Falenica to stolica

Wawer – niby miasto, niby wieś… Spotkamy tu więcej drzew niż ludzi, zaznamy spokoju po gonitwie za codziennymi sprawami, nabierzemy sił na kolejne wojny z dziekanatem, światem i szatanem. Jedną z najbardziej urzekających scenerii, gdzie ponownie można osiągnąć stan zen, jest Falenica – część Wawra na obrzeżach miasta.

Tekst: Natalia Sawala

Odmienny, magiczny charakter Falenicy zauważono już w okolicach międzywojnia. Wraz z wybudowaniem kolei nadwiślańskiej – najdłuższego ówczesnego połączenia zachodniej Rosji ze stolicą i Bałtykiem – warszawiacy odkryli to miejsce i zaczęli je traktować jako wakacyjną oazę, w której spędzali wolne chwile.

W cichych, niezgłębionych buszach sosnowych lasów rosnących na złotym piasku mieszkańcy stolicy odnajdywali liczne urokliwe jeziorka, a bliskość rzeki obfitej w ryby stanowiła raj dla każdego amatora wędkarstwa czy miłośnika sportów wodnych. Letnisko falenickie było rokrocznie odwiedzane nie tylko przez bogatych mieszczan, lecz także artystów oraz polityków pokroju Ignacego Mościckiego. Niestety wraz z nadejściem wojny, a niedługo później z zajęciem terenu przez wojsko niemieckie, miejscowość ze spokojnego letniska została przemieniona w getto dla ludności żydowskiej stanowiącej ponad 2/3 ówczesnej populacji Falenicy.

Stacja Pomarańczarka

fot. commons.wikimedia.org/CC

Getto zostało utworzone na terenie Falenicy 31 października 1940 r. Jego historia jest podobna do dziejów getta warszawskiego – w obu przypadkach wszystko rozpoczęło się wraz z przesiedleniem ludności polskiej, na której miejsce wtłoczono Żydów z okolicznych wiosek. Warunki sanitarne były tu nieludzkie – mieszkańcy tłoczyli się w małych klitkach, brakowało podstawowych produktów, a towarzyszyły im jedynie głód i choroby. Na porządku dziennym były także morderstwa, dokonywane dla rozrywki przez SS-manów stacjonujących w Falenicy.

Sytuacja pogarszała się z miesiąca na miesiąc. 16 lipca 1942 r. Niemcy zażądali 100 tys. złotych okupu, grożąc przesiedleniem w przypadku odmowy zapłaty. Początkowo pieniądze były zbierane, lecz kiedy faleniccy Żydzi zauważyli załadowane ludźmi pociągi jadące z otwockiego getta, zrozumieli bezcelowość swoich działań. Do likwidacji tego ośrodka doszło rankiem 20 sierpnia 1942 r., gdy mieszkańców spędzono na plac pomiędzy stacją a synagogą (notabene istniejącą do dziś), by stłoczyć ich w pociągach i wysłać na pewną śmierć do obozu w Treblince. Jednym z ostatnich wspomnień, jakie odnaleziono na terenie getta, są podkreślające tragizm i beznadzieję sytuacji Żydów słowa: Myśli są wolne od cła… Jedynie one mają prawo getto opuścić.

Falenica do dziś pamięta o swojej historii. Na 70. rocznicę likwidacji getta na ścianie dawnego budynku dworca powstał mural Stacja Pomarańczarka autorstwa Anny Moniki Koźbiel i Adama Walasa, nawiązujący do historii zarówno Żydów, jak i samego letniska. Mural jest współczesną wersją obrazu Aleksandra Gierymskiego Żydówka z Pomarańczami. Odnajdziemy w nim nawiązania do handlowej historii Falenicy (w czasach przedwojennych istniał tu tętniący życiem bazar), a także obraz zmian, jakie zaszły w tym miejscu przez lata.

Drewniane cacka

Inną pozostałością czasów świetności letniska są świdermajery – drewniane domki z bogato zdobionymi pawilonami, o których Bolesław Prus pisał: Są to cacka, jakich Warszawa jeszcze nie widziała w takiej ilości i rozmaitości. Każdy z nich bawi oko piękną formą, sztukaterią, rzeźbieniami, tapicerskimi ozdobami albo żywą barwą. Kiedyś były ich tysiące – stanowiły w końcu (obok bazarku i pięknej przyrody) podstawowy walor letniska i to w nich zatrzymywali się wakacyjni goście. Aktualnie niestety, w związku z długotrwałym brakiem zainteresowania, a co za tym idzie – brakiem konserwacji budynków, bardzo trudno odnaleźć po nich ślad. Dzieło zniszczenia zaczęło dokonywać się już w czasach powojennych, gdy z nadmiaru drewna, z którego budowane były zdobienia, pozyskiwano surowiec na opał. Pojedyncze sztuki, które ominął przykry los spłonięcia bądź zawalenia, pozostały przy ul. Zapomnianej i Brzostowskiej lub w pobliskim Otwocku.

Z peronu do kina

Jednym z ciekawszych miejsc na mapie kulturalnej Warszawy jest Kinokawiarnia Stacja Falenica. Istnieje już blisko osiem lat i w dalszym ciągu realizuje tę samą misję – uczy, bawiąc. Jak mówi właścicielka tego miejsca, Ewa Jaskólska: Otwierając nasze kino, wiedzieliśmy, że sami nie lubimy multipleksów, w których jest głośno, czuć zapach popcornu, leci dużo reklam. Nasze miejsce tworzyliśmy więc w opozycji do nich. W rezultacie zamiast komercyjnych produkcji odnajdziemy tutaj ambitny repertuar, a także spotkania z artystami, koncerty czy wykłady. Tradycyjne krzesła zastąpiono wysokimi, wygodnymi fotelami usytuowanymi przy stolikach, do których przez cały czas trwania seansu można zamówić naleśniki czy domowej roboty ciasta. Co więcej, w Stacji można wyjść z własną propozycją filmów. W lokalu odnajdziemy także strefę kawiarnianą, gdzie przy kawie wsłuchamy się w cichy stukot przejeżdżających za oknami pociągów. Wszystko to w towarzystwie klasyków literatury, a także innych pozycji, umożliwiających m.in. lepsze poznanie historii Warszawy. Próżno szukać drugiego takiego miejsca w stolicy.

Wawer, pomimo swojego wiejskiego charakteru, ma wiele do zaoferowania. To idealne miejsce na wycieczki rowerowe, długie spacery po pagórkowatych lasach, a także zwyczajne spotkanie z kulturą. Jeśli szukacie nowych miejsc, w których można odetchnąć od miejskiego zgiełku, odwiedźcie Falenicę. A długa podróż niech jedynie wyostrzy apetyt.