Nowa twarz SGH

Nowy rok akademicki przywitał studentów kilkoma zmianami. Wprawdzie nie tymi, których oczekiwaliby oni najbardziej, jednak nadal dobrymi. Być może miała to być rekompensata za odebrane ECTS-y – a może po prostu są to udogodnienia na miarę naszych możliwości.

Tekst: Dominika Pajka

Nowe życie damskich toalet

fot. Elwira Szczęsna

Przed:

Toalety w budynku G nie były jak dotąd szczytem luksusu. Wchodząc do którejkolwiek z nich, od razu dało się zauważyć, że żaden element nie jest tam pierwszej młodości. Wszechobecną biel można było wprawdzie nazwać bielą, chociaż bardziej prawdziwe wydawało się raczej nazwanie tego koloru bielą poszarzałą. Całości wystroju dopełniał szary papier toaletowy. Kiedy weźmiemy pod uwagę to, że studentek i pracownic SGH jest całkiem dużo, a w większości łazienek były tylko dwie kabiny, dostajemy już pełen obraz tej dramatycznej sytuacji. Wieczne kolejki, ciasno, smutno, szaro i nieprzyjemnie – bez wątpienia decyzja o przeprowadzeniu remontu i uszczęśliwieniu tym samym kilku tysięcy pań była decyzją słuszną.

fot. Elwira Szczęsna

Po:

Już na początku wrażenie robią potężne drzwi wejściowe. Dalej jest tylko lepiej – wszystko nowe, więc także dużo czystsze. Biel na powrót stała się prawdziwie biała. Nad umywalkami wisi wielkie lustro, co z pewnością panie cieszy. Kabiny są teraz trzy zamiast dwóch. Kolejki w damskiej toalecie nie zniknęły, ale na to raczej nie można było mieć nadziei. Czekanie w nich stało się jednak dużo przyjemniejsze. W całej tej sytuacji smutne są jedynie dwie rzeczy. Pierwsza – że łazienki zostały wyremontowane tylko w jednym pionie. Druga – jeszcze smutniejsza – że studenci płci męskiej zostali tym razem pominięci, a ich toalety są nadal ciasne i ponure.

 

Bez Niespodzianki

fot. Beata Musiał

Przed:

Niespodzianka, czyli jadłodajnia znajdująca się w budynku A, była jednym z miejsc, w którym studenci jadali najchętniej. Nic dziwnego – obiady były tam smaczne, a do tego na studencką kieszeni. Zastrzeżenia pojawiały się tylko w stosunku do obsługi, której jednak nie można było odmówić troskliwości w stosunku do klientów. Przejawiało się to zwykle w bardzo głośnym informowaniu ich, że zamówione danie stygnie – nie można nie docenić takiego poświęcenia, szczególnie że zapewne nieraz było przypłacane bolącym gardłem. Wystrój Niespodzianki nie zaskakiwał niczym specjalnym – okrągłe stoliki, czerwone ściany z wiszącymi na nich obrazkami. Ogólne wrażenie było jednak pozytywne. W tym roku został zorganizowany przetarg na najem lokalu, który Niespodzianka przegrała. Panie z obsługi próbowały jeszcze walczyć: stworzyły petycję i zbierały podpisy od klientów, jednak nic to nie pomogło – decyzji nie zmieniono.

fot. Elwira Szczęsna

Po:

Nową na uczelni restaurację WARS podróżujący pociągami zapewne dobrze znają. Teraz można odwiedzić ją również w budynku A. Co się zmieniło w porównaniu do Niespodzianki? Ceny są podobne. Obsługa zdecydowanie mniej krzykliwa. Wystrój również odświeżono – nie jest to może rewolucja na miarę Magdy Gessler, ale zdecydowanie można ją ocenić na plus. Stoliki i krzesła pozostały te same, dodatkowo pojawiły się czerwone fotele. Małe obrazki na ścianach zostały zastąpione przez większe, czarno-białe zdjęcia Warszawy sprzed lat, między innymi budynku głównego SGH i znajdującej się na nim charakterystycznej piramidy. Można to zresztą uznać za bardzo okrutny, ale i sprytny zabieg. Przynajmniej skutecznie pozbawia studentów złudzeń, że na końcu tej podróży czeka ich coś innego niż starcie z niemieckim albo kolejnym nudnym wykładem.

Zlikwidowane okienka

fot. Claus Rebler, flickr | CC BY 2.0

Przed:

Biuro Dziekanatu Studium Licencjackiego było jak dotąd urządzone w starym stylu. Załatwiający swoje sprawy studenci odgrodzeni byli od obsługujących ich pań szybą. Być może zorganizowano to tak ze względów bezpieczeństwa – w razie gdyby któraś ze stron zdenerwowała się za bardzo. Jak również wiadomo, w SGH każdy student na stałe przyporządkowany jest do jednej z asystentek toku. Dotychczas powodowało to pewne, również logistyczne, problemy, szczególnie w okresach przedłużania ważności legitymacji studenckich, kiedy kolejki są najdłuższe, a godziny obsługi studentów niekoniecznie im sprzyjające. Gdy studentowi w końcu udało się wejść do biura, okazywało się, że stanowisko, do którego czekał, cały czas było wolne. Trudno było jednak sprawdzić to wcześniej, ponieważ trzeba by przecisnąć się przez tłum ludzi, uniemożliwiający zajrzenie do środka.

fot. Elwira Szczęsna

Po:

Co się zmieniło po remoncie? Stanowiska odgrodzone szybami zniknęły. Zamiast tego pracownice dziekanatu siedzą za biurkami. Po drugiej stronie tych biurek siedzą teraz także studenci, dla których wspaniałomyślnie przeznaczono krzesła. Zmiana ta spowodowała, że oczom studentów ukazała się cała przestrzeń znajdująca się za stanowiskami, dotychczas dla nich niewidoczna. Dzięki temu biuro dziekanatu wydaje się większe. Do decyzji o remoncie mogły przyczynić się nie tylko kwestie wizualne. Niewykluczone, że władze naszej Alma Mater zaczęły wierzyć w ucywilizowanie studentów i w to, że żaden z nich nie straci nad sobą kontroli podczas wizyty w biurze DSL. Dodatkowo został zlikwidowany problem kolejek do okienek – nie jest to jednak nic zaskakującego, jeśli weźmie się pod uwagę, że zniknęły również same okienka.

I tylko budynek F raz wyburzony, nadal wyburzony pozostaje. A Wirtualny Dziekanat niezmiennie dostarcza studentom emocji przy walce za pomocą F5. Ale co zrobić – w końcu nie od razu Rzym zbudowano.

No votes yet.
Please wait...