Obowiązkowa (nie)przyjemność

Kanon lektur szkolnych zawsze wywołuje wiele emocji, nie tylko wśród uczniów, lecz także wśród ich rodziców czy nauczycieli. A czytanie w szkole wpływa przecież na wybory literackie, wyrabia stosunek do książek.

graf. flickr.com

Od pewnego czasu wiele osób podejmuje temat kanonu lektur szkolnych, choć tylko nieliczni sięgnęli do dokumentu zawierającego podstawę programową. Warto zatem sprawdzić, co na ten temat sądzą eksperci.

Być albo nie być?

Czy kanon jest w ogóle potrzebny? – to prawdopodobnie pierwsze pytanie, które nasuwa się przy okazji poruszania tej kwestii. W polskiej tradycji nauczania języka ojczystego, która trwa od ponad stu lat, kanon – choć ulegał zmianom – był od początku. Także dziś wielu czołowych metodyków – między innymi Anna Janus-Sitarz czy Ewa Nowak – uważa, że jest on polskiej szkole niezbędny. Podkreślają oni jednak, że nie stanowi „listy arcydzieł”, a punkt odniesienia. Poznanie klasyki ma pomóc uczniom w dokonywaniu własnych wyborów, nie tylko tych literackich, lecz także życiowych. Książki potrafią bowiem zainteresować różnymi dziedzinami, w pewien sposób warunkują wybór zawodu czy choćby pasji w późniejszym dorosłym życiu. Nikt, kto nie lubił czytać w liceum, nie wybierze studiów polonistycznych. Trudno też szukać na historii osób, które powieści historyczne traktowały jako karę. Stanisław Bortnowski przekonuje, że klasyka ma także za zadanie uwrażliwić młodych ludzi, aby umieli odróżnić literaturę wysokoartystyczną od tej popularnej.

Nie da się zaprzeczyć, że literatura polska stanowi o naszej świadomości narodowej, jest elementem kultury, którą warto pielęgnować. Nawet jeśli nie zgadzamy się z tą opinią, to jednak jest ona w Polsce dominująca, dlatego też mało prawdopodobne, aby w najbliższych latach kanon został zlikwidowany.

Spis nieznany

Nie ma się jednak co oszukiwać – mimo że kanon istnieje, nie każdy go zna. Wręcz przeciwnie, statystyki są zatrważające. Wielu uczniów praktycznie nie czyta lektur, zdaje się w stu procentach na opracowania zamieszczone w sieci. Poloniści wydają się wobec tego bezradni. Z czego to wynika?

Jednym z powodów jest kształt obecnych egzaminów – zarówno gimnazjalnego, jak i maturalnego. Istnieje przekonanie, że i bez czytania – nawet obowiązkowych tekstów – zda się egzamin pisemny na minimum 30 proc. Sprawdziany te rzeczywiście nie weryfikują znajomości lektur. Aby napisać pracę na poziomie podstawowym, wystarczy znać ogólny zarys fabuły, czyli można jedynie przeczytać streszczenie w pigułce. Na tegorocznej maturze oba tematy dotyczyły tekstów spoza listy lektur, zatem znajomość Lalki czy Wesela okazała się zbędna.

Z takiego stanu rzeczy zdają sobie sprawę zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Ci pierwsi nie sięgają więc po teksty, a ci drudzy zdawkowo omawiają lektury, wiedzą bowiem, że i bez tego ich wychowankowie otrzymają minimalną liczbę punktów.

