Powrót króla

W Bazylei 35 lat temu narodził się człowiek, który rozpoczął nową erę w świecie tenisa. W czasie kariery zawodowej wygrał już niemal wszystko, ale to mu nie wystarczyło. Po kilku nieudanych sezonach Roger Federer znów jest królem.

Tekst: Anna Ślęzak

Były tenisista i komentator Eurosportu, Mats Wilander, powiedział o nim: To zawodnik wszech czasów. Roger Federer po zeszłorocznej kontuzji wrócił na należne mu miejsce ‒ do pierwszej dziesiątki rankingu profesjonalnych tenisistów ‒ w stylu najlepszym z możliwych. 26 stycznia br., pokonując swojego odwiecznego rywala Rafaela Nadala, wygrał tegoroczne Australian Open. Był to jego pierwszy turniej ATP (stowarzyszenia profesjonalnych tenisistów) po długiej rekonwalescencji. Szwajcar udowodnił, że mimo „podeszłego” jak na profesjonalnego gracza wieku, bliżej jest mu do śrubowania kolejnych rekordów niż do zakończenia kariery, czym utarł nosa wszystkim ekspertom. Długie oczekiwanie nadało zwycięstwu wyjątkowy smak.

Szwajcar zdobywca

Federer zaczął grać w tenisa już w wieku ośmiu lat. Jako nastolatek walczył w turniejach juniorskich w rodzinnej Szwajcarii. W tym okresie, jak sam wspominał, miał wiele problemów z psychiczną reakcją na porażki – rzucał rakietami, przeklinał na korcie. Mimo tego jak na dłoni widać było jego ogromny talent, co potwierdziła wygrana w juniorskim Wimbledonie, gdy miał 16 lat. Przejście z wieku juniorskiego do seniorskiego nie było łatwe i pierwsze sukcesy Federer zaczął osiągać dopiero w roku 2000. Przełomowy okazał się rok 2001, wtedy to na kortach najstarszego wielkoszlemowego turnieju ‒ Wimbledonu ‒ pokonał największego tenisistę tamtych czasów, Pete’a Samprasa. Jak sam dużo później stwierdził, to był najważniejszy mecz w jego karierze. Już rok później wygrywał swoje pierwsze turnieje wielkoszlemowe.

Wygrana 89 turniejów najwyższej rangi w singlu, 18 Wielkich Szlemów, zawrotne 302 tygodnie na szczycie rankingu ATP ‒ tak prezentują się osiągnięcia szwajcarskiego gracza. Droga do zdobywania kolejnych trofeów nadal stoi przed nim otworem. W wieku trzydziestu kilku lat zupełnie zmienił styl swojej gry dzięki współpracy z Stefanem Edbergiem, byłym zawodnikiem, brązowym medalistą igrzysk olimpijskich z Seulu z 1988 r., i sześciokrotnym zdobywcą Wielkiego Szlema. To spowodowało, że Federer jest kolejnym po Noriakim Kasaim czy Gianluigim Buffonie sportowcem przesuwającym granicę wieku, w którym można jak równy z równym rywalizować z o wiele młodszymi przeciwnikami.

Starcie tytanów

Finałowy pojedynek Australian Open pobudził wyobraźnię fanów tenisa. Dwóch wielkich zawodników minionej dekady dręczonych kontuzjami przez ostatnie kilka sezonów znów mogło stanąć naprzeciw siebie w meczu najwyższej rangi. Większość tenisowych ekspertów zakładało, że walka o Wielkiego Szlema w Melbourne rozegra się pomiędzy dynamiczniejszymi i bardziej agresywnymi w swojej grze: Novakiem Djokoviciem i Andym Murrayem, dawano szanse również innym „młodym wilkom”, takim jak Milos Raonic. Tymczasem to właśnie elegancki styl Federera i niesamowicie podkręcone piłki Nadala obserwowali w finale pasjonaci sportu. Pięciosetowy pojedynek pełen był kunsztownych i szybkich zagrań, co szczególnie docenili kibice. Coraz częściej bowiem różnorodność akcji przegrywa z agresją i walką na fizyczne wyniszczenie. W tym spotkaniu widać było jednak wielki obustronny szacunek tenisistów.

Tegoroczny Australian Open okazał się pod tym względem niezwykły – powrót do korzeni, renesans eleganckiego stylu gry, czego symbolem stali się właśnie szwajcarski i hiszpański tenisista. Zwycięstwo Federera wydawało się mocniej wyczekiwane, sądząc po reakcjach publiczności, zgromadzonej na trybunach kortu centralnego. To po jego atomowych, finezyjnych uderzeniach, kiedy piłka wpadała w kort poza zasięgiem Hiszpana, widownia wybuchała okrzykami nieopanowanej radości. Największym zwycięzcą nie był tu jednak tenisista, ale piękno gry.

Ambasador tenisa

Tenis to jeden z najbardziej dochodowych sportów indywidualnych, wzbudzający zainteresowanie marek i konsumentów. W 2015 r. Federer zwyciężył w przygotowanym przez London School of Marketing zestawieniu najlepiej opłacanych sportowców, mimo że w tamtym czasie nie mógł się poszczycić wygraną żadnego turnieju wielkoszlemowego od trzech lat. Przewagę nad innymi zawodnikami zdobył w kategorii dochodów od sponsorów, inkasując 58 mln dolarów. To pokazuje ogromny potencjał marketingowy jego nazwiska.

Federer swobodnie czuje się również przed kamerą, podczas wywiadów udzielanych po wygranych spotkaniach. Jest błyskotliwym rozmówcą z wielkim poczuciem humoru, a w jego oczach niejednokrotnie pojawiają się łzy, jak w momencie odbierania nagrody za tegoroczny triumf w Australian Open. Często publicznie chwali, o wiele młodszych i niedoświadczonych rywali, lub po prostu innych przeciwników. Podczas wywiadu przed meczem finałowym z Nadalem wspominał ich ostatnie spotkanie we wrześniu 2016 r. na rodzinnej wyspie Hiszpana, Majorce, z okazji otwarcia tam jego akademii tenisowej. Dwie legendy tenisa miały wtedy okazję rozegrać mecz pokazowy dla młodych pasjonatów tego sportu. Przytaczając tę historię, Federer stwierdził, że żaden z nich nie miał odwagi w tamtym momencie pomyśleć, że pół roku później staną naprzeciw siebie w finale Australian Open. Życie kolejny raz okazało się najlepszym reżyserem.

Magia sportu

Niełatwo jest udźwignąć ciężar nadziei i oczekiwań przez tyle lat sportowej kariery. Życie zawodnika to w końcu nie tylko momenty walki i wzruszeń w blasku reflektorów. Ci, którzy tak jak Szwajcar osiągają wielkie sukcesy sportowe, często okupują zawodowe spełnienie kontuzjami i wyrzeczeniami. Jednak to właśnie dla takich postaci zarywamy noce, by po raz kolejny poczuć magię sportu. Gdyby ich zabrakło, nie mielibyśmy namacalnego przykładu, że doświadczenie może z sukcesem przeciwstawić się młodości, wiek to tylko liczba, a granice są po to, by je przesuwać.

No votes yet.
Please wait...