Widzialna ręka państwa

Wolnościowy pogląd na gospodarkę zakłada efektywność rynków. Pozbawione regulacji mają zapewniać rozwój gospodarczy, czyli wzrost produktu krajowego brutto. Tylko czy to naprawdę działa?

Powstanie tekstu wsparł Fundusz Mediów

W wolnościowym systemie rząd otrzymuje niewiele zadań, których realizacja nie może przynieść zysku prywatnym firmom. Państwo ogranicza się do kontroli nad przestrzeganiem prawa oraz zapewnienia bezpieczeństwa narodowego, oświaty itp. W ramach interwencji państwowych można jednak dokonać znacznie więcej – a często są one po prostu niezbędnym elementem rozwoju prywatnych przedsiębiorstw.

Droga siła robocza

Wdrażanie nowych technologii powinno iść w parze z wypieraniem z rynku nisko wykwalifikowanej siły roboczej. Jednak według danych „The Economist” z 2016 r., na przestrzeni ostatnich 50 lat tempo wzrostu produktywności siły roboczej na świecie spada (mierzy się je jako ilość PKB wytworzonego w trakcie godziny pracy). W Stanach Zjednoczonych spadło z 2,2 do 0,6 proc. W krótkim okresie do wdrażania nowych technologii (które stają się kosztem stałym) potrzebne jest poniesienie dodatkowego wydatku związanego z zatrudnieniem specjalistów. Z kolei niewykwalifikowana siła robocza może łatwo zastępować technologię. Stąd, bez zewnętrznych bodźców, zwiększanie produktywności pracy poprzez unowocześnianie procesu produkcyjnego przedsiębiorstw zależy tylko od pomysłów zarządów.

Z rozwiązaniem tego problemu wyszła Norwegia. Silne związki zawodowe wymuszają tu specyficzne, kolektywne ustalanie płac. Prowadzi to do sytuacji, w której niewykwalifikowana siła robocza nadal może zastępować nowe technologie, ale jednocześnie przestaje być tania. W związku z tym przedsiębiorcom opłaca się inwestować w produktywność pracy. Potencjalny wzrost bezrobocia wyrównywany jest przez rozbudowaną siatkę ubezpieczeń społecznych, z której znane są państwa nordyckie.

Norweską politykę dobrze charakteryzuje to, że na początku 2016 r. w wyniku spadków cen paliw i gazu ziemnego norweskie firmy petrochemiczne były zmuszone do zlikwidowania 30 tys. etatów. W liczącej nieco ponad 5 mln mieszkańców Norwegii to tak, jakby nagle bezrobotni stali się wszyscy mieszkańcy Kielc. Wydarzeniu temu nie towarzyszył jednak kryzys ani niepokoje społeczne. Norweskie interwencje w rynek pracy skutecznie rozwiązują problem bezrobocia związanego z przymusową zmianą miejsca pracy – według danych OECD z 2014 r. tylko 3 proc. ludności w wieku produkcyjnym pozostawała bez pracy.

Brasil sem Miséria

Przykład Norwegii pokazuje, jak państwo opiekuńcze chroni swoich obywateli przed nieprzewidywalną sytuacją na rynku pracy. Programy socjalne mogą też przyjmować formę wspierania rozwoju, szczególnie tych najbardziej dotkniętych biedą i stygmatyzacją. Brazylijski program społeczny Bolsa Familia (PBF) funkcjonuje od ponad 10 lat, a liczba jego beneficjentów jest równa niemal półtorej populacji Polski. To ciekawy przykład nie tylko ze względu na liczbę osób, jaką obejmuje, lecz także na warunkowy charakter transferu. Żeby uzyskać PBF, rodzice muszą dowieść, że ich dzieci są regularnie szczepione i uczęszczają do szkoły. Innowacyjny jest także sposób wypłaty: za pomocą specjalnej karty, z której pieniądze można pobrać w jednej z 14 tysięcy placówek Caixa, państwowego banku Brazylii. Taki proces wyklucza korupcyjne relacje z regionalnymi odpowiednikami ośrodków pomocy społecznej. W innym przypadku o nadużycia nie byłoby trudno – szczególnie że PBF skierowany jest do obywateli żyjących na granicy ubóstwa.

