Proaktywnie, nie reakcyjnie

Na scenę polityczną Szkoły Głównej Handlowej wkroczył z impetem w zeszłym roku i od razu postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko dużą liczbą postulatów. O tym w jakim stopniu udało się je zrealizować opowiedział MAGLOWI były Przewodniczący Samorządu Studentów SGH – Bogdan Marek.

 

MAGIEL: Na czym najbardziej zależało ci na początku kadencji?

Bogdan Marek: Pierwszego dnia kadencji chciałem przede wszystkim zgrać nowe osoby z tymi, które wcześniej działały w Samorządzie. Koordynatorzy projektów byli już wtedy wybrani, więc bardzo ważne było dogadanie się, żeby wszystkie inicjatywy mogły zostać zrealizowane. I to się udało. Jedne przeprowadzono z lepszym rezultatem, inne z nieco gorszym. Poza tym chciałem, żeby ta kadencja zakończyła się w dość przyjaznej atmosferze i nie powtórzył się scenariusz z zeszłego roku, w którym widoczny był niesamowity antagonizm dwóch bloków wyborczych.

Czy to się powiodło?

Mam wrażenie, że tak. W bloku obecnego Przewodniczącego, Arka Kamińskiego, znalazły się osoby dotychczas będące zarówno w Aliansie, jak i Feniksie [bloki startujące w wyborach w 2016 r. – przyp. red.]. Fakt ten wskazuje, że udało się pogodzić część osób z jednego i drugiego obozu, pójść do wyborów razem. To dobrze rokuje na przyszłość.

Wspomniałeś, że niektóre projekty udały się lepiej, inne gorzej. Wiele osób uważa, że projektowo to był to dość kiepski rok.

Sytuacja była bardzo trudna. Wybory przeprowadzono późno, wszystko zaczęło działać dopiero w połowie lutego, a już na początku marca rozpoczynał się jeden z większych projektów, Targi Firm FMCG. Ta sytuacja spowodowała, że nie mieliśmy warunków, by myśleć o rozwoju istniejących inicjatyw, za to bardziej musieliśmy starać się, żeby zostały one zrealizowane. Nie ukrywam, że wyniknęły z tego pewne problemy. Z drugiej strony udało się stworzyć nowe merytoryczne wydarzenia. Powstały Dni Adaptacyjne oraz projekt DeBBaty. Zgodzę się, że prawdopodobnie mieliśmy pod względem projektowym lepsze lata, ale też okoliczności były w tym roku wyjątkowe. Osoby z opozycji, zamiast oferować pomoc w rozwiązaniu problemów, czekały, aż się potkniemy. Na szczęście potknięcia, jeśli się zdarzyły, były małe.

Co uważasz za największą porażkę?

Ciągle najbardziej leży mi na sercu ta sprawa z ECTS-ami [władze uczelni pomimo sprzeciwu studentów zmniejszyły limit ECTS-ów możliwych do zrealizowania na studiach licencjackich – przyp. red.]. Trudno powiedzieć, żeby to było potknięcie, że ktoś czegoś nie dopilnował. Porażka wynikła raczej z tego, że nie zadziałała wtedy komunikacja między Samorządem a poszczególnymi jednostkami Uczelni, które to organizowały. Mam wrażenie, że problem można byłoby dużo lepiej rozwiązać, gdyby został nam wcześniej zakomunikowany, gdybyśmy w jakiś sposób uczestniczyli w tym procesie. Z tego wynika pewna lekcja: Samorząd powinien działać proaktywnie, a nie reakcyjnie. Jeżeli obawiamy się niekorzystnej zmiany, nie czekajmy, aż ona się zacznie, tylko zawczasu podejmujmy odpowiednie kroki.

Wskazałeś na problem z komunikacją. Również w tym zakresie Samorząd poddawany jest krytyce. Pojawiają się liczne głosy, że polityka informacyjna w tym roku nie była na najwyższym poziomie.

Komunikacja ze studentami jest wyzwaniem, które stoi nie tylko przed Samorządem, lecz także przed każdym SKN-em i Uczelnią jako całością. Starałem się kiedyś dowiedzieć, w jaki sposób studentom SGH można skutecznie przekazywać informacje. Nie każdy czyta SGH-ową pocztę. Ani tablice z ogłoszeniami, ani wydarzenia na Facebooku również nie zawsze działają tak, jak powinny. Niewiele osób przegląda stronę internetową Samorządu. Żadna strategia komunikacyjna nie pozwala dotrzeć do wszystkich. Pora stworzyć w tym gąszczu informacyjnym miejsce, w którym będą się pojawiały ważne informacje w skondensowanej formie – na przykład listę mailingową.

