Rohingja woła o pomoc

Tysiące ludzi przedostają się każdego dnia przez birmańsko-bengalską granicę, uciekając przed prześladowaniami ze strony władz. Wysłanie na miejsce pomocy międzynarodowej jest utrudnione, a problem pozostaje nierozwiązany.

graf. Wiktoria Wysocka

Sytuacja w Mjanmie jest obecnie jednym z najbardziej palących problemów z punktu widzenia społeczności międzynarodowej. Muzułmańska mniejszość Rohingja zamieszkująca stan Arakan (położony na północnym zachodzie kraju) jest regularnie prześladowana przez buddyjski rząd. Aung San Suu Kyi, szefowa rządu i minister spraw zagranicznych Mjanmy oraz laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 1991 r., w oficjalnym oświadczeniu stwierdziła, że jest świadoma masowej migracji z Birmy, nie ma to jednak nic wspólnego z prześladowaniem ze strony władz. Według niej winni są terroryści.

Do stabilności jeszcze daleko

Mjanma jest jednym z biedniejszych państw świata. Z PKB per capita w parytecie siły nabywczej na poziomie 6 360 dolarów (dane z 2017 r.) państwo to plasuje się na 127. miejscu na świecie. Kraj, którego dominującym wyznaniem jest buddyzm therawada, przechodzi właśnie przemiany demokratyczne: w 2010 r. odbyły się pierwsze od 20 lat wybory parlamentarne. W ostatnich wyborach w 2015 r. zwyciężyła Narodowa Liga na rzecz Demokracji.

Po negocjacjach z rządem brytyjskim w 1948 r. Mjanma uzyskała niepodległość. W lipcu poprzedniego roku zamordowano odpowiedzialnego za wyzwolenie Birmy Aunga Sana, którego córką jest Aung San Suu Kyi, obecna liderka Narodowej Ligi n rzecz Demokracji. Mimo to doszło do uchwalenia konstytucji. Ustrój nie przetrwał zbyt długo, gdyż już w 1962 r. przeprowadzono zamach stanu, w wyniku którego władzę w państwie przejęło wojsko pod dowództwem generała Ne Wina. W konsekwencji ogromnych protestów w roku 1988 rozpadła się birmańska struktura państwowa i doszło do kolejnego zamachu stanu dokonanego przez armię, po którym zmieniono nazwę kraju z Birmy na Mjanmę. Przeprowadzono demokratyczne wybory do parlamentu, w których z miażdżącą przewagą zwyciężyła Narodowa Liga na rzecz Demokracji. Rządząca junta nie uznała jednak wyborów, a członków NLD wtrącono do więzień. W 1997 r., mimo protestów państw zachodnich, Birma stała się członkiem organizacji ASEAN (Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej).

Apatrydzi we własnym kraju

W 1982 r. wprowadzono instytucję obywatelstwa Birmy. Za obywateli tego kraju nie uznano ludu Rohingja, który władze birmańskie uważały za ludność bengalską, przebywającą tymczasowo na terytorium Birmy. Bangladesz nie uznaje z kolei tej ludności za swoich obywateli, w efekcie czego stali się oni bezpaństwowcami. Nie uwzględniono ich także na liście 135 mniejszości zamieszkujących Birmę. Na początku lat 90. około 200 tysięcy przedstawicieli tego ludu wyemigrowało.

Rohingjowie znajdują się pod ścisłą kontrolą władz Mjanmy. Do zawarcia małżeństwa potrzebne jest pozwolenie, a w przypadku kobiet – dostarczenie zdjęcia bez chusty na głowie. Pary w miasteczkach Maungdaw i Buthidaung nie mogą mieć więcej niż dwojga dzieci. Pozwolenie potrzebne jest także w celu zmiany miejsca zamieszkania lub odbycia podróży poza obszar stałego pobytu. Istotnym czynnikiem jest również problem biedy. Stan Arakan, który zamieszkują Rohingijczycy, jest najbiedniejszy w całym kraju. Niski jest także poziom miejscowej infrastruktury, a możliwości znalezienia zatrudnienia – znikome.

