I’m still standing

Pojęcie employer branding, stało się obecnie bardzo modne, przez to wręcz nadużywane. Firmy nieustannie zabiegają o zainteresowanie studentów Szkoły Głównej Handlowej – czy to poprzez imponujący stand, czy przez rozwijanie programów ambasadorskich.

fot. Zuzanna Jacewicz

Jak zdobyć pierwsze doświadczenie w kontaktach z biznesem bez spędzania czasu w biurze, co koliduje z codziennymi, uczelnianymi obowiązkami? Odpowiedzią na to pytanie jest przyjęcie posady ambasadora marki – osoby, która odgrywa rolę przedstawiciela firmy w środowisku akademickim. Do jego głównych obowiązków należy promocja i dbanie o dobry wizerunek „korpo”, które postrzega studentów SGH jako możliwych przyszłych pracowników.

Łącznik między dwoma światami

W dynamicznym środowisku studenckim istnieje zapotrzebowanie na osobę, która będzie informowała o akcjach rekrutacyjnych i innych działaniach firmy. To właśnie ambasador to robi poprzez udział w targach pracy czy stanie na standach w dniach, kiedy firma rezerwuje dla siebie sektor Auli Spadochronowej. Do tego dochodzi także działalność online – zamieszczanie ogłoszeń na grupach o programach stażowych czy warsztatach prowadzonych przez firmę. Do moich obowiązków należy też kontakt z biurem karier na uczelni. Wkrótce będę też odpowiedzialna za organizację i promocję Akademii Wiedzy Praktycznej, czyli szkoleń prowadzonych przez firmę w SGH – uzupełnia ambasadorka MARS-a, Patrycja.

W przypadku Jeronimo Martins, które dopiero od tego roku akademickiego uruchomiło swój pierwszy program ambasadorski, dochodzi jeszcze pomysł organizacji imprez na kampusie uczelni. Przedsiębiorstwo będące właścicielem Biedronki postanowiło organizować regularnie grille (prawdopodobnie w akademiku SGH, „Sabinkach”), gdzie będzie dostarczało swoje produkty. Od zaangażowania ambasadora zależy sukces przedsięwzięcia, gdyż pomoże on firmie we wszelkich kwestiach organizacyjnych, począwszy od logistyki, na promocji wydarzenia skończywszy.

Nierzadko takiemu studentowi-ambasadorowi powierza się także zadanie budowania świadomości marki poza murami uczelni – na wyjeździe integracyjnym Samorządu SGH ambasador Deloitte przedstawił krótką prezentację firmy, podobnie dzieje się na konferencjach AIESEC-u.

Program ambasadorski umożliwia mi zbliżenie firmy oraz środowiska akademickiego poprzez własne inicjatywy. Dzięki temu studenci będą mogli świadomie podjąć decyzję dotyczącą ścieżki ich kariery czy udziału w programie menadżerskim. Poza tym dzięki ciekawym ludziom w Jeronimo Martins ambasadorstwo to świetna przygoda i dodatkowy wpis w CV – tak swoje doświadczenie podsumowuje Wiktor świeżo po kwalifikacji do programu.

Cztery etapy rekrutacji

Aby zostać ambasadorem marki, nie wystarczy się po prostu zgłosić. Czasami rekrutacja jest wieloetapowa – składają się na nią weryfikacja CV, rozmowa telefoniczna bądź interview w firmie czy wypełnienie testu sprawdzającego znajomość angielskiego.

W przypadku wielu firm takie programy cieszą się dużym zainteresowaniem, co pociąga za sobą sporą konkurencję. Nie bez powodu. Oprócz szansy na zdobycie doświadczenia ambasadorstwo pozwala na skrócenie ścieżki rekrutacji do firmy. Do tego dochodzą rożnego rodzaju benefity. KPMG wypłaca stypendium w cyklu miesięcznym przez cały okres trwania programu, a do tego oferuje studentowi iPada jako jego narzędzie pracy. Zgodnie z ofertą na stronie najbardziej aktywni ambasadorzy mogą liczyć na voucher na zagraniczne wakacje, na które pojadą wraz z osobą towarzysząca po zakończeniu programu. Dodajmy do tego szansę na udział w licznych konferencjach i szkoleniach w firmie, a otrzymamy idealny sposób na urozmaicenie sobie studenckiego życia. Przy okazji ambasador ma szansę na podwyższenie własnej konkurencyjności na rynku pracy.

Wiele firm inwestuje w swoich ambasadorów, pragnąc, by byli oni dobrze przygotowani do pełnienia swoich przyszłych obowiązków. W tym celu organizuje intensywne szkolenia, na których spotykają się ambasadorzy z całej Polski, by razem uczestniczyć w warsztatach. Spotkanie przedstawicieli MARS-a było dwudniowe i mieliśmy na nim okazję poznać firmę od środka. Dowiedzieliśmy się wszystkiego o programach oferowanych przez MARS i też wspólnie ustaliliśmy zakres naszych obowiązków. Drugiego dnia przyszli do nas byli ambasadorzy, żeby podzielić się z nami wrażeniami z poprzedniego roku – wspomina Patrycja.

Odpowiedni target

Nie sposób nie zauważyć, że niektóre firmy preferują osoby z konkretnych organizacji. Można zarzucać rekruterom dyskryminację, ale takie postępowanie ma przecież swoje uzasadnienie. Korporacje konsultingowe szukają ludzi zainteresowanych karierą w branży, w związku z tym wolą zaangażować osobę, która należy np. do SKN Konsultingu i może dotrzeć do grona zainteresowanych z tej organizacji. Chodzi po prostu o kandydatów, którzy mogą przekazywać wiadomości o rekrutacjach i wydarzeniach jak największej grupie studentów w targecie. Jeśli są nim studenci danej organizacji, to raczej jasne, że firmy wezmą ambasadora z tego środowiska – podsumowuje Marta, studentka SGH. Jedna reguła jest oczywista – im większa i bardziej znana organizacja, tym większe szanse, że znajdzie się ona w kręgu zainteresowania firmy z uwagi na swoją rozpoznawalność przekładającą się na odpowiednio duże zasięgi.

Studenci często zwracają także uwagę na swoiste dynastie ambasadorów w obrębie jednego koła czy organizacji. To nawet niekoniecznie kwestia tego, że dana organizacja się sprawdza i jej członkowie cieszą się zaufaniem firmy. Po prostu jeśli ktoś z CEMS-u ma polecić kogoś na swoje miejsce, to z dużym prawdopodobieństwem będzie to osoba z tej samej organizacji – mówi Ania, studentka SGH.

Wpis do CV, nowe doświadczenia, pierwszy kontakt z korporacją – te czynniki zachęcają do aplikacji do programów. Jednak nie należy zapominać, że nie jest to praca dla każdego, gdyż ambasadorstwo wymaga bycia osobą publiczną, która dobrze czuje się w szerszym gronie. Łatwo przecenić swoje możliwości, a wtedy całe dnie przy standzie i rozdawanie długopisów przestaną jawić się jako cudowna alternatywa dla wykładów.