Welcome to SGH

Kiepska pogoda, trudny język, uczelnia niewyróżniająca się w światowych rankingach – te czynniki raczej nie zachęcają, aby przyjechać do Polski i podjąć studia w SGH. Tymczasem co roku decyduje się na to kilkuset studentów. Powody takiego kroku bywają zaskakujące.

graf. Joanna Dyrwal

Przed rozpoczęciem studiów byłam ze znajomymi na wycieczce w Krakowie. Dobrze bawiłam się przez ten tydzień i pomyślałam, że mogłabym się tak dobrze bawić także przez rok – opowiada Agnes, Nigeryjka, która porzuciła edukację w Szwecji na rzecz warszawskiej uczelni. Podobne przyczyny są wskazywane także przez studentów, którzy postanowili spędzić w SGH swój wyjazd w ramach programu Erasmus+.

Z ziemi obcej do Polski

Wśród argumentów przemawiających za takim wyborem często pojawiają się pozytywne opinie zasłyszane od znajomych: przyjazna atmosfera, dużo imprez, niskie koszty życia, poznanie innej kultury. Czasami motywacja do przyjazdu jest bardziej konkretna. Chciałam odwiedzić kraj, który został w tak dużym stopniu dotknięty przez II wojnę światową. Zależało mi, żeby dowiedzieć się o niej więcej i pojechać do Auschwitz – wspomina Leonor z Portugalii. W przypadku studentów decydujących się na dłuższy, trzyletni pobyt nie bez znaczenia są również rodzinne więzy – obecność w Polsce rodziny stanowi silny argument przemawiający za przyjazdem nad Wisłę. Młodzi ludzie patrzą też na rankingi – jeśli decydują się na studia ekonomiczne w Europie Środkowo-Wschodniej, chcą uczyć się na najlepszej uczelni.

Zagraniczni studenci zwykle nie żałują podjętej decyzji. Chętnie chwalą aktywne środowisko SGH – liczne wydarzenia, organizacje i jedzenie rozdawane w Auli Spadochronowej. Dla niektórych zaskoczenie stanowi także darmowa szatnia (Nigdy nie widziałam czegoś takiego – komentuje Leonor) i możliwość bezpłatnego skorzystania z wizyty u lekarza przyjmującego w murach Uczelni. W rozmowach można jednak wyczuć rozczarowanie niedostępnością większości spotkań dla anglojęzycznych studentów. Problematyczne bywa też dołączenie do organizacji. Dla Trang Do, studentki pochodzącej z Wietnamu, przeszkodę stanowi także brak angielskiej wersji aplikacji SGH: Brakuje mi miejsca, w którym byłyby zgromadzone wszystkie ważne dla każdego studenta Szkoły Głównej Handlowej informacje. Trochę łatwiej mają w tej kwestii osoby z wymiany, które mogą liczyć na pomoc swoich buddych. System „przewodników” po SGH zbiera od przyjezdnych liczne pochwały. Jednocześnie w raportach z wymiany kanadyjskich studentów z Queen’s można znaleźć narzekania na poziom angielskiego wśród znajomych poznanych w Polsce – w niektórych przypadkach znalezienie wspólnego języka ze współlokatorem z akademika okazało się prawdziwym wyzwaniem.

Plusy dodatnie, plusy ujemne

Ważny aspekt stanowią także kwestie związane z nauką. Podczas gdy polscy studenci często krytykują program zajęć, ci przyjeżdżający na wymianę są zwykle entuzjastyczniej nastawieni. Trzeba jednak przyznać, że wiedza wyniesiona z SGH bywa niekonwencjonalna – studenci chętnie chwalą przedmioty: Terrorism and Organized Crime oraz Health Economics. Przyznają też, że na rodzimych uniwersytetach musieliby dużo więcej pracować, a większość swoich zajęć w SGH określają jako „easy to pass”. Osoby z wymiany doceniają również to, co dla większości wydaje się oczywiste – egzaminy zerowe organizowane przed czasem sesji. Zaskakująca może wydać się także opinia Trang Do, która wśród największych zalet SGH wymienia… Wirtualny Dziekanat. Dziewczyna przyznaje jednak, że system wciąż wymaga poprawek.

Więcej problemów dostrzegają osoby, które – tak jak Iza – zdecydowały się na podjęcie studiów licencjackich w języku angielskim. Wykładowcy nieznający angielskiego, zajęcia widmo i opłaty niewspółmiernie wysokie do otrzymanego kształcenia – to tylko niektóre z zauważanych przez nią wad Uczelni. Na studia magisterskie planuje wyjechać do Europy Zachodniej. Podobne plany ma Agnes, mimo że studia i Polska bardzo jej się podobają. You are an African place for me – śmieje się dziewczyna i tłumaczy, że w porównaniu do spokojnej, nieco nudnej Szwecji, nasz kraj wydaje jej się bliższy Nigerii.

Entuzjazmu nie traci także Leonor. Rzeczywistość była lepsza niż moje oczekiwania. Nawet pogoda, która jest jedyną wadą Polski, robiła się z każdym dniem ładniejsza – opisuje Portugalka. Kiedy słyszy się, jak określa Warszawę mianem „my sweet underrated city” i wymienia kolejne zalety studiów w Polsce, trudno nie odnieść wrażenia, że polscy studenci nie doceniają tego, co oferuje im kraj i SGH.