Nierówność na świecie osiąga poziom niemożliwy do utrzymania. Dziś każdy biedak wie, że istnieją realne możliwości, by mógł otrzymać porządną edukację i dostęp do systemu ochrony zdrowia. I przed tą świadomością już nie uciekniemy – mówił Ladislau Dowbor, brazylijski ekonomista polskiego pochodzenia. Doradzał prezydentowi Luizowi Inácio Luli da Silva w trakcie wprowadzania programu, który w 2011 r. obejmował 26 proc. populacji Brazylii. PBF okazał się względnie tani. W 2013 r., według danych Banku Światowego, kosztował ok. 0,6 proc. krajowego PKB. To obciążenie budżetu porównywalne z programem 500+, który w 2016 r. stanowił ok. 0,9 proc. polskiego produktu krajowego brutto. W ciągu pierwszych lat funkcjonowania Bolsa Familia stopa ubóstwa w kraju zmniejszyła się niemal o połowę (z 42,7 do 28,8 proc. wg „The Guardian”) – w tym z 9,7 do 4,3 proc. zmniejszyła się stopa ubóstwa skrajnego, tj. liczby gospodarstw domowych żyjących za mniej niż 1,90 dolara amerykańskiego dziennie. Przemyślana i śmiała polityka społeczna pozwoliła stosunkowo niewielkim kosztem włączyć do życia w społeczeństwie miliony obywateli, którzy takiej możliwości byli dotychczas pozbawieni.

Badania i rozwój

Widoczna jest zatem rola instytucji państwowych zarówno na etapie kształtowania zachowań na rynku pracy, jak i ograniczania ryzyka socjalnego – a w drastycznych przypadkach wyciągania z ubóstwa i poprawiania warunków bytowych. Wydatków z budżetu nie trzeba jednak ograniczać tylko do tych kwestii. Popularnym argumentem za ich obcinaniem jest zwiększenie konkurencyjności gospodarki krajowej – w tym atrakcyjności dla inwestorów zagranicznych. Jednak tym, co najczęściej przyciąga firmy do inwestowania, nie jest wcale niskie opodatkowanie, a potencjał rozwoju realizowany między innymi w postaci prac badawczych i rozwojowych (R&D). Kiedy Pfizer, jeden z największych koncernów farmaceutycznych, zrezygnował ze swojego ośrodka R&D w Kent (Wielka Brytania) na rzecz Bostonu, nie zrobił tego ze względów podatkowych – w Stanach Zjednoczonych podatki są wyższe. Za to amerykański National Institute of Health (Narodowy Instytut Zdrowia) wydaje rocznie około 3,9 mld dolarów na prace badawczo-rozwojowe, w wyniku których rozwijane są nowe rodzaje leków.

Co istotne – na płaszczyźnie R&D odbywa się bardzo charakterystyczny proces upaństwowienia kosztów i prywatyzacji zysków. Pozostając przy przykładzie Stanów Zjednoczonych, według danych FDA (Food and Drug Administration) między 1993 a 2004 r. 75 proc. nowych substancji czynnych odkrytych w ramach tzw. badań podstawowych powstało dzięki badaczom korzystającym z pieniędzy państwowych. Koncerny farmaceutyczne otrzymują zatem od państwa szereg nowych produktów, z których czerpią długofalowe zyski. Jednocześnie nie chcą wspierać finansowo rozwoju państwowych badań. Przedstawiciele tych firm wolą opowiadać w mediach o tym, jak regulacje ograniczają potencjał rozwoju rynku farmaceutycznego.

