Uliczna (inter)akcja

Sceny na warszawskich placach i występy w centrum Gdańska – to one podczas wakacji przyciągnęły tłumy zainteresowanych widzów. Plenerowe wydarzenia teatralne na dobre zagościły w polskich miastach.

fot. Elwira Szczęsna

Pierwsze miejsca są zajęte już na pół godziny przed rozpoczęciem wydarzenia. W okolice placu Defilad przychodzą kolejni widzowie i prędko siadają na wolnych miejscach. Jedni na leżakach rozciągają zmęczone po całym dniu ciała, inni – porzucają wierzchnie elementy garderoby i kierowani pragnieniem, wyruszają na podbój baru Studio. Chwytają drink lub szklankę pobudzającej latte, po czym dołączają do pierwszej grupy obserwatorów. Transmisja zaczyna się z lekkim opóźnieniem. Jeszcze kilka słów ze strony organizatorów, zanim na ekranie pojawi się pierwsza scena Opętania z National Theater w Londynie. Pełny napięcia spektakl z Jude’em Law na kilkanaście minut przed finałem nagle się kończy. Na plac spadają duże krople deszczu.

Na deskach stolicy

Urwana w pół słowa transmisja z Londynu rozpoczęła sierpniowy cykl „Światowego teatru na Placu”. Organizatorzy przestrzeni miejskiej u stóp Pałacu Kultury i Nauki, wspólnie ze STUDIO teatrgalerią, pokazali na ekranie trzy różne dzieła z trzech pulsujących życiem kulturalnym miast świata. Po inaugurującym Opętaniu w dwa kolejne wieczory widzowie mieli okazję przenieść się ze Śródmieścia do Metropolitan Opera w Nowym Jorku, gdzie rozbrzmiała La Traviata, oraz do moskiewskiego Teatru Bolszoj, w którym wystawiono Jezioro Łabędzie. Transmisje zagranicznych spektakli nie są nowością w terminarzu warszawskich wydarzeń kulturalnych, regularnie odbywają się one między innymi po drugiej stronie ulicy Emilii Plater – w Multikinie w Złotych Tarasach. Mimo to już pierwszego dnia plenerowej edycji zajęto wszystkie miejsca siedzące, a apetyt wśród widzów rósł. Polubiłam stronę Metropolitan Opery i jestem na bieżąco ze wszystkimi wydarzeniami, muszę przyjść tu koniecznie jutro – przyznaje jedna z obserwatorek Opętania.

Kilkaset metrów dalej, przy ulicy Marszałkowskiej, odbywa się inny cykl spektakli. Teatr Polonia w lipcowe wieczory rozstawia plenerową scenę na placu Konstytucji, w sierpniu Och-Teatr przenosi ją przed swój budynek, niedaleko placu Narutowicza. Pomysł przyszedł 10 lat temu. Było gorąco, zbliżało się kolejne warszawskie, nudne z punktu widzenia widzów, wakacyjne lato. Teatry nieczynne, co jakiś czas wielka jednorazowa impreza lub koncert z drogimi biletami, poza tym pustynia. I wtedy przypomniałam sobie, jak graliśmy we Włoszech na ulicach, na rynkach małych miasteczek, w ogrodach miejskich „Bal manekinów” Brunona Jasieńskiego z polsko-włoską grupą teatralną „zmontowaną” przez naszego przyjaciela i reżysera Giovanniego Pampiglione – Krystyna Janda zdradza nam początki swojego teatru w plenerze.

