Było sobie białko

Doktor hab. Joanna Sułkowska, została wybrana przez UNESCO jedną z 15 naukowców, którzy mogą zmienić świat w kategorii Poszukiwanie nowych źródeł leków. W rozmowie z MAGLEM opowiada o swojej pracy badawczej oraz akademickiej.

MAGIEL: Kieruje pani pracami Interdyscyplinarnego Laboratorium Modelowania Układów Biologicznych. Czym się państwo zajmują?

Doktor hab. Joanna Sułkowska: Nasze zadania obejmują kilka dziedzin nauki. Na przykład ja z wykształcenia jestem biofizykiem, ale habilitację zrobiłam na Wydziale Chemii. Oprócz metod używanych w fizyce, biofizyce i chemii, korzystamy też z wiedzy biologicznej, aby zrozumieć znaczenie i konsekwencje badanych przez nas układów. Trochę korzystamy również z metod bioinformatycznych, aby poznać ewolucyjny przebieg badanych molekularnych, a naszym piątym działem jest matematyka, a dokładnie teoria węzłów.

Jak dokładnie wygląda państwa praca?

Odkrywamy, charakteryzujemy, a następnie poszukujemy znaczenia biologicznego różnego rodzaju zapętleń w białkach. Białka mogą być zapętlone między innymi w węzły. Okazuje się, że około 2 proc. białek występujących w naszym mózgu to białka zapętlone. Jeżeli nie zapętlą się one poprawnie, mogą powodować różne choroby – np. chorobę Parkinsona czy Alzheimera.

Jak badania nad zapętlonymi białkami przekładają się na tworzenie nowych leków?

Około 10 proc. znanych nam dzisiaj struktur białkowych ma budowę zapętloną. Są to wspomniane wcześniej węzły, a także tak zwane slipknoty, w których jedna pętla przechodzi przez drugą (tak jak np. w zawiązanych sznurówkach). Rok temu odkryliśmy kolejny rodzaj zapętleń, który nazwaliśmy lassowym – jest to pętla, przez którą przechodzi jeden z końców białka – a zupełnie ostatnio udało nam się odkryć sploty, czyli dwa przechodzące przez siebie pierścienie.

Zapętlone białka biorą udział w różnych procesach i okazuje się, że wiedzę o nich można wykorzystać do zaprojektowania selektywnych inhibitorów, czyli cząsteczek, które blokowałyby tylko białka bakteryjne, a ludzkie pozostawiały nienaruszone. Na przykład takie białka jak metylotransferazy, jeśli nie będą funkcjonowały poprawnie, w konsekwencji mogą nawet doprowadzić do obumarcia komórki. Występują one zarówno w bakteriach, jak i u ludzi. U ludzi są one odwęźlone, natomiast w bakteriach zapętlone. Jeżeli taka bakteria jest w naszym organizmie, to chcielibyśmy zniszczyć tylko ją, a nie uszkodzić ludzkich, poprawnie działających białek. Czyli naszym celem jest znalezienie nowych antybiotyków. Nagrodę UNESCO dostałam między innymi w uznaniu za prace nad projektowaniem cząsteczki, która zablokuje tylko bakteryjne, zapętlone białko, a nie będzie zaburzała funkcjonowania poprawnie działającego białka ludzkiego.

Na jakim etapie są prace nad stworzeniem takiego leku?

Na etapie badań teoretycznych i prób doświadczalnych. Prace teoretyczne pokazują, że jesteśmy w stanie znaleźć takie cząsteczki, które są selektywnymi inhibitorami. Nasze badania potwierdzają, że faktycznie są one selektywne i blokują tylko zawęźlone białka. Mamy już stworzone eksperymentalnie cząsteczki i profesor Ya-Ming Hou z Uniwersytetu w Filadelfii bada ich wydajność. Nasze prace są dość zaawansowane, ale jeszcze nie myślimy o ich opatentowaniu.

Czy ten projekt może być zrealizowany na Uniwersytecie Warszawskim? Dużo mówi się o tym, że polskie odkrycia – z powodu braku funduszy – podkupywane są przez zagraniczne koncerny.

Wydaje mi się, że nasze prace nie są jeszcze tak zaawansowane. Moim celem jest na razie udowodnienie pewnej tezy, zgodnie z którą zawęźlenie ma znaczenie dla funkcji biologicznej białek. Zadanie polegające na jej praktycznym zastosowaniu przekażemy kolejnym osobom. Myślę jednak, że badania te mogą pozostać na Uniwersytecie, ale nie to interesuje mój zespół najbardziej. Chcemy stworzyć podstawę do opracowania nowych koncepcji wykorzystania zapętleń w białkach, które będą mogły być stosowane w przyszłości.

Wspominała pani o wyróżnieniu UNESCO, które pani ostatnio otrzymała – była to nagroda przyznawana tylko kobietom. Jak pani ocenia sytuację kobiet w światowej i polskiej nauce? Czy płeć ma znaczenie?

Myślę, że tak. Osobiście nie czuję się dyskryminowana, ale moim zdaniem to bardzo dobrze, że istnieją programy, które w jakiś sposób pozwalają na dotarcie do znacznie szerszego grona odbiorców. W moim przypadku ma to bardzo wyraźne przełożenie na liczbę zgłoszeń, które dostaję do swojej grupy, a które często pochodzą właśnie od dziewczyn z niewielkich ośrodków naukowych z mniejszych miast. Wydaje mi się, że ta nagroda pokazuje im, że warto podejmować wyzwania, przełamywać granice. Dzięki niej mam nadzieję dotrzeć do szerokiego grona młodych kobiet, które mogą zobaczyć, że można realizować marzenia i osiągać sukces – na przykład odkryć nowy rodzaj zapętleń w białkach ważnych dla jakości naszego życia – i być przy tym szczęśliwym.