Ogniem w cywilów

Według państwowych mediów Mjanmy 25 sierpnia ze strony rohingijskich milicjantów należących do Arakańskiej Armii Wybawienia Rohingji (Arakan Rohingya Salvation Army, ARSA) doszło do ataku na funkcjonariuszy pełniących służbę w jednostkach przygranicznych. Odpowiedzią były ataki ze strony państwa. W ciągu trzech tygodni spalono co najmniej 200 wsi, a ponad 420 tys. Rohingijczyków, z których około dwie trzecie stanowią dzieci, musiało uciekać za granicę. 28 września podczas sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka Zeid Ra’ad Al-Hussein oraz amerykańska ambasador przy ONZ Nikki Haley określili te działania mianem czystek etnicznych. Nie podjęto jednak żadnych działań, które mogłyby prowadzić do rozwiązania problemu. Władze Mjanmy natomiast wypierają się jakichkolwiek prześladowań, znajdując przyczynę problemów w działaniach terrorystów. Na reakcję Aung San Suu Kyi trzeba było czekać około trzy tygodnie; w oświadczeniu, które wydała, nie było zaś ani słowa krytyki pod adresem wojsk Mjanmy. „The Lady”, jak nazywana jest w swoim kraju Suu Kyi, zasugerowała, że świat powinien raczej spojrzeć na miejsca w kraju, w których panuje pokój. Powiedziała też, że nie boi się międzynarodowego badania tej sytuacji. Cała wypowiedź spotkała się z falą ogromnej krytyki. Tym bardziej znamienne jest to, że Aung San Suu Kyi, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, była dotąd postrzegana jako jedyna osoba, która może wybawić swój kraj z rąk rządzącej nim de facto armii. Niektórzy uważają jednak, że Aung San Suu Kyi nie mogła obwinić za ostatnie wydarzenia wojskowych, gdyż skończyłoby się to odsunięciem jej od władzy i rządami junty. Już teraz wojsko posiada w kraju olbrzymią władzę. W konstytucji istnieje zapis, na podstawie którego co najmniej 25 proc. miejsc w parlamencie musi być obsadzone przez armię. Co ważniejsze, generałowie mogą zawetować każdą ewentualną zmianę konstytucji. Wojsko kontroluje także kluczowe resorty rządowe. Wydaje się więc, że jakiekolwiek zmiany w ustroju politycznym Mjanmy są bardzo mało prawdopodobne.

The Lady

Kluczową postacią dla rozwiązania obecnej sytuacji Rohindżów jest 72-letnia Aung San Suu Kyi. W 1988 r. założyła Narodową Ligę na Rzecz Demokracji, niedługo potem została jednak aresztowana. Wspierała wówczas swoich stronników politycznych przez demokratyczne przemowy wygłaszane zza krat. W 2010 r., po wyjściu z więzienia Stany Zjednoczone uhonorowały ją Złotym Medalem Kongresu, a Parlament Europejski Nagrodą Sacharowa. Odebrała również przyznaną w 1991 r. Nagrodę Nobla. Zbiegło się to w czasie z nasileniem się kryzysu w Mjanmie. Suu Kyi w następnych latach spotykała się wielokrotnie z Barackiem Obamą, który oferował pomoc dla jej kraju. Ona ograniczała się jednak do powtarzania haseł na temat konieczności obrony praw człowieka i praw mniejszości. Twierdziła, że przeprowadzenie akcji humanitarnej zupełnie osłabiłoby jej pozycję i w efekcie pełnia władzy nad państwem znalazłaby się w rękach wojskowych. W 2016 r. Obama popełnił poważny błąd w ocenie sytuacji i zniósł sankcje nałożone na Mjanmę dwadzieścia lat wcześniej. Jego intencją było zachęcenie kraju do wprowadzania demokratycznych reform, efekt był jednak odwrotny do zamierzonego; sprawujący realną władzę nad krajem wojskowi odczytali to jako legitymizację ich rządów – a zatem jako hasło do czynienia tego, co im się podoba.

Niechciani przybysze

Problem Mjanmy ma zatem dwa oblicza. Z jednej strony jest to konflikt na poziomie administracji, toczący się o kompetencje junty. Z drugiej strony – tragedia Rohingjów, którym najbardziej potrzebna wydaje się właśnie pomoc władzy. Najwięcej spośród ludności stanu Arakan uciekło do pobliskiego Bangladeszu – przede wszystkim do położonego nad Zatoką Bengalską Koks Badźar, gdzie uchodźcy starają się przetrwać w specjalnych obozach. Warunki są tam trudne; brak wody pitnej zwiększa ryzyko wystąpienia cholery. Warto zauważyć, że Bangladesz nie jest sygnatariuszem Konwencji w sprawie Statusu Uchodźców z 1951 r. i w związku z tym nie ma obowiązku przyjmowania Rohingijczyków. Czyni to, władze nie zamierzają jednak przyznawać przybyszom z południa azylu – najchętniej odesłanoby ich z powrotem na drugą stronę granicy. Bengalczycy borykają się zresztą z własnymi problemami – kraj jest jednym z najgęściej zaludnionych i zarazem najbiedniejszych państw świata. Na dodatek wojsko Mjanmy zdążyło już zaminować granicę z Bangladeszem, tak, by Rohingijczycy nie mogli powrócić do poprzednio zamieszkiwanych miejsc.

Wydaje się, że w obecnej sytuacji najbardziej mogłaby pomóc mediacja ze strony społeczności międzynarodowej. Wciąż niejasne pozostają intencje Aung San Suu Kyi, która przyjęła najwyraźniej konformistyczną postawę. Potrzebny będzie dialog z Chinami, które będąc stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, mogłyby hamować ewentualne działania w rejonie Azji Południowo-Wschodniej. W najbliższym czasie do Mjanmy przyjeżdża z pielgrzymką papież Franciszek. Istnieje nadzieja, że jego wizyta zwróci ponownie uwagę świata na problem tego kraju i że tym razem na oświadczeniach się nie skończy.