Rok 2022

Już za 6 lat w mury polskich uczelni wejdzie pierwszy rocznik wykształcony w zreformowanej przez PiS rzeczywistości edukacyjnej. Nie musi jednak to oznaczać, że studenci będą przygotowani do studiowania lepiej, niż poprzednio.

Reforma systemu szkolnictwa stanowi jedną z największych zmian w funkcjonowaniu państwa, wzbudza więc wielkie zainteresowanie. Obecnie najwięcej słyszy się o problemach organizacyjnych, jakie wynikły z likwidacji gimnazjów, jej sztandarowego założenia. Otwarcie klas siódmych przysporzyło szkołom wielu problemów aprowizacyjnych i finansowych, wynikających z konieczności przyjmowania większej liczby uczniów. Należy spodziewać się jednak, że to rok 2019 będzie punktem kulminacyjnym procesu. Wtedy to dla absolwentów szkół podstawowych otwarte zostaną pierwsze klasy szkół ponadgimnazjalnych. Funkcjonować będą jednocześnie z pierwszymi klasami dla ostatnich absolwentów gimnazjów. Przez trzy lata licea będą więc jednocześnie trzyletnie i czteroletnie, technika czteroletnie i pięcioletnie. Pierwszoklasistami będą, jak można przeczytać na oficjalnej stronie reformy, uczniowie kończący klasę III gimnazjum i dzieci kończące klasę VIII szkoły podstawowej. Dzieło zostanie zakończone w roku 2022, kiedy to absolwenci zreformowanych szkół średnich rozpoczną studia. To właśnie przyszli studenci znajdują się w oku reformacyjnego cyklonu.

Student jak ze snu

Reforma systemu oświaty to okazja do wzbudzenia nadziei, że wady likwidowanego systemu zostaną usunięte, a nowi studenci będą lepiej przygotowani do podjęcia studiów niż ich poprzednicy. Z punktu widzenia uczelni szkoły podstawowe i średnie są kuźnią ich przyszłych studentów. Tak samo uczelnie wyższe są traktowane przez rynek pracy. Istnieje tu więc pewien łańcuch wzajemnych oczekiwań, a uczelnie stanowią jego środkowe ogniwo. Obecnie zakłady pracy zatrudniające osoby z wyższym wykształceniem często wyrażają niezadowolenie z braku u absolwentów uczelni wyższych tzw. umiejętności miękkich (takich jak zdolność nowatorskiego myślenia, komunikatywność czy nawyk pracy w zespole). Są to zdolności, które łatwiej wykształcić w wieku szkolnym niż studenckim, podczas studiów zaś mogą okazać się nieocenione. W założeniach obecnie wchodzącej w życie reformy znajdują się zalecenia dotyczące rozwijania takich cech, brak jest jednak wyraźnych wskazówek, jak je kształtować. Inne umiejętności ułatwiające życie studentom to nawyk krytycznego myślenia, samodzielnego poszerzania wiedzy i ogólnie pojęta zaradność życiowa. W zakresie tego pierwszego, nowa podstawa często krytykowana jest jako wsteczna w stosunku do obowiązującej dotychczas. Samodzielne poszerzanie wiedzy zostało wsparte przez dofinansowanie bibliotek i położenie nacisku na cyfryzację szkół; pytanie jednak, jak nauczyciele będą korzystać z tej infrastruktury. Co do zaradności życiowej, trudno oczekiwać, by decydującą rolę w jej kształtowaniu odgrywała podstawa programowa, można jednak zaznaczyć, że widać w niej wyraźną preferencję budowania wiedzy nad kształtowaniem umiejętności.

Program ukryty

Przyszli studenci będą ukształtowani przez mnóstwo czynników, z których państwo ma wpływ na jawną podstawę programową oraz tzw. program ukryty. Jest to zbiór przewidzianych przez ustawodawcę, lecz nienazwanych wprost bodźców, które kształtują ucznia – obywatela. W przypadku obecnych uczniów program ukryty będzie się składał z zamieszania organizacyjnego wywołanego likwidacją gimnazjów oraz wizji człowieka, którego chce przez nią wychować ustawodawca. O ile podstawa programowa przygotowana przez rząd Tuska kładła – przynajmniej w teorii – nacisk na rozwój kompetencji społecznych, a nawet umiejętności miękkich, podstawa programowa rządu Szydło koncentruje się na rozwijaniu świata wewnętrznego ucznia w zgodzie z wartościami promowanymi przez jej partię. W światopoglądze ucznia główną rolę ma odgrywać moralność i poczucie wspólnoty narodowej. Można odnieść wrażenie, że reforma PO inspirowana była myślą renesansu, reforma PiS-u zaś – romantyzmu. Podstawa rządu Szydło skupia się na kształtowaniu poczucia przynależności do rodziny, narodu, grupy przedszkolnej, grupy chłopców, grupy dziewczynek oraz innych grup. Inną cechą podstawy jest nacisk położony na budowanie wiedzy merytorycznej kosztem krytycznego myślenia. Na przykład w wymaganiach dla licealnego przedmiotu filozofia umiejętność ustosunkowania się do poznawanego poglądu wymagana jest tylko na poziomie rozszerzonym. Na „podstawie” wystarczy umiejętność jej wyjaśnienia. Zwraca się uwagę na marginalizowanie kwestii ochrony środowiska czy teorii ewolucji w podstawie przedmiotu biologia oraz powrót do nauczania historii przez pryzmat faktów i wybranych przez ustawodawcę postaci (np. absolwent III klasy SP musi znać życiorysy siedmiorga arbitralnie wskazanych przez ustawodawcę „wielkich Polaków”, np. królowej Jadwigi, króla Stefana I czy Wandy Rutkiewicz). Edukacja seksualna również nabiera charakteru dalekiego od pragmatyzmu; nacisk kładzie się na wiedzę o różnorodnych zjawiskach (prokreacja, antykoncepcja itd.) i ocenianie ich pod kątem moralnym. Z kanonu lektur wypadły takie filary kultury europejskiej jak Jądro ciemności Conrada czy Mistrz i Małgorzata Bułhakowa, co pozbawi część uczniów kontaktu z wyrażonymi w nich ideami.

