Studia w praktyce

Nowy kierunek na studiach magisterskich wzbudza zaciekawienie, ale i wiele pytań. O Zarządzaniu Finansami Przedsiębiorstwa rozmawiamy z pomysłodawcą tego kierunku, prof. dr hab. Waldemarem Rogowskim.

MAGIEL: Co odróżnia kierunek Zarządzanie Finansami Przedsiębiorstwa od Finansów i Rachunkowości?

prof. dr hab. Waldemar Rogowski: FiR łączy – jak sama nazwa mówi – dwa obszary: finanse i rachunkowość, a to determinuje z konieczności ogólne ujęcie obu kwestii. ZFP od FIR-u odróżnia specjalizacja realizowana przez koncentrację na zarządzaniu finansami współczesnego przedsiębiorstwa. Kim więc według nas ma być przyszły absolwent ZFP-u? Co powinno go wyróżniać na tle innych absolwentów SGH, do czego jest predystynowany? Chcemy, aby przyszły absolwent zdobył wiedzę oraz nabył kompetencje i umiejętności niezbędne do pracy w obszarze finansów przedsiębiorstwa, w szczególności zarządzania ryzykiem i inwestowania. Ukierunkowaliśmy się na kształcenie bardziej pod CFA [certyfikat Chartered Financial Analyst – przyp. red.].

Pragniemy ukształtować kierunek w taki sposób, żeby jak najbardziej ułatwić studentom przyszłą certyfikację. Dzisiaj w świecie tak naprawdę oprócz dyplomu liczy się certyfikat zawodowy potwierdzający wymagania do pracy w określonym zawodzie, a CFA stanowi przepustkę do świata finansów. Poza tym uważamy, że zarządzanie finansami przedsiębiorstwa jest bardzo przyszłościowym i ciekawym obszarem, w którym młody człowiek będzie miał dużo zadowolenia i radości z pracy, będąc przy tym dobrze wynagradzany.

Czy przewidziano, że na ten kierunek będzie obowiązywał limit?

Pytanie, czy chodzi o próg dolny czy próg górny. Próg dolny wynosi 50 osób [tylu chętnych jest potrzebnych, by kierunek został uruchomiony – przyp. red.]. W przypadku progu górnego pojawia się pytanie, czy limity miałyby dotyczyć wszystkich kierunków. Jeśli nałożymy taką granicę tylko na nowe kierunki, to stworzymy barierę wejścia w stosunku do tych już funkcjonujących. Ale pewnej kanibalizacji wcześniej utworzonych ścieżek kształcenia nie można uniknąć, bo nie da się stworzyć oferty całkowicie komplementarnej w stosunku do już funkcjonujących kierunków. Na przykład E-biznes konsumuje część Zarządzania, Big Data w pewien sposób kanibalizuje MIESI. Uważam, ze na SGH jest miejsce na wiele kierunków; każdy z nich powinien znaleźć dla siebie miejsce, dając studentom unikatową wartość.

Big Data padło zdaniem niektórych ofiarą własnej popularności. Jest dużo chętnych, a przez to studentom trudno później dostać się na wybrane przedmioty. Czy ZFP nie grozi podobna sytuacja?

Zawsze jest takie ryzyko. Problem stanowi obsada danych przedmiotów, a z drugiej strony także obsady seminariów, bo liczba seminarzystów też jest limitowana (max. 24 osoby). Trzeba pamiętać, że te osoby, które będą wykładały na tym kierunku, w części poprowadzą także zajęcia i seminaria na innych kierunkach, na przykład na FiR-ze. Ale udało namówić się do współpracy dobrych wykładowców: są między innymi była wiceminister finansów i były wiceminister gospodarki. Jest trochę byłych prezesów banków, analityków, głównych ekonomistów. Wszyscy są mocno zaangażowani w praktykę gospodarczą, łączą więc to co w SGH najlepsze – wiedzę teoretyczną z najwyższej półki oraz ogromne doświadczenie praktyczne.

To z tego powodu kierunek jest określany jako praktyczny?

