Wschód nad Wisłą

Choć od Śródmieścia oddziela ją tylko rzeka, pod względem infrastruktury i poziomu życia mieszkańców Praga zdaje się tkwić kilkadziesiąt lat w tyle. Dzisiejsze zainteresowanie dzielnicą to szansa na poprawę – do nadrobienia jest ponad pół wieku bezruchu.

 Kiedy dwa lata temu otwierałem tutaj galerię, moi znajomi byli zdziwieni. Pytali, dlaczego chcę działać na Pradze, przecież nikt tu nie będzie przychodził – wspomina Mikołaj Konopacki, właściciel Pragalerii przy ul. Stalowej 3. Sceptyczne reakcje nie są zaskakujące. Wielu warszawiaków wciąż postrzega prawobrzeżną część miasta jako ponury rejon, gdzie lepiej nie przechadzać się po zmroku. Mikołaj Konopacki twierdzi jednak, że ta dzielnica nie jest bardziej niebezpieczna niż popularne Śródmieście, a specyficzny klimat czyni ją atrakcyjną. Oczywiście można powiedzieć, że Praga jest brzydka, bo jest zaniedbana. Przez lata nie były tu czynione żadne modernizacje. Ale to się zmienia. Wychowałem się w tym miejscu i z radością obserwuję, jak ożywa – mówi. Bardzo dużo się tu dzieje. Artyści z różnych zakątków świata chętnie pokazują u mnie swoje prace. Naturalnie najwięcej gości przyciągają wystawy warszawskich twórców – na rekordowy wernisaż przyszło prawie 300 osób zainteresowanych sztuką. Tacy ludzie zawsze znajdą wspólny język – opowiada założyciel Pragalerii. Dodaje, że przy Stalowej i pobliskich ulicach kwitnie drobna przedsiębiorczość i działalność artystyczna. Dwie galerie sztuki, niewielki teatr, pracownia malarska, antykwariat i studio designu. Ponadto kilka klubokawiarni o zagadkowych nazwach i murale zdobiące przedwojenne kamienice. Nie bez powodu Praga została okrzyknięta czwartą najfajniejszą dzielnicą w Europie – dodaje.

Do tego typu rankingów z rezerwą odnosi się Jarek Spacerolog Praski, który wraz z grupą Praska Ferajna od czterech lat organizuje piesze wycieczki po Warszawie, głównie prawobrzeżnej. Listę tę sporządził niszowy portal hipsterski Travel Supermarket. Praga zajęła czwarte miejsce, ale wśród dzielnic, które dopiero aspirują do europejskiej czołówki – wyjaśnia. Wyboru miejsc dokonywano z perspektywy turysty – i to takiego, który nie poszukuje pięknych gotyckich katedr, tylko zasikanych bram i sklepów z płytami winylowymi. Nie ma to nic wspólnego z jakością życia na tym obszarze.