Świat na opak

Agnieszka Ruta-Kucińska, dyrektor II Liceum Ogólnokształcącego w Łowiczu, nie może doczekać się wejścia reformy w życie. Teraz mamy tak naprawdę 1,5 roku na przygotowanie ucznia do matury. Reforma da nam trochę oddechu – mówi. Niezadowolenie z istniejącego stanu rzeczy, usankcjonowanego w 2009 r. reformą PO, jest powszechne szczególnie wśród nauczycieli licealnych. Na przykład w badaniu przeprowadzonym w 2012 r. przez Uniwersytet Łódzki 43 proc. nauczycieli ponadgimnazjalnych wyraziło negatywne uczucia wobec niego, pozytywne zaś 35 proc. Istotnie, reforma minister Hall położyła punkt ciężkości edukacji ogólnej na etapie gimnazjum i pierwszej klasy liceum, po której 16- i 17-letni uczniowie musieli właściwie deklarować, co będą zdawać na maturze, a więc jak będzie wyglądała ich naukowa przyszłość. Krytykę obarczania niedojrzałych jeszcze emocjonalnie ludzi tak istotnym wyborem odpierano, powołując się na analogię takiego systemu do programu Matury Międzynarodowej. Obie te reformy stanowią odpowiedź na niedociągnięcia systemu przyjętego w 1999 r. przez rząd Buzka, przede wszystkim zbyt niewielką ilość czasu poświęconą na realizację programu. Rząd PO usiłował rozwiązać je, nie ingerując w strukturę organizacyjną szkolnictwa, zaburzając jednak spójność procesu nauczania. Rząd PiS-u postanowił po prostu wyprzeć je z rzeczywistości.

Życie na walizkach

Dwa i pół roku to za mało, by ukształtować ucznia w duchu drogich nam wartości. We współczesnym, chaotycznym świecie, takie zaopiekowanie się młodzieńcem i ukierunkowanie go jest szalenie istotne – uważa Ruta-Kucińska. Jej sytuacja jest jednak specyficzna – prowadzi renomowaną szkołę, która i tak zmieni lokal, zanim nadejdzie rok 2019. Trudno oczekiwać podobnego entuzjazmu od dyrektorów liceów, którzy będą musieli pomieścić w swych murach podwójną liczbę pierwszoklasistów, lub tym bardziej od sześciu i pół tysiąca dyrektorów likwidowanych gimnazjów i ok. 10 tysięcy zwolnionych w efekcie reformy nauczycieli. Na przyszłych studentów wywołany zmianami chaos ma wpływ ogromny – część klas siódmych otwarto w szkołach podstawowych, część przy gimnazjach, a prawie zawsze wiązało się to ze zmianą klasy i nierzadko budynku. Ostateczne decyzje w tych sprawach podejmowano często w ostatniej chwili, a uczniowie do końca sierpnia nie wiedzieli, gdzie i z kim będą chodzić do szkoły. Zjawiska te stanowią przeciwieństwo deklarowanego celu rządu, którym było oszczędzenie uczniom stresu związanego z przejściem do gimnazjum.

Misja 2022

Nowi studenci polskich uczelni wyższych, którzy przekroczą ich mury w 2022 r., będą więc wychowani według programu jawnego i programu ukrytego. Ich wiedza dotycząca pewnych zagadnień z zakresu biologii, seksualności czy literatury może być uszczuplona w stosunku do poprzednich podstaw, zwiększy się natomiast liczba znanych przez nich faktów historycznych; nic nie wskazuje również na to, by mieli dysponować umiejętnościami miękkimi w większym stopniu niż ich poprzednicy. Być może część nauczycieli potraktuje poważnie zalecenia dotyczące rozwoju wrażliwości uczniów, jednak jest to wymóg trudny do wyegzekwowania, ponieważ trudno ocenić rozwój wewnętrzny człowieka – próba dokonywania takiej oceny byłaby zresztą etycznie wątpliwa. Tak samo wcale nie jest oczywiste, czy szkoły uspołeczniają uczniów w takim stopniu, w jakim wymagało tego dotychczas obowiązujące prawo. Uczelnie wyższe muszą być więc gotowe na to, że reforma przysporzy im pracy, zamiast odjąć. Jako że program nauczania w szkołach może coraz bardziej odbiegać od realnych potrzeb uczniów, postrzeganie szkoły w Polsce może się jeszcze bardziej upodobnić do popularnego w USA, gdzie etap edukacji powszechnej spełnia przede wszystkim rolę wychowawczą i uspołeczniającą, a prawdziwa edukacja zaczyna się na studiach. Konkluzja ta nie oznacza, że do tej pory było inaczej; polska edukacja, już zacofana względem wielu państw, nie posuwa się naprzód, a być może nawet robi krok w tył.