Podsumowanie powyższych osiągnięć, porażek i postulatów miało miejsce również na Radzie Sprawozdawczej. Wtedy to dwie osoby z twojego Zarządu, Maciej Dąbrowski i Jakub Gajewski, nie otrzymały na koniec kadencji absolutorium.

Maciej Dąbrowski miał trudny start, ponieważ działał już wcześniej w Samorządzie. Był więc teraz odbierany trochę jako zdrajca. Zdecydował, że nie odpowiada mu taka atmosfera i zrezygnował z zaangażowania w Zarządzie na rzecz innej organizacji. Prywatnie darzę Maćka sympatią, ale rozumiem decyzję Rady. Nie jest ona zaskoczeniem ani dla mnie, ani zapewne dla niego. Ma też merytoryczne podłoże – Maciek nie dokończył kadencji. W przypadku Kuby Gajewskiego przyczyny zdają się być dla mnie głównie personalne. Na całej Radzie Sprawozdawczo-Wyborczej nie padł wobec niego żaden zarzut. Ten rok był trudny dla projektów, ale Kuba zasłużył według mnie na absolutorium. Osoby z Feniksa liczyły po poprzednich wyborach, że będą odpowiedzialne za projekty w Samorządzie. Ja zdecydowałem się jednak postawić na osoby, które tam działały, ale nie startowały w wyborach z ramienia żadnego z bloków. Nie wszyscy pogodzili się z moją decyzją, co moim zdaniem spowodowało taki wynik. Podkreślam jednak, że oczywiście każdy z członków Rady miał prawo zagłosować według własnego przekonania.

Na Radzie Sprawozdawczo-Wyborczej została podsumowana kadencja 2016/2017. Jak ocenisz stopień realizacji twoich postulatów?

Większość rzeczy, które zależały od nas, została zrobiona lub zostanie wkrótce dokończona. Niektóre kwestie wymagają jeszcze kolejnych kadencji. Przy kilku innych napotkaliśmy taką przeszkodę, której nie dało się przejść. Ścieżki wyboru przedmiotów, jeżeli chodzi o MIESI, Ekonomię i FIR, zostały już opublikowane. Do Programu Mentoringowego brakowało nam kontaktów, ale pomysł został przekazany dalej. Wciąż trwają prace nad wyraźnym oddzieleniem działalności projektowej od statutowej. Standaryzacja egzaminów to temat kontrowersyjny. Natomiast idea mniejszej liczby przedmiotów za więcej ECTS-ów ma wielu zwolenników, w tym Rektora Kozłowskiego. Żadnego z tych postulatów nie da się jednak zrealizować z dnia na dzień. Mam zamiar stworzyć raport podsumowujący realizację postulatów Aliansu. Trzeba pamiętać, że wynik zeszłorocznych wyborów był bardzo wyrównany [obydwa startujące bloki uzyskały podobną liczbę miejsc w Radzie – przyp. red.], więc w wielu kwestiach musieliśmy szukać kompromisów.

Jak potoczyła się współpraca wewnątrz Samorządu?

Myślę, że czas stopniowo leczył rany. W miarę, jak osoby początkowo sceptyczne przekonywały się, że mogą liczyć na nasze wsparcie, że jesteśmy dostępni, atmosfera stawała się coraz lepsza. Nie powiem, żeby podziału nie było widać, ale nie było tak, że osoby z Feniksa dla zasady głosowały na „nie”. Były takie inicjatywy, które znajdowały poparcie obu stron. Na przykład decyzja o ostatnim referendum, podczas którego wielu naszych radnych było na Erasmusie, a ja w Stanach, właściwie została przegłosowana głównie dzięki osobom z Feniksa, co bardzo doceniam.

Który wynik na referendum zaskoczył cię najbardziej?