Uwaga, obszar kryzysowy

W 2015 r. uruchomiono drugą linię metra, która bezpośrednio skomunikowała Pragę ze ścisłym centrum Warszawy. W okolicy powstaje wiele nowoczesnych osiedli. Tymczasem stan starszych budynków i poziom życia ich mieszkańców nadal są zdecydowanie niższe niż w lewobrzeżnej części stolicy. Odpowiedzią Urzędu Miasta na ten problem jest Zintegrowany Program Rewitalizacji m.st. Warszawy do 2022 r. Według informacji zamieszczonych na stronie internetowej program ma służyć zrównaniu poziomu rozwoju całej Warszawy poprzez inwestowanie w tzw. obszary kryzysowe – Pragę-Północ, Pragę-Południe i Targówek Mieszkaniowy. Miasto działa tutaj punktowo. Jedną kamienicę ociepli, w innej wymieni rury czy założy ogrzewanie. Dobrze by było, gdyby zmian dokonywano chociaż na pewnych odcinkach – na przykład wyremontowano ulicę Brzeską czy Stalową, tak jak kiedyś Ząbkowską – komentuje Jarek Spacerolog Praski. Na przeszkodzie stoją, oprócz ograniczeń budżetowych, kwestie własnościowe. Turyści często pytają mnie, dlaczego na Ząbkowskiej w rzędzie odnowionych kamienic stoi jedna obdrapana. Odpowiedź jest prosta – budynek nie należy do miasta. Z prywatnymi obiektami trudno coś zrobić. Miasto nie zawsze ma prawo dotować remonty, zresztą wymagałoby to bliskiej współpracy z ich właścicielami, co bywa trudne dla obu stron.
Podupadająca infrastruktura nie jest jedyną bolączką prawobrzeżnej Warszawy. Ignorowanie problemów prażan przez władze stolicy za czasów PRL sprawiło, że dziś społeczność ta zdaje się odizolowana od reszty warszawiaków, tworząc własne „miasto w mieście”. Dla nowych mieszkańców zetknięcie się z zamkniętą zbiorowością praską może być zaskoczeniem. Między innymi z powodu reguł, często niepisanych, które w tej grupie panują – mówi dr hab. Ewa Korcelli-Olejniczak prof. Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, koordynator warszawskiego zespołu DIVERCITIES. Projekt ten miał na celu sprawdzenie, jak różnorodność społeczna w miastach wpływa na życie miejscowej ludności oraz rozwój przedsiębiorczości w regionie. Badania prowadzono w latach 2013-2017 w trzynastu dzielnicach miast europejskich i Toronto. Naukowcy rozmawiali z mieszkańcami – warszawski zespół przeprowadził 50 takich wywiadów. Ich rozmówcy częściej obalali stereotypy o Pradze, niż je powielali. Niektórzy twierdzili, że nie ma drugiej dzielnicy, w której relacje sąsiedzkie byłyby tak normalne. Jeżeli ktoś na Pradze nie powie ci „dzień dobry”, to coś jest nie w porządku – zauważa dr Ewa Korcelli-Olejniczak.

Dzięki stosunkowo niskim cenom nieruchomości, stopniowej rewitalizacji infrastruktury i tzw. „modzie na Pragę” nad prawy brzeg Wisły przeprowadza się coraz więcej ludzi. Migracje sprawiają, że w Warszawie wyraźnie zaczyna być widoczny proces gentryfikacji, czyli zmiany charakteru poszczególnych dzielnic. W badaniach podzieliliśmy mieszkańców na „nowych”, którzy niedawno się tam wprowadzili, i „starych”, którzy pochodzą z Pragi. Na pierwszy rzut oka są oni sobie zupełnie obcy. Powoli nawiązują się jednak pierwsze relacje w obrębie pewnych grup – na przykład między rodzicami małych dzieci czy właścicielami psów – tłumaczy koordynator projektu. W nastawieniu starych mieszkańców do nowych nie ma wrogości. Widać natomiast pewną nieufność, wynikającą z istotnych różnic w podejściu do życia oraz w sytuacji materialnej – mówi. Podkreśla, że jak w każdych stosunkach międzyludzkich, ważna jest tutaj wzajemność. Wśród nowych mieszkańców są bowiem tacy, którzy izolują się od otoczenia. Żyją w zamkniętych osiedlach, podróżują samochodami i nie spędzają czasu w ogólnodostępnej przestrzeni – opowiada. Jeśli od początku pokazują, że miejsce jest im obce i przebywają tu tylko tymczasowo, nie powinni oczekiwać sympatii ze strony praskiej społeczności. Wielu przybyszów poszukuje jednak więzi z nowym miejscem i sąsiadami. Integratorami zbiorowości stają się często artyści, osoby o szczególnej wrażliwości na otoczenie. Początki ich działalności na Pradze bywają jednak trudne. Kilka lat temu głośny stał się wernisaż galerii przy ulicy Brzeskiej. Podczas uroczystego otwarcia gromada praskich dzieci zaczęła rzucać w lokal przedmiotami, wieszać się na kratach i wykrzykiwać wyzwiska – wspomina dr hab. Ewa Korcelli-Olejniczak. Ich zachowanie świadczyło o braku zrozumienia tego, co się działo. Odczuciu, że ktoś wprowadza tam element obcy – tłumaczy. Wtedy pojawił się pomysł, że trzeba tym dzieciom pomóc. Na Brzeskiej zorganizowano Cyrk Uliczny. W formie sztuczek i pokazów cyrkowych przemycano wiedzę na temat miasta. Organizatorzy chcieli wzbudzić poczucie, że ich dom to nie tylko Praga, lecz także Warszawa. I że ich okolica będzie się zmieniała i to nie jest nic złego – wspomina.

