kumuluje się do tego stopnia, że dodaje człowiekowi energii do działania, do zmiany na lepsze. Teraz, gdy znajduje się w problematycznej sytuacji, przypomina sobie, że wyjście z niej zawsze jest możliwe.

Agata w tym roku kończy technikum, zdaje maturę. Ma już swój plan na życie – studia, praca. Pisze blog, rozwija się, z optymizmem patrzy w przyszłość. Mam do siebie dystans, którego kiedyś nie miałam. Widzę swoje wady i potrafię się z nich śmiać – mówi. Jednak zaraz potem dodaje: Co nie znaczy, że mnie to nie boli.

Monika, Dawid i Agata to już dorośli ludzie. Od opisanych wydarzeń minęło kilka, a nawet kilkanaście lat. Traumatyczne przeżycia stały się wspomnieniami, pozostawiając jedynie ślady rozegranej walki, która w przypadku wielu osób wciąż się toczy.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...