Na festiwalu bez zmian

Tutaj nie przyznaje się nagród. Nie ma zwycięzców ani przegranych, a najważniejszym krytykiem jest publiczność. Dobiegła końca 8. edycja Nowych Epifanii/Gorzkich Żali.

Mimo że spektakle teatralne są tylko częścią interdyscyplinarnego festiwalu, to właśnie one cieszyły się największym zainteresowaniem widzów. Oprócz dwóch premier teatrów repertuarowych były też niepowtarzalne wydarzenia prezentowane wyłącznie w ramach festiwalu. Widzowie zobaczyli przedstawienia, które miały nawiązywać do motywu 40-dniowych Nowych Epifanii, słów Oto matka twoja. Zgodnie z zapowiedzią, matka była odmieniana przez wiele przypadków. Najciekawsze propozycje organizatorzy szykowali w dwóch teatrach – Studio i Dramatycznym. Chcieli, by widzowie, którzy regularnie bywają na jednej ze scen, wybrali się także na drugą stronę placu Defilad i odwiedzili sąsiada. Jedni mogli się pozytywnie zaskoczyć, drudzy – srogo rozczarować.

Lament

fot. Jędrzej Lichota/ Wikimedia Commons/ CC

Do pracy w Teatrze Studio zaproszony został Krzysztof Garbaczewski, który od początku sezonu jest kuratorem pracowni wirtualnej rzeczywistości w tej placówce. Choć ma on na swoim koncie przedstawienia zrealizowane w krakowskim Starym Teatrze, wrocławskim Teatrze Polskim, czy TR Warszawa, Wyzwoleniem się nie pochwali. Przekładana premiera spektaklu obnażyła pośpiech, w jakim reżyser kończył pracę. Zabrakło najważniejszego – zapowiadanego motywu Matki Ojczyzny, a pomysł na inscenizację dramatu Wyspiańskiego z dziecinnym wykorzystaniem kartonów i warzyw nie spodobał się warszawskiej publiczności. Puste miejsca na widowni są najlepszym dowodem, że nie tego oczekują widzowie.

Kolejną klapę zanotował Teatr przy okazji specjalnego pokazu spektaklu Łomatko!, w którym występują zawodowi aktorzy i seniorzy z amatorskiej Grupy Spektaklowej GS Zakrzewo. Przedstawienie to w głównej mierze litania starszych ludzi do nieżyjących już matek. Reżyser, Mikołaj Mikołajczyk, dokonał nieudanego połączenia. Seniorzy na scenie próbowali się dobrze bawić, choć wyglądali na wyraźnie zestresowanych, natomiast aktorzy mieli być chyba dodatkiem, który ożywiłby cały projekt.

Olśnienia

Inną odsłonę festiwalu zobaczyli widzowie w Teatrze Dramatycznym. Na pytanie, kim jest matka, próbował odpowiedzieć Paweł Passini w spektaklu Matki. To historie żydowskich dzieci, które w czasie wojny trafiły do polskich rodzin i przez wiele lat nie znały swojego prawdziwego pochodzenia. Przypadki oddawania dzieci w sytuacji zagrożenia życia reżyser porównał do historii Mojżesza, którego matka spuściła rzeką w koszyku. U Passiniego wiklinowe koszyki też są obecne. Spektakl robi tym większe wrażenie, że ze sceny swoim doświadczeniem dzielą się „dzieci Holocaustu”. Jednym z nich jest ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel, którego życie zostało opowiedziane w innym festiwalowym przedstawieniu – Historii Jakuba sztuce Tadeusza Słobodzianka, wyreżyserowanej przez Ondreja Spišáka. Obu przedstawieniom towarzyszyło spotkanie, którego gośćmi byli Bożena Umińska-Keff, poetka i badaczka literatury w Żydowskim Instytucie Historycznym oraz bp Rafał Markowski. Rozmowa skupiła się w dużej części na pierwszym przedstawieniu. Autorka książki Antysemityzm. Niezamknięta historia zarzuciła Passiniemu, że pokazał jedynie kilka szczęśliwych historii, pomijając tysiące tragedii. Duchowny bronił pozytywnego przekazu, jakie niesie ze sobą spektakl.

Eureka!

Prawdziwą perłą festiwalu okazał się monodram Redbada Klijnstry Matko jedyna! inspirowany formą stand-upu. Aktor przypomniał, że w teatrze chodzi o człowieka i jego historię, a brak scenografii i mała salka w Instytucie Teatralnym nie muszą oznaczać gorszego spektaklu. To jedno z tych przedstawień, które można było zobaczyć jedynie w ramach Nowych Epifanii. Podobnie jak Garbaczewski, Klijnstra pracował nad nim do ostatniej chwili. Choć już na początku powiedział, że nie udało mu się w pełni przygotować spektaklu, tym wyznaniem tylko zjednał sobie publiczność. Matko jedyna! jest rodzajem terapii, której poddaje się aktor. Intymne zwierzenia ze skomplikowanej relacji z matką, która 20 lat temu zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach sprawiają, że na koniec ma się przekonanie, że to wszystko powinno zostać między uczestnikami wydarzenia.