Modelowy debiut

Wkrótce jedna z byłych redaktorek Magla wyda swoją pierwszą powieść – Model. O debiucie, inspiracjach i doświadczeniu zdobytym w redakcji Magla opowiedziała Maria Kądzielska.

MAGIEL: Jakie to uczucie – napisać i wydać pierwszą książkę?

Maria Kądzielska: Pisanie było żmudnym, samotnym procesem, o którym nikomu nie opowiadałam: po prostu stukałam w klawisze i odmawiałam wyjść na piwo. Z powieścią jest zupełnie inaczej niż z artykułami – długo się czeka na finałowy efekt, nie wiadomo, czy ktokolwiek będzie chciał to wydać, a potem przeczytać. Obecnie, co do samego wydania, jestem bardzo zdenerwowana, ponieważ wszystkie elementy tego procesu są dla mnie całkowicie nowe, a wiele decyzji podejmuje się dość intuicyjnie. Oczywiście wiąże się z tym ogromnie dużo radości, ponieważ papier i druk mają swoją nieodpartą magię. Jednak problemem polskiego rynku wydawniczego jest to, że – przerysowując sytuację – u nas w kraju więcej osób pisze, niż czyta. Zachowuję więc zdrowy dystans i zdaję sobie sprawę z tego, że czytelnicy nie będą szturmować księgarń, aby dostać egzemplarz Modela.

Czego najbardziej obawiałaś się, wydając tę powieść? Jak zareagowała twoja rodzina, znajomi?

Przede wszystkim bałam się, że nikt nie przebrnie przez dość trudny i silnie psychologiczny początek Modela i nie dotrze do tych bardziej soczystych fragmentów. Wydaje mi się, że jest w książce kilka dobrych scen oraz dialogów, które warto przeczytać. U mnie w rodzinie najbardziej wspierał mnie mój tata. Był taki moment, że wręcz z lekkim zirytowaniem pytał, kiedy skończę Modela i zacznę następną powieść. Zresztą już mnie namawia do rozpoczęcia pracy nad kolejną książką. Duże fragmenty pisałam w Berlinie. Tam dwie współlokatorki – jedna z Portugalii, druga z Hiszpanii – bardzo wspierały całe przedsięwzięcie. Teraz pytają mnie, kiedy będzie angielskie tłumaczenie. Ja im odpowiadam, że chyba szybciej one nauczą się polskiego.

Do czego nawiązuje tytuł, co w tej historii można nazwać „modelem”?

Jest bardzo wielu modeli w mojej książce. Oczywiście przede wszystkim główny bohater, który pracuje jako model. To jednak nie jest tylko jego zawód, lecz całe życie. A. staje się projektem, wymyśla sam siebie, przez co traci imię. Tylko jego mama zwraca się do niego pełnym imieniem, bo ona widzi w nim jeszcze tę osobę przed przemianą. To naturalnie stary zabieg literacki, którego najpopularniejszym przykładem jest Lord Voldemort i Tom Riddle. Kolejnym modelem w mojej powieści jest samo Miasto. Nie jest to żadna konkretna metropolia – taki trochę Nowy Jork, ale i Warszawa. Jednak ta historia może zdarzyć się jedynie w tym miejscu, które jest katalizatorem wydarzeń, zmienia bohaterów i samo żyje własnym życiem.

Do jakiej grupy przede wszystkim skierowana jest powieść? Czy uważasz, że młodzi ludzie mogą utożsamiać się z głównym bohaterem – z jego poszukiwaniem własnego „ja”, dążeniem do tego, aby coś znaczyć?

Wydaje mi się, że to jest ten element, z którym najłatwiej będzie się utożsamić, szczególnie młodym ludziom. Każdy z nas przeżywa rozterki związane z tym, co chce robić w życiu, czy poczuciem bezsilności i zagubienia. Nieuchronnie myślimy o tym, jakiej karierze chcemy się poświęcić i jak znaleźć pomysł na samego siebie. Na tym właśnie skupione są pierwsze sceny mojej książki. Zresztą ta historia jest skierowana właśnie do młodych ludzi i zapewne bardziej do żeńskiej części czytelników. Do tych, których trochę obchodzi moda i szukanie własnej tożsamości, no i oczywiście walka z materią, jaką jest miłość. Ta prawdziwa nigdy nie jest łatwa, z taką też musi zmierzyć się mój bohater.

Zanim jednak zaczęłaś pisać dla tygodnika „Wprost” i wydałaś książkę, byłaś redaktorką i szefową działu w Maglu. Jak zaczęła się twoja przygoda z czasopismem studenckim?

To akurat była ciekawa historia. Przyznam szczerze, że trochę jak z filmu. Od pierwszego roku studiów na filozofii przyjaźniłam się z ówczesnym redaktorem naczelnym – Piotrkiem Micułą. On, znając moje zainteresowania literackie, zaprosił mnie kiedyś do przeprowadzenia wywiadu z synem pisarza, Leopolda Tyrmanda – Matthew – który akurat wydał swoją autobiografię. To był mój pierwszy poważny wywiad w życiu. Skończył się trzyletnim związkiem z Matthew i moimi ciągłymi podróżami między Warszawą a Nowym Jorkiem. W Maglu jednak zostałam, robiłam kolejne wywiady, jeden z najlepszych był z Hanną Krall. Potem przejęłam dział Teatr, który prowadziłam niemal przez dwa lata. To były niezapomniany czas.

Maria Kądzielska

Absolwentka filozofii i filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Była redaktorka oraz szefowa działu Teatr w NMS MAGIEL. Dziennikarka czasopisma „Wprost”, właśnie debiutuje powieścią Model.