Mnie osobiście ta nagroda pomoże realizować mój projekt, który przekracza kolejne granice w nauce. Myślę, że zarówno L’Oreal, jak i UNESCO doceniły właśnie tę kreatywność.

W jaki sposób zachęcić młodych ludzi do studiowania kierunków ścisłych?

Mówiąc trywialnie: jeśli ktoś nie jest pewny, czy chce studiować, to niech pójdzie i spróbuje. Jeśli tego nie zrobi, nigdy w życiu nie będzie wiedzieć, czy coś by mu się nie spodobało. A już naszą – nauczycieli akademickich – rolą jest to, by tego młodego człowieka przekonać do dalszej nauki.

Ważne, żeby człowiek poszedł na studia z poczuciem, że są mu one potrzebne, aby mieć lepsze życie. Żeby się czegoś nauczyć i odkryć w sobie pasję. Studia są po to, by ukształtować mnie jako człowieka, jako lepszą istotę, osobę postępującą humanitarnie. Polegają także na nauce empatii w stosunku do samego siebie – to, że czasami czegoś nie rozumiem, wcale nie oznacza, że coś jest ze mną nie tak, a tylko to, że muszę spojrzeć na problem inaczej.

Naukowiec i nauczyciel akademicki to dla mnie jedne z najpiękniejszych zawodów, jakie mogę wykonywać. Myślę, że każdy może znaleźć idealny dla siebie zawód, realizować się w nim i być szczęśliwym. Ale najpierw trzeba na to zapracować. Rolą prowadzących jest sprawienie, żeby studia nie były męką, lecz odkryciem, że potrzebuję się czegoś nauczyć, żeby później było mi dobrze w życiu. Żeby później, kiedy dostaniemy jakiegoś olśnienia, móc zauważyć, że to faktycznie jest coś genialnego. Żeby nie przeszło niezauważone obok nas.

Jak pani zdaniem należy uczyć?

Przede wszystkim z empatią, ale trzeba też być twardym. Dobrze, jeżeli nauczyciel jest nie tyle przyjacielem, ile osobą, która potrafi rzetelnie i obiektywnie powiedzieć: „tego trzeba się douczyć, a to jest zrobione dobrze”. Nie zawsze jesteśmy obiektywni w stosunku do siebie i rolą nauczyciela jest ocenić nas i doradzić, co może zrobić student, żeby lepiej coś zrozumiał i żeby było mu łatwiej w życiu.

Na przykład ja, kiedy uczę fizyki, staram się przytaczać dużo przykładów z życia codziennego. Kiedy mówimy o pracy, podaję przykład gór – ile musi się człowiek napracować, żeby dokądś dojść. Jednak zawsze dodaję, że nie tylko praca jest ważna, lecz także płynąca z niej przyjemność – może warto przejść trudniejszym szlakiem, żeby mieć ładniejsze widoki?

Czego powinien od siebie wymagać student, żeby jak najwięcej skorzystać ze studiów?

Ważna jest równowaga – studia są przepięknym okresem, ja na przykład bardzo dużo wtedy podróżowałam, udało mi się przejechać koleją transsyberyjską, na co musiałam mieć trochę czasu, ale właśnie to była dla mnie idealna motywacja. Wiedziałam, że muszę zaliczyć sesję, żeby móc potem podróżować. Wydaje mi się, że trzeba odkryć w sobie to coś, co jest naszą siłą motywującą.

Trzeba również przychodzić na zajęcia i umieć z nich skorzystać. Szkoda tracić czas na to, żeby wszystko powtarzać, szczególnie że czasami nie da się wszystkiego wyczytać z notatek. Nawet jeśli w danej chwili wydaje się nam, że zajęcia, przedmiot są nudne, to możemy być w błędzie. Programy są układane w taki sposób, żeby w każdych zajęciach znalazło się coś istotnego, tylko my możemy mieć za małą wiedzę, żeby to dostrzec.Najważniejsza jest jednak umiejętność pracy nad sobą i mobilizacji. Kiedyś ktoś ładnie powiedział: co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj – będziesz miał więcej czasu wolnego. Takie działanie jest wyzwaniem także dla mnie, ale wydaje mi się, że to naprawdę działa.

To bardzo dobra myśl przed zbliżającą się sesją.

Chyba dla każdego prowadzącego jest to niezwykle przyjemne, kiedy sprawdza prace i widzi, że komuś wyszło. Przy sprawdzaniu zadań zawsze cenię sobie próbę rozwiązania, niestandardowe podejście do problemu. Uważam, że dobrze jest filozofować, bo to pokazuje różne punkty widzenia, ale jeżeli student nie będzie miał wiedzy, to nie zauważy, czy jednak nadal opisuje prawa fizyczne. Można wyjść poza standardowe prawa fizyki, ale wydaje mi się, że najpierw należy poznać to, co już wiemy, i nauczyć się wyciągać z tego wnioski. W pewnym momencie zacznie się samemu widzieć kolejne elementy, a może dostrzeże się coś, czego jeszcze nikt wcześniej nie widział. Ale to jest możliwe tylko wtedy, gdy wcześniej się coś zrobiło.

dr hab. Joanna Sułkowska

Pracuje w Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego i wraz ze swoim zespołem bada zapętlenia białek. W marcu została wybrana przez UNESCO wschodzącym talentem nauki.