Najpierw akcja, potem projekt

Między innymi z powodu takich trudności na obszarach kryzysowych powołano Animatorów Rewitalizacji. Zakres naszych obowiązków nie jest ściśle określony. Nie można przecież przewidzieć, kto i z jakim problemem akurat się zgłosi. Najpierw pomagamy, a dopiero potem wypełniamy tabelki. Jak na skostniałą strukturę miejską, to jest bardzo nowatorskie rozwiązanie – wyjaśnia Maria Dąbrowska-Majewska, od listopada 2016 Animatorka Rewitalizacji dzielnicy Praga-Północ.

Pięć lat temu, wraz z Fundacją Zmiana, założyła ona pierwszą Bibliotekę Sąsiedzką na Pradze ‒ miejsce, gdzie każdy może zostawić lub przygarnąć książkę. Była to inicjatywa całkowicie oddolna, skierowana do wszystkich, którzy będą chcieli z niej skorzystać – również do tych, którzy z różnych powodów zdają się funkcjonować poza społecznością. To są ludzie, z którymi nikt nigdy nie przeprowadza wywiadów, których nikt nigdzie nie pokazuje. Wiedzieliśmy, że im trzeba pomóc, że oni sami nie zidentyfikują swoich potrzeb ‒ wspomina Animatorka. – Nie spodziewaliśmy się, że między innymi dzięki takim osobom to wszystko się uda. Obecnie czytelnia działa przy ul. Targowej 63. Krok po kroku rodzi się również druga, większa biblioteka na tyłach Bazaru Różyckiego. Nie jest tu zaangażowany żaden kapitał poza kapitałem ludzkim. Miejsce powstaje takie, jakim je tworzą ludzie – mówi Maria Dąbrowska-Majewska. Prace remontowe trwają od października. Z lokalu nadal wyjeżdżają kontenery gruzu – nie oznacza to bynajmniej, że animatorzy wstrzymują się z korzystaniem z pomieszczeń. To jest piękna przestrzeń. Były w niej już warsztaty malowania kamienia, czytanie Odysei i koncert praskiej kapeli. Przygotowaliśmy tam również wiele atrakcji na festyn Otwarta Ząbkowska – wymienia działaczka.

Bartosz Świętek, Animator Rewitalizacji obszaru Kamionek, w zeszłym roku wraz z Warszawskim Bractwem Bartnym założył Pasiekę Partyzant w starej fabryce przy parku Skaryszewskim. Zaczęliśmy tam zapraszać różne grupy, między innymi dzieciaki z GPAS-u – opowiada. GPAS, czyli Grupa Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga-Północ, to organizacja opiekująca się młodymi ludźmi z praskich ulic. Działacze Grupy wyłapują tych, którzy nie potrafią odnaleźć się nawet w świetlicach dla trudnej młodzieży. Wyznają zasadę wychowawczą: nie wolno zabraniać. Na początku byliśmy dla nich „frajerami”, jednak po dwóch godzinach warsztatów słyszeliśmy już „proszę pana”. Wtedy stwierdziliśmy, że to ma sens. I że potrzebne są do tego warunki lepsze niż kawałek betonu i bagażnik samochodu. Tak narodził się pomysł Uroczyska – otwartego warsztatu pszczelarstwa. Zaczęliśmy robić wszystko, żeby to miejsce powstało. Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale myślę, że już niedługo – mówi Bartosz Świętek. Animatorka Starej Pragi dodaje: W momencie, kiedy podejmujemy decyzję „robimy to”, po prostu działamy. Z mojego punktu widzenia ten warsztat Bartka już istnieje. Tak dużo dzieje się wokół tego, żeby zaczął funkcjonować, że on po prostu jest.

