Cisza na morzu

Dźwięk fal uderzających o kadłub to jedna z rzeczy, która jest nierozerwalnie związana z żeglarstwem. Dzięki postępowi techniki może on zostać jedynie mglistym wspomnieniem.

fot.RCB/ foter.com/ CC BY

Pod koniec XIX w. włoski konstruktor Enrico Forlanini zbudował pierwszą łódź o podstawie zakończonej elementem przypominającym skrzydło samolotu. To właśnie technologia stosowana w lotnictwie przyczyniła się do wyznaczenia nowego kierunku w żeglarstwie. Skrzydło to działa na zasadzie różnicy ciśnień, która wypycha kadłub nad powierzchnię wody. Dzięki temu zmniejsza się opór stawiany przez łódź, która w ten sposób może osiągać dużo wyższe prędkości mimo relatywnie niewielkiej mocy silnika. W ten sposób rozpoczęła się historia wodolotów (ang. hydrofoils).

Geniusz tkwi w prostocie

Swój wkład w rozwój wodolotniarstwa miał również twórca telefonu, Alexander Graham Bell. W 1911 r. wraz z głównym inżynierem swojej firmy, Frederickiem Baldwinem, żeglowali na konstrukcji stworzonej przez Forlaniniego. Po powrocie do Kanady rozpoczęli badania i eksperymenty, które zaowocowały skonstruowaniem łodzi HD-4. W 1919 r. osiągnęła prędkość 62 węzłów (około 114 km/h). Rekord ten nie został pobity przez następne dwie dekady.

W czasie II wojny światowej w Niemczech pracowano nad wprowadzeniem do Kriegsmarine statków wykorzystujących foiling. Po wojnie główny inżynier – Hans von Schertel – osiadł w Szwajcarii, gdzie założył przedsiębiorstwo Supramar, w którym kontynuował pracę. Owocem badań i testów była pierwsza łódź zdolna do przewozu pasażerów, PT 10 Freccia d’Oro (Złota strzała). W 1968 r. Supramar został przejęty przez bankiera z Dalekiego Wschodu Hussaina Najadiego i rozszerzył swoją działalność na rynki azjatyckie i europejskie. Duża efektywność skrzydeł sprawiła, że szwajcarska firma została licencjodawcą takich potęg jak m.in. amerykańskie General Dynamics czy japoński Hitachi.

Obecnie hydrofoile są powszechnie wykorzystywane w morskim transporcie pasażerskim, głównie ze względu na skrócony czas podróży. Wodoloty cieszą się szczególną popularnością wśród przewoźników regularnie kursujących na odcinkach o niewielkiej odległości (np. między Szczecinem a Świnoujściem). Niestety wysoki koszt produkcji kadłuba był przyczyną wycofania ich z niektórych tras. Co ciekawe, prostsze konstrukcje rosyjskie i włoskie są najpopularniejsze ze względu na bardziej konkurencyjną cenę.

Skrzydła pod żaglami

Wkrótce hydrofoile zaczęły być wykorzystywane nie tylko w łodziach motorowodnych. Największym wyzwaniem dla żeglarzy był wiatr, który w odróżnieniu od silnika motorowego bywa o niepewnej mocy, przez co skrzydło nie pracuje w pełni efektywnie. Dopiero na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku żeglarz Dave Keiper jako pierwszy przepłynął 20 000 mil morskich na swoim katamaranie wyposażonym w skrzydło wynoszące kadłub ponad wodę. Wypłynęliśmy na morze przy wietrze sięgającym piętnastu węzłów – wspomina Jim Wrenn, znajomy Keipera. Katamaran zaczął przechylać się niczym jednokadłubowiec, a gdy skrzydła dostały mocy, łódź uniosła się ponad wodę i przyspieszyła niczym samochód! Jednocześnie była tak stabilna, że Dave mógł swobodnie przechadzać się po niej, a ona płynęła niczym po szynach. To był zdecydowanie jeden z ważniejszych dni wśród tych 35 lat, które spędziłem, żeglując.

Obecnie hydrofoil wdarł się przebojem do niemal wszystkich sportów wodnych. Katamaran, windsurfing, kitesurfing, a nawet surfing czy… hydrofoiling na krześle! Przeżycia, jakie zapewnia ta nowatorska technika, sprawią, że osoba, która raz spróbowała tej zabawy, z trudnością powraca do „klasycznego” żeglowania. Dawka emocji i adrenaliny, którą daje to pływanie, jest naprawdę niewyobrażalna. Akcja trwa cały czas. Czasami kończy się to lekkim obiciem, stłuczką czy wywrotką, ale to sprawia, że żeglowanie na tej łódce jest fantastyczne – potwierdza w wypowiedzi dla programu Pochwała żeglarstwa Maciej Ruwiński, polski żeglarz. Niesamowite uczucie, kiedy jesteśmy nad wodą, płyniemy 60 km/h i… mamy kompletną ciszę – dodaje Błazej Ożóg, lider światowego rankingu International Sailing Federation z 2016 r. oraz medalista mistrzostw świata w kitesurfingu. Możliwości, jakie oferuje foil, spowodowały, że jedna z organizacji kitesurfingowych – International Kiteboarding Association – organizuje mistrzostwa świata w kategorii race, gdzie zawodnicy wykorzystują powyższą technologię. Od kilku lat trwa również dyskusja o wprowadzeniu tej konkurencji do programu igrzysk olimpijskich.

Czas przemian

Czy foil stanie się technologią powszechnie dostępną dla przeciętnego żeglarza czy surfera? Moim zdaniem jeśli tylko ludzie się nie przestraszą, to będzie na to boom – mówi Maglowi Maciek Rutkowski, jedyny Polak startujący w Pucharze Świata w windsurfingu we wszystkich dyscyplinach (slalom, formuła windsurfing i race). Mimo swoich atutów ma kilka wad. Jedną z nich jest cena – koszt „skrzydła” to około 6000 złotych. Jednakże rozwój technologii powoduje spadek cen. Już w tej chwili firmy pracują nad foilami z tańszych materiałów, które będą „na każdą kieszeń”, około 500-600 euro. Co więcej, skrzydło nie wymaga żadnych specjalnych desek czy żagli. Wręcz przeciwnie. Możesz używać swojego standardowego żagla ze średnich rozmiarów freerideówką przy wietrze o sile 7-8 węzłów! Czyli zamiast kupować nowy sprzęt… wystarczy, że zakupisz skrzydło. Kolejnym aspektem jest technika pływania-początkowo hydrofoil może sprawiać trudności nawet doświadczonym miłośnikom sportów wodnych. Równie dużym problemem są gabaryty skrzydła. Jako że sięga ono na około 50 cm w wodę, nie każdy akwen (w tym najpopularniejsza wśród windsurferów i kitesurferów w Polsce Zatoka Pucka) nadaje się do zastosowania foilingu.

Pamiętajmy jednak, że hydrofoil to relatywnie młoda innowacja w żeglarstwie. I tak jak niegdyś na przełomie XIX i XX stulecia/ wynalazek Enrico Forlaniniego był zapowiedzią nowej jakości przemierzania wód, tak być może w niedługim czasie hydrofoil stanie się powszechnym sposobem podnoszenia poziomu adrenaliny zarówno dla amatorów, jak i profesjonalistów.

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...