Białoszewski nieznany

 

fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Osiem lat wypełnionych codziennymi sprawami – tyle udało się zawrzeć w spektaklu Tajny dziennik wystawianym na deskach Teatru Dramatycznego. Wojciech Urbański prezentuje w nim najbardziej intymne przemyślenia Mirona Białoszewskiego.

Na tę premierę widzowie musieli długo czekać, gdyż autor dziennika zastrzegł, że jego wspomnienia mogą zostać opublikowane dopiero w 2010 r. Ostatecznie zapiski ujrzały światło dzienne 2 lata później, a w tym roku trafiły także do teatru. Mimo pokusy przeniesienia na scenę jak największej liczby wspomnień ostatecznie spektakl jest stosunkowo krótki i skupia się przede wszystkim na trzech tematach: śmierci bliskich Białoszewskiego, powstaniu warszawskim i homoseksualizmie pisarza.

Każda z tych części jest na swój sposób poruszająca. Opowieści o rodzinie pozwalają poznać relacje Białoszewskiego z otoczeniem (Dla nikogo nie jestem osobą pierwszą. Jestem drugą A albo trzecią plus dla zbyt wielu), ale przede wszystkim zobaczyć, jak mężczyzna przeżywał śmierć bliskich mu osób. Połączenie wątków współczesnych autorowi z retrospekcją umożliwia z kolei spojrzenie oczami Białoszewskiego na powstanie warszawskie, które mimo upływu czasu nie jest dla niego zamkniętym rozdziałem (to, że przeżyłem powstanie, nie znaczy, że nie mogę w nim zginąć). Duże wrażenie mogą wywołać także szczegóły dotyczące życia erotycznego pisarza – choć tu przyczyna emocji jest zupełnie inna. W spektaklu nie pominięto ani wątku miłosnych przygód kilkunastoletniego chłopca, ani budzących niesmak opisów orgii (buty zaczęły mi się ślizgać wiadomo po czym). Ta bezpośredniość może zaskakiwać nawet dzisiaj, a co dopiero 40 lat temu, kiedy powstawał Tajny dziennik.

Ten spektakl to przede wszystkim artystyczna uczta dla uszu, w mniejszym stopniu – dla oczu. Można przypuszczać, że reżyser chciał, by główną rolę odgrywały właśnie słowa. Sferę wizualną w pewnym stopniu uatrakcyjnia ekran, który uzupełnia scenografię składającą się z przedmiotów należących do Białoszewskiego. Także ruch sceniczny został ograniczony, co sprawia, że widzowie mogą lepiej skupić się na wypowiadanym przez aktorów tekście. Podobny zabieg zastosowano w przypadku interakcji między aktorami. Czterej mężczyźni równolegle wcielają się w Białoszewskiego, ale nie podejmują dialogu, każdy z nich samotnie odtwarza powierzone mu kwestie (niestety nie bez zająknięć i pomyłek). To nietypowe rozwiązanie sceniczne odzwierciedla w pewnym stopniu proces powstawania Tajnego dziennika: pisarz siadał w samotności, wyposażony w notatnik lub dyktafon, by ponownie przypominać sobie zasłyszane dialogi. Teraz, dzięki adaptacji Urbańskiego, widzowie warszawskiej sceny mogą stać się obserwatorami tych samych zdarzeń.

Ocena: 3,5/5
Tajny dziennik
reż. Wojciech Urbański
Teatr Dramatyczny