Praca u podstaw

Po kanonie musi prowadzić przewodnik – pisze metodyk Anna Pilch. Ale żeby być przewodnikiem po jakimś obszarze, trzeba go dobrze znać i rozumieć. I tu pojawia się problem – studia polonistyczne dawno przestały być kierunkiem dla pasjonatów, co negatywnie wpływa na poziom nauczania na tym kierunku. Podobnie jak maturzysta, student może zdać egzamin bez realnej znajomości lektur. Na specjalizacji nauczycielskiej brakuje czasu, by odpowiednio pokazać przyszłemu nauczycielowi, jak pracować w klasie z młodym człowiekiem. Przedmioty psychologiczne i pedagogiczne wyposażają studenta w zdawkową wiedzę, ta natomiast nie wystarcza, by sprawnie i ciekawie poprowadzić zajęcia. Pamiętać też należy, że nie każdy polonista ma predyspozycje do tego, by być pedagogiem. Niektórzy z kolei obierają tę ścieżkę zawodową z braku pomysłu na inną przyszłość. Praca w szkole jest dla nich planem B, a że w życiu plan A rzadko się udaje – mamy takich nauczycieli, jakich mamy, choć oczywiście znajdą się i tacy, którzy uczą z pasją. Ten problem dotyczy nie tylko polonistów, lecz także całej kadry. Młodzi ludzie idą na studia, żeby uzyskać dyplom, a nie – wiedzę. Studia pedagogiczne są realizowane w większości szkół wyższych, czasem do pracy na konkretnym stanowisku wystarcza ukończenie studiów podyplomowych, które trwają rok, czasem półtora. Zostanie nauczycielem nie jest w dzisiejszych czasach ani niczym trudnym, ani prestiżowym.

Cel nad celami

Stan szkolnictwa wyższego niepokoi, tym bardziej jeśli uświadomimy sobie, jakie wyzwania stoją przed osobami pracującymi w szkole. Mianowicie – według wspomnianej już wcześniej Anny Janus-Sitarz – głównym celem czytania tekstów w szkole powinno być rozbudzenie w uczniu fascynacji literaturą, potrzeby obcowania z nią. O tym zdają się nie pamiętać zarówno nauczyciele, jak i osoby pracujące nad podstawą programową.

Na wielu lekcjach teksty są omawiane ciągle w ten sam sposób, poloniści zadają co roku identyczne tematy wypracowań, których setki wersji można znaleźć w internecie. Niektórzy nauczyciele mówią o danym tekście nie z pasją i zaangażowaniem, a z monotonią i nudą w głosie. Jak uczeń może się ekscytować literaturą, skoro nigdy tej ekscytacji u nikogo nie zobaczył? Co więcej – jeśli młody człowiek odczytał dzieło na swój indywidualny sposób, a interpretacja nie jest zgodna z ogólnie przyjętym odbiorem i kluczem odpowiedzi, polonista uznaje niejednokrotnie jego odpowiedź za błędną. Uczniowie postrzegają lekcje literatury jako coś wyreżyserowanego – nawet jeśli odbywa się dyskusja, to na koniec zazwyczaj i tak zapisuje się notatkę podyktowaną przez nauczyciela, nie zawsze związaną z tym, o czym była mowa na lekcji. Przeprowadzenie ekscytujących zajęć nie jest łatwe, tym bardziej że nastawienie uczniów potrafi zniechęcić. Jest jednak całkiem pokaźna grupa polonistów, którzy wymieniają się kreatywnymi pomysłami, podchodzą do każdej lekcji z zaangażowaniem i pasją. Pozostaje mieć nadzieję, że ich liczba będzie się zwiększać.

Nauczycielom trudnego i tak zadania nie ułatwia Ministerstwo. Wystarczy chociażby spojrzeć na nową podstawę do klas IV–VIII. Zamieszczone tam lektury mają jedną wspólną cechę: są przestarzałe, na co zwrócił uwagę między innymi badacz literatury dziecięcej profesor Grzegorz Leszczyński. Najbardziej dziwi to, że nawet w sugerowanych lekturach dodatkowych nie zamieszczono tekstów współczesnych, lubianych i czytanych przez młodzież. Co prawda ostateczny wybór należy do nauczyciela, jednakże sugestie znajdujące się w podstawie w żaden sposób nie zachęcają do sięgnięcia po nowości.

Sytuacja czytelnictwa w Polsce niewątpliwie wiąże się z brakiem zaangażowania młodych ludzi. Szkoła powinna zaszczepić im nawyk sięgania po książkę, ale celu tego nie zrealizuje dopóty, dopóki nie przeprowadzimy konkretnych zmian, nie tylko na liście lektur, lecz także w wykształceniu i dobieraniu nauczycieli czy w konstruowaniu egzaminów. Miejmy nadzieję, że kiedyś sytuacja się poprawi – i to nie dlatego, że zlikwidujemy obowiązek czytania w szkole, ale dlatego, że obowiązek ten zmieni się w przyjemność.

No votes yet.
Please wait...