Zmory Warszawy

Witamy pierwszorocznych studentów! Niestety, na początek mamy dla was porządną dawkę rozczarowania – życie w stolicy wcale nie jest tak kolorowe, jak myślicie. Niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku. Przedstawiamy wam największe pułapki warszawskiego życia.

Imigranci

fot. commons.wikimedia.org/CC

Wielki Brat
Ocena: 5/5

Plują na naszą polską kulturę, żenią się z naszymi kobietami, wprowadzają obce słowa do naszego języka! Przychodzą niespodziewanie pod osłoną globalizacji w postaci kebabów, falafeli, sushi i Bóg wie czego jeszcze. Zgodnie ze starym polskim przysłowiem Polska dla Polaków, ziemia dla ziemniaków! wnoszę o zatrzymanie reżimu Brukseli oraz przywrócenie na rynek tradycyjnych polskich potraw: schabowego z ziemniakami i surówką zawiniętego w placek, schabowego z ryżem owiniętego polskimi algami itd. No ale indyka masło-czosnek zostawcie!

Judy
Ocena: 5/5

W autobusie wzrok mój przykuwa on. Twarz piękna jak oliwa i pot z niej spływa. Naprzeciw niego nieufnie łypie pani Grażynka. Od tego łypania boli ją głowa, więc chowa ją w torbę jak speszony kangur. Chce wyjść; torba jest jednak ciężka, bo i głowa w niej schowana tęga, a Grażynka już nie ta. I nagle – uczucie ulgi, wywołane przez pomocne ramię. Wysiadłszy, wyciąga głowę i oczom jej ukazuje się nie kto inny jak oliwkowy jegomość właśnie, szczerzący uprzejmie swe białe zęby.

Zdążę, Klakson, Bziii.
Ocena: 0/5

Mainstreamowe media milczą (sic), gdy Przyjezdni gwałcą, Obcy palą, a Uchodźcy rabują! – niekoniecznie w tej kolejności! Całe szczęście nasze orlęta bronią niepodległości przed zalewem tego tałatajstwa! Sam kupiłem sobie biało-czerwoną pelerynę! – nieprzemakalna! Zachodni front walczy od 16 lat, teraz nastał czas na atak od pleców! – razem, młodzi przyjaciele! – na piątą kolumnę! Widzieliście, jak nasi szturmowali tamten kebab?! Ale tłukli! Chwila, widzę jednego! – rzekł Marcin, gdy kawałki lustra tłukły się o wieko słoika.

Życie nocne

fot. pixabay.com/CC

Wielki Brat
Ocena: 1/5

Miały być grube imprezy z celebrytami na czerwonym dywanie, a tu zamiast śmietanki towarzyskiej grupka zataczających się meneli, a zamiast Maryli Rodowicz pani z różową parasolką. Po godzinnym wałęsaniu się po Nowym Świecie wreszcie znajdujesz ze znajomymi bar, na który was stać. W pewnym momencie imprezy czujesz, że cały następny dzień będziesz żałować tej nocy, ale to nic – na razie odsuń te myśli na bok, dopij piąte piwo i nie przejmuj się głosem w twojej głowie, bezskutecznie szukającym odpowiedzi na pytanie: dlaczego znowu to sobie robisz?!.

Judy
Ocena: 2/5

Warszawa nie Londyn, a Pawilony nie Soho. Mógłbym iść nad Wisłę, wszak ciepło, albo w jakieś cywilizowane miejsce, ale nie po to mieszkam w Warszawie, by żyć jak człowiek cywilizowany. A jednak Pawilony. Wchodzę do pierwszej z brzegu budy, rozglądam się, a tam on, Oliwek, za kontuarem stoi i shishę rozpala. Robi się duszno i nietrzeźwo. Patrzę po budach; trzech Hiszpanów słania się pod drzewem, Anglicy jeszcze twardo stoją. Byłem tu, byłem tam – podsumowuję, niezamierzenie cytując wieszcza.

Zdążę, Klakson, Bziii.
Ocena: 4,5/5

No hej, jestem Marcin, znak zodiaku rak i mam 21 lat. Lubię dyskoteki, kobiety i ogólnie takie, takie… ale to nauka kręci mnie najbardziej. Poza tym uwielbiam podróże, crossfit i indyjską kuchnię. A w ogóle to widziałaś tamten program kulinarny? Ale jedli! Nic nie mów, ja stawiam – nie po to rozsyłałem te 3648 CV. No przecież Uchodźcy by w korpo nie zatrudnili, c’nie? Tak, tak, jestem już Junior Pro Spec, więc drzwi każdej stoją dla mnie otworem. Wanna get some big… data?

Korpo

fot. pixabay.com/CC

Wielki Brat
Ocena: 2,5/5

Na zewnątrz 30 stopni w cieniu, ale to nieważne – garniak musi być. W jednej ręce sojowe latte, w drugiej najnowszy iPhone i już możemy czelendżować świat pełen assessmentów, mitingów oraz targetów, doprawiony szczyptą niespełnionych ambicji i wypalenia zawodowego. Jeśli ktoś zastanawia się, jak wygląda życie po śmierci, odpowiedź jest prosta – nieba nie ma, jest tylko piekło i jest nim właśnie Mordor na Domaniewskiej. Niestety, korpoludzie (…ludzie?) to największy fakap naszej cywilizacji. Wielki Brat przestrzega: opamiętajmy się ASAP, zanim będzie po dedlajnie.

Judy
Ocena: 3/5

Błądzę raz sobie przy rondzie ONZ i oczom moim ukazują się Dwie Wieże. Między nimi uwijają się chude, ciemno odziane zjawy wpatrzone w kolorowe smartfony. Wśród tłumu wzrok mój przykuwa wysoka postać ubrana na biało – to pani Grażynka z autobusu. Gdyby to ode mnie zależało, nie byłoby tych potwornych korpośmieci!‒– złości się. A że akurat jest Dzień Grażyny, Dwie Wieże znikają, podobnie jak wszystkie oszczędności emerytki. Zostaje tylko ona, autobus i Oliwek w barze z shishą w Pawilonach.

Zdążę, Klakson, Bziii.
Ocena: 5/5

Przyjęli mnie! Warto było zbierać te ulotki ze standów, koordynować assessment center w naszej organizacji i samo-się-rozwijać. Matura, studia, edukacja… to tylko relikty przeszłości, które w rzeczywistości ograniczają horyzonty człowieka. A tutaj uczę się samych praktycznych skillsów: moje umiejętności są coraz bardziej miękkie, a swój team przestawiam jak tabele z Excela. Za 2 lata? Ale ja siebie widzę! Na razie muszę się pokazać jako Junior Procrastination Specialist, za 20 lat awansują mnie na Si-I-Oł – a za 200 lat to wszystko będzie moje.