Słowiańska nostalgia

Progres w sztuce polega na przekraczaniu granic i rozwijaniu nowych idei przy pamięci i szacunku do starszych dokonań. Wrocławski zespół Electro-Acoustic Beat Sessions (EABS) bardzo dobrze ucieleśnia poprzednie zdanie na swoim najnowszym projekcie Repetitions, gdzie na nowo pokazuje piękno i energię muzyki Krzysztofa Komedy. O albumie opowiada pianista, wokalista i frontman projektu – Marek Pędziwiatr.

MAGIEL: Na waszej stronie wśród inspiracji macie wymienione BadBadNotGood. Faktycznie są między wami pewne podobieństwa – obydwa zespoły rozpoczynały od mieszania jazzu z hip hopem, a  w dalszej działalności skupiały się na pierwszym z gatunków.

MAREK PĘDZIWIATR: Myślę że nie ma co porównywać na siłę. Nie próbujemy się upodabniać za wszelką cenę do kogokolwiek z nowej fali jazzu, takich osób jak Kendrick Lamar czy Kendrick Scott, idziemy swoją drogą. Każdy z artystów tworzących nowy jazz ma coś do zaproponowania. Przed Komedą robiliśmy materiał Milesa Davisa, co było bardzo fajne, nie trzeba było specjalnie zmieniać jego utworów, żeby im nadać hip hopowy vibe.

Miles był bardzo zainteresowany hip hopem.

Oczywiście. Z kolei w muzyce Komedy trzeba było szukać kodu vibe’owego, co było bardzo ciekawym zadaniem, bo potraktowaliśmy jego kompozycje w taki sposób, jakbyśmy diggowali [wyszukiwali – przyp.red.] sample i tworzyli z nich nową jakość. Wracając do tego, że każdy ma coś do zaoferowania – my mamy do zaoferowania naszą słowiańskość. Wydaje mi się, że BadBadNotGood. podeszłoby zupełnie inaczej do Komedy, jednak my jesteśmy najbliżej źródła, w końcu to nasza spuścizna narodowa.

Pod tym względem materiał Komedy faktycznie jest bardzo wdzięczny, zawiera dużo uczucia, romantyzmu…

…słowiańskiej nostalgii, czy jakkolwiek to inaczej opisać. Czujemy to coś zupełnie inaczej niż wszyscy inni na świecie.

Wspomniałeś o crate diggingu [szukaniu płyt do zsamplowania – przyp.red.] – to znaczy, że celowo zdecydowaliście się wziąć na warsztat mniej znane utwory Komedy, takie jak Wiklinowy Kosz zamiast Rosemary’s Baby?

Dokładnie tak, zupełnie jak producenci hip hopowi, którzy jednak nie szukają odgrzewanych kotletów, tylko czegoś, czym mogą nas zaskoczyć. Jakbyś chciał się pochwalić jakimś winylem, który gdzieś znalazłeś, to nie pochwalisz się albumem Queenu czy ABBA, tylko czymś unikatowym.

W jaki sposób weszliście w posiadanie tych utworów? Mieliście dostęp do archiwów Komedy czy kontakt do kogoś z rodziny?

Sprawa byłaby bardzo trudna, gdyby nie seria płyt The Complete Recordings Of Krzysztof Komeda wydawanych w woluminach od 1994 do 1998 roku – to zbiór kompozycji, w większości mniej znanych. Znajdowały się na nim między innymi totalnie amatorskie nagrania Krzysztofa. Wątpię, żeby ktoś puścił takie nagranie sauté np. w radiu, prędzej sięgnęliby właśnie po Rosemary’s Baby. Są tam robocze tytuły takie jak Private Conversation VII. Wykorzystaliśmy fragment melodii nagranej przez Komedę amatorsko na magnetofon szpulowy, którą on sobie nucił, grając w domu na fortepianie, i stworzyliśmy z tego nową jakość.

Przez wielu krytyków nasza interpretacja Private Conversation jest uważana za najważniejszy moment na albumie, bo to, co śpiewam tam na początku, to moje słowa i to jest ten kluczowy list skierowany do Krzysztofa Komedy.

Pociągnę temat i zapytam o decyzję o napisaniu słów do muzyki Komedy. Czy spotkaliście się z jakąś silną reakcją na taki wybór? Jego muzyka sama w sobie jest dosyć emocjonalna.

Od jakiegoś czasu nie traktuję swojej sztuki kompromisowo, moimi najważniejszymi środkami przekazu są klawiatura fortepianu i mój głos. Czasem po prostu mam silną potrzebę, żeby się z tym podzielić. Tutaj po prostu czułem, że chcę to zrobić w taki sposób. Nie był to w żadnym razie zabieg wymuszony, zresztą te teksty pojawiają się bardzo rzadko na płycie, raptem na trzech utworach.

Na Repetitions zdecydowaliście się przearanżować utwory Komedy. Nie zastanawialiście się , żeby pójść o krok dalej i stworzyć ścieżkę dźwiękową do filmu podobnie jak on?

Zdecydowaliśmy się na taki materiał, ponieważ to było zamknięcie jakiegoś etapu naszej twórczości. Puzzle Mixtape kończył działalność jamową, czyli przerabianie klasyków hip hopowych i otwieranie form. Z kolei Repetitions było zakończeniem części tribute’owej zespołu. Obecnie w fazie przygotowań jest nowa płyta, która jest całkowicie autorska.

Czy był ktoś, kto Cię szczególnie zainspirował podczas tworzenia nowego materiału?

Tworząc aranżacje, byłem bardzo zainteresowany muzyką Davida Axelroda. Jego brzmienie było dla mnie kluczem do brzmienia nowego albumu. Pojawiają się też echa Wu-Tangu, ale tak naprawdę te porównania wyrzucam z głowy, bo kiedy coś tworzę, po prostu siadam i nie myślę o niczym innym. Nie mam punktu odniesienia czy celu, w kierunku którego podążam. To jest jedna wielka improwizacja, szał i celebrowanie muzyki.

Repetitions jest bardzo ukorzeniona w słowiańskości, romantyczna, polska. Zarazem tytuł jest angielski, podobnie zresztą jak teksty. Czy celem takiego zabiegu była wasza chęć rozpowszechniania muzyki Komedy poza granicami kraju? Wnioskuję tak chociażby z tekstu „spread the knowledge” z pierwszego utworu płyty.

Trafiłeś w dziesiątkę. Zawsze przerażają mnie takie komentarze, że ktoś w Polsce nagrał coś na poziomie światowym. Nigdy tego nie rozumiałem i nie zrozumiem. Kiedyś nawet słyszałem, że polski artysta tworzy muzykę na poziomie zbliżonym (sic) do światowego. Przecież wszyscy jesteśmy obywatelami świata, to gdzie mieszkamy nie ma żadnego znaczenia, a nasza spuścizna narodowa jest czymś, czym trzeba się dzielić z całym światem. Gdyby teksty były polskie, może by to zadziałało, ale tak jak wspomniałem wcześniej, to był i jest naturalny sposób wyrazu. Wolę pisać teksty po angielsku, zawsze to robiłem i czuję się w tym dobrze.

Marek Pędziwiatr

Pianista jazzowy, klawiszowiec, wokalista, raper, producent, dj. Absolwent Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. Od 2014 roku kierownik muzyczny koncertów finałowych festiwalu Fama. Koncertuje w Polsce i za granicą.