Rola pierwszoplanowa

Przechodnie mogli nacieszyć się sztuką na sezonowej scenie w każde letnie popołudnie o godzinie 17. W tegorocznym plenerowym repertuarze Teatru Polonia i Och-Teatru znalazły się spektakle z pogranicza kilku gatunków teatralnych: komedia małżeńska Związek otwarty, napisana niegdyś specjalnie na warunki uliczne, pokaz namiętnego flamenco wykonany przez zespół Corazón Flamenco czy JANGAJAN – Hej Joe!, monodram połączony z bluesowym koncertem. To społeczny teatr literacki, dobrze grany, reprezentujący wszystkie gatunki teatralne, a jednocześnie taki, który sprawdzi się w tym harmidrze dnia, i w tym miejscu, na powietrzu – dodaje Janda. Liczba przechodniów, którzy zahaczają o kameralną scenę, co roku wzrasta. Jedni tylko rzucają okiem na sztukę, by za moment ponownie rzucić się w wir rozgrzanego miasta, inni zostają z aktorami na dłużej i zasiadają na widowni teatrów przez cały następny rok. Sztuka uliczna ma według twórców trafić do każdego – bez względu na zasób portfela, poziom wykształcenia czy wiek. Z myślą o najmłodszych uczestnikach przedstawiono w tym roku dwa spektakle plenerowe, Czerwonego Kapturka i Jasia i Małgosie, które zapewniły rozrywkę całym rodzinom. Staramy się robić spektakle i dla dorosłych, i dla dzieci – podkreśla aktorka Matylda Damięcka w rozmowie z TVN Warszawa.

Żywa scena

Aktor, który między słowami puści oko do widzów, może liczyć na odpowiedź. Łatwo dostrzeże zaskoczenie w oczach czy delikatny uśmiech na twarzy obserwatora, siedzącego tuż przy miejskiej scenie. Odbiorcy spektakli na powietrzu mają bliski kontakt z artystami, są częścią scenografii lub nawet bohaterami przedstawienia. Nie miałam ze sobą szkieł kontaktowych, więc usiadłam w pierwszym rzędzie. To był dobry wybór, bo aktorzy integrowali się z widownią w sposób oszałamiający. Zaczepili mnie kilka razy, owinęli mnie folią i wręczyli wyimaginowany czek. Byłam częścią spektaklu, dzięki temu mocniej go przeżyłam i o wiele lepiej pamiętam – tak Virginia, studentka Uniwersytetu Gdańskiego, wspomina sztukę Hultaje poznańskiej niezależnej grupy Porywacze Ciał. Przedstawienie było jednym z punktów programu FETY – trzydniowego festiwalu teatrów plenerowych i ulicznych z całego świata, który po raz 21. odbył się w Gdańsku. Ta impreza łączy w sobie zarówno występy gimnastyków i kuglarzy, które są typowe dla teatrów ulicznych, jak i spektakle grane poza budynkami teatrów w przestrzeni miejskiej. Symbolem tegorocznej edycji została niebotycznej wielkości gumowa kaczka, którą przywiózł włoski komik Leo Bassi. Klaun i magik wystąpił z żółtą towarzyszką w spektaklu Pato Gigante, w którym szukał sensu ludzkiego istnienia, i ukazał widzom znaczenie dziecięcych marzeń w życiu każdego dorosłego. Oprócz dziwacznego Włocha po ulicach miasta spacerowały postacie na szczudłach, tancerze i gimnastycy, a na plenerowych scenach buchały płomienie i migały światła, szczególnie zjawiskowe podczas pokazów nocnych.

Różnorodne grupy artystyczne wykorzystujące efekty specjalne zagrały na scenie w rytm muzyki również w stolicy. W parku Szczęśliwickim, na Agrykoli i Nowym Mieście w ciągu pięciu dni wystawiono kilkanaście przedstawień w ramach Międzynarodowego Festiwalu Sztuka Ulicy. Podczas tej edycji wydarzenia wśród zaproszonych gości znalazły się teatry stricte uliczne – włoski Ondadurto czy Teatr Snów z Gdańska – i zespoły, które swoje spektakle realizują zarówno w budynku, jak i w plenerze. Byłem obecny przy tworzeniu scenografii przez niektóre teatry, także jestem w stanie ocenić, jak dużo pracy i wysiłku wymaga zaaranżowanie nawet krótkiego przedstawienia. Na chwilę zostajemy przeniesieni do zupełnie innego świata w sposób nietuzinkowy – dzieli się swoimi spostrzeżeniami Łukasz Bularz, fotograf i uczestnik warszawskiego wydarzenia. Sztuka Ulicy wraz z zespołami teatralnymi z różnych zakątków Europy świętowała w tym roku swoje 25-lecie. Wędrowaliśmy po Warszawie, adaptując na potrzeby wydarzeń festiwalowych różne przestrzenie, prezentowaliśmy różne dziedziny sztuki – poczynając od tańca, kina, muzyki oraz teatru, a kończąc na instalacjach plastycznych i performance’ach – mówi organizator Dariusz Jarociński. Ale to, co nas motywowało przy budowaniu corocznego repertuaru, to przede wszystkim chęć prezentowania widowisk zróżnicowanych formalnie i tematycznie.