Poparcie dla sesji w lipcu [54,6 proc. – przyp. red.]. To stosunkowo niewielka zmiana, a w takich sytuacjach studenci mają tendencję do popierania status quo. Poza tym problematyczne jest pytanie dotyczące umożliwienia zapisywania się na przedmioty, które kolidują ze sobą czasowo. Aprobata nie jest tu zaskakująca. Wskazuje ona na to, że wielu studentów uważa wykłady za nieatrakcyjne i nie chodzi na nie. Jednak pozwalając na taki tok postępowania, zamiast realnego rozwiązania tej kwestii, utworzylibyśmy tylko protezę rozwiązania. Jeżeli nikt nie będzie chodzić na wykłady, to tym bardziej nie będzie sensu podnoszenia ich jakości. Wraz ze spadkiem jakości zajęć coraz mniej osób będzie na nie uczęszczać. Tymczasem zasadne byłoby raczej poprawienie sylabusów, utworzenie ciekawych bloków przedmiotów. Dobrze, że to pytanie się pojawiło w takiej formie i że znamy wynik. Jest to punkt wyjścia do dyskusji.

Zmieńmy nieco temat. Ile w trakcie kadencji byłeś w stanie poświęcić dla Samorządu i z czego musiałeś zrezygnować?

W poprzednim roku musiałem zrezygnować praktycznie ze wszystkich innych obowiązków. Trudno czasami nawet powiedzieć, co zajmuje tyle czasu. Ktoś zakłada SKN, ktoś potrzebuje patronatu Rektora, odbywa się spotkanie Zarządu, co miesiąc Rada i Senat. Czyli sprawy bieżące. Do tego byłem w Komisji Programowej. Bycie przewodniczącym to praca na więcej niż cały etat – zajmuje, licząc lekką ręką, około 50 godzin tygodniowo. Jednak nie narzekam, ponieważ jest to zajęcie bardzo rozwijające. Człowiek może się wiele nauczyć. Sporo musiałem poświęcić, ale było warto. Teraz będę powoli wracał do normalnego życia. Zacząłem staż w Ministerstwie Finansów. Nie chcę się jednak wycofywać w stu procentach. Celowo zadeklarowałem przedmioty za mniej ECTS-ów i zdecydowałem się na pracę na pół etatu, by móc pomagać Samorządowi. Zostałem też w Senacie.

W trakcie swojej kadencji wyjechałeś na dwumiesięczny staż do Stanów Zjednoczonych. Nie mogłeś wtedy przecież wypełniać swoich wszystkich obowiązków. Uważasz, że to w porządku, że Przewodniczący znika na tyle czasu?

Oczywiście niektórzy mogą być temu przeciwni. Zaraz po tym, jak dowiedziałem się o możliwości dwumiesięcznego wyjazdu, poinformowałem Zarząd. Zapytałem, czy są gotowi zgodzić się i przyjąć na siebie jeszcze więcej obowiązków. Zgodzili się, więc podjąłem decyzję o tym stażu. Rozumiem sam zarzut, że byłem daleko, ale żadna z osób mających pretensje nie podała rzeczy, która by się przez ten mój wyjazd nie udała. Podzieliliśmy wszystko tak, że nie zaszkodził on studentom.

Jakie wyzwania stoją przed obecną ekipą?

O ile zaczynanie kadencji wśród ludzi podzielonych na dwa bloki ma wiele wad, to ma tę jedną zaletę, że prawdopodobnie kończy się z większym poparciem niż się zaczyna. W obecnej sytuacji jest inaczej – lepiej już z poparciem nie będzie. Mogą tworzyć się podziały. Ponadto w tym momencie zaczyna się proces przygotowania Uczelni na nowe Prawo o Szkolnictwie Wyższym (tzw. Ustawa 2.0). To jest dla nowej ekipy ogromne wyzwanie, szkolnictwo wyższe z ministrem Gowinem zmienia się bowiem naprawdę w szybkim tempie. Odchodzimy od masowego modelu kształcenia do bardziej elitarnego. W takich sytuacjach zawsze pojawia się sporo szans, bo wiele rzeczy, które do tej pory były nienaruszalne, staje się przedmiotem dyskusji. Z drugiej strony istnieje zagrożenie, że Samorząd nie sprosta temu komunikacyjnie i merytorycznie. Przede wszystkim nowa ekipa będzie musiała dbać o to, by głos studentów w nowym systemie nie był pomijany.

No votes yet.
Please wait...