Kierunek praktyczny to nowe ministerialne pojęcie. Oznacza, że część wykładów muszą prowadzić praktycy. Nam się udało na tym kierunku upraktycznienie uzyskać tym, że nasz pracownik jest jednocześnie i naukowcem, i pracownikiem biznesu. Ponadto 30 proc. zajęć ma mieć charakter praktyczny: na przykład omawianie studiów przypadku. Pewnie zaaranżuję jakieś wyjścia do firm, do tego muszą być praktyki i staże. Jestem też nastawiony na to, żeby dużo robić poprzez pracę w domu, case’y do rozwiązania, zadania analityczne. Dużą wadą SGH jest to, że wykłady są poszatkowane, a treści – bardzo często powielane. Tutaj jest to tak pomyślane, żeby treści się uzupełniały, a nie były powtarzane. Stąd 60-godzinne wykłady stanowiące duże bloki tematyczne.

W programie pojawia się dużo nowych przedmiotów. W Wirtualnym Dziekanacie są już do nich przypisane nazwiska wykładowców – to wiążące informacje?

Warunkiem tego, żeby uruchomić kierunek, jest zapewnienie obsady kadrowej. Te osoby zostały przeze mnie poproszone o napisanie sylabusów, są zatem jakby opiekunami przedmiotów – co nie oznacza, że inni wykładowcy nie będą mogli ich prowadzić. Sam mam kilka przedmiotów, ale chcę w nie włączyć swoich współpracowników, którzy będą na przykład zatrudnieni od października tego roku. W ogóle mam taki pomysł, żeby prowadzić wykłady zespołowo: jedna osoba wiodąca, ale część zajęć prowadzona przez różnych wykładowców zależnie od modułu.

Czyli z perspektywy studenta tak naprawdę nie wiemy, kogo się spodziewać?

Na ten moment na pewno zajęcia będą musiały prowadzić osoby, które są wpisane jako twórcy sylabusów. Potem może się to zmieniać, ale na pewno nie na gorsze. Mówię to ze swojej strony, bo jestem odpowiedzialny za trzy przedmioty. Będę się starał wciągnąć w to inne osoby, zawsze starając się aby jeszcze bardziej podnosić poziom wykładów.

Czy w przypadku studentów także możliwe jest łączenie tego kierunku z pracą?

On musi być połączony z pracą. Trzeba pracować, ale to nie znaczy, że nie można chodzić na wykłady. Wiem też ze swojej praktyki, że dużo łatwiej wykłada mi się do ludzi, którzy pracują, bo mam z nimi wspólny język. Te osoby widzą potrzebę uczenia się, bo widzą zastosowanie praktyczne uzyskanej wiedzy. Najgorzej wykłada się dla studentów, którzy przychodzą na wykład, ale nie rozumieją po co. Natomiast te osoby, które pracują, widzą wysoką wartość dodaną. Widzą, że wykłada się nie teorię, a praktykę, którą oni mają w pracy. Także takie łączenie jest jak najbardziej właściwe, a wręcz konieczne.

W pana artykule o ZFP w „Gazecie SGH” pojawia się wyliczenie mentoring, coaching, tutoring. Co to ma oznaczać w praktyce?

Chciałbym, żeby była jak największa relacyjność między studentami a wykładowcami. Ja miałem swoich mentorów, kiedy studiowałem, oni pomagali mi się odnaleźć, także w świecie zawodowym. W tym miejscu chciałbym, aby czytelnicy zapoznali się z wywiadem, jaki kilka lat temu udzieliłem MAGLOWI. Wydaje mi się, że tam dość obrazowo i wyczerpująco wyjaśniłem swoje credo. Chciałbym, żeby najlepszych studentów – myślę, że przyjdą najlepsi – ja i kilku innych kolegów przygotowywało do prac magisterskich, do dyskusji w kołach naukowych. Mimo tego, że wszyscy pracujemy, zależy mi, żebyśmy jak najczęściej się spotykali na uczelni.

Dla tych najlepszych chciałbym także zorganizować system praktyk. Koledzy pytają mnie, czy nie mam kogoś na praktyki, a ja często nie znam studentów. Kojarzę, że miałem z nimi wykład na licencjacie, ale nie mogę ich zarekomendować. Poza tym chciałbym potem stworzyć także klub absolwentów, bo uważam, że w ogóle nie kreujemy karier „po”.

Ciekawych pomysłów na ZFP wyraźnie nie brakuje.

Tworząc ten kierunek, cały czas z tyłu głowy miałem jedną myśl: co sam chciałbym studiować, tak żeby było to inspirujące, rozwojowe, ciekawe i dawało perspektywę dobrej pracy, satysfakcjonującej zarówno pod względem finansowym jak i intelektualnym. Moją ambicją jest dorównać starszej siostrze (FIR) a może poprzez swój młodzieńczy entuzjazm nawet ją przegonić (śmiech).