Drugie dno

Zarówno w czasie FETY, jak i stołecznego festiwalu Sztuka Ulicy wystąpił jeden z najbardziej utytułowanych polskich teatrów alternatywnych – Teatr Biuro Podróży, który podejmuje trudną tematykę. W tym roku zaprezentował dwie sztuki – Carmen Funebre o konflikcie etnicznym w byłej Jugosławii i Ciszę w Troi, dotyczącą okrucieństwa wojny na Bliskim Wschodzie. Po scenie chodziły postacie na szczudłach, dookoła nich buchały płomienie i biegały dzieci – całe zamieszanie obrazowało trudną sytuację mieszkańca Bliskiego Wschodu, który na skutek działań wojennych wkrótce może być skazany na żywot uchodźcy.

Grupa Porywacze Ciał również podkreśla przekaz, który niesie za sobą przedstawienie, zacierając granicę między widownią a aktorami. Tworzą autorskie scenariusze, w których śmiało posługują się kontrastami, sarkazmem czy karykaturą. Krytycznie patrzą na pogoń za bogactwem, płytkie podejście do kultury oraz własny rozwój współczesnego człowieka. Podczas tegorocznego pokazu Hultajów na FECIE artyści jeździli na hulajnogach i rzucali po scenie folią spożywczą oraz marynarkami. Kierowcami dwukołowych pojazdów byli pracownicy banków. Szaleli po ulicach, by choć na moment oderwać się od rutynowych obowiązków i tym samym wyrwać z więzów korporacji.

Własne podwórko

Oprócz palących problemów aktorzy występujący w plenerze poruszają kwestie dotyczące społeczności lokalnej. Jednym z pomysłów na spędzenie lipcowego lub sierpniowego wieczoru mogła być wizyta w Placu Zabaw nad Wisłą, gdzie Teatr Improwizowany Klancyk realizował kilka przedstawień w serii „Klancyk w sprawie”. Nie spotkaliśmy się z żadną negatywną reakcją podczas tegorocznego cyklu spektakli. Nikt nie przeszkadza, nie wstaje, widzowie śledzą z zainteresowaniem, co dzieje się na scenie. Mówimy o sprawach, które dotyczą wszystkich mieszkańców, i które my sami uważamy za słuszne – przyznaje Krzysztof Wiśniewski, członek zespołu. Artyści sceny improwizowanej od kilku lat występują nad Wisłą w sezonie wakacyjnym, między innymi w Pomoście 511 czy właśnie Placu Zabaw tuż obok Centrum Nauki Kopernik. W zeszłym roku wspólnie z interaktywnym muzeum zorganizowali cykl rozrywkowo-edukacyjnych przestawień. Klancyk miał rozśmieszyć widzów do łez, a naukowcy z CNK – przedstawić porcję wiedzy.

Sami wybieramy różne organizacje pozarządowe, które chcą przekazać swoją ideę widzom. Oddajemy głos osobom bezpośrednio zaangażowanym w dany projekt, potem na podstawie tego, co powiedzą na scenie, improwizujemy – mówi Krzysztof Wiśniewski. Nie wiemy dokładnie, w jakim stopniu nasza współpraca przełożyła się na popularność wybranych akcji społecznych, niewątpliwie jednak wydarzenia przyciągnęły wielu widzów. Na pół godziny przed rozpoczęciem spektaklu wszystkie miejsca przed sceną były już zajęte – dodaje. Podczas pierwszego spotkania tegorocznego cyklu twórcy gościli Fundację Panoptykon, która opowiedziała o ochronie praw i wolności człowieka w sieci. W ramach ostatniego odcinka na scenie wystąpiły fundacje: Puszka i Bęc Zmiana, które chciały zwrócić uwagę warszawiaków na istnienie placów miejskich w stolicy i dostarczyć mieszkańcom wiedzy na temat tych otwartych przestrzeni publicznych. Może na jednej z nich w przyszłym roku wystąpi kolejny teatr.