Wiele inicjatyw zaczyna się jednak od teoretyzowania i poszukiwania środków. Niektóre na tym się kończą. Te wybitne, międzynarodowe projekty, produkujące raporty i wypracowujące standardy, często znikają po kilku miesiącach. Nawet stron internetowych już nie ma. Zaczynają coś, a potem mają to gdzieś – wyjaśnia działaczka. Zastrzeżenia animatorki budzą także lokale użytkowe, które oferuje miasto. Cieknący dach, grzyb na ścianie, zamarzająca woda. Najważniejsze, że w rubrykach wygląda to na krainę szczęścia, zdrowia i pomyślności. W końcu papier przyjmie wszystko – mówi. Bartosz Świętek dodaje: Ponadto umowy najmu są zawierane na 3 lata. Nawet jeśli ktoś zdoła w tym czasie odrestaurować pomieszczenie, nie ma pewności, że później będzie mógł tam zostać, zwłaszcza na dotychczasowych warunkach.

Działacze podkreślają, jak ważną rolę w życiu społeczności odgrywa drobna przedsiębiorczość. Tu można zrobić wszystko. Zamówić abażur, naprawić okulary, ubrać się od stóp do głów. Tylko ludzie o tym nie wiedzą. Niedawno powstała mapa praskich rzemieślników, dzięki której łatwiej będzie do nich trafić – opowiada Animator Kamionka.

Maria Dąbrowska-Majewska zauważa: Mam świetne włosy – swoją burzę czarnych loków podkreśla nietypowym, asymetrycznym cięciem – Dlaczego się tak strzygę? W przyszłym tygodniu będą kręcili o mnie reportaż. Więc dzisiaj znowu pójdę do lokalnej fryzjerki. Jak ona mnie wystylizuje i będę miała tę nową fryzurę, to pewnie ktoś zapyta, gdzie tak czeszą. I ja będę mogła powiedzieć, że u niej, na Pradze.

Nudno jak wszędzie

Ewa Korcelli-Olejniczak uważa, że Praga ma wielki potencjał związany z jej lokalizacją oraz specyfiką tamtejszej społeczności. Nie wolno tego zaniedbać, niech to będzie tzw. alternatywne serce Warszawy – mówi. Mikołaj Konopacki do rewitalizacji podchodzi z optymizmem. Świat się zmienia, więc zmienia się i Praga. W przypadku naszej dzielnicy jest to bardzo korzystne, bo długo była zaniedbywana. Dwa lata temu w kamienicy obok zainstalowano centralne ogrzewanie. Sąsiad po drugiej stronie będzie je miał dopiero na wiosnę – opowiada właściciel Pragalerii. Za to Bartosz Świętek wskazuje na problemy ze świadomością miasta na temat potrzeb lokalnej społeczności. Problem powstaje, kiedy rewitalizacja zaczyna się od zamknięcia bazaru i przeszczepianiu w jego miejsce sklepów z zamożnych dzielnic – mówi Animator Kamionka. Ludzie potrzebują kupić tanio marchewkę i piracki film. A coraz rzadziej mogą to zrobić, bo likwidowane są ich miejsca – dodaje.

Jarek Spacerolog Praski, przytacza anegdotę: Kilkadziesiąt lat temu mieszkańcy pewnej wioski nad Bugiem żyli w charakterystycznych drewnianych chatach i pielęgnowali lokalne tradycje. Folklor miejscowości był na tyle urzekający, że w końcu docenili to przejeżdżający. W miarę rozwoju turystyki w miejsce starych domów zaczęto stawiać solidniejsze, nowoczesne konstrukcje. Jak nietrudno się domyślić, kiedy zniknęły stare zabudowania, wieś znowu zaczęła świecić pustkami. Według niego taki los grozi współczesnej Pradze. Zainteresowanie dzielnicą może skończyć się, gdy tylko straci ona swą wyjątkowość. Animatorka Maria Dąbrowska-Majewska twierdzi, że Praga zawsze będzie podobna tylko do siebie. Ale ludzie wyniosą się, bo będzie tu tak nudno jak wszędzie. Nie będzie fryzjera i szewca. Będzie Jean Louis David i CCC – mówi.

No votes yet.
Please wait...