Gdzie są moje ECTS-y?!

Podczas gdy w mediach słychać krytyczne głosy, że studenci pracują, zamiast skupić się na nauce, w SGH dwa roczniki zaczynają właśnie studia uboższe o 24 punkty ECTS.

graf. Joanna Dyrwal

Studenci SGH cenią sobie swobodę – czy to wyboru wykładowców, czy układania planu zajęć. Trudno się zatem dziwić, że każda próba ograniczenia tego komfortu spotyka się z żywym sprzeciwem. Tak było i w te wakacje, kiedy studenci zostali zaskoczeni znaczącymi zmianami w planie studiów.

Czarna środa

Organem ustawodawczym Uczelni jest Senat SGH – jego przedstawiciele spotykają się na comiesięcznych posiedzeniach, aby głosować nad przygotowanymi wcześniej projektami uchwał. Zasiadają w nim także studenci – sześciu senatorów skupia w swoich rękach 20 proc. głosów. Choć uchwały i protokoły z obrad może przeczytać każdy posiadacz maila w domenie Uczelni (dostęp jest możliwy przez Bramę SGH), mało kto na bieżąco interesuje się wprowadzanymi przepisami. Jednak tym razem Samorząd Studentów poczuł się w obowiązku poinformować uczelnianą społeczność o planowanym programie obrad: Ważne głosowanie na jutrzejszym posiedzeniu Senatu SGH. Dotyczyć będzie ono nowych, proponowanych wzorów umów o warunkach odpłatności za usługi edukacyjne na studiach wszystkich trybów. Jedną z konsekwencji proponowanych zmian byłoby zmniejszenie liczby punktów ECTS, jakie wyrobić może student bezpłatnie „ponad limit” z 30 na 6 punktów. W opublikowanym na Facebooku komunikacie nie zabrakło też słów otuchy: Szczerze wierzymy, że dzięki prowadzonemu dotychczas dialogowi oraz w ramach dyskusji na jutrzejszym posiedzeniu uda się osiągnąć porozumienie w tej sprawie. Nadzieje na korzystne rozwiązanie jednak zawiodły – w środę 5 lipca Senat SGH przegłosował uchwałę stosunkiem głosów 21:6 (przy jednym głosie wstrzymującym i sprzeciwie wszystkich przedstawicieli Samorządu).

Ukarani za ambicje

Reakcja na uchwałę była jednoznaczna. To będzie musiało obniżyć poziom kształcenia; będziemy karać studentów za chęć nauki; nie ma to jak podcinać skrzydła ambitnym osobom – tak brzmiały komentarze studentów SGH. Pojawiły się także obawy o konieczność płacenia za nadwyżki ECTS-ów po Erasmusie, dodatkowe specjalizacje oraz za udział w programach takich jak ACCA, CIMA czy CEMS, które „zmuszają” studentów do realizowania dodatkowych przedmiotów. Tu władze Uczelni przychyliły się do wniosku studenckich senatorów – w zawieranych w tym roku umowach znalazł się zapis, który gwarantuje zwolnienie z opłat w przypadku wymienionych wyżej sytuacji. Na zmianach ucierpią natomiast ci, którzy chcieliby zrealizować dodatkowe przedmioty z powodu zainteresowań czy chęci poszerzania wiedzy. Pod znakiem zapytania stoi zwolnienie z opłat osób z najlepszymi wynikami – jednak i wtedy pozostaje pytanie, czy bezpłatne zdobywanie dodatkowej wiedzy powinno być przywilejem tylko najlepszych studentów.

