Kwiaty

Prawie każdy z nas doświadczył tego chociaż raz w życiu. To przychodzi nagle, niespodziewanie. Niektórzy czekają latami, aby trafiło ich z zaskoczenia. Jak grom z jasnego nieba. Nieważne jednak, ile na nią czekamy – kiedy miłość nas w końcu dotknie, przestajemy być racjonalni. Większość ludzi nie zastanawia się nad jej genezą i woli traktować ją jako coś magicznego, pewien dar od losu, a darzoną nią osobę stawia na piedestale. To nie tylko ludowe przysłowie, że miłość ogłupia. Silne, gwałtowne uczucie nie sprzyja rysowaniu w notesie tabelki plusów i minusów. Miłość musi się wyszumieć.

Kiedy się już wyszumi, a nasz puls się uspokoi, zadajemy sobie kluczowe pytanie: co ja w ogóle w nim widziałam?. Okazuje się wtedy, że miłość nie tylko ogłupia, lecz także zaślepia. Zaślepia na tyle, na ile jest nam w związku dobrze. Tylko problemy pozwalają zdjąć klapki z oczu. Dzięki nim możemy w końcu wykorzystać wiedzę z zajęć logiki i zastanowić się, czy miłość to warunek konieczny, czy wystarczający do bycia z drugą osobą. Poetka Maria Dąbrowska pisała: Ani różnice poglądów, ani różnica wieku, nic w ogóle nie może być powodem do zerwania wielkiej miłości. Nic. Oprócz jej braku. Trudno się z nią zgodzić, gdy okazuje się, że motyle w naszym brzuchu tańczyły nie walca, a dziki afrykański taniec przywołania deszczu i w efekcie chwile spędzane z ukochaną osobą kończą się wciąż łzami. Kiedy coś, co nazywamy miłością, przynosi jedynie cierpienie, trudno jest w ogóle uwierzyć w jej istnienie. Zresztą każdy tworzy w głowie jej własną definicję. A z definicji większości ludzi, unikających głębszego analizowania miłości, dowiemy się jedynie, że jest to niezwykłe, magiczne uczucie.

Mimo to dużo osób zaczytuje się w tekstach obalających taki pogląd. W artykułach popularnonaukowych autorzy uwielbiają definiować miłość. Chętnie zrobi to psycholog, biolog, fizyk. Może nawet ekonomista wniesie od siebie jakąś tabelkę lub wykres. Ale jakkolwiek te ścisłe definicje oddziałują na nasze wyobrażenia, nie powinniśmy się nimi kierować. Nawet jeśli poziom endorfiny możemy podnieść zarówno czekoladą, jak i widokiem ukochanej osoby, a na obrazkach w internecie między zdjęciem zakochanej pary i pączków jest wstawiony graficznie wielki znak równości, przyjmowanie dosłownie takiej wiedzy jest absurdem. Słodycze nie dadzą poczucia bezpieczeństwa i pewności. Sprawią, że poczujemy się dobrze przez chwilę. Miłość powinna oferować nam więcej, a tymczasem często ogranicza się właśnie do tego. I chociaż cierpliwa jest, to czekanie w nieskończoność, aż coś samo się zmieni, raczej nie ma sensu.

Taka czekoladowa miłość ma proste podłoże. Zaczyna się od tego, że nikt nie jest normalny. Każdy ma jakiś problem: egoizm, zazdrość, nieśmiałość. Czasem zmagamy się z nim na tyle długo, że przestajemy traktować go jak problem, a zaczynamy jak element naszego charakteru. Idziemy z nim przez życie i nawet jeśli potrafimy sobie z nim poradzić, to wolelibyśmy o nim zapomnieć. Spotykamy na naszej drodze wielu ludzi, a kiedy w stosunku do jednej z osób pojawia się niezwykłe uczucie, nie zastanawiamy się. Traktujemy je jako coś magicznego. Nie zadajemy pytania, skąd się wzięło, dlaczego to akurat z tą osobą jest nam tak dobrze. A odpowiedź jest zaskakująco prosta: przy tej osobie czujemy się lepsi, pomaga nam ona zapomnieć o problemach i wadach, mimo że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. A ona chce być z nami, bo dajemy jej to, czego akurat potrzebuje. I tak zaczyna się miłość.

Wymiana dóbr niematerialnych. Wzajemne, bardzo głębokie uczucie wynika z tego, że dwie osoby dają sobie to, czego potrzebują. Są tymi jedynymi, wymarzonymi, cudownymi, zakochanymi. Dopóki to, co sobie wzajemnie dawali, wystarczało, związek był idealny. Miłość rozkwitała. Można tak trwać kilka lat, można całe życie. Można nawet nie zauważyć, że gdzieś jest coś zupełnie innego, bardziej wartościowego. „Ciesz się z tego, co masz” – mówi inne ludowe przysłowie, które być może zbyt głęboko weszło w naszą świadomość. Ludzie, zamiast zmienić partnera, czy chociaż próbować poprawić relacje w związku, po prostu cieszą się z tego, co mają. Zamiast zadowolenia ze wspólnego rozwiązywania problemów, wsparcia i prób nadania życiu sensu wybierają radość z drobnych rzeczy. Z wyjścia do restauracji, do kina i z otrzymania kwiatów.

No votes yet.
Please wait...