Jak nie sfinansowano Internetu

Ograniczanie interwencji do prowadzenia badań rozwojowych wciąż nie ukazuje pełnego potencjału państwa w zakresie podejmowania ryzyka. Ciekawym przypadkiem jest historia innowacji, która na każdym etapie swojego rozwoju była w całości finansowana przez amerykańskie agencje rządowe. Mowa o projekcie amerykańskiej Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych (ARPA) – a mianowicie ARPANET, bezpośrednim poprzedniku Internetu. Projekt hojnie finansowany przez ARPA rozwijał się na Uniwersytetach Stanforda, Kalifornijskim oraz UTAH. Rozrastał się na kolejne uczelnie, ale mimo względnie dobrej sytuacji gospodarczej w Stanach (1972–1979) żaden inwestor nie zainteresował się nowym wynalazkiem. Co ciekawe, na siedem lat przed rozpoczęciem prac nad ARPANET inżynier z think tanku powiązanego z ARPA zaproponował AT&T, jednemu z największych przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, rozwiązanie podobne do początkowego etapu ARPANET-u. Chciał rozwiązać problem newralgicznych punktów w sieci komunikacyjnej – w przypadku ich uszkodzenia niemożliwy był kontakt z odbiorcą. Rozwiązanie miało polegać na stworzeniu zdecentralizowanej sieci, w której pakiety danych byłyby wysyłane za pośrednictwem innych członków systemu. Reakcja inżynierów AT&T była odmowna – inżynier został uznany za szaleńca bez podstawowej wiedzy o telekomunikacji. Zatem agencja rządu amerykańskiego zmuszona była rozwinąć Internet samodzielnie, gdyż sektor prywatny nie uznał go za przynoszący potencjalne korzyści.

Nowa Ekonomia Morawieckiego

Rozważania nad zwiększaniem roli państwa w zakresie polityki gospodarczej są szczególnie aktualne w odniesieniu do proponowanej przez Radę Ministrów Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Projekt, a raczej zarys planu gospodarczego, jest silnie inspirowany Nową Ekonomią Strukturalną (NES). To nurt ekonomiczny stworzony przez Justina Yifu Lina, który w latach 2008–2012 był głównym ekonomistą Banku Światowego. Główna teza teorii Lina zakłada, że państwa powinny wspierać rozwój branż, w których mogą zyskać przewagę komparatywną na rynku światowym. Według obecnego rządu przyszłościowymi branżami mają być m.in. stocznie, pojazdy elektryczne czy pociągi. NES nie jest jednak tożsame z centralnym planowaniem. Co prawda zadaniem państwa jest zidentyfikowanie potencjalnych branż, w których jest konkurencyjne w gospodarce światowej. Wspieranie ich rozwoju ma jednak przybrać postać odmienną od prostych dotacji i ulg podatkowych. Wsparcie powinno przyjmować formę rekomendacji – poprzez łaskawszą legislację i ściąganie zagranicznych inwestorów państwo ma sugerować, że rozwój przedsiębiorstwa o konkretnym profilu będzie mile widziany. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wskazuje w szczególności, że aby zwiększać poziom rozwoju, polska gospodarka potrzebuje inteligentnej industrializacji (wzrostu potencjału technologicznego oraz produktywności), dalszej poprawy infrastruktury (transport i technologie informacyjne), bliższej współpracy nauki i biznesu, a w efekcie wyższej wartości dodanej produkcji oraz większej liczby polskich liderów technologicznych i globalnych marek, które odnoszą sukcesy na rynkach światowych – piszą specjaliści z Polskiego Funduszu Rozwoju.

Polska plus

Powrót do stawiania polityce gospodarczej pewnych celów jest ciekawą odmianą od czasów, gdy brak pomysłu na polską gospodarkę był planem samym w sobie. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju stanowi jednak tylko część działań obecnego rządu. Nadzieje budzi projekt Mieszkanie Plus. O ile wpływ 500+ na wzrost demograficzny jest kwestionowany, o tyle projekt taniego najmu instytucjonalnego mógłby wpłynąć pozytywnie na strukturę własnościową lokali w Polsce. Obecnie, wg danych GUS z 2014 r., ponad 80 proc. Polaków zamieszkuje w lokalu, którego jest właścicielem (do tej liczby wliczani są właściciele kredytów hipotecznych). Dane mogą nie odzwierciedlać faktycznej sytuacji na rynku nieruchomości, ponieważ nie każdy wynajem lokalu jest rejestrowany notarialnie. Wciąż oznacza to, że wg GUS około 15 proc. populacji Polski odznacza się mobilnością zawodową – czyli gotowością zmiany miejsca zamieszkania celem podjęcia lepiej płatnej pracy.

Kwestia efektywności interwencji państwowych jest w dużym stopniu kwestią gotowości społeczeństw do samodzielnego tworzenia warunków gospodarczo-prawnych. Istotna jest zarówno zdolność do tworzenia śmiałych wizji rozwoju biznesów, jak i podnoszenia poziomu życia. Zamiast ryby lepiej dać wędkę. Jednak zanim nauczymy kogoś łowić, warto go czasem nakarmić.

 

No votes yet.
Please wait...