Wprowadzone zmiany są tłumaczone względami prawnymi. Artykuł 99 Ustawy prawo o szkolnictwie wyższym przewiduje, że uczelnia publiczna może pobierać opłaty za świadczone usługi edukacyjne – w tym za prowadzenie zajęć nieobjętych planem studiów. Na mocy tego zapisu uczelniany senat mógł zadecydować o wprowadzeniu opłat. Jak wyjaśnia JM prof. Marek Rocki, istotną rolę odegrały także akty prawne wydane przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego: rozporządzenie z dnia 12 października 2006 r. w sprawie podejmowania i odbywania przez cudzoziemców studiów i szkoleń oraz ich uczestniczenia w badaniach naukowych i pracach rozwojowych, a także rozporządzenie z dnia 26 września 2016 r. w sprawie warunków prowadzenia studiów.

Dokąd zmierza SGH

W praktyce główną przesłankę działań Senatu Uczelni stanowiła ustawowa konieczność równego traktowania studentów stacjonarnych i niestacjonarnych: podczas gdy ci pierwsi mogli realizować 30 dodatkowych ECTS-ów, drudzy – zaledwie 6 ECTS-ów. Zadecydowano zatem o zrównaniu ograniczeń do niższego z dotychczasowych pułapów. Limit 30 punktów ECTS był pozostałością po wykreślonym w 2014 r. w wyniku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego art. 170a Ustawy – argumentuje Marcin Dąbrowski, Kanclerz SGH, i dodaje: W SGH liczba studentów niestacjonarnych zbliżona jest do liczby studentów stacjonarnych, wyrównanie limitu „w górę” oznaczałoby blisko dwukrotne zwiększenie wydatków Uczelni. Argumentacja wydaje się słuszna, rodzi jednak pytanie, co zadecydowało o tak niskim progu. Bogdan Marek, Przewodniczący Samorządu, jeszcze w czasie posiedzenia Senatu zgłosił poprawkę, by ustalić limit na innym, wyższym poziomie: 18 ECTS-ów dla wszystkich studentów zamiast dotychczasowych 30 dla osób studiujących dziennie i 6 dla studentów niestacjonarnych. Postulat został jednak odrzucony. Jednocześnie władze SGH przekonują, że o zmianach nie zadecydowały kwestie ekonomiczne. Finanse nie były powodem wprowadzenia zmian. Uczelnia musi działać zgodnie z prawem: pobierane były niesłuszne opłaty, a jednocześnie oferta 30 dodatkowych ECTS-ów wykraczała poza finansowanie budżetowe – podkreśla JM prof. Marek Rocki.

Faktycznie Senat SGH wprowadził także zmiany, które mogą ucieszyć studentów naszej Uczelni – a konkretniej tych, którzy dopiero planują nimi zostać. Z opłat zwolnione zostało „merytoryczne rozpoznanie wniosku o przeniesienie z innej uczelni” (dotychczas płatne 200 zł), „merytoryczne rozpoznanie wniosku o przeniesienie zajęć zrealizowanych poza SGH” (wcześniej 50 zł za każdy przedmiot) oraz „merytoryczne rozpoznanie wniosku o wznowienie studiów” (200 zł przed wprowadzeniem zmian). Są to jednak udogodnienia, które dotkną niewielki odsetek studentów. Jednocześnie za każdy ECTS ponad limit zapłacimy 150 zł – tyle samo, co w przypadku powtarzania przedmiotu. Choć teoretycznie stawka wynika z kosztu prowadzenia zajęć, niektóre uczelnie różnicują ją dla „ambitnych” studentów i tych, którym powinęła się noga na egzaminie. Według tabel opłat na wydziałach Lingwistyki Stosowanej, Geologii czy Artes Liberales na UW realizacja dodatkowego przedmiotu kosztuje znacznie mniej niż jego powtarzanie.

Choć nie wszystkie zasady dotyczące pobierania opłat za dodatkowe ECTS-y zostały ostatecznie ustalone, pewnych konsekwencji możemy być pewni. Mniej uruchamianych przedmiotów, więcej podań i biurokracji, ograniczenie możliwości rozwoju studentów – nie sposób oczekiwać, że nie wpłynie to na poziom studiów w SGH.